Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 112 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Mój felieton

czwartek, 27 października 2011 19:47

          

                             W obronie godła narodowego! 

 

Ponad tysiącletnie istnienie państwa polskiego związane jest z występowaniem godła narodowego, którym jest orzeł biały.  

  

Orzeł na denarze Bolesława Chrobrego (ok. 1000 r.)

                                                                                                                                                                                          Obecnie nadszedł moment, kiedy musimy się zdecydować w zasadniczej sprawie. Mianowicie, czy symbol chrześcijaństwa - krzyż łaciński -  jest równoważnym symbolowi państwa polskiego – orłowi - w sensie symbolu narodowego.  Kościół katolicki  przekazał  Polakom swoje uzasadnienie wszechobecności swojego symbolu, polegające na tysiącletniej obecności krzyża w Polsce. Teraz przyszła kolej – czego nie potrzeba uzasadniać – na wszechobecność godła Państwa Polskiego - orła białego.  Mówiąc o wszechobecności, mam na myśli miejsca kultu religijnego np. kościoły, kaplice, seminaria , sztandary kościelne,  itd. Sprawa tym bardziej nabrała znaczenia po tym jak, pewien watykański kardynał goszcząc w Polsce powiedział ni mniej ni więcej, że obecność jakiegokolwiek symbolu obok krzyża jest profanacją tegoż krzyża. Z moich i zapewne nie tylko moich obserwacji wynika , że takich miejsc gdzie obok krzyża wisi orzeł  w Polsce są tysiące. Zbliżająca się inauguracja nowo wybranego Sejmu, będzie okazją do zajęcia się tą bulwersującą społeczeństwo polskie sprawą. Nie mniej ważną i interesującą  rzeczą jest stanowisko katolickiego  kleru polskiego w tej sprawie, który przecież nosi dowody osobiste i paszporty wydane przez państwo polskie. Funkcjonariusze państwowi - różnych szczebli- sprawujący urzędy panstwowe opłacani z podatków obywateli, mają obowiązek wypełniać postanowienia Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Sprzeniewierzanie się jej postanowieniom, czyli pryncypiom ustrojowym obowiązującym w naszym kraju, dyskwalifikuje ich jako funkcjonariuszy państwowych. Każdy, kto dostrzega takie sprzeniewierzenia,  ma prawo żądać przywrócenia stanu odpowiadającemu najważniejszemu prawu państwowemu. Winni podlegają ocenie ich przydatności do służby państwowej.        

   

Żródło: Fakt.pl, internet                            

Fot, internet. Godło poniżej krzyża w świeckiej państwowej szkole! Jest to ewidentne zawłaszczanie Państwa przez Kościół.  Kto decydentom  tym wydał dowody osobiste państwa polskiego? Prowadzący te placówki oświatowe  zmierzają do przekształcenia ich w szkoły wyznaniowe.

Fot, internet. Godło poniżej krzyża w świeckiej państwowej szkole! Jest to ewidentne zawłaszczanie Państwa przez Kościół.  Kto decydentom  tym wydał dowody osobiste państwa polskiego? Prowadzący te placówki oświatowe zmierzają do przeksztalcenia ich w  szkoły wyznaniowe.

Fot. Rafał Michałowski/ Agencja Gazeta

A gdzie portrety: Kolumba 1451-1506, Kopernika 1473-1543, Galileusza 1564-1642, Newtona 1643-1727, ... gdzie twórcy Komisji Edukacji Narodowej 1773r.: Konarski, Kołłątaj, Piramowicz, gdzie Staszic, gdzie Maria Skłodowska - Curie? i wielu innych światłych Polaków i uczonych ze świata? To co widać na ścianach ma być edukacją,  czy indoktrynacją?. Jakiego rodzaju enklawą - według powyższych symboli -  ma być Polska XXI wieku? Może by tak owi decydenci wypowiedzieli się publicznie, wszak nie są anonimowi.

Rodzą się pytania: decydenci tych szkół posiadają tytuły - rzekomo "naukowe" - nadane przez Akademie papieskie watykańskie , czy przez Państwo polskie z godłem Polski? Czyją misję społeczną wypełniają? za czyje pieniądze?

Na rządy ajatollachów wyznaniowych w Polsce nie ma i nie będzie zgody, nawet na stanowiskach kierowników szkół. Szkolnictwo w Polsce musi pozostać świeckie.

Wszystkie związki wyznaniowe w Polsce - na równych prawach,  mają wystarczającą przestrzeń w swoich  MIEJSCACH  KULTU RELIGIJNEGO na nieskrępowane kontynuowanie swoich misji.

                          *                *              *

Mówi prof. E . Łętowska, b. rzecznik praw obywatelskich, b. sędzia Trybunału Konstytucyjnego - 9 lat : " Nie może być tak, by realizacja wolności jednego odbierała wolność drugiego. Narzucanie innym swojej woli metodą liberum veto , jest niedopuszczalną metodą wykładni konstytucji. Jeżeli ktoś chce nawracać krzyżem, to takiego orawa konstytucja nie gwarantuje". W rozporządzeniu do ustawy oświatowej jest napisane: " w pomieszczeniach lekcyjnych może wisieć krzyż. Nie symbol religijny, ale właśnie krzyż. Na ten przepis powołują się dyrektorzy szkół, jeśli ktoś z uczniów czy rodziców  zakwestionuje krzyż w klasie. To jest również argument przeciwko powieszeniu innego symbolu. Prof. Łętowska: " Taki przepis prawa jest sprzeczny z konstytucją. Obecność  w klasach akurat krzyża wynika z tego, że katolicy , czy szerzej - chrześcijanie  , w Polsce dominują. Ale niedopuszczalne jest sankcjonowanie tego prawem".

 Nie wolno dopuszczać, aby agentury watykańskie w Polsce narzucały Polakom interpretację Konstytucji Rzeczpospolitej !

Takimi agentami w szkołach są duchowni katecheci i powolni im i opętani dewocją kierownicy niektórych placowek oświatowych.

Należy zdecydowanie przeciwstawiać się przekształcaniu państwoego świeckiego szkolnictwa w jezuicki system z przeszłości, ktory doprowadził do zaniku patriotyzmu państwowego i spowodował upadek Rzeczpospolitej w XVIII w.

Ostrej krytyce poddawało to zjawisko historyczne wielu światłych ludzi w Polsce na przestrzeni jej historii. Pojedyńczymi przykładami są : Andrzej Frycz Modrzewski (1503 - 1572) oraz Józef Wybicki ( 1747 - 1822).

                                                 *                                                                                                    W obronie krzyża


Obecnie toczy się batalia o obecność krzyża łacińskiego w sali sejmowej.


Nie tak dawno Sejm podjął  specjalną uchwałę o obronie krzyża w życiu społeczno- publicznym narodu polskiego. Była to inicjatywa bodaj kilku posłów wśród których znależli się również niektórzy  posłowie gdańscy oraz kartuski, który jako jeden z pierwszych  podpisał deklarację przed jej uchwaleniem, o czym nie omieszkał poinformować swych wyborców. Oczywiście zaznaczając, że uczynił to wyłącznie z pobudek religijnych, nie wyborczych. Przewodniczył tej inicjatywie były minister kultury i dziedzictwa narodowego, co obwieścił publicznie z tak dumną  miną jakby odkrył, że „słońce świeci”. Podkreślam to specjalnie, gdyż tekst deklaracji sejmowej przeznaczony jest dla osób, które nigdy nie słyszały historii o np. starożytnym Izraelu, Grecji czy Rzymu. Dlaczego? o tym za chwilę.  Czy taka uchwała rzeczywiście była potrzebna?, czy w Polsce kiedykolwiek był ktoś kto mógł zagrozić obecności krzyża w życiu społecznym?, czy w Polsce w ogóle ktoś poważny może powiedzieć, że takie zagrożenie może wystąpić? Czy ktoś powie, że mu krzyż przeszkadza?

Trzy pytania na które należy sobie odpowiedzieć, zanim podejmie się poważną kontrakcję przeciwko wyżej wymienionym rzekomym  zagrożeniom. W tym wielkim szumie jaki powstał po znanym wyroku Europejskiego Trybunału  Praw Człowieka -  który w Polsce prawdopodobnie nie zostanie wykonany – pewna grupa polityków poczuła wodę na swój „ młyn wyborczy”, stając się rycerzami podobnymi do tych z okresu krucjat krzyżowych do Jerozolimy i Ziemi Świętej organizowanych przez papiestwo w pierwszych wiekach drugiego tysiąclecia.  Każdy kto trochę poczytał to wie jaki miały cel, przebieg i skutki. Do dzisiaj się mówi, że Jerozolima jest miastem gdzie ziemia jest nasiąknięta krwią jak żadne inne miejsce na świecie.

                                                                 *

      3 czerwca 1098 r. krzyżowcy zdobyli Antiochię. Dokonano straszliwej  rzezi Turków a obok nich wielu chrześcijan, gdyż zdobywcy nie pytali o wyznawaną wiarę. 7 czerwca 1099 r. pierwsza krucjata zdobywa Jerozolimę,  po domach rozbiegli się zdobywcy zabijajac każdego, kto wpadł im w ręce , również kobiety i dzieci. Uczestnik tej krucjaty rycerz Wilhelm z Tyru póżniej napisał: „Rzeż trwała trzy dni. Krew spływająca w wąskich uliczkach sięgała aż do kolan”. Sprawcą tej pierwszej krucjaty był papież Urban II. Krucjat było pięć. To woła do dziś o pomstę do Nieba.  Więcej znajdziemy na półkach księgarskich.  Nie piszę tego aby epatować krwią czy zbrodnią, kogokolwiek, lecz chodzi o to, chcąc wydawać sądy „ trzeba wiedzieć”.  Prawda was wyzwoli! .Ponieważ obrońcy

 Papież Urban II (1088 – 1099)

 

krzyża agresywną retoryką  edukują społeczeństwo – ale zręcznie i cynicznie pomijając niektóre wydarzenia historyczne związane jak najbardziej z krzyżem łacińskim, świętym symbolem katolików. Ale takie samo prawo mają, a nawet obowiązek -  ludzie oświeceni i tolerancyjni - do prowadzenia  spokojnej  edukacji społecznej, bez  publicznego manifestowania swojej osobistej religijności.

      Cesarz niemiecki Fryderyk I Barbarosa , utonął podczas III krucjaty 

                                                                                             *                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               Wielu Kilku poważnych znawców prawa międzynarodowego wyjaśniło, że  ten wyrok Trybunału  nie dotyczy Polski, że nikt nie będzie usuwał krzyża z sali szkolnej nawet we Włoszech, tyle że państwo innowiercom umożliwi się naukę w salce obok - bez krzyża. Zatem, kto tutaj walczy z krzyżem, z wartościami chrześcijańskimi czy też z korzeniami Europy. Szczególną uwagę polecam zwrócić na słowo „walczyć”. Używają go niektórzy hierarchowie Kościoła rzymskiego, i za nimi natychmiast niektórzy politycy. Aby walczyć z kimś lub z czymś, logicznie nasuwa się myśl o zaopatrzeniu w jakąś odpowiednią broń. Dotychczas – głosiciele krucjaty -  nie podali jakiego rodzaju broń zostanie użyta. Co do tych korzeni Europy , to może by jednak poczytali oni historię starożytnego Izraela J. Flaviusza[1], starożytnej Grecji  autorstwa prof. Marii Jaczynowskiej[2] i jej zespołu, oraz Dzieje Imperium Romanum tej samej autorki , zanim zacznie się robić wodę z mózgu oświeconym wierzącym i czytelnikom. Przede wszystkim polecam im lekturę Starego Testamentu. Dowiedzą się , że chrześcijaństwo wyszło z judaizmu, a ta księga jest Świętą Księgą  Żydów i Chrześcijan .Była pisana przez wielu autorów w okresie  kilku tys. lat przed narodzeniem Jezusa. Jeżeli statystyki kościelne liczące uczestnictwo wierzących- regularnie praktykujących wykazują tendencję spadkową, szczególnie wśród młodego pokolenia środowisk miejskich ( 12%) i wiejskich (46%), zaś najnowsze badania wykazały, że 42 % uczęszcza regularnie do kościoła, a 24 % regularnie się modli.  Ta część znajdującą się po za regularnym uczestnictwem ( wcale nie oznacza, że przestali wierzyć), oczekuje poważnego jej traktowania,  poczynając od przytaczania prawdziwych faktów historycznych. Z dotychczasowych wielu - podkreślam wielu – publikacji pisanych na zamówienie szykujących się „do walki’  dowiadujemy się, że Europa zapuściła korzenie dziejowe dopiero po pojawieniu się Jezusa i Jego religii. Wolne żarty z poważnego tematu.  Korzenie Europy i filozofii chrześcijaństwa sięgają skromnie licząc Platona (ok. 427 – 347 p.n.e.) Wierzenia w nieśmiertelność duszy ludzkiej i jednego Boga sięgają zarania ludzkości. W starożytnej Mezopotmii imię boga Asyryjczyków brzmiało Asur znaczy „Jeden”, „Jedyny”, Powszechny Bóg”.   Zaś, historia krzyża, jako symbolu sięga tysiące lat i przedstawiany jest w około czterystu kształtach. Niezmiernie ciekawe, polecam. Np. kościoły protestanckie uznają krzyż za swój symbol, ale odrzucają jego kult, jako narzędzia zbrodni na którym stracono Jezusa. Krzyże protestanckie ( z wyjątkiem luteran) są puste ( bez wizerunku Chrystusa) , co ma symbolizować zwycięstwo Jezusa nad śmiercią, zakończenia dzieła zbawienia i brak konieczności powtarzania ofiary krzyżowej. Świadkowie Jehowy odrzucają w ogóle symbol krzyża jako niechrześcijański, twierdząc, że Jezus umarł na palu.  Badania naukowe oparte na papirusach i archeologii tamtej epoki  dostarczają różne opisy obyczajów. One nie są takie same jak w  tekstach Kanonu.      

 Jeżeli założymy np. taką sytuację, że w sejmie znajdą się różnowiercy, a przecież tak już jest (premierem był nawet protestant) i będzie. Zatem  krzyża w sali sejmowej nie powinno być. Nie chodzi o to, że fizycznie przeszkadza komuś w przejściu , lecz chodzi o zasadę . Myślę, że w ten sposób należy podchodzić do tego krzyża nie szkodząc nikomu.  Jest to fundamentalna zasada tolerancji i szacunku dla każdego człowieka.  Gdyby się jednak okazało, że faszyzm religijny ( fundamentalizm,  monoreligijność) nie jest w stanie tolerować innowierców, pozostanie mu tylko wypróbowana metoda tradycji do której przywiązuje największą wagę –  czyli eksterminacja tychże  innowierów, czy tak ?  Trzeba się jednak liczyć z tym, iż zagrożeni podejmą kroki obronne – zawsze tak było i jest. Czy np.  hierarchowie Kościoła rzymskiego i ich toruńskie radio  siejące nienawiść, zdają sobie z tego sprawę? Kto w tym kraju spowoduje otrzeżwienie umysłów?                                                                                                                                                         Konstantyn przyczynił się edyktem mediolańskim do zalegalizowania chrześcijaństwa w r. 313 n.e.                                                                                                                                                            Chrześcijaństwo uzyskało status religii panującej w Rzymie od cesarza Teodozjusza Wielkiego 28 lutego 380 roku na mocy edyktu podpisanego w Tesalonikach , a więc 380 lat po narodzeniu Jezusa, co powinno mieć znaczenie dla głosicieli początku korzeni Europy i wartości chrześcijańskich!.  To on Teodozjusz  rozdawał „ karty „ skłóconym biskupom podczas soboru w Konstantynopolu w 381 roku. Nie czynił tego z nadgorliwości religijnej lecz czysto politycznych kalkulacji. Zaś Kanon Nowego Testamentu ( cztery ewangelie , Dzieje Apostolskie i dwadzieścia jeden listów, najwięcej św. Pawła), który nas obecnie obowiązuje - ukształtrował się dopiero w czasie soborów w Hipponie i Kartaginie w latach 393 – 397 n. e. , ponad trzysta sześćdziesiąt lat po wydarzeniach, o których opowiadają zawarte w nich teksty. Wcześniej było w „obiegu” wiele ewangelii i różnych pism o Jezusie  . Biskupi prowadzili zażarete dyskusje i kłótnie np. z kapłanem aleksandryjskim Ariuszem (256-336) i jego zwolennikami , uznającymi , iż Chrystus nie jest równy we wszystkim Bogu Ojcu. .  Doszło nawet do rękoczynów między nimi na soborze. Każdy biskup rządził i głosił „słowo” po swojemu. A więc ludzie i tylko ludzie zadecydowali, które księgi są Słowem Bożym  a które nie. Również ludzie uznali w 325 r. w Nicei,  że Jezus był  Bogiem. Decyzja zapadła stosunkiemgłosów 216 : 3 .  A wcześniej ? Najwcześniej boskość Jezusa uznał św. Paweł (ur. ok. 10 r. , zm.64-67 n.e.), we wczesnej młodości zaangażowany prześladowca chrześcijan – też tylko człowiek - , który Jezusa w ogóle nie znał. Dowodem tej boskości według  niego jest fakt zmartwychstania Jezusa, którego też św. Paweł  nie był świadkiem. Z tych powodów wielu biskupów przez trzy wieki nie uznawało boskości Jezusa.  Sobór ten nazwany pierwszym soborem powszechnym zwołanym przez cesarza Konstantyna w Nicei ( Nikai k. Konstantynopola dziś Istambuł) w którym wzięło udział ponad trzystu biskupów. Do głosowania było już ich mniej, gdyż część uciekła z obawy przed klątwami i represjami. W takiej atmosferze uznano Jezusa Bogiem ( tzw. wyznanie wiary). Credo, „ Wierzę w jednegoPana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego jednorodzonego który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami, Bóg, z Boga, światłość, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu, przez Niego wszystko się stało”.  Wiadomo również, że po ustaleniu tego Kanonu niszczono wszelkie inne dokumenty i dowody wskazujące na odmienne  dzieje Jezusa. Jako przykład tej niszczycielskiej akcji może posłużyć filozof neoplatoński Porfiriusz z III w. Napisał on przeciwko chrześcijąństwu piętnaście tomów rozpraw i traktatów polemicznych. Zostały one w V wieku spalone na stosie z polecenia cesarzy bizantyjskich Walentyniana III i Teodora II, tak,że śladu po nich nie zostało.  Jeszcze wcześniejszym przykładem walki ideologicznej na pisma starych religii  z chrześcijaństwem jest autor dzieła  Prawdziwe słowo  Celsus,  napisanego w 178 r.  Dzieło to również nie zachowało się do naszych czasów, ale Orygenes (185 - 254)  w dziele Przeciw Celsusowi odpierając jego zarzuty - najpierw cytował cytaty Celsusa, następnie zamieszczał swoją replikę. Dzięki temu znamy niemal w całości tekst Celsusa. Spośród licznych zarzutów stawianych chrześcijanom Celsus twierdził, że Jezus był magikiem i oszustem, oraz, że pochodził z nieprawego łoża Maryi i rzymskiego legionisty Pantery oraz, że Chrześcijanie kilkakrotnie mieli fałszować i modyfikować treść Ewangelii, które są pełne sprzeczności.         W pożniejszych wiekach "nieprawomyślne" dzieła skrywano w tajemnych archiwach Watykanu. Współcześnie Watykan nie żałuje milionów dolarów na przechwycenie pojawiających się odkryć archeologicznych. Rywalizuje w tej dziedzinie z prywatnymi kolekcjonerami czy też bogatymi uniwersytetami amerykańskimi.   Fakt, że wówczas za Konstantyna  posługiwano się kryterium teologicznym , zanoszono prośby o boskie wskazówki, podjęte decyzje były ze wszechmiar ludzkie, kierowano się też ludzkimi priorytetami, mając na celu głównie władzę i wpływy. Konstantyn był przebiegłym i zdecydowanym  politykiem i umiał wykorzystać religię dla celów władzy. Potrafił wydać wyrok śmieci na swoją żonę i syna. Gdy okazało się, że nie słusznie, miał wyrzuty sumienia do końca życia. Miał już dość wieloznaczności wyznawanej przez poszczególnych biskupów  w odniesieniu do postaci Jezusa. Psuli mu walkę o utrzymanie jedności w państwie. Wśród przywilejów przyznanych Kościołowi znalazły się m. in.  takie jak : przekazywanie Kościołowi  spadków i przenoszenie sprawy z sądów świeckich do biskupich[3].  Troska  Kościoła rzymskiego o bogactwa i wyjęcie kleru spod prawa świeckiego ma długą tradycję. Obecne przestępstwa kleru związane z  tzw. pedofilią powodują pociąganie do odpowiedzialności kleru przed sądami swieckimi. Nareszcie ... po  1700 latach!.  Ciekawostką jest również to, że Konstantyn przjął chrzest dopiero na łożu śmierci. Z tego powodu pewna grupa badaczy świeckich twierdzi, że edykt mediolański i ogrom przywilejów  zostały sfałszowane przez biskupów na korzyść Kościoła. Sfałszowano również fragment w największym dziele Józefa Flawiusza ( 37 - 103 n.e.) pod tytulem Antiquitates Judaicae tzw. Testimonium Flavianum, dotyczące świadectwa o Chrystusie, ( Dawne dzieje Izraela II, s.886). Niemniej interesująca od historii Konstantyna jest historia jego matki, dziś św. Heleny, która zasłynęła budową wielu bazylik m. in. zespołem budowli Grobu Świetego w Jerozolimie. To ona rozpowszechniła zwyczaj pielgrzymek do Ziemi Świętej. Syn Konstantyn powierzył jej pieczy skarbiec imperium. „Znaleziono” (po trzystu latach)  dla niej gdy odbyła pielgrzymkę do Jerozolimy, drzewo krzyża, włócznię, szczątki trzech króli, sandały św. Andrzeja Apostoła, ząb św. Piotra  i szatę Chrystusa o którą grali w kości żołnierze rzymscy. " Znaleziono " inne przedmioty związane ze śmiercią Jezusa, za co poszukiwacze otrzymali cesarskie wynagrodzenie . Biskupi brali przykład z Konstantyna, a w póżniejszych wiekach doprowadzili tą taktykę do perfekcji. Dzisiejsze mieszanie się biskupów do polityki – jak widać – ma długą tradycje. Duża liczba biskupów już wówczas wskazuje, że warto było i jest - być biskupem!. Ten krótki rys z historii chrześcijaństwa był potrzebny tym - według mnie, którzy nie dostrzegają w chrześcijaństwie walki o władzę, oczywiście polityczną świecką - a tylko same „wartości” religijne. Póżniejsze wieki ciągle dostarczają potwierdzenia tej metody. Papieże i biskupi nakładali zbroje, stawali na czele wojsk i z mieczem w ręku chrystianizowali świat. Chrystianizacja – zawsze  z polecenia papieży -  np. północnej i wschodniej Europy polegała  na wymordowaniu całych plemion np. Prusów i Jadżwingów, przez Krzyżaków – z krzyżem - wielkim  na piersiach i tarczy (zob. niżej).    

 Wielki Mistrz krzyżacki Ulrich von Jungingen udekorowany krzyżami                                                                                                                                                                 Fakty historyczne swiadczą o tym ,  że krzyż był wykorzystywany również do celów niegodnych tego swiętego dla chrześcijan  symbolu. Ma to być przestroga na dziś dla tych, którzy udają, że takich wydarzeń nie było. Były i trzeba z nich wyciągać właściwe ludziom oświeconym wnioski. Nieoświeceni nie muszą.

 

 

Często obecnie słyszymy, że bez krzyża nie byłoby Polski. Niedouczeni mają prawo tak mówić. Douczeni wiedzą, że przed 966 r. tj przed przyjęciem chrztu przez Mieszka I  długo, napewno tysiąc lat, a może i dłużej  -  bez krzyża ( co wcale nie świadczy, że byli mniej szczęśliwym ludem)  istniało plemię Wenedów, Sarmatów, wreszcie Polan, czyli Polaków, które miało swoje ówczesne plemienne struktury władzy.Polecam liczne prace naukowe profesorów: H. Łowmiańskiego, K. Tymienieckiego i G. Labudy. Sarmaci ( Słowianie, Polanie – ich władcy plemienni)  z darami odwiedzili Karola Wielkiego w Akwizgranie w latach 771 i  789 ( Ch. Hartknocht[4]).  Jeszcze wcześniej znakomity historyk rzymski Tacyt  (55 - 120 n.e.) pisał w O pochodzeniu i położeniu Germanii  o „szlaku bursztynowym” wiodącym  ku ludom wydobywającym bursztyn u wybrzeży południoweg Bałtyku. Pisali o nich również: Pliniusz  Starszy (29-79 n.e.) w  Historii Naturalnej,  Klaudiusz Ptolemeusz (90-160) autor Zarysu geografii ówczesnej Europy.                                                                                                                                                Staram się zrozumieć niektórych polityków ( duchownych już nie) którzy głoszą to co usłyszeli z ambony, a co jest tam ogólnie uważane za słuszne i historycznie prawdziwe, bez względu na fakty, gwarantujące głosy wyborcze politykom, tych których nie interesuje historia ludzkości a jedynie to, co głoszą rzekomi obrońcy krzyża, wiary a nawet tolerancji religijnej. Z tymi tradycjami tolerancji i wolności religijnej w okresie I Rzeczpospolitej było może trochę lepiej niż gdzie indziej w Europie. W Polsce sądy inkwizycji zamordowały - spaliły na stosach i w wyniku tortur unicestwiły ok. 10 tysięcy istnień ludzkich, przeważnie niewinnych kobiet, natomiast w Europie ok. 200 tys..(sic!). Liczbowo rzeczywiście mniej, czyli lepiej? !. A co z przykazaniem Boskim „ nie zabijaj!”. Czyżby wówczas nie obowiązywało?. Głosicieli bzdur historycznych o tolerancji religijnej odsyłam do opracowań: prof. B.  Baranowskiego[5], M. Pilaszek[6], Baschewitz i innych autorów opisujących czary i stosy w Polsce. A do jakiego rodzaju tolerancji należy zaliczyć bierną postawę papieża Piusa XII w odniesieniu do hitlerowskich obozów zagłady w których ginęły miliony istnień ludzkich, tysiące kapłanów, wszyscy - dzieci Boga?. Papież ten wiedział o tych zbrodniach, pomimo tego nie zerwał stosunków dyplomatycznych Watykanu z Rzeszą hitlerowską. Zabrakło zdecydowanego i otwartego  potępienia zbrodni hitlerowskich. W okresie miedzy wojennym był nuncjuszem papieskim w Niemczech, nazywał się Eugenio Pacelli. Obecnie toczy się w Watykanie proces beatyfikacyjny, zmierzający do uznania go świętym. Po wojnie obłożył ekskomuniką wszystkie publikacje i książki komunistyczne. Pomyśleć..., że ja - ur. w 1939r. -  wychowałem się i wykształciłem na wyklętych  publikacjach ! To się nadaje do kabaretu „moralnego niepokoju”.

 

Dla pogłębienia wiedzy o tolerancji i jej braku,  polecam wielkie dzieło o konfederacji barskiej prof. W. Konopczyńskiego , dzieła Ł. Kurdybachy, W. Smoleńskiego. Polecam poznać zaangażowanie w  „walkę z heretykami – sztandarowe hasło inkwizycji” księdza jezuitę Piotra Skargi. Pomijam publikacje zagraniczne budzące osłupienie zgrozę, o jezuitach – „oddziałach papieskich” zwalczających tzw. reformację protestancką i ich broń ( stosy, tortury).

Posłowie – autorzy uchwały specjalnej sejmu - nawiązali do „tradycji wolnościowej I Rzeczpospolitej, która była w ówczesnej Europie wzorem tolerancji w sferze narodowościowej i religijnej „. Autorom tej części deklaracji polecam szczególnie wyżej wymienione publikacje. Nadto „ wskazują na zasadniczy i pozytywny wkład chrześcijaństwa w rozwój praw osoby ludzkiej” ( zgoda, ale ... w ograniczonym zakresie), „kulturę narodów Europy i jedność naszego kontynentu”? chyba w sensie geograficznym!, dalej ... „jak i wspólnoty mają prawo do wyrażania własnej tożsamości religijnej i kulturowej, która nie ogranicza się do sfery prywatnej”, rozumiem: Katolicy, Żydzi, Muzułmanie, Protestanci, Ateiści i wszyscy inni na tych samych prawach. Inaczej w Polsce i Europie XXI wieku nie będzie. Czy na pewno tak?

Posłowie również : „ wyrażają zaniepokojenie decyzjami , które godzą w wolność wyznania, lekceważą prawa i uczucia ludzi wierzących oraz burzą pokój społeczny”. Co do pokoju społecznego, to kto, i  jak go burzono i dlaczego w Rzeczpospolitej, polecam... na początek historię walk Polaków (z popieranym aż do jego upadku  przez papiestwo) Zakonem Krzyżackim,  historię kontrreformacji w XVII i XVIII wieku, oraz próby uratowania Rzeczpospolitej od rozbiorów. To „straż przednia” (jezuici) jej metody i styl wpływania na monarchów ( przede wszystkim jako spowiedników), szczególnie w Polsce od Zygmunta III Wazy  i Jana  Kazimierza począwszy, doprowadzili do sytuacji, która zakończyła się zniknięciem Polski z mapy Europy. Tak oceniają ten okres historyczny polscy świeccy uczeni i zagraniczni, którzy mieli odwagę głosić prawdę historyczną taką jaką ona rzeczywiście była. Znanne są  miażdżące, niekiedy szydercze oceny zagranicznych obserwatorów i monarchów państw ościennychn np. króla Prus Fryderyka Wielkiego. Ten główny architekt najpierw osłabienia Polski, następnie jej rozbioru i największy wróg Polski   przychylił się do kilkatkrotnych  żebraczych próśb o pieniądze na pokrycie swoich długów za uprzednie złożenie homagium ( przysięga wierności i poddaństwa królowi)  naszego wielkiego humanisty, a zdrajcy Ojczyzny[7] biskupa Ignacego Krasickiego, przyjmując a nawet goszcząc go w swojej siedzibie w Poczdamie i w innych miejscach  przez wiele miesięcy. Było tych długów na okrągłe 50 tys. talarów.  Obrażliwe, często  wypowiadane i pisane  obelgi typu: „Polacy to największe brudasy na świecie – podłe małpy i pospolite małpiki” ;  [...] „całe społeczeństwo z nazwiskami na „ski” zasługuje jedynie na pogardę ;  [...] Polska to kraj anarchii, który nigdy nie zaznał zbawczych dobrodziejstw władzy absolutnej , kraju słabego militarnie, a więc godnego wyniosłej i szydercvzej pogardy, społeczeństwo próżniaków i pijaków, bogaczy i nędzarzy, babskich intryg i ponurych przesądów, barbarzyńskiej nietolerancji, zacofania i upadku gospodarczego. Na zagrabionych terenach zalecał stosować jak najbardziej stanowcze i surowe metody postępowania.  Pewne wyjątki stosował w stosunku np. pani Skórzewskiej. Ale to już jest inna historia.

 

Krasicki Ignacy (1735 – 1801) książe biskup warmiński

                                                                                                                                                                                                                           Szyderstwa i obelgi pod adresem Polaków wygłaszane przez starego Fryca  w obecności Krasickiego , specjalnie - aby i jemu dać do zrozumienia , jako Polakowi  co o nim również myśli. Na Krasickim nie robiły one żadnego wrażenia, kwitował te inwektywy cytatami z fraszek, a które król brutalnie przerywał. Wyśmiewał jego pachnidła którymi się oblewał, jedwabie i złote  pierścienie, które nosił. Krasicki nosił zawieszony na złotym łańcuchu okazały złoty krzyż zawieszony na szyi. Ten książe biskup w ogóle nie dostrzegał w jakim świecie żył, życie religijne i państwowe nie intereowały go. Interesowało go życie w luksusie.  Sam Mickiewicz o Krasickim powiedział: „ swego charakteru kapłańskiego nie brał na serio”. Ten autor znanej powszechnie Monachomachii ukazującej obskurantyzm, lenistwo i pijaństwo w klasztorach, nie był lepszym od nich, lecz w inny wykwintny sposób. Był niezłym aktorem i hipokrytą wskazując na innych. Jeżeli ktoś pomyśli, że szydzę, odpowiadam : nauczył mnie tego Krasicki.  Władca Prus  traktował religię w sposób instrumentalny, popierał gdy służyła interesom jego Prus.  Oto jego niektóre opinie: [...]  tolerowane muszą być wszystkie wyznania, każdy ma bowiem prawo być szczęśliwy na swój sposób; [...] wszystkie religie, jeśli się je zbada, opierają się na systemie mitów, mniej lub bardziej absurdalnych; [...] w moim państwie każdy może żyć według własnych poglądów (dostąpić wiecznego życia zgodnie z własnymi poglądami).  Jego wypowiedzi wyszydzały, Polaków gdy  podkreślali swoją religijność, konfederacje i targowice w obronie „ Wiary i Ojczyzny”. O mieszkańcach terytoriów zajętych po pierwszym rozbiorze napisał: „ Biednych tych Irokezów będę się starał oswoić z cywilizacją europejską”.

Gdy w sierpniu 1786 r. stary Fryc zmarł, już we wrześniu Krasicki podążył do Królewca aby złożyć przysięgę wierności[8] nowemu królowi Fryderykowi Wilhelmowi II, uruchamiając ponownie swój geniusz  przy napisaniu kolejnych peanów na cześć tego nowego władcy.  Ten krótki szkic o pojedynczym „namiestniku Chrystusa” na ziemi , wykazał, że nie miał wiele wspólnego z Jezusem i Jego nauką, z kapłaństwem. Ocenę pozostawiam czytelnikom.  Tysiąclecie chrześcijaństwa i państwowości polskiej roi się od podobnych Krasickiemu „namiestników”. Początek notujemy od zdrajcy biskupa krakowskiego Stanisława w roku 1077. Historia dostarcza również nieliczne patriotyczne wyjątki np. biskup Mikołaj Trąba prymas 1412 - 1422, i jego asystent rektor Paweł Włodkowic.                                                                                                                                                                                                                                                                                                     O sytuacji w Rzeczpospolitej szlacheckiej  słowa „nierząd i anarchia” były  najczęstsze. Pamiętać należy, że krajem przecież nie rządził prosty ufny, i pobożny lud polski. Dziewiędziesiąt procent  poddanych nie było narodem. Narodem było 10 % szlachty. Rządzili  arystokraci i biskupi. Król był figurą w niemocy.

Obecne hasła hierarchów i ich poglądy nie są niczym nowym w historii rozwoju społeczeństw, wyznania katolickiego czy innych religii. Wiadomo, że każda religia walczy o utrzymanie swego stanu posiadania. Dąży do tego różnymi drogami i środkami. Najskuteczniejszy - jak pokazał historyczny przypadek cesarza Teodozjusza - jest droga dominacji kleru określonej religii w orbicie władzy świeckiej politycznej, w szkolnictwie i wychowaniu. W obecnej Polsce mamy tego klasyczny przykład. Jak długo?, pokaże historia. Nieoceniony dla mnie śp. prof. Leszek Kołakowski[9] w ostatniej swojej książce napisał: „ Krzyż jest znakiem męczeństwa za wiarę i męczeństwa dla dobra ludzi. Ci, którzy używają krzyża jako pałki do bicia po głowie przeciwników politycznych, są wrogami krzyża”.


 Kołakowski Leszek (1927 – 2009)

W cytowanej uchwale sejmowej znajduje się werset: „znak krzyża jest nie tylko symbolem religijnym i znakiem miłości Boga do ludzi”. Właśnie..., kto miłuje w imię Boga, nie nawołuje do „ walki”.

Nie wolno również zapominać ile zbrodni popełniono w imię Chrystusa i z jego krzyżem w ręku.

Nie zawsze i nie wszędzie może znajdować się krzyż. Pamiętajmy, że wprowadzając krzyż w sferę polityki -  zawsze bezwzględnej i brudnej – do sfery walki o władzę, musimy sobie zdawać sprawę, że ten krzyż będzie traktowany politycznie , czyli w sposób niegodny i naruszający jego znaczenie jako symbolu wiary i miłosierdzia. Dlatego ludzie światli i rozumni mają obowiązek przeciwdziałać sytuowaniu krzyża w polityce. Tego nie wolno robić ani duchownym ani świeckim. Tutaj żadna argumentacja – historyczna czy inna - nie ma racji bytu.

Współczesny oświecony człowiek nie potrzebuje walczyć o tolerancję. Wyposażony przez Boga w największy skarb jakim jest  potęga rozumu, ten rozum dyktuje cechy wśród których tolerancja zajmuje ważne miejsce. Dla pogłębienia znaczenia tego pojęcia polecam Traktat o tolerancji wydany przez wybitnego filozofa i myśliciela  XVIII wieku Woltera. Tenże rozum nakazuje mu korzystać z niego, nakazuje mu nie wierzyć bezgranicznie i bezwzględnie we wszystko co się słyszy. Gdyby tak nie było, to ludzkość funkcjonowałaby jeszcze na drzewach.

 Prześladowanych…- za wyznanie, których u nas obecnie coraz więcej, informuję, że przeżyłem ponad 70 lat w różnych systemach politycznych i żaden nie utrudniał mi praktyk religijnych!. Natomiast ci którzy doznali prześladowań, doznali ich na własne życzenie za mieszanie się do polityki, konkretnie... występowali przeciwko rządzącemu reżimowi. Jeżeli ktoś w poważny sposób wykaże mi - na przestrzeni historii – reżim będący u władzy, a który tolerował jednostki czy grupy społeczne zwalczające go w każdy dostępny sposób, będę wielce zobowiązany.

Weszła również w życie u nas ustawa zakazująca „dyskryminacji”, która się zdarza w n.p.  szkołach, a  związana jest z uczestnictwem niektórych dzieci w nauce religii. Katecheci – księża prowadzą różnego rodzaju ewidencje uczniów, w szczególności dzieci, których rodzice nie życzą sobie nauki religii, albo tej religii. Obecnie pod nową ustawą katecheta będzie musiał udowodnić (a nie poszkodowane dziecko, czyli jego rodzice), że zarzut o dyskryminacji jest bezpodstawny.  Prasa niekiedy donosi o piętnowaniu takich rodziców z ambon, a dzieci poddawane są perfidnemu ostracyzmowi w swoim środowisku. Rodzice chcąc ratować swoje dziecko przenoszą je do innej szkoły. Co to ma wspólnego z miłosierdziem, z szacunkiem do drugiego człowieka, z wartościami chrześcijańskimi? Szkoła publiczna ma charakter świecki zgodnie z Konstytucją RP. Ci, którzy przekształcają szkoły państwowe w miejsca kultu religijnego nie mają prawa prowadzić tych placówek. A ci, którzy pełnią nadzór nad tymi placówkami i tolerują ten stan rzeczy, dyskwalifikują się jako funkcjonariusze publiczni i państwowi. Naruszają uczucia „obywatelskie” tych, którzy sobie tego nie życzą. Mogą się spotkać z zarzutami tego typu jak naruszenie uczuć religijnych. Żadna forma dyskryminacji, nawet pozorna, sprytnie zawoalowana , nie przejdzie w Polsce XXI wieku.

Kończąc, proszę o ponowne przeczytanie cytatu prof. Kołakowskiego .

Podejście do tematu „obrona krzyża” wymaga od wszystkich poważnego i spokojnego traktowania faktów historycznych. Żadnej walki - „Prawda cię wyzwoli”!

                                                                               *

Najaktualniejsze słowa papieża Benedykta XVI : „ W imię wiary chrześcijańskiej uciekano się do przemocy. To wielki wstyd. Uznajemy to z wielkim wstydem”. Na takie jednoznacznie brzmiące  słowa nie zdobył się na 2000 –lecie chrześcijaństwa  w 2000r. Jan Paweł II. To też są znaki czasu.

 

Benedykt XVI

                                                                                *

Tekst ten mógłby być nieco krótszy, ale kiedy się słyszy okrzyki niektórych nieuków w Sejmie, nie sposób się powstrzymać.

Polskę w tych dniach odwiedził pewien ważny kardynał z Watykanu. Bez ogródek oświadczył: "krzyż , to symbol calej tradycji europejskiej  dla wierzących i niewierzących". Oznacza to ni mniej ni więcej, że przed pojawieniem się  krzyża łacińskiego nie było tradycji europejskiej. Kardynał nie powiedział, czy ma zgodę niewierzących i innych religii na takie stwierdzenie. W jakiej grupie należałoby umieścić kardyanała? douczonych czy niedouczonych?

Ten książe Kościoła z tytulem naukowym mógłby być bardziej oszczędny w zawłaszczaniu prawdy historycznej, wszak żyjemy w XXI wieku, a nie w średniowieczu.

 Ps. Moje hobby jako badacza świeckiego to: historia chrześcijaństwa i papiestwa.

                                                                                *

Na wstępie tego tekstu wspomniałem o pojawieniu się debaty pod uproszczonym tytułem „ czy krzyż przeszkadza”? Jako obywatel tego kraju mam obowiązek odnieść się do tematu tej debaty. Przede wszystkim dlatego, że nie są mi obojętne pryncypia ustrojowe obowiązujące w kraju w którym żyję i mieszkam. Wspomniany krzyż na pewno NIKOMU nie przeszkadza w sensie fizycznym tzn. w przejściu z miejsca na miejsce.Takie uproszczenie jest nie poważne. A tutaj wymagana jest wyjątkowa powaga. Polacy w wyniku rozwoju gospodarczego i wzrostu poziomu życia, podnoszą również bardzo szybko swój poziom wykształcenia. Rozwija się również świadomość społeczno – obyczajowa. Jesteśmy swiadkami postępującej sekularyzacji, zwłaszcza młodego pokolenia. Ten ogólny rozwój powoduje również zagrożenia i konflikty, które ludzie usiłują rozwiązywać przy pomocy narzędzi prawnych. Fundamentem prawa we współczenych cywilizowanych krajach – a takim jesteśmy lub chcemy szybko być – jest Konstytucja. Obserwujemy częste, a będzie jeszcze częstsze, powoływanie się na tą ustawę zasadniczą w każdej sferze życia obywateli. Od tego nie ma ucieczki. W ten sposób weszliśmy na teren, gdzie według niektórych obywateli ta ustawa z której wszystkie inne niższej rangi wynikają, -  w Polsce  NIE JEST PRZESTRZEGANA.

Pytanie zasadnicze z mojego wywody brzmi: Czy Konstytucja ma obowiązywać wszystkich w tym kraju, czy nie?

Odpowiedzi każdy udzieli sobie sam.

 

 



[1] . J. Flaviusz, Dzieje dawnego Izraela,  Warszawa 2001

[2] . M. Jaczynowska, Historia Starożytna, Warszawa 2008

[3] M. Jaczynowska , Dzieje Imperium Romanum , Warszawa 1995

[4] Ch. Hartknoch, Respublica Polonica ... Lipsiae 1678

[5]. B. Baranowski, Nietolerancja i zabobon w Polsce w wieku XVII i XVIII. Warszawa 1950

[6] . M. Pilaszek, Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008.

[7] . A. Nowaczyński, Fryderyk Wielki Wrocław 1982

[8] Opis hołdu w Królewcu. Dokument z archiwum w Bachórzu publikowany Materiały...”Pamiętnik Literacki”, 1929, s. 650

[9] . L. Kołakowski, Czy Pan Bóg jest szczęśliwy, Kraków 2009


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Refleksje po wyborach.

środa, 19 października 2011 17:22

 

 

Czy nastąpią zmiany w terenie?

 

Jesteśmy po wyborach sejmowych. Układ sił znany na dzień dzisiejszy. Jutro albo za pół roku może być zdecydowanie inaczej. No tak, ale co u nas na dole. Zapowiadano ustalenie kadencyjności na stanowiskach w samorządach. Zdania są podzielone. Ci, którzy siedzą od lat na stanowiskach bronią siebie i swoje układy wspomagające. Są nimi przede wszystkim zdominowane np.  przez wójtów rady gmin. Przekonują niebo i ziemię, że tylko oni posiadają umiejętności i doświadczenie potrzebne do rządzenia. Do sejmu weszło ponad 150 nowych posłów, czy oni posiadają te przymioty i zalety co wspomniani wójtowie. A może czeka nas paraliż prawotwórczy. Nie, nic z tego. Tak jak w radzie gminy kilka osób tworzy to co powinna tworzyć rada, a reszta radnych jest tylko podmiotem  głosującym, tak samo jest w sejmie. Wystarcza 10 % ludzi przygotowanych do rządzenia, reszta jest uzupełnieniem struktur. W naszej gminie ten procent jest jeszcze mniejszy. Wg. moich badań , w radzie organicznie pracuje  tylko jej przewodniczący i bodaj raz w roku komisja rewizyjna. A jednak się kręci. Głosowania są jednomyślne, wg. recept  zaczerpniętych z PRL – u. A może poziom przygotowania  społecznego, gospodarczego i politycznego do bycia radnym , czy też bycia w opozycji jest zbyt wysokim wymogiem dla tego gremium? Nie można kwestionować tego demokratycznego wyniku wyborów. Gdyż nikt nie zgłosił w stosunku do nich veta. Bez kontroli opozycji każda władza robi co chce, nie zawsze działa z korzyścią dla społeczeństwa. Że tak jest , o tym świadczą liczne konflikty na linii władza samorządów – ludność. Wystarczy włączyć dowolny program telewizyjny. Te programy jednoznacznie dowodzą, że konieczna jest kadencyjność. Pozwoli ona obalić struktury zasiedziałe, bezużyteczne, niekiedy nawet o zabarwieniu mafijnym. Arogancja niektórych władców świadczy o tym , iż nie ważne co myśli o nich społeczność. Śpią spokojnie o ponowny wybór. Np. w naszej gminie wójt uzyskuje wybór 35 % poparciem , które polega na  ilości głosów „za”. Pozostałe 65 % nieobecnych przy urnie nie wie o tym, iż nie głosując , głosuje również na niego. Bierze się to stąd, że społeczność gminna nie jest w stanie wyłonić kontrkandydata. Argument, że on jest niezastąpiony jest z pogranicza kabaretu. Nie ma ludzi niezastąpionych. W sejmie też jest grupa karykaturalnych dinozaurów, uważających się za niezastąpionych. Oni są jawnie wyśmiewani. Dyktaturki małe , większe, fanatycy,  niczym klauny cyrkowe grają niezastąpionych geniuszy. W naszej gminie „żelaznym” elektoratem obecnego wójta jest grupa seniorów i ich rodziny. Te sympatyczne coroczne spotkania organizowane przez wójta mają jeden podstawowy cel: podtrzymanie i utrzymanie  zaufania wyborczego tej grupy społecznej. Dorzucić jeszcze należy przychylność dobrodzieja parafialnego i zwycięstwo w kieszeni. Liczbowo podczas ostatnich wyborów  przedstawiało się mniej więcej tak: na uprawnionych ok. 5,500 osób głosowało „za” ok. 2100 osób. Kontrkandydata nie było, wiec gładko poszło. Jeżeli zapowiedż o kadencyjności nie zostanie zrealizowana ( co przecież jest możliwe), wówczas czeka nas powtórka z ubiegłych trzech wyborów wójta. Ci, którzy nie poszli do urn muszą zrozumieć, że  nie głosując ułatwiają wybór kandydata, którego nie chcą. Wybory do sejmu jednoznacznie to uwidoczniły. Konflikty u nas też nabrzmiewają, czasami wybuchają z mniejszym (Kosowo)  czy większym natężeniem, np. ostatni konflikt na linii  wójt - mieszkańcy Kobysewa w związku  z planowaną budową betoniarni.

 Apeluję do mieszkańców młodych i w średnim  wieku, organizujcie się już teraz, nie czekajcie, wyłaniajcie spośród siebie  kandydatów na radnych i wójta. Zmieniajcie świat. Nikt tego za was nie zrobi. W Polsce powiało europejskością. Dlaczego nie w naszej gminie? Przyszłość należy do was. „Młodości ponad poziomy wylatuj”.

 

 


oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mój felieton

czwartek, 13 października 2011 18:49

                        Zezem... na arenę powyborczą!!! 

 

Sytuacja jest płynna, nic konkretnego się nie dzieje, aczkolwiek dzieje się dużo. Przegrzane kalkulatory od obliczania wyników, procentów, głosów i w końcu miejsc w wymarzonym sejmie, powoli stygną. W miejscu  gdzie tworzy się historię państwa, narodu, poszczególnych osób będących posłami. To miejsce szczególne, gdzie wydarzyło się prawie wszystko. Myślimy o okresie po 1989r. , gdyż wcześniej tam wydarzyło się więcej niż wszystko. Któż pamięta słynną  Anastazję P., która ponoć obciągnęła zasłużonego profesora marszałka, chyba dzisiaj już śp.. W tym czasie zasłynął komisarz od tzw.  „zasobów archiwalnych” przypominający wyglądem urzędnika z farsy Gogola. Otóż ten facet zaczął  grzebać w papierach po esbeckich i dokopał się niewyobrażalnych informacji. Prawie cała czołówka styropianowych bojowników o demokrację z Lechem na czele,  była na żołdzie diabła w skórze KGB, oczywiście polskiej odmiany, czyli osławionego dzisiaj SB. A ile tam się znalazło walczących od wieków za „Wiarę i Ojczyznę”  księży i biskupów. Nawet kandydat na prymasa. Ostatnio  – tygodnik - organ ponoć szatana  F i M nr. 39(604) doniósł, że biskup który napadł teologicznie na tzw. Nergala był na żołdzie tej złowrogiej polskiej odmianie KGB. Nosił pseudonim  Lucjan.  Takie wiadomości należy czytać na czczo, gdyż można zwymiotować z obrzydzenia. Najwięcej zapewne materiału do wspomnień  będą mieli posłowie, którzy posłują do izby od początku demokracji powojennej. Ciekawą rzeczą jest, że ci którzy zwalczali powojenny system , nawet siedząc w więzieniach za krytykę  np. wielo kadencyjności,  krzycząc, że oni przyrośli do foteli, sami obecnie postępują tak samo. Taki z brzegu profesor od owadów. Jego szybkie i cięte riposty przekraczają  amplitudę ruchu skrzydeł pszczół. Jego język przypomina retorykę szczytowego okresu osławionych złowrogich Jezuitów.  Posłuje nadal uważając, że młodsi to powinni u niego pobrać nieco ogłady obyczajów i teorii. Pamiętać jednak należy, że okres i system polityczny (komunistyczny i socjalistyczny)  kiedy ten od pszczół ( ja zresztą też)  pobierał teorię,  został wcześniej wyklęty przez papieża , bodaj przed  pierwszą wojną światową. Wykształciliśmy się zatem  na wyklętym systemie oświaty niby komunistycznym. To się nadaje do kabaretu moralnego niepokoju.  Papież Wojtyła też wyrósł i wykształcił się w  latach tego systemu. Jaja jak berety. Ten facet wymaga nagłego leczenia, ale nie przez psychiatrów, na to jest już za póżno, ale w środowisku szerszeni.  Nowa fala świadomości i teorii społecznej płynąca z Zachodu mówi , że ma w dupie klątwy.  Inny obrońca praw człowieka – słusznie, każdy jest człowiekiem – był niezmordowanym posłem. Obecnie go przewrócili. Ale oświadczył publicznie, że się nie podda i dalej będzie bronił człowieka..., ze stadionu. Premier powiedział, że ze stadionu to nie człowiek lecz bandyta. No cóż... punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeszcze jest żelazny Leszek, którego kampania polegała nie na prezentacji programu, lecz na żebraniu o głosy. Tyle zasług, i tyle programów już miał. Mógłby obdzielić „jedynymi i słusznymi” programami wszystkie opcje. Krytykował, zwalczał odchylenia, pozytywnie oceniał, negatywne dostrzegał zjawiska, potem szukając ratunku właził w odbyt sile, która chętnie przyjmuje polityków w ten organ gdy widzi  korzyści dla siebie. Negocjował konkordaty, umowy, z  państwem o nazwie Watykan, podpisywał je razem z nietrzeżwym prezydentem. Zgodził się ten pseudopatriota na istnienie „państwa w państwie”. To też należy do polskiej tradycji. Wystarczy się cofnąć do czasów Polski przedrozbiorowej. Wszedł jednak zbyt płytko w ten organ (odbyt) , gdyż najbliższe po tym „wejściu”  wybory przegrał i wypadł na dno polityczne. Z zainteresowaniem należy go obserwować, czym nas teraz oczaruje. Sympatyczny pozostaje nadal. Trybikiem w maszynce do głosowania, raczej nie będzie, gdyż maszynka straciła trybiki, a nawet cały mechanizm się rozpieprzył.  Został tylko korpus jako pamiątka historyczna. Karkołomną próbę ratowania tego korpusu podjął akurat trzeżwy  ex prezydent, ale koło ratunkowe nie zostało w porę złapane.

Oczywiście, okazów godnych opisu nawet na tysiącu stron znalazłoby się tam więcej. Może kiedyś.

Jednak żyjemy dzisiaj , tu i teraz.

Natychmiastowa reakcja nastąpiła ze strony , która może - gdyż wcale nie musi – w wyniku tych wyborów stracić najwięcej. Chodzi o kler rzymskokatolicki. O Kościół nie chodzi , gdyż Kościół to my (ja też) jako wspólnota wiernych plus kler jako funkcjonariusze obsługujący nas. Na inny układ nie ma zgody. Toruński szkodnik polskiej racji stanu uznał wyniki wyborów jako „ dorzynanie polskiego narodu” . Jeżeli przyjmiemy filozofię polskiego szlachcica i biskupa tamtej Polski szlacheckiej to „ narodem była warstwa szlachty i kleru”, stanowiące około 10 % społeczeństwa polskiego. Pozostałe 90 % procent było bydłem, które nie miało żadnych praw. Można było zabić „bydło” nie ponosząc żadnych konsekwencji. Podążając tym tropem to ten mnich – szkodnik  może mieć rację jeżeli on tkwi w tej filozofii  pojmowaniu narodu – to po pierwsze. Te jego dziesięć procent może się czuć zagrożone w swych nieograniczonych przywilejach. Po drugie – posługuje się starą metodą stosowaną od wieków przez kler rzymski, polegającą na szerzeniu fałszu i hipokryzji, uważając wiernych za istoty nie posiadające rozumu. Jeżeli te dwie przesłanki są  „jego ” filozofią działania , to on wie co mówi. Natomiast, czy ma rozeznanie czasów w których tą filozofię chce realizować, zdecydowanie stwierdzam, że nie. Dlatego on nie jest grożny. On jest żałosny. Należy go zostawić z gromadką swoich wyznawców. Gdy przebywałem  w Stanach Zjednoczonych  zauważyłem, że tam istnieje ok. 2300 takich zborów jak u toruńskiego szkodnika. Ponieważ oni nie stanowią żadnego zagrożenia dla państwa, czyli demokracji amerykańskiej, nikt się nimi nie interesuje. Jedna ważna  uwaga: te zbory posiadają majątki trwałe, od których płacą podatki na ogólnych zasadach – to po pierwsze. Po drugie – nie otrzymują ani centa z budżetu publicznego. Konstytucja amerykańska rozdzieliła kościoły od państwa. Tam nikt, z prezydentem na czele nie odważy się naruszyć konstytucję. No i przeszliśmy na właściwy polski grunt.

Na tym gruncie w wyniku procesu rozwojowego świadomości społecznej narodu polskiego, pojawiło się oczekiwanie na realizację państwa , według standardów, które przedstawiłem na przykładzie Ameryki. Wiadomo przecież, że cała Europa zachodnia rządzi się tymi samymi standardami. Nie ma tu nic nadzwyczajnego. Te standardy doprowadziły do takiej np sytuacji:  oglądam mszę św. w bawarskiej telewizji wieczorem ( Bawaria jest katolicka) gdzie ksiądz – osoba starsza i ministrant staruszek, przy ołtarzu, natomiast w ławkach jedna lub kilka starszych przeważnie kobiet. Tak jest codziennie. Polecam tym, którzy nie wierzą. Pytam dlaczego? Dlaczego młodzież odwraca się od kościoła?  Pytanie kieruję do duchownych, katechetów i świeckich. Kto i gdzie popełnił błędy. Kto do nich się przyzna? Tam w Bawarii  przecież z Kościołem też nikt nie walczył i nie walczy . W Polsce z Kościołem też nikt nie walczy. Czytelnicy odpowiedzą sobie sami. Polacy żądają poszanowania Konstytucji RP, w której relacje między kościołem a państwem  są określone. A czy te relacje są przestrzegane? Komisje majątkowe, nie osądzona pedofilia, podległość biskupów Watykanowi a nie państwu polskiemu, nieograniczony dostęp do budżetów publicznych samorządowych i centralnego. Oj dużo tego dużo. Żadnej walki, jeno konsekwentne przestrzeganie konstytucji RP. Jeżeli konstytucja nie odpowiada współczesnej chwili, jaki problem ją zmienić, ale drogą ogólnonarodowego referendum.  Żadnych radosnych tańców wokół niej w sejmie. Piłsudskiego nie ma aby zaprowadził  ład w takiej chwili. Polacy w tych wyborach wskazali na kierunek oczekiwanych przemian społecznych. Będą  one w tym kierunku następowały,  mając  nawet  bardziej radykalny charakter. Siły ortodoksyjne, konserwatywne muszą się z tym liczyć. Wypada im podkurczyć ogon i szczerzyć kły.

Wspomniałem wyżej o dojrzewaniu Polaków do standardów europejskich, do których należą również publiczne uznanie różnych stanów psychicznych i fizycznych związanych z odmiennością seksualną ludzi. Jest to dla mnie teren nieznany, dlatego oddaję głos i popieram tych, którzy na tym się znają. Nawet stosowne  słownictwo nie jest mi znane. Muszę nabyć jakiś dodatek do słownika, który poprawnie określa te dziedziny. Namawiam również innych, którzy chcą się wypowiadać w tych kwestiach, aby najpierw poczytali czy też zasięgnęli porady, zanim nieopatrznie skrzywdzą człowieka. Złowrogi mnich  okrutnie wypowiada się o nich , zapominając albo udając, że nie wie , że  ok. obecnych  40% duchownych   zalicza się do pewnej grupy odmienności - wyszydzanych przez niby chrześcijańskiego kapłana - zakonnika. O zbrodniach zwanych pedofilią ty m razem nie wspomnę. Ta hańba XX wieku nie jest rodowodem z  ruchu reformatorów. Wszyscy dobrze o tym wiedzą.

Szef ruchu reformatorskiego ostatnio jasno powiedział „żadnych awantur, żądamy przestrzegania Konstytucji RP”.  Popieram.                                                                                             A przegrani  gremialnie wołają : ratunku, dorzynają,  tradycja, wartości, na geotermy co łaska...z budżetu, na pielgrzymki ..z budżetu samorządu!  Tak można by bez końca.  Najnowsza wieść z tych kręgów to : wypowiadamy wojnę „ na śmierć i życie”, a jednak wojna...Zbrodnie i wojny w imieniu Chrystusa w kościele rzymskim mają bogatą literaturę.  To publiczne nawoływanie do wojny chyba podpada pod  kodeks karny? . Nie jestem prawnikiem.  Nie podano tylko jakiej broni będzie się używać. Służby państwowe powinne bacznie obserwować, czy aby nie gromadzi się pokątnie broni. Przypomnę, że fanatyzm religijny był i jest podłożem każdej wojny.                                                                                                                                       Jest wesoło, a będzie jeszcze weselej.

Miało być „ zezem”  a wyszło bardziej niż poważnie. Musi być poważnie , gdy ktoś wypowiada wojnę „na śmierć i życie”. To zakrawa na „dzihad”. Żarty na bok!

 

Ps. Moje hobby, jako badacza świeckiego to: historia chrześcijaństwa, w szczególności historia papiestwa.


oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Optymizm powyborczy.

niedziela, 09 października 2011 21:44

 

 

                                    Wygraliśmy wybory !!!  

 

Tak ... wygraliśmy wszyscy, ci którzy brali udział w głosowaniu. Dzięki systemowi demokratycznemu, który – jak powiedział kiedyś pewien znany polityk – jest bardzo zły, ale lepszego dotychczas nie wymyślono. System ten pozwala nam wybrać, a konkretnie oddać swój głos na tego kandydata, który nam się najbardziej podoba. Oczywiście nie o urodę tutaj chodzi, lecz podoba nam się jako potencjalny twórca prawa.  Jest to odczucie wybitnie subiektywne, ale tak jest i tak musi być.  Wszak najważniejszym zadaniem posła w sejmie jest tworzenie dobrego prawa i to na  długie lata . Jest to chwila kiedy mówimy tylko o tym czego sobie życzymy i czego oczekujemy od naszego wybrańca. O tym czego sobie nie życzymy mówiliśmy przed wyborami. Być posłem z wyboru społecznego jest zaszczytem, honorem , a przede wszystkim  ogromnym obowiązkiem wobec tych, którzy go wybrali. Oczekuje się przestrzegania zasad współżycia społecznego co się wyraża m. in. w takich cechach jak:  obowiązkowość ( np. bycia na wszystkich posiedzeniach plenarnych izby) prawdomówność i odpowiedzialność za wypowiedziane słowo, uczciwość, wola  zgodnej współpracy ze wszystkimi posłami w imię pomyślności wspólnej – narodu i państwa. Kultura bycia i zachowania, wierność posiadanym zasadom etyczno – moralnym. Lojalność wobec klubu do którego się należy.  Lojalność i koleżeńskość  wobec tych kolegów i w wymiarze całego składu osobowego sejmu. Znam rodzinę w Niemczech, gdzie dwaj bracia należą : jeden do rządzącej partii , drugi do opozycyjnej. W żadnej mierze nie przeszkadza  im to wracać razem do domu  czy też usiąść do wspólnego rodzinnego stołu. To się nazywa kultura osobista i polityczna. Kolejnym ważnym aspektem jest umiejętność bycia opozycją konstruktywną.  Oznacza to popieranie projektów - każdych projektów - służących ludziom. Nie jest ważne, kto te projekty zgłasza i forsuje. Totalna krytyka w czambuł  i odrzucanie wszystkiego a nawet opluwanie przeciwnika przy każdej okazji jest zwykłym chamstwem i prostactwem. Nie ma nic wspólnego z uprawianiem polityki nakierowanej na służbę narodowi. Edukacja tzw. kultury politycznej w naszym kraju ma jeszcze daleką drogę. Niedouczeni są również w swej większości dziennikarze, których głównym i "najmądrzejszym"  pytaniem jest : "on powiedział to i to, jak pan to skomentuje". Pytania merytoryczne  co do programu i sposobu jego realizacji z ust pytającego dziennikarza nie padną, albo bardzo rzadko padną.  Zapraszając konkretnego rozmówcę - posła, który reprezentuje własny program należy się skupić na jego zamierzonych planach i sposobach realizacji tego programu. Wyborcy chcą poznać przede wszystkim od tej strony - już posła. Ubóstwo umysłowe pytających jest porażające. Oglądam często stację BBC i takich nieuków i banialuków tam nie ma. Stacja ta jest często przytaczana jako wzór profesjonalizmu i obiektywizmu. Polecam. Żenujące plotkarstwo (np. o szerokości półdupków pewnych pań) niech cechuje magazyny kobiece i brukowce. Życzymy sobie poważnych debat ekonomicznych, społecznych, kulturalno - obyczajowych, międzynarodowych. Przynależność do różnych opcji politycznych czy też światopoglądowych inteligentnemu i światłemu człowiekowi w żaden sposób nie przeszkadza. Rozum nakazuje rozumieć racje każdego, lecz  nie pozbawia nikogo posiadania własnych racji. Mówimy: szanuję twoje poglądy, ale pozostaję przy swoich. Ten krótki felietonik nie ma na celu analizy wyników głosowania. Na to przyjdzie czas.  Czy spełniły się nasze oczekiwania, czy dostał się do parlamentu  nasz faworyt itd. itp. Jedno jest pewne wybraliśmy, czyli zagłosowaliśmy z własnej nieprzymuszonej woli na tego, którego chcieliśmy i to jest najważniejsze dla każdego z nas. Analiza Quo vadis Polsko po wyborach niewątpliwie nastąpi. Mam nadzieję, a nawet jestem przekonany, że w kierunku tolerancji i świeckości , czyli wspólczesnej Europy

 

          *                                       *                                        *                                      *

 

Patrząc na wyniki głosowania, już teraz chcę podziękować tym  moim szanownym czytelnikom, którzy przestudiowawszy uważnie moje tezy ( zob. niżej) na „nie” dokonali właściwego wyboru przyczyniając się do „odpływu” z bloku ortodoksyjno – wyznaniowego w kierunku bloku „nowoczesna Polska”. Świadczy to dobrze o Waszym  wysokim poziomie kultury politycznej. Realizujmy teraz zawołanie:  „ z nikim nie walczymy, dążymy do zbudowania społeczeństwa i Polski na miarę XXI wieku”.

                                                                                             *

 


oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  147 322  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości