Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 356 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Obserwacje życia i obyczajów w Polsce - minionej?

wtorek, 24 listopada 2009 21:28

 

 W mediach publicznych od dłuższego czasu głośno o staraniach Kościoła katolickiego o zwrot terenów, które były w jego posiadaniu przed wybuchem drugiej wojny światowej, a nawet w ubiegłych wiekach. Należy przypomnieć, że dobra kościelne obejmowały kiedyś 1/3 obszaru Rzeczypospolitej, a obciążenie chłopa pańszczyżnianego było większe niż np. w dobrach królewskich.

.....................................................................................................................................................................................
W nędznej chacie zrodzeni, nędzę spadkiem wzięli,

Chlebem łzami skropionym zła dola ich dzieli;

Chlebem, który tysiącznym okupują trudem,

Pracują równo z bydłem, a zowią się ludem.

                           ( E. Karpiński)

                                                                                                                                                                                                                            O doli chłopa pisali różni zagraniczni podróżnicy. Jednym z nich był jezuita ksiądz Hubert Vautrin, który w 1777 roku zjawił się w Polsce. Przebywał w Polsce 4 lata. Po powrocie napisał książkę Obserwator w Polsce. Ustrój w którym większość ludności żyje (napisał m. in.) w niewoli, biedzie i ciemnocie, nie sprzyja rozwojowi gospodarki i techniki.  Ustrój pańszczyźniany uważał za największe zło i nieszczęście Polski. Polacy nie mogą zrozumieć, że wolny gospodarz przynosi więcej zysku niż dziesięciu chłopów pańszczyźnianych.

Obok tej zastraszającej nędzy biło w oczy olśniewające bogactwo i przepych. Te zwyczaje gościnne, przyjęcia sąsiadów, którzy czasem w odwiedziny pięćset koni ze sobą prowadziły, te wiwaty przy biciu moździerzy, janczarskie muzyki, kielichy tłuczone, ukłony, które wskazują stopnie uszanowania dla tych , którym się oddają.
Ignacy Krasicki wyszydził manię podróży zagranicznych w satyrze Podróż, zaczynającej się od słów: "Miał rozum, w domu siedząc kto się śmiał z podróży". (Jaki on miał rozum, o tym za chwilę).
Redaktor "Gazette de Varsowie" w wówczas napisał o podróżach Polaków: "Biegać po świecie przez próżność, dla pychy, wozić się ze swym nieuctwem i niezdarnością, rujnować się, nabierać złych nałogów i śmieszności - oto cel i skutki tych włóczeg, które Polacy zowią podróżami".

Inny obcokrajowiec arystokrata Lehndorff pisał:

Wszystko jest tu eleganckie i wyrafinowane, wszyscy lubują się tu w dziwaczności, opisując magnacki przepych i niepotrzebny przepych. Książę biskup warmiński I. Krasicki drwił bezlitośnie w swych wierszach z tego dziwactwa, aczkolwiek nie przeszkadzało mu brać czynny udział w tych ucztach.  

 

                                                                                                                                                                                                                              O Krasickim Lehndorff obok pochwał i zachwytów dla Krasickiego, uznając jego rozległą wiedzę, talent, dowcip i kulturę, styl życia i smak artystyczny napisał: „ zna na pamięć starszych i nowszych poetów, poznał też dzieła najwybitniejszych malarzy i pisarzy, ale zupełnie nie umie liczyć się z groszem i skończy jeszcze kiedyś marnie. I niech kto powie, że inteligencja i dowcip na coś się przydają"! Były to prorocze słowa. 17 września 1772 roku dragoni pruscy zajęli Warmię, księstwo księcia biskupa Ignacego Krasickiego. Książe biskup i kapituła fromborska, dzierżący władzę na tym obszarze od ok. 500 lat tracili władzę i posiadłości, a dobry i pokorny lud warmiński przywiązany do tradycji w swej  pobożności i prostocie, od pokoleń czuł się szczęśliwy  pod łagodnym panowaniem laski biskupiej, jak napisał Paul Cazin w swojej monografii I. Krasickiego. Władca Warmii I. Krasicki wysłał swoich przedstawicieli do Malborka, gdzie złożyli przysięgę na wierność i posłuszeństwo królowi Prus. W listopadzie tegoż roku król napisał list do I. Krasickiego: „Do Księdza Krasickiego, Biskupa Warmińskiego. Miło mi było ujrzeć nowe zapewnienia Twojej powolności i wierności.(sic! od autora) Nie wzbraniam dostępu do tronu żadnemu z moich wiernych poddanych, a skoro Ty zajmujesz między nimi znakomite miejsce, będziesz tu łaskawie przyjęty. Kończąc proszę Boga etc." Otóż biskup Krasicki nie obraża się i nie zniechęca. Udał się do Berlina za pożyczone pieniądze, ale po otrzymaniu z łaski króla pruskiego 2000 dukatów, wrócił „cały zroszony dworską wodą świeconą, nakarmiony obietnicami i bez grosza w kieszeni". Krasicki zawsze był bez grosza w kieszeni. Miał reputację człowieka towarzyskiego, który zaciągał długi na prawo i lewo, nie troszcząc się o ich spłatę. Obawiano się, że Krasicki zabawia króla Fryderyka II kosztem swych własnych rodaków. Stał po stronie króla pruskiego w sporze z Gdańskiem. Komisarz generalny króla polskiego latach 1764 - 1782 w Gdańsku Onufry Aleksy Husarzewski w końcu pisze: „Znam go i już żałuję, żem kiedykolwiek miał z nim do czynienia". Dalej..."Jego Królewska Mość ( Stanisław August) czyni, co może, jego  wysiłki przejdą do historii...podobnie jak niegodziwość biskupów chełmińskich i warmińskich etc.".Ale później okaże się, że król pruski otwierał ostrożnie (ale otwierał) sakiewką dla zdrajców polskiej ojczyzny i równocześnie - szydził z nich. 16 lutego 1795 roku król Fryderyk Wilhelm II konferował biskupowi warmińskiemu nominację na „ Arcybiskupa Gnieżnieńskiego". Krasicki nie był prymasem, gdyż urząd ten przestał istnieć z chwilą dokonania rozbiorów. Natomiast parę razy podpisywał się jako prymas. Zmarł 14 marca 801 roku w Berlinie, pochowano go w kościele św. Jadwigi w Berlinie. Miał 67 lat. W 1829 roku prochy jego przewieziono do katedry gnieżnieńskiej. Nasuwają się pytania : kim był? komu służył? jakie miał zasady?. Czy znał pojęcie ojczyzna, patriotyzm? Jakie znaczenie dla niego miało powstanie Kościuszkowskie? Pytań bez końca Musimy pamiętać, że w okresie bezkrólewia prymas był „interreksem", czyli sprawował urząd króla , a więc pierwszej osoby w państwie. Duża grupa historyków zauważa u I. Krasickiego tylko jego satyry, fraszki! Działalności politycznej nie było?  
.............................................................................................................................................................................................

 Kolejnym przedstawicielem tej najbardziej uprzywilejowanej warstwy społecznej w Polsce szlacheckiej w tym wypadku -  XVIII wiecznej, był Podoski Gabriel.

 Pamiętnikarz ówczesny ksiądz kanonik kaliski Jędrzej Kitowicz odnotował go następująco:

„Po śmierci Władysława Łubieńskiego za promocją posła moskiewskiego został prymasem Gabriel Podoski, referendarz koronny. Sacra mu przyszła przed sejmem, na którym już zasiadał jako prymas." Marceli Kosman cytując ks. Pstrokońskiego przytacza jego wypowiedż: „ Po nieodżałowanej śmierci pana mego, księcia Łubieńskiego, został prymasem i arcybiskupem gnieźnieńskim, a to za promocją moskiewską do króla Stanisława, z którym albo raczej przeciw któremu wszedł w  takie spiski i intrygi nierozmyślne, że się odważył na detronizację knować sekretne z panami polskimi machinacje( znać do przywiązania do domu saskiego).Już on nawet na ten koniec zaczynał swoje z dworem petersburskim korespondencje, gdy imperatorowa odkryła to wszystko i przekazała królowi. Nie mógł zatem Podoski za tak śmiałą i zuchwałą pretensją dobrze być widziany nie tylko od naszego, ale i petersburskiego dworu, więc trzeba mu się było oddalić za granicę, przynajmniej do jakiego czasu, pokądby wzniecone tajemne zapalenie ojczyzny ognie nie ugasły". Dalej ten autor..."wyjątkowo obrzydliwa to postać, nawet jak na owe czasy, pełne różnych kreatur. Ten człowiek przekroczył wszelkie granice, stąd opuścili go nawet cyniczni protektorzy - jak marnie żył, tak i marnie skończył. Gdy nawet po śmierci  został za granicą i nikt nie sprowadził zwłok, które zostały sprofanowane podczas rewolucji francuskiej, wyrzucone z trumny do zatoki Marsylii".

Przyjrzyjmy się choć trochę jak żył w wcześniej w Warszawie. Zajrzyjmy do opisu jaki sporządził dyplomata  K.H. von Heykins w swoich wspomnieniach z pobytu w Polsce.

„ W niedzielę i święta składałem wizyty. Prymas ksiądz Podoski otrzymał zezwolenie na zamieszkanie w pałacu saskim i nie omieszkaliśmy złożyć mu naszego uszanowania. Książę prymas Podoski, aczkolwiek zawsze otoczony Rosjanami i oficjalnie korzystający z ich opieki, jako głowa Kościoła katolickiego i kreatura dworu saskiego pragnął odegrać role patrioty i gorliwego katolika (skąd my to znamy), wszelako bez narażania się Rosji. Prymas ujawnił mi szyfry i gdy depesze zostały wysłane , natychmiast paliliśmy oryginały. Projekt prymasa miał dwie sprawy na względzie: zmusić Stanisława do zrzeczenia się tronu na korzyść elektora saskiego i zmusić Bierna do oddania Kurlandii prawowitemu władcy, księciu Karolowi. Im bliżej poznawałem ludzi, tym wyraźniej dostrzegałem zepsucie obyczajów panujące w Warszawie. Zwierzchnik Kościoła w Polsce zupełnie jawnie żył ze swoją dawną kochanką panią Oemichen, a jej córka , zamężna za pułkownikiem Weyrauch, szła w ślady jej matki. Kilka pięknych dam z arystokracji, cieszących się nieszczególną opinią, tworzyło otoczenie pani Weyrauch a kanoniczki z tego otoczenia szły śladami arcybiskupa. Był to widok tak gorszący."

Książe Gabriel Jan Podoski w lipcu 1771 roku zamieszkał w Gdańsku, gdzie przebywał cztery lata. Rezydował w podmiejskiej posiadłości Heybude (Stogi). Prowadził świecki tryb życia, hołdował modzie francuskiej. Żył dalej w konkubinacie ze starszą od siebie wdową po saskim liwerzncie Oemichenową ( vel Oemchenowa zwana przez Polaków „Emkinią)".





Podoski Gabriel, autor: D. Chodowiecki

 Jego pobyt w Gdańsku oceniano jako kompromitujący zarówno dla państwa polskiego i jak Kościoła. Był osobnikiem pozbawionym wszelkich zasad moralnych i społeczno - politycznych. Dla czytelnika współczesnego jest rzeczą nie pojętą, jak taki człowiek mógł osiągnąć najwyższą godność w Kościele katolickim i to w Polsce, w kraju uważanym za ostoję katolicyzmu i przedmurze chrześcijaństwa w tej części Europy? Przecież nie był samozwańcem czy uzurpatorem, otrzymał sacrę prymasowską od papieża!

  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 Trzecim księciem i biskupem w moich szkicach o posiadaczach latyfundiów ziemskich w drugie połowie XVIII wieku jest biskup wileński Józef Ignacy Massalski.

Wspomniany wcześniej kronikarz ksiądz J. Kitowicz napisał w katalogu powieszonych w 1794 r. : „ Na szubienicy przed bernardynami, zdjąwszy wprzód z niego obrządkiem duchownym święcenia, dla której ceremonii chciwym na śmierć i zgładzenie ze świata zdrajcy ojczyzny potrzebny był bliski szubienicy kościół czyli szubienica kościoła, aby zaraz po zdjęciu święceń mógł być powieszony...przed tymże kościołem była wystawiona trochę póżniej druga szubienica, dla biskupa wileńskiego Ignacego Massalskiego, ale go zatrzymano w więzieniu , że się odwołał odkryć więcej wiadomości do zdrady ojczyzny należących i wielu powołał, których brano w areszt jako to: Skarszewskiego biskupa chełmskiego, księcia Czetwertyńskiego, Moszyńskiego marszałka w. koronnego". Wcześniej Kitowicz podał, że powieszono Józefa Kossakowskiego biskupa finlandzkiego. Można odnieść wrażenie, że biskupi polscy XVIII wieku specjalizowali się w zdradzie własnego narodu, oczywiście za dukaty, ale przecież biednymi nie byli! W sumariuszu Kitowicz wymienił czternastu powieszonych z grona najważniejszych ówczesnych postaci życia religijnego i państwowego Rzeczpospolitej szlacheckiej. Ciągle mieli za mało włości i dukatów. Wyjątkowa jakaś grupa społeczna, a jej Mistrz  Jezus chodził w sandałach i jednej szacie!.

Biskup Massalski był jednym z czołowych działaczy Sejmu rozbiorowego 1773- 1775, prezesem Komisji Edukacji Narodowej w latach 1773 - 1777. Dopuścił się największych nadużyć w Rzeczpospolitej szlacheckiej w ramach działalności Komisji Rozdawniczej i Sądowej majątkiem  pojezuickim w Polsce i na Litwie. Człowiek dużej kultury, dobry organizator, zasłużony przy organizacji Komisji, ale przy tym złodziej, karciarz i rozpustnik rozkradający fundusze pojezuickie. Kasata zakonu jezuickiego nastąpiła 21 lipca 1773 roku, przez papieża Klemensa XIV.

Powieszanie Massalskiego (po denuncjacji towarzyszy j. wyż) na lejcu konopnym porwanym przejeżdżającemu chłopu było wyrokiem sprawiedliwości ludu warszawskiego, na tym , „ co ludziom swoim służącym każe dawać sto rózg".



Massalski był biskupem, który wyświęcił złodzieja na kapłana, był to niejaki Ogonowski, urzędnik województwa wileńskiego, który dopuszczał się różnych występków: kradł rozbijał i oszukiwał, skazany został przez trybunał, ale uciekł z więzienia. Zgłosił się do Massalskiego, który zlecił biskupowi żmudzkiemu Janowi Stefanowi Giedrojciowi, aby go wyświęcił na kapłana. Potem przechowywano go w klasztorze  i broniono przed władzami sądowymi. Biskup Massalski, wiecznie potrzebujący pieniędzy na grę w karty i hulaszcze życie , pożyczył u Ogonowskiego w swoim czasie 160 tysięcy złotych. Ceną wyświęcenia był zwrot skryptu dłużnego.

............................................................................................................................................................................................................ 

 

Sołtyk Kajetan - biskup krakowski  (1715 -1788).

  

Od kwietnia 1764 roku Rosja i Prusy pozostające w formalnym przymierzu, starały się udaremnić zamierzenia najlepszych ludzi w Rzeczpospolitej, oraz jej nowego króla. Początkowo oba te mocarstwa uroczyście głosiły, że nie dążą do żadnych zaborów kosztem Polski. Austria i Turcja żądały utrzymania „złotej wolności". Tego samego domagała się dyplomacja papieska, lękająca się, że reforma może naruszyć i uszczuplić nieograniczone przywileje kleru. Sejm konwokacyjny chciał zapobiec dalszemu rozrostowi tych przywilejów w zakresie czysto materialnym, ograniczył możność zakupywania nieruchomości w miastach, dziedziczenia majątków przez zakonników, tworzenia nowych fundacji. Opozycja pragnęła pokonać „Ciołka" ( Stanisława Augusta) pozyskując dla siebie łaski Rosji i Prus. Z gorzkimi skargami biegał do ambasadora Kayserlinga biskup krakowski Kajetan Sołtyk. Oskarżał Poniatowskiego i Familię o zamierzenia despotyczne, o chęć zniszczenia wolności. Biskup ten od roku 1758 tworzył wraz Brulem i marszałkiem Mniszkiem słynną trójcę rządzącą Rzeczpospolitą za Augusta III. Stronnik dynastii saskiej, fanatyczny obrońca kościoła katolickiego, zwolennik zachowania bez zmian ustroju państwa, był jedną z czołowych postaci opozycji przeciw królowi i Czartoryskim. Oba dwory porozumiały się co do wspólnej strategii. Ustrój Rzeczpospolitej z liberum  veto musi być zatrzymany, oraz równouprawnienie innowierców.  Król pruski w (1752)  Fryderyk Wielki wynurzył co myśli o religii: „Katolicy , luteranie, reformowani, żydzi i wiele innych  sekt chrześcijańskich mieszka w państwie i żyje w zgodzie; jeśli zbyt gorliwy władca opowie się po jednej stronie z tych wyznań, na początku utworzą się stronnictwa, wybuchną spory, pomału zaczną się prześladowania i wreszcie wyznawcy religii prześladowanej opuszczą ojczyznę. Wszystkie religie, jeśli się je zbada, opierają się na systemie mitów, mniej lub bardziej absurdalnym..."

Duchowym przywódcą walki  z królem Stanisławem Augustem był biskup Kajetan Sołtyk. Paweł Jasienica napisał: „księdza referendarza koronnego Gabriela Junoszę Podoskiego, kanalię stuprocentową, Repnin po prostu kupił i w 1767 roku uczynił prymasem Polski.

To Sołtyk nakłonił Rzym do zatwierdzenia prymasury Podoskiego, „ateusza i łotra" ( A. Skałkowski).

Stosunek do innowierców biskup Sołtyk wyraził mówiąc: „ Boże - wyrzuć mię z liczby żyjących, zawstydź mnie przed całym niebem i światem, wymaż mię z ksiąg żywota wiecznego, wrzuć mię w gmin potępieńców[...], jeżeli na pomnożenie najmniejsze wolności dysydentów [...] jawnie lub skrycie pozwalać będę, jeżeli owczarni Chrystusowej od zarazy kacerskich nauk, ile ze mnie jest, bronić nie będę..."  

.................................................................................................                                                                                                                      Pomyśleć, że są dzisiaj ludzie którzy podają Polskę jako kraj tolerancji religijnej!.                                                                                                                                                                                                                           Tenże biskup przebrał miarkę. 13 września 1767 roku kanclerz Panin pisał do Renina: „ Teraz, gdy szelmostwa pomienionego biskupa przekroczyły wszelką miarę i gdy już macie pozwolenie użycia przeciw niemu środków przymusowych, oczekuję niecierpliwie wiadomości, coście z nim uczynili, a zdaje mi się, ze już czas dać za jego pośrednictwem innym fanatykom religijnym nauczkę i wsadzić Jego Wielebność do kozy:. Dokładnie miesiąc póżniej, w nocy 13 na 14 pażdziernika 1767 roku Repnin kazał aresztować i wywieżć na wschód biskupów Kajetana Sołtyka i Józefa Andrzeja Załuskiego i hetmana Wacława Rzewuskiego. Postępek ten słusznie został uznany za brutalne bezprawie. Ale Nikita Panin powtarzał:"szelmostwa pomienionego biskupa przekroczyły wszelką miarę".

Kajetan Sołtyk po powrocie z Kaługi, gdzie przebywał do 1773 roku, stał się układny i i nawet przymilny. Próbował organizować opór przeciw uznaniu pierwszego rozbioru Polski. Potem popadł w melancholię obłęd. Został usunięty od obowiązków biskupich. W 1782 roku król Stanisław August i Rada Nieustająca ubezwłasnowolnili biskupa Kajetana Sołtyka, iż postradał zmysły. Po myśleć, że ten człowiek był przywódcą duchowym i politycznym opozycji, której poważni historycy przypisują rozbiór Polski. Wspomniany Paweł Jasienica napisał:"Katolicyzm pozostał wyznaniem panującym („przejście od Kościoła rzymskiego do jakiejkolwiek innej religii...za kryminalny występek deklarujemy"), protestanci oraz prawosławni uzyskali jednak równouprawnienie polityczne. Nie przyniosło to w przyszłości żadnych szkód , nie sprawiło państwu trudności...od innowierców. Bo liczni, niestety aż nazbyt liczni fanatycy, fanatycy katoliccy uznali, że przychodzi oto „nieomylne nadwątlenie i prawie powszechna zguba na wiarę rzymską katolicką", która to teza wywiera dziwne wrażenie, jeśli ją porównać z cytowanym nieco wyżej - w nawiasach - tekstem jednego z „praw kardynalnych" , więc uznanych za wieczne, niezmienne. Despotyzmy z reguły wykrzykują o własnych krzywdach , wydaje im się podejrzane, że inaczej myślący korzystają z przywileju oddychania świeżym powietrzem i chodzenia na dwóch nogach. Prawidła zdrowego rozsądku nie obowiązują w Ciemnogrodach
....................................................................................................................................................................................................
Opisani  wyżej renegaci wywodzący się z grupy społecznej mającej uczyć i dawać przykład innym grupom społecznym jak żyć wg. zasad wiary, której przecież byli głosicielami i wyznawcami , a odziani w purpury o gładkich policzkach i obwisłych tłustych brzuchach, obok nich istniał zdrowy moralnie i etycznie prosty lud , religijny lud, który cechował autentyczny bezinteresowny patriotyzm, jak dowodzi tego udział tego ludu w Insurekcji Kościuszkowskiej. Ten lud również wiedział co zrobić ( ku przestrodze potomnym) z tymi faryzeuszami w chwili sądu. Lud słuchał i cenił światłych swoich rodaków do których zaliczał się np. Stanisław Konarski. Jak napisał o nim w jego biografii J. Nowak- Dłużewski: „Konarski pozbywa się taniej idealizacji, aby zyskać za to oblicze głębokiego realisty życiowego, którego wielkość tkwi w mądrym kompromisie z rzeczywistością. Ten ojciec demokracji polskiej, racjonalista utylitarysta, twórca łagodnej rewolucji w stosunkach politycznych , w szkolnictwie i literaturze, okazuje prawdziwą wielkość nie w zewnętrznych gestach, lecz w wytrwałym realizowaniu celów, do których dąży. Śmiałość jego myśli wyprzedza reformatorskie pomysły póżniejszych pisarzy takich  jak Staszic czy Kołłątaj.





Stanisław Konarski



.............................................................................................................................................................................................

Tekst powyższy nie jest skierowany przeciwko komukolwiek, natomiast jest przestrogą dla tych, którzy odzyskują tereny dawniej należące do Kościoła, a natychmiast traktują je i rozporządzają nimi jak własnymi prywatnymi. Własność Kościoła to własność wszystkich parafian, gdyż parafianie tworzą Kościół. Jak wykazuje tekst, osąd ludu jest surowy.

Osąd surowy spotkał kilka lat temu nowomianowanego proboszcza w sąsiedniej parafii, który z energią prawdziwego biznesmena przystąpił do wyprzedaży parafialnego terenu. Parafianie wyrzucili go, ale dopiero po gorszącej okupacji kurii.
......................................................................................................................................................................................................................

Opublikowany ostatnio w Dublinie - Irlandia , raport komisji rządowej w sprawie procederu  molestowania dzieci w latach 1975 -2004, który jest dokumentem zatrważającym  każdego rodzica. Tyle skrzywdzonych niewinnych i bezbronnych dzieci! Smutne to , że przypada na czas pontyfikatu naszego rodaka, który niebawem ma zostać ogłoszonym świętym. Czy można zaryzykować pytanie: czyżby w kościele nic się nie zmieniło od opisanego wyżej XVIII wieku?  Gdy rozmawiamy w gronie starych bogobojnych sąsiadów na ten temat , wówczas skromnie spuszczają wzrok pokręcając z niedowierzaniem głową. Nie znajdują słów.
Wydaje się, że czas opublikowania tego raportu nie jest przypadkowy. Irlandia jest po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, który to traktat  kościół irlandzki zwalczal jak zarazę.  Zakończył się czas cenzury.  Sygnał ten powinien zostać zauważony i w Polsce.                                                                                 
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wielcy Gdańszczanie

środa, 18 listopada 2009 18:21

 

 Fahrenheit  Gabriel Daniel 1686 - 1736 - uczony, fizyk gdański.

Urodził się w Gdańsku w domu rodzinnym przy ul. Ogarnej ( obecny numer 94).                                                                                



Fot. A. Januszajtis
Początkowe nauczanie odbyło się w domu. Uczącym był prywatny nauczyciel - preceptor. Program nauczania obejmował czytanie, pisanie, rachunki i religię. Następnie w 12 roku życia zapisał się do dobrej 6 klasowej Szkoły Mariackiej. Planowana dalsza nauka w Gimnazjum Akademickim w Gdańsku nie doszła do skutku, gdyż oboje jego rodzice zmarli nagle w lipcu 1701 roku. Wyznaczeni przez Radę Miasta opiekunowie sierot ( 2 braci i 2 siostry Gabriela) postanowili wysłać Gabriela Fahrenheita d o Amsterdamu w celu nauki kupiectwa. Bardziej interesowała go, wręcz pasjonowała dziedzina zwana w fizyce jako termometria. Do tego niezbędne są przyrządy specjalistyczne jak: szlifierki do obróbki szkła , tutaj konkretnie obróbki soczewek i rurek różnego kształtu. Postanowił produkować takie przyrządy i urządzenia we własnym zakresie. W tym celu zaciągał pożyczki, oraz dążył uparcie do kontaktów i wymiany doświadczeń z innymi wybitnymi uczonymi w tej dziedzinie. Na tym polu zanotował więcej sukcesów niż porażek. Podróżował po ośrodkach naukowych ówczesnej Europy. Jego największym sukcesem było skonstruowanie przyrządu określającego temperaturę każdej substancji. Termometr rtęciowy, który znalazł praktyczne zastosowanie w lecznictwie przy mierzeniu temperatury człowieka oraz w meteorologii, przy określaniu temperatury powietrza. Uczony ten opracował również sposoby pomiaru ciśnienia powietrza. Wykorzystał przy tym odkrytą przez siebie zależność temperatury wrzenia od ciśnienia.  Zakres jego badań i osiągnięć był ogromny. Sława jego odkryć dotarła do Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Londynie. W marcu 1723  i kwietniu 1724 roku referował swoje prace w Londynie, następnie został jego członkiem. Oprócz badań zajmował się udzielaniem wykładów z zakresu jego badań i osiągnięć. Jeden z czołowych uczonych napisał w 1739r.: „Termometry rtęciowe są najlepszymi i najdokładniejszymi , jaki dotąd wynaleziono; zawdzięczamy je głównie największemu mistrzowi G. Fahrenheitowi". Termometry jego zachowały się w holenderskiej Lejdzie. Mieszkał w Amsterdamie od roku 1717.W spisie członków Towarzystwa Królewskiego figurował jako: Mr. Fahrenheit dżentelmen z Gdańska. W Gdańsku Gabriel Fahrenheit ma o swoim imieniu ulicę, prowadzącą do Akademii Medycznej. Zmarł bezpotomnie . Zachował się jego testament w którym czytamy: (...) proszę sprawić mi pogrzeb najtańszy, czwartej klasy (...) całą resztę, sprzęty, naczynia, pościel, jeśli są coś warte, spieniężyć i przekazać do Gdanska ukochanym dzieciom mojej siostry. Pochowany został w Hadze w kościele klasztornym św. Wincentego. Obecnie znajduje się tam tablica pamiątkowa z napisem w języku holenderskim: W kościele klasztornym został pochowany Daniel Gabriel Fahrenheit. Urodzony w Gdańsku w Polsce 24 maja 1786. Zmarł w Hadze 16 września 1786. Osiedlił się w Amsterdamie w 1717. Twórca termometrii, wynalazca, budowniczy przyrządów, uczony, członek Towarzystwa Królewskiego w Londynie. Nie zachował się żaden portret z jego podobizną.



.................................................................................................................................................................................................. 

 

 

Heweliusz Jan (niem. Hevelke, Hewelke), Hevelius, Hówelcke, (1611 - 1687).

 

Heweliusz , portret Daniel Schultz




Herb Heweliusza, zbiory BG PAN

  Urodził się 28 stycznia 1611 roku na rogu ulicy Straganiarskiej i Grobla IV w Gdańsku. Najpierw uczęszczał do szkoły parafialnej przy kościele św. Jana, później  uczył się w miejscowości Gondecz koło Bydgoszczy i Gdańsku w słynnym Gimnazjum Akademickim, a następnie w Lejdzie, Anglii i Francji, gdzie odbył studia w zakresie astronomii i prawa .   


                                                                            Leida 1652r.
W 1634 roku mając 23 lata  powrócił do Gdańska , gdzie  zamieszkał, objął po ojcu browar  i aż do śmierci prowadził badania astronomiczne w zbudowanym przez siebie obserwatorium. W 1635 roku w kościele Mariackim zawarł ślub z Katarzyną Rebeschke, córką bogatego browarnika, która wniosła mu w posagu trzy kamieniczki wraz z browarem przy ulicy Korzennej.      



Ze zbiorów BG PAN  sygn. Alf IV/15/22
                                                                                                                        

                                            Katarzyna wykazała zrozumienie dla pasji męża i cały ciężar życia domowego przyjęła na siebie. Obserwatorium umieścił na trzech dachach swoich kamienic przy ulicy Korzennej. Jego dzieła to: opis księżyca pt. S e l e n o g r a p h i a  sive Lunae descriptio ( Gdańsk 1647), dzieło to wyszło z oficyny gdańskiej Andrzeja Hunfelda ( 1581 - 1666), dedykowane było miastu Gdańskowi. Selenografia liczyła około 500 stron druku i 40 rycin Księżyca w różnych fazach oraz mapy.     

 

  I dwie części  M a c h i n a e  c o e l e s t i s ( Gdańsk 1673 - 1679). Heweliusz sam konstruował precyzyjne przyrządy oraz szlifował soczewki do specjalnego teleskopu. Stał się z czasem właścicielem własnej drukarni i zakładu miedziorytniczego. Pozwoliło to jemu na prowadzenie systematycznych badań nad przestrzenią kosmiczną, oraz wymianę doświadczeń z naukowcami  przodujących w Europie ośrodków naukowych.

Właścicielem trzech dzieł unikatowych „ wspaniale i z wielkim smakiem iluminowane „  w oryginale w 1777r., był gdański patrycjusz Broen. Tom pierwszy Heweliusza dedykowany był dla Ludwika XIV, którego portret dołączony był do tego dzieła Machina coelestis.

 

 Natomiast tom drugi zawierający wyniki nad planetami, poświęcił królowi Janowi III Sobieskiemu.  Słońce, gwiazdy i instrumenty mosiężne kolorowane były złotem, plamy na księżycu srebrem. Właściciel ówczesny, Broen zapłacił za owe trzy tomy około dwustu czterdziestu dukatów.

Heweliusz opublikował cały szereg dalszych prac. Był uczonym o szerokich zainteresowaniach i wszechstronnych zdolnościach. Był matematykiem, astronomem, konstruktorem, rysownikiem i sztycharzem. Opublikowanie Selenografii wzbudziło powszechne uznanie dla gdańskiego astronoma. Zaczął się napływ korespondencji z różnych ośrodków naukowych i zagranicznych uczonych. Jeden z egzemplarzy swego imponującego dzieła podarował królowi Władysławowi IV. Cesarz Leopold I nadał mu przywilej na wyłączność druku i sprzedaży własnych dzieł na terenie Rzeszy. Rozpoczął się okres wizyt królewskich u Heweliusza.

Za zasługi w dziedzinie astronomii powołany został na  członka zagranicznego Królewskiego Towarzystwa Nauk w Londynie. Ludwik XIV król Francji w latach 1663 - 1670 wyznaczył mu stałe wynagrodzenie.  Król Jan III Sobieski otoczył go troskliwą opieką , wyznaczając mu roczne wynagrodzenie w wysokości 1 tys. florenów, zwolnił z wszystkich podatków i zezwolił na wolną sprzedaż piwa.

 

  
Jeden z teleskopów Heweliusza

Heweliusz był również aktywnym gdańszczaninem w sferze społeczno- politycznej. Był ławnikiem, rajcą Starego Miasta, zasiadał w sali mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego, gdzie odbywały się obrady.


W marcu 1662 roku niespodziewanie zmarła Katarzyna. Małżeństwo było bezdzietne. W ramach podziału spadku , rodzina zmarłej zażądała sprzedaży instrumentów i biblioteki uczonego. Ale list interwencyjny króla Jana Kazimierza do Rady Miejskiej w Gdańsku uratował obserwatorium astronoma. Nie potrafiącemu żyć samotnie Heweliuszowi, przyszła konieczność ponownego ożenku. Wybór padł na szesnastoletnią Elżbietę Koopman, córkę zamożnego kupca. Elżbieta została najbliższą pomocnicą swego męża.


Pewnego dnia we wrześniu 1679 roku , pod nieobecność Heweliuszów w mieście, pojawiła się wielka łuna. Pożar strawił cały dobytek   Heweliusza, który miał wówczas 68 lat. Wielka energia i siła woli młodziutkiej żony Elżbiety uratowała Heweliusza przed załamaniem. Heweliuszowie otrzymali pomoc od Jana III Sobieskiego i Ludwika XIV i już po trzech latach astronom dalej pracował w odbudowanym obserwatorium. Postępująca choroba starego astronoma dawała o sobie znać. Ostatnie miesiące spędził w łóżku , gdzie troskliwie opiekowała się nim Elżbieta. Zmarł w dzień swoich 76 urodzin, 28 stycznia 1687r. Pochowany został w kościele św. Katarzyny, gdzie w 1986 roku podczas prac archeologicznych odkryto jego grób. Córki, zięciowie i wnuki nie okazali należnego zainteresowania spuścizną .Z Elżbietą miał syna, który zmarł wcześnie i trzy córki. Z czasem uległo zniszczeniu jego obserwatorium, a listy , przyrządy i inne pamiątki rozproszyły się po świecie.

W 1780 roku prawnuk Heweliusza, Daniel Davidson , radca wojenny Stanisław Augusta Poniatowskiego, wystawił pomnik nad jego grobem w kościele św. Katarzyny.

W dniu 28 stycznia 1987 roku w trzechsetną rocznicę śmierci Jana Heweliusza, który to rok decyzją UNESCO uznano Rokiem Pamięci Jana Heweliusza, na płycie grobowej w kościele św. Katarzyny w Gdańsku, złożono wieniec od nauki polskiej.

(Zainteresowanym polecam: K.Targosz, Jan Heweliusz  uczony-artysta)



Pomnik w Gdańsku
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Obrona Jasnej Góry w 1655r.

wtorek, 03 listopada 2009 10:40

W listopadzie i grudniu 1655 roku trwało oblężenie klasztoru Jasnogórskiego w Częstochowie przez Szwedów. Zatem, minęły 354 lata, wypada na krótkie wspomnienie tych historycznych wydarzeń w oparciu o opisy historyków Kościoła - powszechnie znane i świeckich - mniej znane.

Przeor Paulinów ks. Augustyn  Kordecki napisał Pamiętnik Oblężenia Częstochowy z 1655 r. , wydany przez O.O. Paulinów w Częstochowie w 1991 r. Tytuł oryginalny tłumaczenia z łaciny „Nova Gigantomachia", ( krótkie fragmenty).


Źródło: Pamiętnik Oblężenia Częstochowy, Nova Gigantomachia.

 

Zdjęcie pierwszego oprawnego w skórę egzemplarza z 1655 r. ze zbiorów Biblioteki na Jasnej Górze.

..........................................................................................

Gdy Bóg Najwyższy postanowił ukarać Polaków, w dobroci swej zesłał pierw ku upamiętaniu rozmaite przepowiednie i znaki przyszłą klęskę zwiastujące. Najbardziej przerazi cudowny znak na niebie, który się zdarzył tegoż samego roku 9 czerwca na twarzy zachodzącego słońca. Nad nosem słońca widziano krzyż, przemieniający się w serce, które mieczem



 Źródło: W. Bałuś, Malarstwo Sakralne

przeszyte chyląc się na stronę stanęło pod okiem. Roku więc następnego, niby bicz Boży przeciwko Polakom, wyruszył z północy Karol Gustaw, królem Szwedzkim wybrany, chociaż królestwo to prawem następstwa należało się Janowi Kazimierzowi Królowi Polskiemu. Po zajęciu Wielkopolski, umyślił aby napaść na klasztor Częstochowski. Wysłał jenerała Mullera z częścią wojska dla zajęcia klasztoru Częstochowskiego i zostawienia w nim załogi. Ojcowie odmawiając poddania klasztoru wojskom polskim współpracującymi ze Szwedami odpowiadali: Zapewne ta Matka Najwyższego Boga, która nas natchnęła szlachetną żądzą bronienia Jej czci przeciwko bezbożnym bluźnierstwom heretyków, przybędzie w pomoc pobożnym usiłowaniom sług swoich i sprawę słusznej obrony wesprze. Warunków szwedzkich kapitulacji zakonnicy nie przyjęli. W cztery dni potem, wzmocniony wojskiem załogi Krzesickiej, napadł na posiadłości klasztorne i przeszło czterysta rogacizny i trzody uprowadził. Oczywiście był to „pobożny" Polak Jaśnie Wielmożny Pan Jan Wejchard hrabia  Wrzeszczewicz. Dalej nie hamując w swoje zapalczywości zabiega drogę Millerowi i radzi mu przyśpieszenie na klasztor. Bez trudności też zwolennik kalwińskiego zabobonu usłuchał katolika, szczególniej gdy  tenże ciągle mu prawił o ogromnych bogactwach klasztoru,

 

Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej w 1655r. Żródło: Nova Gigantomachia

i złożonych tamże potajemnie bogactwach szlachty. Przełożony zwoławszy więc na wspólną naradę Ojców i zapytawszy każdego o zdanie, gdy wszyscy jednomyślnie sądzili, ażeby bez wszelkiej trwogi, poruczywszy się Panu Bogu i obronie Najświętszej Dziewicy Matki (w której szczególniejszej opiece miejsce zostawało), bronić klasztoru. Dalej ksiądz Przeor przedstawia uniżoną prośbę Najjaśniejszemu Królowi Janowi Kazimierzowi, który natenczas wstąpił dla zebrania wojska do Księstwa Opolskiego.  

  Wkrótce Miller w dziewięć tysięcy wojska i z dziewiętnastoma działami większego kalibru, jako też z innym przyrządem wojennym ruszył z Wielunia ku Częstochowie z posiłkowymi hufcami hrabiego Wrzeszczewicza, Wacława Sadowskiego, księcia Heskiego i dwóch pułkowników Polaków i że tu z wszelką pewnością dnia 18 bm. przybędzie.                      

 
Szwedzi w Polsce (obraz Henryka Pillatiego)

  Tak wiec 18 listopada zwołuje wszystkich Ojców Zgromadzenia zakonnego oraz tych, którzykolwiek za świeckich osób schronili się do Częstochowy, zachęca ich pobożnie, ażeby byli uczestnikami Mszy Świętej przed ołtarzem Najświętszej Maryi Panny - rozkazuje obnosić Najświętszy Sakrament około murów i warowni wśród publicznych modłów - błogosławi działa większe i mniejsze, kule ołowiane, żelazne i naczynia z prochem. 

 

           

Obraz : Leszek Piasecki 1955                                                                                                                                                                      Wówczas nadciągnął jenerał Burchard Miller, było to 18 listopada 1655r. pod Częstochowę i w specjalnym liście wezwał załogę do kapitulacji używając słów; Wielebni i Szlachetni Ojcowie i inni twierdzy i klasztoru mieszkańcy, Panowie i przyjaciele czcigodni!. Tutaj wymieniono warunki Kapitulacji i grożba spalenia klasztoru i zmuszenia wszystkich do posłuszeństwa królowi Szwedzkiemu. Wcześniej Szwedzi zdobyli przyległą wieś Częstochówkę.

 

 

 Oblężenie Częstochowy przez Szwedów w 1655 r., wg. sztychu niemieckiego z XVII w., G. Bodenehr 



Fot. M. Machay


Jan Kazimierz przewodniczy obradom sejmu na Jasnej Górze, malowidło w Sali Rycerskiej, fot. M. Machay



     

Stefan Czarniecki. Portret B. Matthiesena z 1659r.                                                                                                                                   

  (...)26 grudnia 1655 r. w głębokiej nocy pozdejmowano ciężkie działa ze stanowisk i wyprawiono. O świcie zaś wodzowie tak licznego wojska odeszli, każdy w inną stronę. Miller do Piotrkowa, hrabia Wrzeszczewicz do Wielunia, Sadowski do Sieradza, książe Heski do Krakowa, inni zaś dowódcy Polskiego wojska do Wielkopolski. Przyszedł przecie dla Ojców szczęśliwy dzień w którym złożyli Bogu dziękczynne modły, otwarłszy nazajutrz bramę klasztoru po przykrych oblężenia mozołach, zaczęli pod otwartym niebem swobodniejszym i zdrowszym oddychać powietrzem. Zaiste, do cudownych dzieł Wszechmocnej prawicy Boga policzyć należy to tak wielkie dobrodziejstwo Jasnej Góry. Bo jakżeby się to stać mogło, żeby ledwo siedemdziesięciu zakonników ( wcale nie żołnierzy) taką siłę w sobie uczuli, iżby z pięcią szlachty Polskiej i ich nieliczna służbą, oraz 160 załogi pieszej, po większej części z wieśniaków złożonej, ośmielili się stawić opór tak licznemu wojsku, gdyby sam Bóg , opiekując się tym Miejscem ku czci Matki poświeconym, nie natchnął tą myślą Zakonników i nie dodawał odwagi wśród powszechnej trwogi.

                                                                              xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 Dnia 1 kwietnia 1656 roku w kościele katedralnym Lwowskim i wśród uroczystej ( którą natenczas  Najprzewielebniejszy  Piotr Vidoni biskup Laudański a Nuncjusz w Polsce odprawiał), uczynił z przyzwoleniem Senatu i wszystek dwór Królewski słuchał:

   „Wielka Boga  - Człowieka Matko i Przeczysta Panno! Ja Jan Kazimierz, z łaski Twego Syna Króla Królów, Pana mojego i z Twojej łaski Król, u stóp Twoich najświętszych na kolana padając, obieram Cię dzisiaj za Patronkę moją i moich państw Królowę, i poleca, Twojej szczególnej opiece a obronie siebie samego i moje Królestwo Polskie z Księstwami" Litewskim, Ruskim, Pruskim, Mazowieckim, Żmudzkim, Finlandzkim, Czernichowskim, jako też wojska obydwu narodów wszystek mój lud. Wzywam pokornie w tym opłakanym i zamieszanym Królestwa mego stanie Twego miłosierdzia i pomocy przeciw nieprzyjaciołom świętego Rzymskiego Kościoła. A ponieważ największymi dobrodziejstwy Twymi zobowiązany, czuję w sobie gorącą żadzę służenia Ci gorliwie z narodem, przyrzekam więc moim, rządców i ludu imieniem Tobie i Twemu Synowi, Panu Naszemu Jezusowi Chrystusowi, że cześć Twoją wszędzie po krajach mego Królestwa rozszerzać będę. Przyrzekam wreszcie i ślubuję wyjednać u Stolicy Apostolskiej, skoro tylko za przemożnym Twoim pośrednictwem i wielkim Syna Twego miłosierdziem zwycięsko nad nieprzyjaciołami a szczególniej nad Szwedami odniosę, aby dzień ten corocznie dla Ciebie i Syna Twojego, na zawdzięczenie łask wiecznymi czasy obchodzono i ochoczo świecono i dołożę z Biskupami Królestwa starania, ażeby moje obietnice przez ludy moje wypełnione były. Ponieważ zaś z wielką boleścią mego serca widzę, że wszystkie klęski, jakie w ostatnich siedmiu latach na moje Królestwo spadły, jak to: zaraza, wojny i inne nieszczęścia, zesłane zostały przez Najwyższego Sędziego jako chłosta za jęki i uciemiężenie chłopów, przyrzekam więc i ślubuję, że po odzyskaniu pokoju użyję ze wszystkimi Stanami wszelkich sposobów, ażeby lud mego Królestwa od wszelkich niesprawiedliwych ciężarów i uciśnienia uwolnionym został. Spraw to, Najmiłosierniejsza Królowo i Pani, abym do wykonania moich przedsięwzięć, którymiś mnie Sama natchnęła, łaskę Twojego Syna otrzymał".

    

Jan Kazimierz, obraz: Daniel Schulz, Gdańsk 1615 - 1683




Rozpłakał się lud słuchając słów Króla i sam się przykładem jego do czczenia Bogarodzicy z wielką gotowością zobowiązał, niezmiernie się radując, że Najświętsza Panna Królową Polską nazwana zostaje. Wysłuchał Najwyższy wszech rzeczy Władca ślubów pobożnego Króla, albowiem wkrótce potem nieprzyjaciel zaczął się chwiać na duchu, a poniósłszy znaczne porażki na rozmaitych miejscach, zmuszony był do Prus powrócić.


 Herb króla szwedzkiego

 

Karol X Gustaw (1622 - 1660), władca Szwecji w latach 1654 - 1660

 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Z obietnic - ślubowania -  ulżeniu doli chłopa pańszczyźnianego nie uczyniono nic, zarówno w dobrach królewskich jak i kościelnych.  Uwłaszczenia chłopstwo doczekało się od - rzekomo - znienawidzonych zaborców. W 1807 roku (początek procesu) w zaborze pruskim, 1864 r. w zaborze rosyjskim.

                                                                     ..................................................................

Rzetelność historyczna wymaga od świeckiego badacza - nie zajmującego się teologią - zaznaczenia, iż w sierpniu 1665 roku pod murami Jasnej Góry miała miejsce bitwa wojsk Jana Kazimierza z rokoszanami Jerzego Lubomirskiego (starosty olsztyńskiego), która okazała się zwycięska dla wojsk rokoszan. Paulini z Jasnej Góry w czasie bitwy zamknęli bramy, aby uniknąć angażowania się w konflikt między dwoma dobrodziejami (Polakami) klasztoru!

(...) Po stronie najeźdźcy szwedzkiego brali udział znakomici ( z racji urodzenia) Polacy.  W historii Polaków, w ich bohaterskich walkach o wolność, towarzyszy zawsze zdrada, prywata, nieudolność, niemoralność, przemoc wobec rodaków, to one wypisały największe klęski i upadek Polski. Miłość, wolność i bohaterstwo to potężne siły, które tkwiły i tkwią prostym ludzie polskim.( T. Nowak).



W okresie od 10 września 1770 do sierpnia 1772 członkowie konfederacji barskiej, w tym do maja 1772 pod wodzą Kazimierza Pułaskiego, skutecznie bronili klasztoru przed wojskami rosyjskimi. Gdy w sierpniu 1772 roku konfederacja upadła , król Stanisław August Poniatowski ogłosił kapitulację Jasnej Góry i oddał ją w ręce Rosjan.


 NAJŚW. PANNY   MARYI   CZĘSTOCHOWSKIEJ

                            (Wincenty Pol)

                           OFIAROWANIE

 Królowo Nieba! Pani dobrej wieści!

Matko miłości i matko boleści!

Oto się ciskam do stóp Twoich w prochu,

Przyjm moją żałość i mą miłość w szlochu!

I niech to wdzięczna będzie ci ofiara,

Co na mnie padło jak łaska i kara,

Oboje składam na Twoje ołtarze -

Coś dać raczyła, racz to przyjąć w darze -

 Oboje składam Tobie jako jeniec

To polskie pióro i ślubny pierścieniec!

Tu - gdzie królowie składali koronę,

Tu - gdzie hetmani składali buławę,

Ja się uciekam pod Twoją obronę

Życiem złamany i boleścią  krwawy...

Przyjm moje pióro i pierścionek żony -

I niech po stracie łaska Twa posili

I silna wiara: Że pod Twe obrony

Przyjmiesz mnie Pani w tej skonania chwili

Długom się błąkał za sprawą bez ceny -

Dziś  w mej boleści - dziś pojmuję Ciebie

A więc i modły i żałosne treny,

Pióro i i pierścień składam w mej potrzebie!

Niech tu świadczą nieszczęściu i wierze

Onej niebieskiej i ziemskiej miłości

A kto odmawiać tu będzie pacierze

Niech za nas westchnie - bo kość idzie z kości!

                      Gloria  in  excelsis  Deo!



 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 Tadeusz Nowak, Obrona Klasztoru Jasnogórskiego w roku 1655, Warszawa 1957

(odbitka z dzieła : Polska w okresie drugiej wojny północnej 1665 - 1660).

 

Trwające 40 dni oblężenie forteczki na Jasnej Górze częstochowskiej przez generała szwedzkiego Mullera w r. 1655 obrosło w ciągu wieków tak wielkim gąszczem legendarnych zniekształceń, że trudno jest dziś bezstronnemu badaczowi dotrzeć do rdzenia tych wydarzeń dziejowych, zwłaszcza, że kultywowanie legendy uchodziło - mocą milczącego zgodnego werdyktu naszych przedwojennych historyków - za sprawdzian patriotyzmu i poszanowania dla tradycji narodowej. Legenda cudownej obrony Jasnej Góry poczęła się rodzić już w czasie samego oblężenia , gdy wyolbrzymione stugębną famą wieści o tym wydarzeniu jęły zataczać coraz szersze kręgi po okupowanym kraju, głównym jednak jej źródłem stał się niewątpliwie, wydany w 2 lata po wypadkach, pamiętnik dowodzącego obroną twierdzy klasztornej przeora Paulinów , O. Augustyna Kordeckiego, zatytułowany Nova Gigantomachia. Już w samym tytule łacińskiego dziełka wyraża się chęć wyolbrzymienia skali wydarzeń, przedstawienia ich jako jakichś ogromnych zapasów mocy z dobrymi - gigantów z bogami! W opisie roi się o bezpośredniej cudownej interwencji Matki Boskiej, osobiście odpierającej ataki Szwedów na klasztor, siły oblegających przesadzone są czterokrotnie z 2 na 9000!, siły zaś oblężonych odpowiednio pomniejszone do kilkudziesięciu zakonników, garść szlachty i 160 chłopów, „ wziętych wprost od pługa", tak by cudowność obrony rzekomego „kurnika" częstochowskiego biła wprost w oczy czytelnika. Według Nowej Gigantomachii właśnie obrona Częstochowy stała się momentem zwrotnym tej wojny i ona to pchnęła rzekomo wojsko, szlachtę i lud do bezwzględnej walki z najeżdżcą po stronie wracającego do kraju ze śląskiego wygnania Jana Kazimierza. Przedstawiony wyżej obraz wydarzeń, mimo że odbiegający w znacznym stopniu od rzeczywistości historycznej, odpowiadał przecież na ogół nastrojom ówczesnego społeczeństwa polskiego, tak że w latach następnych znalazło się wielu kompilatorów, przerabiaczy i amplifikatorów, którzy - prozą i wierszem, po polsku i po łacinie, z dodatkiem rozmaitych nieistotnych szczegółów - powtarzali posłusznie za księdzem Kordeckim jego wersję obrony Częstochowy. Podsycana tylu piórami fanatycznych wyznawców legenda utrwaliła się w polskiej opinii publicznej i panowała tak okrągło przez dwa i pół wieku, znajdując odbicie we współczesnych kronikach, w literaturze pięknej i historiografii naukowej. Adam Mickiewicz w wykładach w „College de France" o literaturze słowiańskiej - apoteozował wprost Kordeckiego jako narodowego geniusza, uosabiającego najlepsze cechy polskie. Powieści o Kordeckim i obronie Jasnej Góry napisało między innymi J.I. Kraszewski i J. Szujski, najwspanialszy zaś opis artystyczny dziejów  jej oblężenia dał Henryk Sienkiewicz w Potopie, wzbogacając faktografię Nowej Gigantomachii własną fantazją twórczą. Naukowcy XIX  wieku jakby nie śmieli brać tego tematu na swój warsztat krytyczny i ograniczali się do podawania tradycyjnych „ faktów" w bardziej pseudorzeczowej szacie. Ani Lelewel, ani historycy „ szkoły krakowskiej', jak Szujski, czy Bobrzyński, ani pierwszy monograf tego okresu dziejów Antoni Walewski, nie kwestionowali w ogóle wiarygodności Nowej Gigantomachii, nie wkraczając w swych opisach poza nią. Jedynie wszechstronny historyk kultury, Aleksander Bruckner, zwrócił w roku 1899 uwagę na dość dziwny fakt, że odkryta przezeń w bibliotece dzikowskiej Tarnowskich wierszowana kronika wojny szwedzkiej Gabriela Krasińskiego pt. Taniec Rzeczypospolitej Polskiej nie wspomina ani słowem o obronie Jasnej Góry i wyprowadził z tego prosty wniosek, że widocznie „legenda częstochowska urosła póżniej", skoro nie wiedzieli o niej współcześni. W 5 lat póżniej , w roku 1904 ukazała się w szwedzkim czasopiśmie historycznym „Historisk Tidskrift" żródłowa rozprawa Teodora Westrina pt. „O oblężeniu klasztoru częstochowskiego przez wojska Karola X Gustawa w r. 1655", wydana następnego roku w osobnej odbitce. Jest to pierwsze ze strony szwedzkiej - i pierwsze w ogóle prawdziwie naukowe - opracowanie oblężenia Jasnej Góry. W oparciu o pierwszorzędne materiały przechowane w Riksarkivet w Sztokholmie - rozkazy i instrukcje Karola Gustawa, raporty Wittenberga, Mullera, Wrzesowicza i Sadowskiego, oryginalny list Kordeckiego do Mullera. Westrin przedstawił w zwięzły i bezstronny sposób genezę, przebieg i przyczyny zakończenia tego oblężenia. Następnie zaś skonfrontował ze źródłami szwedzkimi Nową Gigantomachię, stwierdzając zwłaszcza jej wielką przesadę w ocenie sił szwedzkich, zabarwienie „ cudownością" opisu wydarzeń i zatajenie faktu uznania przez klasztor władzy Karola Gustawa. W dodatku do swej pracy historyk szwedzki opublikował list księdza Kordeckiego do gen. Mullera z 21 XI 1655 roku w podwójnej wersji: 1. według oryginału zachowanego w zbiorach Riksarkivet, oraz 2. według kopii zawartej w Nowej Gigantomachii. Przy porównaniu tekstów wyszło na jaw, że Kordecki usunął ze swego listu ustępy mówiące, ze klasztor jasnogórski - za przykładem całego królestwa - poddał się pod władzę Karola Gustawa i uznaje go za swego pana, oraz modli się do Boga o jego zdrowie, zastępując je ogólnikowym stwierdzeniem, że klasztor  uznaje zawsze tego władcę, którego wybiorą „przedniejsi w narodzie". Ów fakt niewątpliwie częściowego sfałszowania tekstu listu przez samego autora potraktował Westrin - odnoszący się do osoby Kordeckiego z szacunkiem - wyrozumiale, przypuszczając, że albo przeor  jasnogórski nie pamiętał już w roku 1657 dokładniej treści swego listu, albo też uważał w danej sytuacji za właściwe odpowiednio go „zretuszować". Mimo to rewelacje szwedzkiego historyka, podważające radykalnie prawdziwość panującej dotychczas wszechwładnie legendy jasnogórskiej, wstrząsnęły polską opinią publiczną która z początku nie chciała wprost uwierzyć w rzetelność naukową Westrina, tak że „Przewodnik Bibliograficzny" z roku 1905 domagał się urzędowego sprawdzenia autentyczności ogłoszonego przezeń listu Kordeckiego przypuszczając, że ów rzekomy oryginał jest być może tylko konceptem, albo nawet falsyfikatem. Dotknięty tego rodzaju podejrzeniami , Westrin wystosował do redakcji „Przewodnika" obszerny list, w którym podał dokładny opis zakwestionowanego dokumentu, udowodniając ponad wszelką wątpliwość jego autentyczność , między innymi na podstawie znaków wodnych; różnice zachodzące między wersją oryginału Nowej Gigantomachii próbował jeszcze raz wyjaśnić albo zapomnieniem przeora, albo wywołaną jego oportunizmem umyślną zmianą tekstu. „ Można też wyrazić zdanie - pisał, że w czasie, w którym ukazała się Nowa Gigantomachia, było niebezpiecznie dla pozycji klasztoru i samego Kordeckiego wydobywać na światło dzienne ten dokument w formie oryginału. Kordecki naraziłby się przez to na niebezpieczeństwo, że jego współobywatele, tak przejęci entuzjazmem dla sprawy ojczyzny i religii katolickiej, staliby się jego wrogami. Z sądem Westrina zgodził się recenzent W. Nowodworski, który wyraził w „Przeglądzie Historycznym" zdanie, ze „Kordecki drukując swój pamiętnik, zmienił ton, a nieco i treść listu umyślnie, pragnąc podnieść sławę klasztoru, jako twierdzy, która ani na chwilę nie zawahała się w wierności dla Jana Kazimierza, nie skalała więc „honoru narodowego", gdy „ w rzeczywistości ...Kordecki i zakonnicy gotowi byli uznać władzę Karola Gustawa pod warunkiem, że załoga heretycka nie stanie w murach klasztornych...Ponieważ warunku tego nie przyjęto, klasztor postanowił bronić się do upadłego i „obronił mury swoje od zarazy kacerstwa". Inny historyk w 1911 roku napisał: Zdobycze historyka Westrina obaliły legendę o „cudownej" obronie klasztoru częstochowskiego przez zakonników pod wodzą przeora Kordeckiego, całkiem słusznie podkreślając, że obrona była tylko jednym z wielu epizodów wojny szwedzko - polskiej, że jej celem było ochronienie skarbów klasztornych przed zachłannością najeźdźców i ze wzajemny stosunek sił był tego rodzaju, że prawdziwym „cudem" byłoby zdobycie Jasnej Góry przez gen. Mullera.

 Z uwagi na to, że ufortyfikowany klasztor Paulinów, który był oblężony przez Szwedów, nie leżał w samym mieście Częstochowie, ale na zachód od niego , na wzgórzu zwanym Jasną Góra, na południe zaś od twierdzy klasztornej znajdował się jeszcze przy kościele św. Barbary drugi klasztor, mieszczący nowicjat pauliński, który oblężony nie był, lecz od razu zajęty bez walki przez nieprzyjaciela - słuszniejszą jest rzeczą mówić o oblężeniu klasztoru jasnogórskiego niż częstochowskiego. Pierwszym terminem posługują się na ogół źródła i literatura polskie, drugim - raczej szwedzkie. W 30 lat po Westrinie ksiądz Ludwik Frąś w monografii pt. Obrona Jasnej Góry w r. 1655, wydanej w r. 1935 w Częstochowie nakładem O.O. Paulinów, wyzyskał wprawdzie i uwzględnił wyniki naukowe Westrina, a w dodatku opublikował przeważną część odkrytych przez niego szwedzkich materiałów źródłowych, ale mimo to uznał oblężenie za  punkt zwrotny wojny, przeceniając wartość żródłową Nowej Gigantomachii i jej póżniejszych amplifikacyj i bezkrytycznie rozwodząc się nad wypadkami „cudownej" ingerencji potęg  niebieskich w działania wojenne. Frąś nie wziął pod uwagę, że już w połowie listopada, a więc jeszcze przed rozpoczęciem przez Mullera oblężenia klasztoru, rozgorzało pełnym ogniem powstanie chłopów sądeckich, że już nawet wcześniej, bo od października stali pod bronią górale żywieccy, a już od września działali partyzanci wielkopolscy, że od października szerzył się już ferment w wojsku hetmańskim, a król Jan Kazimierz, zachęcony przez Czarnieckiego, marszałka Lubomirskiego i innych lojalnych magnatów, wydał już 20 listopada z Opola znany uniwersał wzywający cały naród do powstania. Nie obrona Częstochowy zapoczątkowała więc lawinę klęsk szwedzkich, lecz raczej była ona tylko jednym z kamieni tej lawiny.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

 Klasztor na Jasnej Górze

 

OPOWIEŚĆ DZIADKOWA

O CUDACH  JASNOGÓRSKICH (Boy)

 

Niekze to syćke pierony zatrzasnom:

Wybrał się dziadek aż pod Góre Jasnom,

Myślał, że grosik uzbira, tymczasem

                         Wrócił ciupasem

Tego widoku dożył dziadek stary,

W całym klasztorze nic, jeno dziandary,

Sytkie osoby duchowne a świente

              Pod klucz zamknięte.

Dziwne tu rzeczy bajom sobie ludy,

Że się tam działy straśne jakieś  cudy:

Niby że ojce porobiły świeństwa

            Gwoli męczeństwa

Żył jeden z drugim piknie, bez turbacji,

Świątek czy piątek przy godny kolacji

Bluźnił Imieniu Tego, co go stworzył,

                  I cudzołożył.

Jeden najgorszy - patrzcie wymyślnika !-

Chował pod sobą w sofie nieboszczyka,

Że jak tego na ty sofie grzeszy,

               To go nie ucieszy.

Przeor też, mówiom, jucha jest morowa,

Ponoś co tydzień ziżdżał do Krakowa,

Jako że tu miał styry konkubiny,

                 Same hrabiny.

Co jaki grosik na tackę się wśliźnie,

To go dzieliły ojce po starszyżnie,

A zaś do skarbca każdy za swe grzechy

             Miał dwa wytrychy.

Jak przyszło Księdzu dla dobra klasztoru

Zatłamsić kogo, to mu bez jankoru,

Póki ta zipie, własną dłonią leje...

                        Świente oleje...

Codziennie rano nabożnym zwyczajem

Spowiadały się ojcaszki nawzajem,

By chtóry trafił, jak przyńdzie potrzeba,

                      Prosto do nieba.

Różnie dopuszcza Bóg w mędrości swojej,

Ale to jakoś bardzo nie przystoi,

Iżby siedziały w takiem świentem gronie

                          Same Pochronie...

Mnie złość już bierze, chockie dziadek świecki,

Cóż ta dopiro w grobie Xiądz Kordecki:

Musi go skręca od straśnej tertury

                        Zadkiem do góry.

Kogo Bóg kocha, tego i doświadcza,

Módlmy się, bracia, by nasz zakon miły

                Znów porósł w siły.

Alegoria pokoju w Oliwie


oceń
4
2

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 18 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  145 203  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości