Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 730 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wspomnienia

poniedziałek, 30 stycznia 2012 4:03

67 rocznica "Marszu śmierci"


                                                                                                         
 Marsz śmierci więżniów obozu koncentracyjnego  KL STUTTHOF w 1945 r.

 
 
25 stycznia 1945r. o godz. 6 rano rozpoczęła się ewakuacja większości więźniów obozu w Stutthofie. Z rozkazu nr. 3 z dnia 22 stycznia 1945r. ustalający zasady ewakuacji podpisanego przez komendanta obozu Sturmbannfurera Paula Hopego, powołującego się na zarządzenie wyższego dowódcy SS i policji w okręgu Weichsel Generalleutnant der Wafen - SS Fritza Katzmann. Kierownictwo wymarszem objął Hauptsturmfurer Teodor Meyer, do pomocy miał Unterscharfurera Wernera Reiss i lekarza SS- Hauptsturmfuhrera doktora Lauba. Do swej dyspozycji mieli sztab SS i środki transportowe. Planowana droga transportowa prowadzić miała ze Stutthofu przez Mikoszewo, Szewce, Błotnik, Cedry Małe, Cedry Wielkie, Trutowy, Pruszcz, Straszyn, Bąkowo, Lubiewo, Kolbudy, Niestępowo, Żukowo, Przodkowo, Załęże, Pomieczyno, Luzino, Godętowo, Lębork. Marsz przewidziano na 7 dni. Więźniowie podzieleni zostali na kolumny liczące po około 1500 osób, maszerujące piątkami. Odległość pomiędzy poszczególnymi kolumnami - 7km. Ochrona każdej kolumny męskiej składać się miała z jednego podoficera SS i czterdziestu postenów, na kolumny żeńskie przypadało: jeden podoficer SS, piętnastu postenów i odpowiednia liczba pomcniczek zewnętrznych. Pomocnikami transportu męskich kolumn wyznaczono Blockfuhrerów, jak również Hauptsturmfuhrerów Hauschilda i Tschnesny'ego. Całością ochrony miał kierować Hauptsturfuhrer Richard Reddig. Dołączono również sztafetę psów. Zarządzono, aby wszelkie próby ucieczek i buntów likwidować przy użyciu broni. Ochrona miała być uzbrojona w pistolety maszynowe i granaty ręczne, a na każdą grupę męską przypadać miały dwa lekkie karabiny maszynowe. Do rozeznania drogi i przygotowania kwater wydzielono osobną grupę: jednego podoficera i dziesięciu ludzi. (Ten organizacyjny wstęp przytoczyłem świadomie, aby uzmysłowić, że ucieczka była niemożliwa. A jednak były próby, a nawet nieliczne udane. Ponadto, nazwiska i stopnie hitlerowców również miały znaczenie choćby podczas powojennych procesów. Bezpośrednio ewakuację Stutthofu zarządził osobiście sam gauleiter Forster. Wojska radzieckie znajdowały się już pod Elblągiem). K. Dunin - Wąsowicz  opublikował swoje wspomnienia z tego jak napisał „ upiornego marszu - dla wielu ostatniego w życiu". Dot. kolumny VI
Czwartek 25 I- kolumna gotowa do marszu od rana, wymarsz godzina 13, nocleg w Cedrach Małych; tego dnia przeszliśmy w ciągu 16 godzin 29km, przeprawiliśmy się też dwukrotnie przez Wisłę. Tłok na przeprawach był ogromny, wszędzie bardzo długie postoje.
Piątek 26 I - wymarsz 10 rano, nocleg w Cedrach Wielkich zrobiono 8 km w ciągu 4 godzin.
Sobota 27 I - wymarsz 10 rano, nocleg w Pruszczu, 11 km w ciągu 5 godzin.
Niedziela 28 I - wymarsz 8 rano , nocleg w Niestępowie, 25 km w ciągu 12 godzin.
Poniedziałek 29 I - pobyt w Niestępowie.
Wtorek 30 I - pobyt w Niestępowie.
Środa 31 I - wymarsz godzina 12, nocleg w Żukowie, 6 km w ciągu 6 godzin.
Czwartek 1 II - pobyt w Żukowie.
Piątek 2 II - wymarsz o 8 rano, nocleg w Pomieczynie w kościele, 15 km w ciągu 7 godzin.
Sobota 3 II - wymarsz o 7 rano, nocleg w Luzinie, 22 km w ciągu 8 godz.
Niedziela 4 II - wymarsz o 10 rano. Nocleg w obozie RAD ( niemiecka służba pracy) w Rybienku pod Rybnem.19 km w ciągu 6 godzin. Pod Rybnem kolumna pozostała na miejscu kilka tygodni. Wielu więźniów próbowało uciekać na początku ewakuacji. Ludność niemiecka nie sprzyjała więźniom. Sytuacja zmieniła się z chwilą wkroczenia na tereny etnograficzne kaszubskie, tzn. już od Niestępowa, poczynając. Aby jednak dojść do Niestępowa, trzeba było mieć jeszcze zasób sił. Niestety, wielu załamało się po drodze, a kto stracił wiarę w swoje siły, ten nieuchronnie był dobijany przez esesmanów. W Niestępowie na cmentarzu spoczywa snem wiecznym 36 uczestników tego „ marszu śmierci". Marsz odbywał się podczas 15 - 20 stopniowego mrozu. Głód i zmęczenie fizyczne doprowadzały do kompletnego wyczerpania. Wzdłuż kolumn przejeżdżał na motocyklu Meyer i dobijał słabych upadających więźniów. Był taki dzień - 28 stycznia kiedy z grupy ok. 1500 więżniów padło 137, aby nie podnieść się więcej. Dobijanie więźniów podczas marszu było zjawiskiem masowym i powszechnym. Nie sposób ustalić dokładnej liczby zabitych podczas tego opętańczego marszu. W pierwszej wsi kaszubskiej Niestępowie natychmiast znalazły się ziemniaki, którymi obdzielono więźniów, kobiety i dzieci usiłowały podawać chleb, o ile oczywiście nie przeszkodziła temu obsługa esesmańska. Wieść rozeszła się po całym Pomorzu Gdańskim, że „Stutthof idzie"; zmobilizowane zostało całe społeczeństwo i wszystkie polskie organizacje podziemne do pomocy w ułatwianiu ucieczek, w dostarczaniu żywności, ciepłej odzieży itp. Esesmani oczywiście usiłowali początkowo przeszkodzić akcji, była ona jednak zbyt spontaniczna i masowa, aby mogła być przerwana przez szykany.
O tych szykanach mówiła , zeznając na procesie załogi Stutthofu, więżniarka z kolumny ewakuacyjnej idącej już po nas , Janina Kozłowska:
„Szłyśmy dwanaście dni , kołując dookoła Gdańska. Na drogę dano nam po pół bochenka chleba i trochę margaryny( niektóre zjadły to od razu), potem przez pięć dni nic nie otrzymałyśmy. W napotkanych wsiach kobiety i dzieci kaszubskie usiłowały nam dać chleb, ale esesmanki nie pozwalały. Potem znajdowałyśmy chleb podrzucany na drodze. Gdy kromkę chleba spostrzegła esesmanka, wdeptywała  ją w błoto.  Biły za podnoszenie chleba. Na drodze spotykałyśmy pełno trupów mężczyzn - rozstrzelanych. Na moich oczach rozstrzelano moją koleżankę za to, że osłabła i nie mogła iść dalej.  Z naszej kolumny liczącej 1300 kobiet rozstrzelano w drodze ponad 300."
W niektórych postojach esesmani wylewali na ziemię przygotowaną przez miejscową ludność gorącą zupę. Dzielni Kaszubi dawali sobie z tym radę. Na drodze, wzdłuż szlaku ewakuacji, stały kobiety z chlebem i czekały na sposobniejszą chwilę, aż wartownik odwróci się w inną  stronę. Rzucały wtedy chleb w kolumny więźniów, którzy chwytali go w locie. Na postojach przekupywano niektórych esesmanów, Kaszubi dawali im marki, papierosy, wódkę za pozwolenie podania więźniom kilku baniek gorącej zupy lub kilku wiader gotowanych ziemniaków. Gdyby nie ofiarna pomoc ludności kaszubskiej, dającej na każdym kroku dowód swojej polskości i wielkiego patriotyzmu, straty podczas ewakuacji , i tak ogromne, byłyby znacznie większe. Osobiście z największą wdzięcznością wspominam Kaszubów w czasie tych ciężkich przeżyć.                                                                                                                                                                    Są to niektóre fragmenty wspomnień spisanych przez Krzysztofa  Dunin- Wąsowicza w opracowaniu„Stutthof”                                                                                                                   Podobnych opracowań mamy więcej, np. wydanych  przez Janinę Grabowską  .

                                                                          *

Wspomnienia córki więżnia – uczestnika marszu śmierci Pani Barbary  Szczygielskiej .
Uczestnikiem marszu był mój ojciec Zygmunt Giszter, pochodzacy z wsi Cegielnia koło Kleczewa.

 Zdjęcie z roku 1947
Jako uczestnik walk wrześniowych dostał sie do niewoli. Przebywał w stalagu Hycner. Po dłuższej chorobie został zwolniony. Po powrocie do domu w maju 1940r. - na skutek donosu pewnego Niemca - został aresztowany przez gestapo i wywieziony do Dachau K3, gdzie otrzymał nr 8695, blok 26/4. W listopadzie 1940r transportem został wywieziony do Oświecimia nr 7076 blok 6/4. Luty 1941r przewieziony do Flossenburg nr 303, blok 13. W lipcu 1942r został  przewieziony transportem do Stutthofu, nr 14660, blok 9. Pracował tam przy budowie baraków, stolarni i  przy królikach rasy angora. W tym obozie był aktywny wśród więżniów udzielając każdej możliwej pomocy. W obozie był więżniem również Rosjanin, któremu pan Zygmunt pomógł w chorobie. W pierwszej chwili po wyzwoleniu przez Rosjan, ów więzień opowiedział wszystko tym żólnierzom, co było bardzo pomocne panu Zygmuntowi w pierwszych godzinach wolności. Póżniej podczas wędrówki do domu pomagali mu również Rosjanie. Został ewakuowany ze Stutthofu w lutym 1944 r. Pani Barbara wspomina: Pędzono ich kolumnami w nieznanym kierunku.Tatowi jeden z esesmanów kazał niesc walizkę. Nie dość jak mówił tatuś że byli głodni,zmarznięci to on cały czas sie bał aby nie upuścić tej walizki.Gdy oswobodzili ich Rosjanie to więżniowie rzucili sie na ta walizkę szukajac czegoś do jedzenia ,ubrania. On złapał pierwsza rzecz z brzegu i okazało sie że to jest brzytwa.Tatus mówił że wział ją z myślą o obronie bo nikt nie wiedzał co ich czeka. Brzytwa jest w orginalnym futerale z napisami .Tatuś używał jej do ostatnich dni.
Za chleb jeden z wspłwiężniów zrobił mu sygnet z monety 10 zł. Mamy go do dziś jest cenną
pamiątkę. Na sygnecie są inicjały taty. numer obozowy .data urodzenia litery K L S i po bokach
wygrawerowane liscie dębu. Posiadamy także  Postkarte - list wysłany przez tate do rodziów 27 grudnia
1944 r. a napisany 20 grudnia tego roku. Po oswobodzeniu więżniów przez żołnierzy rosyjskich i udzieleniu im pierwszej pomocy , na tyle na ile ich było stać, pan Zygmunt szedł na piechotę w strony rodzinne. Gdy dotarł i zbliżał się do domu ledwo został rozpoznany przez rodzinę. Nie chciał póżniej wspominać tych strzasznych przeżyć.

  

 
Pamiątki te zapewne jako relikwie rodzinne świadczą o tych strasznych czasach.

 

Jedno z ostatnich zdjęć pana Zygmunta z siostrą Weroniką z roku 1992


oceń
2
3

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wydarzenia

sobota, 21 stycznia 2012 17:09



                                        Nagroda ... Grzegorza Wielkiego

 

Pomyślność jest darem wspólnym pospólstwa i ludzi gorszego gatunku. Ale wznieść się ponad wszelkie klęski i trwogi śmiertelnych jest wyłącznym przywilejem wielkiego człowieka.

Seneka



                                                                 Gazety doniosły, że najwybitniejszy badacz katastrofy, brzozy, kokpitu, stenogramu, ułożeniu ciał, wykonawców zbrodni, słynny już na cały świat, Antoni Mocio - siwa bródka, otrzymał nagrodę nie byle kogo bo papieża im.  Grzegorza I Wielkiego ( 540-604). Z racji moich amatorskich zainteresowań historią papiestwa, posiadam chyba dziesięć różnych leksykonów i dziejów papieży. Są wśród nich opracowania nazwijmy je kanoniczne, teologiczne. opisujące  jakimi to oni byli ludżmi świętymi, już tu na ziemi, ale są i książki w których opisano papieży jako postacie historyczne. Na początku zaznaczam, że te dwa rodzaje opisów różnią się, niekiedy radykalnie w swoich treściach. Co innego być świętym dla jego  wyznawców, co innego być papieżem jako głowa państwa kościelnego, czyli krótko mówiąc – politykiem. Temu pierwszemu nikt opinii nie „poszlakuje” , natomiast politykowi się „poszlakuje” nawet bardzo, gdy na to zasłużył. Ponieważ Antoni - siwa bródka jest politykiem (przecież nie świętym)  , zatem będąc nagrodzonym, został przyrównany w jakimś tam, nawet minimalnym stopniu do polityka Grzegorza Wielkiego. Myślę, że moje rozumowanie jest prawidłowe.
O tym wielkim papieżu przeczytałem w dziele dwóch ( i nie tylko) znakomitości : Seppelta i Lófflera. Ze zrozumiałych względów przytoczę kilka fragmentów.
„Niegodny i słaby przejąłem stary i mocno skołatany falami okręt, w który ze wszystkich stron wdzierają się fale i którego spróchniałe belki, nieustannie smagane burzą, zapowiadają rychle rozbicie”. Temi słowami sam Grzegorz I scharakteryzował ciężkie, prawie beznadziejne położenie  Kościoła w chwili, gdy jednomyślna wola kleru i ludu rzymskiego powołała go na stolicę piotrową. Najpierw nawet salwował się ucieczką. W końcu dał się przekonać, podporządkował się woli cesarza  i ludu. 3 września 590 r. przyjął sakrę biskupią. Napisał ponad osiemset listów. Przeprowadził wielkie dzieło reorganizacji posiadłości kościelnych. Podczas oczyszczania pewnego stawu należącego do zakonników ujrzano w nim 6 tys. czaszek i szkieletów dzieci. Rektorzy musieli regularnie składać sprawozdania z d o c h o d ó w i wydatków . Z listów wynika, że interesował się nawet sprzedażą krów nie nadających się do chowu . On wprowadził odpusty i odpuszczanie grzechów za pieniądze. On wymyślił czyściec.  Wiadomo od wieków: pecunia non olet. Papieżom również. Dochody przeznaczał również na działalność charytatywną , podobnie jak dzisiejsi biskupi!. Antoni też przeznacza ?. Przywrócił karność kościelną. Zażądał przestrzegania celibatu, który do tej pory był stosowany - jak komu pasowało. Nie wszystkim pasowało, więc zabronił kontaktów z kobietami, mężczyznami i...ze zwierzętami. Zajmował się w swojej publicystyce dość szeroko tzw. stosunkami seksualnymi. W rozumieniu współczesnym te jego dywagacje na temat seksu uważane są za obsesje nie z tej ziemi. Jego apologeci skrzętnie to omijają.  Stosunek małżeński uważał za grzeszny, ale dopuszczalny był tylko dla prokreacji, broń Boże dla rozkoszy. Stosunek z żoną dla rozkoszy nie pozwalał mężowi wchodzić do kościoła. Próbował usystematyzować kary cielesne za te przewinienia. Inne kary były np.  za stosunek syna z matką, ojca z córką, dziadka z wnuczką. Wyznaczył również kary dla mnichów. Mnich który masturbował się w kościele otrzymywał trzydzieści dni postu. Biskup onanizujący się w Domu Bożym otrzymywał piędziesiąt dni postu. Wydaje się być najciekawszym, jak te przypadki były zauważane? Żródłowy list biskupa Huldryka opisujący te zdarzenia tego nie wyjaśnia. Najprawdopodobniej ktoś doniósł. Antoni siwa bródka zapewne bez trudu i bez komisji  rozpoznał by tą zabawę. Katastrofę rozpracował , a dewiantów nie!. Zasłużył się Grzegorz Wielki w rozwoju liturgii ( reforma mszy, Sacramentarium Gregorianum) i śpiewu  kościelnego ( organizowanie rzymskiej Schola Cantorum). Nakazał spalić bibliotekę  Apolla na Palatynie. Pomyśleć, że są tacy dziś, którzy uważają, że książki palić wymyślił niejaki Adolf chyba Hitler, jeśli dobrze pamiętam. Podjął papież dzieło katechizacji ludów Anglosaskich. Póżniej narodziło się powiedzenie : Cezar potrzebował sześciu legionów aby podbić Wielką Brytanię, a Grzegorzowi wystarczyło czterdziestu mnichów.
Z Longobardami oblegającymi Rzym w 592 i 593 r. papież zdołał pojednać  się w pokoju za olbrzymią sumę pieniędzy a przede wszystkim z pomocą ich królowej Teodolindy (gdzie diabeł nie może...tam Teodolindę ! ) zainicjował przyjęcie przez nich wyznania katolickiego.  Nie wywyższał się. Przyjął tytuł „sługa sług Bożych”. Nie grzeszył zbyt finezyjnym umysłem. Nie znał nawet greki, co w ówczesnym czasie uznawano za nieuctwo. Potępiał zawzięcie kształcenie wszystkich ludzi z wyjątkiem duchownych. Zakazał czytanie Biblii z wyjątkiem duchownych. I słusznie. Co dzisiaj na ten przykład się dzieje. Wielu umiejącym czytać pewne rzeczy w Biblii nie zgadzają się . I co może począć  dzisiejszy papież. W dobie internetu niczego nie da się zabronić. Są nawet tacy, którzy mówią, że Boga nie ma. Inni mówią, że sami są bogami np. niektórzy wójtowie!. Kosmonauta Gagarin w 1957 r. utwierdził Chruszczowa w tym przekonaniu, gdyż na orbicie nie znalazł Boga (sic!). Marii Magdaleny,  no tej co Jezusa kochała,  też ten wielki człowiek nie miał w zbyt wielkim  poważaniu, gdyż przyrównywał ją do tych... co za darmo i za pieniądze dają. Skutki bezrobocia są niestety ponadczasowe. Grzegorz papież starał się bardzo. Wielkim okrzyknięto go potem. Wielkim to był, ale dla jego następców, dlatego szybko okrzyknięto go świętym. Santo subito! Nie znalazł uznania u współczesnych mu. Fundowanie kolejnych klasztorów nie dało żadnych korzyści milionowej biedocie  rzymskiej. Niezadowolenie biedota szybko i konkretnie okazała.  Po śmierci w 604 r. przed pałacem papieskim spalono publicznie jego dzieła. Radości nie było końca. Być może Rzymianie zapamiętali i wzięli przykład z niego, kiedy kazał spalić bibliotekę Apolla. Te kilka fragmentów oczywiście nie wyczerpują wszystkich dokonań tego wielkiego człowieka. Na koniec trzeba sobie postawić najważniejsze pytanie. W których dziedzinach życia człowieczego, dokonania naszego  Antoniego -  siwa bródka,  są porównywalne chociażby w nikłym procencie do Grzegorza Wielkiego?. Czytelnicy teraz znając obu, zapewne bez trudu znajdą odpowiedż.

Człowiek, który sieje ziarno nienawiści nigdy nie będzie wielkim człowiekiem.

                                                                                           *

Dlaczego Bóg dopuszcza, żeby na ludzi dobrych spadało coś złego? - Nieprawda, że Bóg dopuszcza. On tylko wszelkie zło od nich oddala, jak występki, haniebne uczynki, nikczemne myśli, grabieżcze zamiary, ślepą żądzę i chciwość dybiącą na cudze mienie. On tylko samych ludzi strzeże i chroni.

Dlaczego - pytasz- tak wiele nieszczęść spada na dobrych ludzi? - Otóż dobremu człowiekowi nie może się zdarzyć nic złego, przeciwieństwa się wyłączają wzajemnie. Gwałtowne uderzenia i przeciwności nie załamują dzielnego człowieka na duchu, ale trwa on niezłomnie w tym samym stanie, a cokolwiek go złego spotka na swoją korzyść obroci.

Seneka

 


oceń
0
2

komentarze (0) | dodaj komentarz

Aktualności!

czwartek, 19 stycznia 2012 17:18




Co w końcu z tym kokpitem?

Od dłuższego czasu  prawie wszystkie nasze  media piszą o pewnym kokpicie. Nie są ważne kryzysy, bankructwa np. najmądrzejszych historycznie  i nieskorych do pracy Greków, klęski talibów , syryjczyków, czy wreszcie powiększone o liczbę dwudziestu kilku  grono kardynałów we większości zasłużonych urzędników kurii watykańskiej. To są wydarzenia, które nie mogą zainteresować większości wierzących i praktykujących Polaków. Ich interesuje kokpit. Powiększające się ilości różnych komisji  – wiarygodnych ekspertów, badaczy teorii spiskowych, słuchaczy głosów niebiańskich, podszeptów mocy piekielnych.  Niektórym nawet są dokładnie znane nazwiska tych diabłów zacierających z uciechy ręce, ze zwiększonej ilości sprzedanych gazet czy też zwiększonej oglądalności audycji tv. Wszystkim wokół którego się kręci się ten zwariowany magiel to ów „kokpit”.  Czytelnik, zresztą ja też - zastanawiam  się – co z tym kokpitem?  Otóż chodzi o to czy w kokpicie byli piloci  i jeszcze ktoś.  Jest rzeczą oczywistą o  której nawet nie warto wspominać, żeby obsłużyć samolot to w kokpicie muszą być piloci. O tym wiedzą nawet dzieci oglądające dobranockę. Ja odbyłem trzy podróże samolotem : do Bagdadu, Trypolisu i do Nowego Jorku. Za każdym razem w kokpicie byli piloci , którzy zapewnili mi bezpieczny odlot i przylot, czego dowodem na ten przykład jest niniejszy tekst.                                                                                                                                                                                                                                                                  Natomiast sprawą najważniejszą wg. moderatorów tego magla, jest obecność osób trzecich w kokpicie. Jest rzeczą pewną, - jak na ten przykład, że słońce świeci -  że w kokpicie były osoby nie będące pilotami tego samolotu. Po tym odkryciu zaczął się kręcić młyn maglowy. Uruchomiono wszystkie możliwe hipotezy – fachowe, naukowe, spiskowe, duchowe, religijne, mafijne, zbrodnicze, o rodowodzie krajowym i zagranicznym i jeszcze wiele innych. W końcu obywatele tego kraju zaczęli z politowaniem kiwać głowami i zastanawiać się, czy żyjemy w kraju wariatów, czy Kopernika. Ja jestem potomkiem wyznawców Kopernika, ale taki ekspert od zamachów znający już nawet zleceniodawców i wykonawców tego zamachu niejaki Mociorowic, zdecydowanie nie przyznaje się do plemienia Kopernika. On jest produktem (jakie brzydkie słowo) przemian (sic!) , to oczywiste ,że przemian, tylko jakich?. Produkując się w radiu tego który jest niektórym „ojcem”  powiada, że w Polsce jest jeszcze inne plemię niż to kopernikowskie. Jest to plemię natchnione duchem. Ono ma prawo do głoszenia prawdy i do prowadzenia Polaczków do zbawienia. O dobrobycie tutaj na ziemi muszą zapomnieć Polaczkowie. Oni,  „natchnieni”   nie muszą i  nie zapominają. Polaczkowie muszą spełnić – wg. niego i tego „ojca od radia”, parę drobiazgów,  a mianowicie - wszyscy zagłosować na niego i jego pretorianów oraz przekazać im całą kasę państwową. W zamian jak się rzekło – zbawienie po śmierci. Za życia Polaczku, torba i kij.  Żeby przekonać opornych, których na razie jest więcej niż tych duchowych, oni sięgnęli po kokpit. Nie jest dla nich ważne, że jednocześnie zaczęli grzebać w grobach tragicznie zmarłych. Kokpit jest ich „wartością”. Oni do wartości „wszelakich’ przywiązują największą wagę. Najlepiej gdy to są wartości z siedmioma zerami. Wróćmy jednak do kokpitu. Urabianie opinii publicznej dla osiągnięcia tych celów wymaga wykorzystania wszystkich możliwych technik. Szkoda wymieniać jakich , gdyż na co dzień z nimi się spotykamy. Mówiono kiedyś głośno, że tzw. komuniści okłamywali, łudzili, ośmieszali, indoktrynowali ...ach co tam najgorszego jeszcze. Ich mistrz, ten który mówił, że rząd jakoś się wyżywi – był w porównaniu do dzisiejszych dziennikarzy – jak to się pięknie mówi np. za 70 tys. zł za cztery wywiady w miesiącu w publicznej tv. – był na poziomie propagandy konspiracji wojennej. Jego kłamstwa , dezorientacja i hipokryzja  były niczym w porównania do dzisiejszych. Ktoś powie – nowe czasy, więc nowe metody urabiania. Dobrze, a czy nowe mózgi? A co z bezmózgowcami, których się produkuje ( kształci!) co raz więcej. Politechniki nie mogą doprosić się o zdolnych w matematyce i fizyce kandydatów na inżynierów wszelkich specjalności. Chcą  produkować inżynierów, a tutaj co drugi to teolog. Czytelniku wjedż samochodem na wiadukt, który zbudował teolog. Ja nawet bym pieszo nie wszedł. Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że to co piszę nie ma wiele wspólnego z kokpitem. A jednak ma, gdyż temu kokpitowi towarzyszy cały kompleks życia społeczno – gospodarczego a przede wszystkim politycznego w Polsce. Na koniec przedstawię moje spojrzenie na ten kokpit, ale... w samolocie. Jeżeli na wysokości 100 m nad lotniskiem z powodu gęstej mgły piloci nie widzieli pasa startowego - co wszyscy tzw. eksperci potwierdzają - to choćby w kokpicie było pięciu generałów, jeden prezydent, jeden były prezydent i dwudziestu ministrów – i każdy z nich wyciągnął  pistolet, ja i ci piloci , którzy mnie zawieżli ( opis na wstępie) i przywieżli , na pewno by nie wykonali rozkazu i nie lądowali. Reszta jest „kokpitem” ... poza samolotem.

Z ostatniej chwili : już grzebią w stenogramach. Nieżle im idzie, chyba nie nadążymy komentować!


oceń
0
2

komentarze (2) | dodaj komentarz

Bo oni tak chcą!

piątek, 13 stycznia 2012 21:04

                                                                      Zawirowanie

 

Dzieją się rzeczy dziwne i niezrozumiałe. Ludzie leczący się w Polsce mają zostać bez lekarstw. A to z powodu zbyt wysokich cen. Mam na myśli tych, którzy nie skorzystają z refundacji. Czy w ogóle tacy byli, są i będą. Ja należę do refundowanych. Mam nadzieję, jestem raczej pewien , że zostanę  wśród refundowanych. Bowiem, wcale gra nie toczy się o to żeby obywateli pozbawić dostępu do leków refundowanych. Gra się toczy zupełnie o coś innego. Każdy z nas ogląda telewizję. Szlag człowieka może trafić od agresywnych i natrętnych reklam koncernów farmaceutycznych. Każde kilka sekund, już nie mówiąc o minutach reklamy w tv – to wydatek rzędu  setek tysięcy i milionów złotych. Pomyśl chory i zdrowy obywatelu tego kraju skąd te koncerny biorą te miliony na reklamy. Przecież mają jeszcze koszty produkcji, utrzymania personelu i płacą podatki. A wiec, skąd te gigantyczne środki? Odpowiedż jest prosta jak przysłowiowy drut. Z naszych refundacji drogi chory i zdrowy mieszkańcu tego pięknego kraju. Refundacje to są pieniądze z budżetu, a więc nasze podatników. To są miliardy w skali roku. Dokąd one trafiają? Ano do producentów lekarstw, pośrednio do aptekarzy i w jakimś procencie do lekarzy. Nie czarujmy się. Przecież to lekarz wybiera i przepisuje choremu leki – jedne z wielu – będących odpowiednie do tej choroby. Od niego zależy, czy wybierze producenta X , czy Y itd. Proste to chyba. Im droższe leki tym większe uznanie producenta dla aptekarza no... i lekarza. Działania rządowe, która aktualnie obserwujemy zmierzają do uchwycenia w karby tego znakomitego w swym działaniu przepływu pieniędzy do tych wymienionych ośrodków. Oczywiście nie wszystkich lekarstw. Przede wszystkim tych , które wysysają miliardy z budżetu. Panika i udawane oburzenie niczym uderzenie w stół na którym leżą przysłowiowe nożyce - spowodowały już nie kontrakcję, lecz kontruderzenie w rząd i parlament. Aby kontruderzenie się udało trzeba było zaprząść całą wiedzę medyczną i psychologiczną aby objaśnić chorym jaka czeka ich niechybna  śmierć. Trzeba było uruchomić opozycję, która tylko czeka aby kraj i  naród upadł. Na ruinach tego kraju pokazaliby jak posprzątać. Wtóruje im sprzedajna część prasy. To jest po prostu obrzydliwe. Żerują na ludzkim nieszczęściu niczym zawsze głodne hieny. Tymczasem ludzie dobrze wiedzą, że tam gdzie nie wiadomo dokładnie  o co chodzi -  chodzi o pieniądze, o duże pieniądze. Jak duże, proszę włączyć telewizor. Zamiast jakiegoś sensownego programu zobaczysz reklamy medykamentów, cudownych lekarstw. Jedną po drugiej.  Zobaczysz reklamę, za którą masz przymusowo płacić. Bo oni tak chcą .  Oni nie znają słów piosenki ...ale to już było... nie powróci więcej.

Obecnie wszycy i wszędzie używają sobie na biednym nieszczęśniku, któremu nie udało się samobójstwo. Gdyby to był żul z ulicy , wówczas nawet jednego zdania nikt by nie napisał. Ale... oficer formacji wyćwiczonej do bólu we wszystkich potyczkach, damskich, męskich, mafijnych, talibowych ,  patriotycznych, donoszonych i niedonoszonych, napewno codziennie wzywający Wszechmocnego na pomoc - dał na koniec kariery taką plamę. Że to koniec kariery to chyba nikt nie wątpi. Chociaż w naszym kraju jeszcze wszystkie  możliwości nie wyczerpały się ciurkiem. Weżmy sumiennego na ten przykład badacza katastrofy. On już dawno powinien być u czubków przynajmniej średniej rangi  guru,  tymczasem woła o kolejne komisje i to z coraz lepszym skutkiem. Ma facet błogosławieństwo od - dla niektórych ojcem  z Torunia i może badać bez końca. W naszym narodzie drzemią nieograniczone możliwośći. Do samozniszczenia również

 

Niektórym ojciec - z Torunia zakłada partię?


oceń
0
2

komentarze (2) | dodaj komentarz

Orkiestra przestała grać, opinie pozostały aktualne.

niedziela, 08 stycznia 2012 18:56

 

                                                  Piękna idea!

 

Dziś po raz dwudziesty „gra” Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Wydarzenie nam znane od tylu lat. A ile przykrości przez te lata doznał red. Owsiak -  twórca tej pięknej humanitarnej płynącej z głębokiego wrażliwego serca i potęgi rozumu akcji . Nie chcę pisać o sukcesach tej inicjatywy, bo one są znane już w tej chwili w całym cywilizowanym i życzliwym świecie. Poczynania te wypływają z filozofii głoszącej , iż „zbawienie” człowiek osiąga poprzez dobre uczynki wobec drugiego człowieka, a nie przez wiarę w takie czy inne pustosłowie. A jeszcze gorzej, gdy to pustosłowie przybiera formy krytyki, nienawiści, czy ubierane jest w teologiczne budzące politowanie komunały. Smutek ogarnia, gdy ta nieprzychylna ocena płynie ze środowisk polskich,  rodzimych, których  przede wszystkim powołaniem i obowiązkiem  jest nauczanie miłości do bliżniego. Konkurencyjne środowiska imputują tej inicjatywie brak uczciwości, tymczasem prasa donosi o milionowych przekrętach niektórych  instytucji charytatywnych , które w Polsce nie podlegają żadnym kontrolom. Łatwo widzi się żdżbło w oku bliżniego, nie widząc belki we własnym oku. To spostrzeżenie znane jest od dwóch tysięcy lat.  Ta inicjatywa ma również inny wyraz , o którym się w niektórych kręgach nie mówi, albo chce się ją pomniejszyć. Chodzi o miliony młodych ludzi uczestniczących w tej „grze”. Oni nie pytają o światopoglądowy charakter tej pięknej zbiórki, oni chcą i uczestniczą w akcji pomocy najbardziej potrzebującym. To jest ich filozofia życia. W tej akcji uczestniczy świat ludzi wykształconych, świeckich, aktorów i wiele milionów zwykłych zjadaczy chleba codziennego. Nie widać, co jest najbardziej smutne – przedstawicieli duchowieństwa polskiego wśród uczestników tej najwartościowszej – pod względem społecznym, wychowawczym i materialnym – inicjatywie. Czyżby pomoc najbardziej potrzebującym i najbardziej pokrzywdzonym przez los była tej grupie społecznej obojętna? W tej pięknej i podniosłej atmosferze ogarniającej  wszystkich ( prawie wszystkich ) Polaków w kraju i zagranicą,  nie wspomnę o krytycznej i  zjadliwej kampanii pewnego niegodnego mnicha,  właściciela stacji radiowej.  Pocieszającym jest to, że tacy jak ten mnich przestają się liczyć w życiu społecznym. Zgodnie z arabskim przysłowiem "pieski szczekają a karawana (dziejowa)  idzie dalej".  Patronat nad tegoroczną zbiórką objęła para prezydencka. To też jest znamiennym sygnałem, że nadchodzi nowe myślenie.

                                                                                   *

Komunikat na goraco podaje o zebraniu ponad 40 mln zł. Brawo Rodacy, tak trzymać!

W tekście powyżej napisałem o krytycznej i zjadliwej retoryce skierowanej przeciwko tej pięknej płynącej z sumienia akcji.

Oto fragmenty zaczerpnięte z  w Gazety  Wyborczej z dnia 10 stycznia. :

Rafał Ziemkiewicz w "Rzeczpospolitej" : "Państwowy propagandowy cyrk przypominający gierkowskie turnieje miast". Tomasz Terlikowski z "Frondy" : "Charytatywny terroryzm". Jacek Karnowski z "Uważam Rze": "My mamy swoje rocznice, oni Wielką Orkiestrę Świętej Pomocy".

Poza obelgami pojawiły się też typowe argumenty poniżej pasa: Np. Owsiak napewno kradnie itd.

Szanowny Czytelniku, czy tym ludziom przysługuje miano chrześcijanina? Ale, oni chcą reprezentować w mediach Kościół katolicki, wartości chrześcijańskie, filozofię teologiczną , oni mówią, że są głosicielami  nauki Jezusa. Uważam , że owszem reprezentują , ale nie tego Jezusa z Betlejem.

Czy ci ludzie zdają sobie sprawę z tego, że ich atak jest nie tylko atakiem na red. Owsiaka, ale także atakiem na miliony Polaków, którzy dali datki. Te zaatakowane miliony powinne okazywać im wzgardę na każdym kroku. Kogo właściwie ci ludzie w Polsce reprezentują? Czego oni chcą? Czyżby wojny domowej? My świeccy musimy wskazywać "mesjaszom chrystianizmu" na czym polega historyczne "Przesłanie Jezusa". Swiat odwraca się do góry nogami.

Kolejnym spektaklem z obszaru  cyrku, ale bez lwów, lecz z błaznami w roli głównej, są wydarzenia prokuratorskie. Nie dość, że wygłoszono ostatnie słowo, to jeszcze nie udało się celnie  strzelić. Jeżeli ginąć, to jednak celnie i z godnością. Wygłaszać hymny pod adresem swoim i kolesiów było łatwiej niż strzelać. Słabe to wojsko. Przed wojną (1939) nie było przypadku aby oficer chybił obok łba. Ale, strzelano wówczas o kochanki. Tutaj, zaś strzelano o honor oficera. Na chybił trafił potrafi strzelić każda babcia.  Jeżli ktoś mnie przekona, że to jest normalne, to pozwolę się nazywać - fałszywym prorokiem! Gdy ten cyrk osiągnie apogeum, wówczas napiszę więcej pod tytułem Quo Vadis Polsko. Nigdy nie jest tak żle, aby nie mogło być gorzej. W starożytnym Rzymie, gdy pojawiał się  kryzys (głód) cezarowie kazali urządzać igrzyska dla ludu. Nie widzę specjalnej różnicy, poza aktorami. Tam gladiatorzy, tutaj błazny. 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 30 maja 2017

Licznik odwiedzin:  143 349  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl