Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 359 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Szopka noworoczna!

poniedziałek, 27 grudnia 2010 16:57

 

 

Noworocznie, satyrycznie, gminnie 2010/11 !!!

 

"Dla Polaków każda władza pozbawiona jest władz umysłowych"

                        Tadeusz Józef  Maryniak

 

Piekielnie trudna sprawa przedstawić trochę satyry, kiedy w obszarze zainteresowania ( czyt. podglądu)  piszącego znajduje się prawie połowa populacji gminnej.

Wszyscy są niepowtarzalnie interesujący, posiadają sobie tylko właściwy oryginalny wygląd (czyt. image), sławę i przeszłość, reprezentują cały bukiet poglądów ( nie mylić z bukietem zapachowym płynącym od smażonych ryb). Mówię o poglądach filozoficznych, społecznych, politycznych, gospodarczych, rodzinnych, sąsiedzkich, o stosunku do teściowych, byłych żon i mężów, ( o aktualnych milczę)  do osób starszych, zmarłych, do sąsiadów odwiedzających nas bez zapowiedzi - co jest regułą u nas, no i o ...poglądach - raczej przekonaniach religijnych. Wszyscy jesteśmy wierzącymi, ale ...marzymy o tym aby kościół przychodził do nas niż odwrotnie. Nie wiemy przy tym, że to mała korzyść, gdyż uniknęlibyśmy tylko oddawania czci obrazom (!) zamiast Bogu. Reszta pozostałaby bez zmian.

Bez zmian natomiast nie jest i nie będzie np. w polityce. Powszechnie wiadomo, że gdzie dwóch znawców polityki (w Polsce wszyscy są znawcami polityki) tam występują trzy tzw. opcje polityczne. Nie mogę użyć słowa np. poglądy, gdyż nikt by nie zrozumiał co ono oznacza. Mówi się opcja i basta. Odpowiednie słownictwo „europejskie” płynie do naszych domów za pośrednictwem mediów elektronicznych jak Wisła do Gdańska, czyli wartko.  

Trzy opcje, dlatego żeby każdy miał  swoją i jedną wspólną np. wtedy kiedy trzeba zmienić partię czy ugrupowanie „ Dla Kaszeb”, czy jakoś inaczej, np. "człowiek jest najważniejszy",  przecież nazwę można nawet przy piwie wymyślić. Dla Kaszeb - sugeruje, że można służyć komuś innemu będąc wybrany przez Kaszubów. Może: Talibom , Gejom, Mudżahedinom , Żydom, Mocherom, Pedofilom. Dobrze , że człowiek jest najważniejszy, gdyż są tacy którzy twierdzą, że małpa jest ważniejsza, gdyż od niej się wywodzimy. Spadł mi kamień z serca. Wypadało by wyjaśnić wszystkim komu w końcu będzie się służyć. Wszak, uczestnictwo we władzy państwowej do czegoś zobowiązuje. A może to jest szukanie głupszych od siebie. Problem w tym, że takich nie ma wśród nas -  Kaszubów. Szamanów poznajemy nawet we mgle polityki.

"Kto zazna smaku władzy, w niczym już tak nie zasmakuje"

                        Józef Bułatowicz

                                                                                                                                                                                                                                                                                     Bez Bez wędrówek z ugrupowania do ugrupowania nie ma w Polsce życia politycznego. Jest to największe osiągnięcie demokracji polskiej po upadku ...czego?, komunizmu w Polsce nie było. Może ktoś wie czego?.

Co prawda ci którzy spali na styropianie z pogromcą tego czegoś, czyli Lechem  na czele,  nazywają to – komunizmem, ale to określenie orbituje tylko w ich kręgu. W historii nie zagości. Wyjaśniam wg. Lenina: komunizm jest wtedy, kiedy we wsi wszyscy mają wspólne żony!!! U nas w niektórych wsiach tylko tak jest.

Ważniejsza i ciekawsza jest  ta turystyka międzypartyjna. Ci turyści - u mnie, a spadochroniarze w nomenklaturze samych skoczków, wynika z tego, że my nie mamy innych kandydatów na których można by alternatywnie zagłosować. Te ustawy ( czyt. prawo wyborcze) sprytnie sformułowano tak, że mogą i pewnie będą do swojej śmierci wybierani. Nam mogą sprytnie grać na nosie. To też jest jedno z największych osiągnięć polskiej demokracji!. Można by dyskutować, ale z kim... kiedy na sali obrad sejmu nie ma nikogo a uchwały się ustala ( tak pokazuje telewizja). To prawo funkcjonuje w ten sam sposób również na poziomie gmin i miast,  już bez telewizji, ale za to z fotografami. Zamówiony fotograf, często początkujący dziennikarz - dziennikarka, dlaczego początkujący – otóż dlatego, że zaprogramowany fotografuje jedynie naczelnika imperium i przewodniczącego wielkiego hurału ( hurał to zgromadzenie po mongolsku) Tak się dzieje u nas. Wielokrotnie widziałem a nawet mam wycinki z gazet. Dlaczego? Rzecz prosta. Przecież nie można dopuścić, aby centralne i powiatowe gazety potem publikowały jakież inne parszywe gęby nie należące do dworu wymienionych wyżej dwóch notabli. Oni są odpowiednio przygotowani do tego spektaklu (do zdjęć) . W zakres przygotowań wchodzi np. utrefienie włosów, kto je ma . Jeden ma drugi nie ma. Trzeba wyczyścić buty wcześniej, wszak gmina wiejska, trzeba powstrzymać się np. od potraw mącznych aby brzuch nie wystawał zbytnio, trzeba się wstrzymać od napojów „gazowanych” które powodują przechyły na lewą to na prawą burtę, trzeba mieć dobrą żonę aby nie podbiła oka na fioletowo, trzeba dopasować krawat jedwabny (z plastiku wyszły z mody u nowych elit, białe skarpety również (sic!)). A bielizna pod ... i na wierzchu, regularne mycie uszu i szyi, bukiet perfum – nie takich podłych jakich ja używam produkcji spółdzielni „Przodownik” rocznik 1976. Golić się nie wypada zbyt często, chociaż utrefione włosy z innym kolorem brody absolutnie wykluczone. Prawdziwy macho (czyt. maczo) jeszcze często ćwiczy kamasutrę jako dopełnienie sztuk tajemnych (dla gminu tajemnych). Na koniec powiem, że z  języków obcych powinien znać co najmniej... łacinę. Nie tą zapożyczoną od kierowców, ale tą od Rzymian. Występuje jeszcze wiele  innych wymogów, ale te pominę. A któż tak potrafi jak oni? Ja nie potrafię,  dlatego nigdy mnie nie sfotografowano, mała strata. Nie sfotografowano jeszcze wiele innych ( członków hurału) ważniejszych osób ode mnie. Ten hurał, tak naprawdę, ma wszystko czego mu potrzeba w radzie z wyjątkiem... mózgowincy własnej.

Ten wyraz „elity” przypomniał mi pewną uwagę etnografa F. Lorenza, który w XIX w.  u drobnicy szlacheckiej w Łebińskiej Hucie bywał i obserwował  pozostałość tej zbankrutowanej  szlachty. Zanotował rozmowę dwóch sąsiadów: „ty jesteś szlachcicem, ja jestem szlachcicem, kto będzie u nas świnie pasł”. Na służbę nie było ich stać. Mieli wybór: zrezygnować ze szlachectwa albo ze świń. Naszym  elitom może się przydarzyć to samo.

Łatwo robić podśmiechujki z ciężko zapracowanych przywódców elit ( gminnych – zaledwie, ale jednak...). Oni wysilają cały swój bogaty intelekt i siły witalne ( tak bardzo potrzebne gdzie indziej) nie tylko nam parszywym gębom, kwadratowym łbom, bezmózgowcom,  itp. , którzy nie potrafią docenić wkładanego heroizmu w ich dzieło, ale społeczeństwu przez duże S. Komóreczka pomaga zarządzać sprawami najwyższej strategicznej rangi (gminnej) nawet z plaży w Honolulu. Do gabinetu bez zapisu nie wejdziesz, mógłbyś zastać pusty fotel. Sprytny skrót : „z up. wójta” wszystko zabezpiecza. Aczkolwiek, nie normowany czas pracy nie oznacza krótszego od normy. Stosownie wysokie wynagrodzenie do czegoś etyczno – moralnego też zobowiązuje. Choćby jako przykład dla  podległych współpracowników. No..., ale o tym trzeba wiedzieć. Do tego oczywiście trzeba posiadać wizje, koncepcje i koneksje. Mam w Koszalinie krewną, wróżkę do której regularnie przychodzą tamtejsi rządzący notable. Dzięki jej wyroczniom rządzą przez kolejne kadencje. Ona bardzo chwali tę ustawę wyborczą – tak ona (oni też). Nie posiadam wieści o tym czy nasi rządcy korzystają z wróżek, ale w chwili kryzysu tonący się - wróżki chwyta, tak mówi przysłowie. Na razie kryzysu władzy gminnej nie widać, ale diabeł nie śpi - jak mówi kolejne przysłowie. Jest to dowiedzione (o tym diable)  przez wspomnianą z Koszalina. Ja na pewno użyczę im adresu do Koszalina gdy zajdzie taka potrzeba. Wynika to z wyznawanych przeze mnie wartości. Świątynia miała jubileusz. Przyjechał wielki człowiek (ok. 200kg) poświęcił, pobłogosławił, przemówił, pochwalił, postraszył. Ubrany w szaty złotem i kamieniami (nie mylić z żółciowymi, które ma w innym miejscu) drapowane, niczym cysorz  Bizancjum. A jaka przemiana duchowa u parafian. Seniorki po osiemdziesiątce spowiadają się teraz co tydzień. Ja uzbieram grzechów ledwie na jednoroczną spowiedż,  a tutaj tyle nagle zauważonych w sobie grzechów. Może wróciła pamięć młodości.  Strażacy teraz  przy pożarze będą trzymać w jednej ręce różaniec a w drugiej sikawkę!. A dobrodziej, przecież nie wolno o nim zapomnieć. Z obserwacji wynika, że czuje się na najlepszej drodze ku świętości. Gdyby tak jeszcze pojawiła się jakaś nawiedzona , która by potwierdziła doznanie cudu sprokurowanego przez niego.  Oh! Jaka szczodrobliwość, pełny koszyczek na bieżąco. Tak trzymać.  Jaka życzliwość sąsiedzka. Trochę się psuje, gdy sąsiad zauważy u nas nowy samochód, albo gdy nasza córka zajdzie w ciążę, najlepiej z ... księdzem. Wówczas sąsiadki doznają skrętu kiszek ...z życzliwości!  Dotychczas tutaj ( z ciążą) się nie zdarzyło. Ale tzw. szatan o którym mówił tak wiele wyżej wspomniany „wielki człowiek w złotej szacie”, ciągle jest i rywalizuje o naszą życzliwość z Aniołem Stróżem. Matki przejęte przekazywaniem określonych wartości swoim dzieciom robią to już wówczas, gdy te dzieci są  jeszcze są w ich łonach. Z mężczyznami jest inaczej. Są nosicielami embrionów, milionów embrionów. Niegospodarne dysponowanie tymi embrionami grozi exkomuniką.

Pewien przywódca byłych lewicowców w Polsce powiedział, że ma exkomunikę w.......we włosach, ale ja bym tak nie powiedział. W Niebie jest cudownie, a w piekle ten żar...i to towarzystwo!.

 

"Na wzniesieniu pojawił się mag i długo mówił o występku i cnocie. Mag ów podzielił na kilka części to, czego wcale nie trzeba było dzielić; dowiódł metodycznie rzeczy jasnych; pouczył o tym, co było dobrze wiadome. Miotał się, krzyczał, płonął na zimno i wyszedł zziajany, zlany potem. Wówczas zgromadzeni obudzili się z drzemki, z przeświadczeniem, że wysłuchali wielce budującej nauki"                             (Wolter)

                                                     *

Niejaki Chruszczow (ZSSR)  w  ONZ-cie zdjął but z nogi, waląc nim w mównicę przekonywał delegatów, że Boga nie ma bo jego kosmonauta Gagarin okrążył ziemię i Boga tam nie znalazł.

Do dziś brak informacji od niego o temperaturze smoły w piekle, a taki był ... mądry!.

Chociaż Bernard Shaw powiedział: "Dla wielu z nas śmierć jest za bramą piekielną - ale piekło znajduje się nie za bramą, ale przed nią"

Może dlatego ten Chruszczow milczy!.

                                                               *

Kierowcy, którymi wszyscy na co dzień jesteśmy, zdecydowanie częściej teraz zdejmują nogę z gazu. Wyjątek stanowią tzw. samobójcy, których nigdzie w Polsce nie brak. U nas też. Pocieszającym zjawiskiem jest to, że eliminują się z dróg (i ze świata) sami i to systematycznie – codziennie. Najmniejsza uwaga pod adresem pirata drogowego powoduje to, że dowiadujemy się od nich (poprzez różne znaki szczególne)  jakimi jesteśmy wariatami oczekującymi minimum kultury drogowej. Osobnicy ci znający tylko trzy wyrazy zaczynające się na litery: k , h. p, budują z nich zdania wszelkich form: pojedyncze, złożone, podrzędne i nadrzędne i wiele innych o których polonistom się nawet nie śni. Rekrutują się  przeważnie z tych,  którzy zrobili maturę na rocznym kursie. Albo żadnej matury, ale zrobili miliony np. na ocieplaniu, meblach czy wykopach. Objętość ich tkanki mózgowej równa się ilości mózgu wróbla. Obserwowałem kiedyś na plaży grających zakonników w siatkówkę. Trafiony silną piłką jeden z graczy zakonnych krzyknął: „ trafiłeś mnie w łotra, nie będę mógł dziś wieczorem Kasi...”.  Od tamtej pory wiem kto jest łotrem i do czego ten łotr.  Miałem wówczas 13 lat. Dzisiaj taką wiedzę posiadają 6-latki w przedszkolach. To też była edukacja, i wyrazy zrozumiałe.

"Przypadek wszędzie ma znaczenie"

              Owidiusz

                                                                       *

Najważniejszym wydarzeniem jednak były wybory. Oh! to były emocjonujące i dramatyczne wydarzenia i przeżycia. Poruszono niebo i ziemię.  Kandydaci zostali wybrani według „ klucza” przelatujących na zimowe leże żurawi i bocianów. Wyboru dokonali wymienieni wcześniej dwaj znakomici stratedzy od wyborczych cudów. (Cudem nazywamy wydarzenie, które można w każdej chwili powtórzyć, jeśli się nie da powtórzyć, wówczas to jest szalbierstwo lub kuglarstwo). Ponieważ to słowo ostatnio pojawia się co raz częściej w związku z pewną kanonizacją – dlatego to małe wyjaśnienie.

Wracając do wyborów, po umieszczeniu odpowiednio wybranych i poselekcjonowanych kandydatów według owego klucza, oczekiwaliśmy na prezentację kandydatur i ich programów przyszłego działania na rzecz Kaszeb, jakże można by inaczej. Poczułem , że niedługo będę mieszkał w Szwajcarii albo Kuwejcie. Kandydaci „przeszli” a my dalej czekamy na ...nie ziemię obiecaną, ale na ziemię spodziewaną . Dokładnie dotyczy to również dwóch wymienionych wyżej strategów. Może nasze oczekiwania są zbyt wygórowane?. Sformułowanie programu, lepszym słowem będzie opracowanie lub wymyślenie – wymaga wiedzy różnorakiej, nawet wróżbiarskiej i to z fusów (od kawy, po niemiecku ten wyraz ma inne znaczenie) . Łatwo powiedzieć..., kiedy niektórzy nabierali wiedzy dawno, a nawet bardzo dawno. Po upadku niejakiego Adolfa. Dzisiaj, kiedy wymagana jest znajomość prawa unijnego i języków obcych - unijnych, no bo jak się chce pieniądze unijne na rozwój imperium, to trzeba znać prawa i teksty dostępowe do pozyskiwania tych pieniędzy. W Brukseli nie siedzą durnie i na ładne włosy czy ładną brodę pieniędzy nie dają. Co teraz będzie z tymi wybranymi a spóżnionymi w edukacji (nie mylić ze spóżnionym rozwojem). Otóż, nic złego się nie wydarzy. Wszystko zostało przez strategów przewidziane i obmyślone. Zastosuje się dotychczas sprawdzoną  i powszechnie znaną maszynkę do głosowania. Urządzenie działa mniej więcej  w ten sposób: na odpowiedni znak przewodniczącego wielkiego hurału zebrani i wybrani według bocianiego czy żurawiego klucza,  podnoszą odpowiednią kończynę (przeważnie górną, rzadko dolną!)  na widok przewodnika. Jeżeli przewodnik powie, że ziemia jest płaska, też zagłosują "za". To wystarcza aby uzyskać uprawnienie do odwiedzin kasy, gdzie czeka ich tzw. dieta. Panie słysząc słowo dieta,  zapewne pomyślą natychmiast o odchudzającej, tymczasem jest to dieta natłuszczająca. Dowodem niech będą postury niektórych wielo- kadencyjnych dieciarzy.

Tak patrzę, czytam i myślę, co to za tekst bez odniesienia się do naszych gminnych piękności.

Pełno ich wokół nas. Takie jak z liceum, inne jak z liceum ale...  patrząc z tylu. Niskie, średnie , wysokie patrzące na nas z góry!. O wieku nie wspominam, gdyż dla prawdziwego mężczyzny wiek piękności nie ma żadnego znaczenia. Modnie ubrane i uczesane, prawie wszystkie posiadające... - nie tylko prawo jazdy. Na ogół inteligentne, o czym można się przekonać wymieniając grzeczności. Muszę wspomnieć o bliskim mi środowisku nauczycielskim. Generalnie sfeminizowane, ale chłopi też są. O mężczyznach nie mam wieści. Niewątpliwie zaliczyć je można do rzeczywistej intelektualnej  elity gminnej. Rej wodzą indywidualności zachowujące powagę „chińskich uczonych” i ci z obliczem „sfinksa”.

Myślę, że to środowisko jest zbyt wyciszone. Jego czas nadejdzie, gdy nastąpi  „zmierzch bogów”. Pedagogów z krwi i kości, z powołania, gierki polityczne - małych ludzi do wielkich zadań -  nie interesują. Poczucie misji nauczyciela jest ważniejsze i jest ponad nimi. Tak było zawsze.

"Kobieta nie powinna popisywać się swym rozumem, jak mężczyżni. Powinna chować go w zanadrzu na odpowiedni moment"

                           Bernard Shaw

"Powiedzenie, że władza korumpuje, nie daje wyobrażenia , do jakich granic pochlebstwo, okazywane względy, władza i oczywiście wielkie pieniądze mogą wytrącić z równowagi i zdemoralizować prostaków, którzy na swoim właściwym miejscu są całkiem porządnymi ludzmi"

                           Bernard Shaw

                   *                                                          *                                     *

 

 

Na tym obrazku występują sympatyczni:  „pan i sługa uniżony”. Who is Who?

 

 

Symbol potęgi i... gustu władzy gminnej.

"Współczesni władcy nie zatrudniają już błaznów - nikt przecież nie lubi konkurencji"

                     Andrzej Majewski

 

 

 Fontanna marzeń!, którą by chcieli oglądać turyści odwiedzający stolicę gminy.

*****************************************************************

DOSIEGO ROKU SZANOWNI CZYTELNICY!

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA

środa, 22 grudnia 2010 17:02

 

Narodziny Dzieciątka Jezus


 

" Krytykować to nie znaczy burzyć, ale precyzować"

                Paweł VI

 

Biblia jest zbiorem rozmaitych starożytnych tekstów, napisanych przez wielu autorów w bardzo zróżnicowany sposób. Składa się z dwóch części; Stary Testament, który opisuje historię i wiarę narodu żydowskiego.

Nowy Testament opowiada historię Jezusa Chrystusa i początków chrześcijaństwa. Cztery Ewangelie to opowieści o życiu Jezusa Chrystusa a Dzieje Apostolskie to historia rozwoju Kościoła w pierwszym wieku.

Ewangelie te znane są doskonale wszystkim chrześcijanom, dlatego postanowiłem – jako świecki badacz i entuzjasta historii początków chrześcijaństwa – przytoczyć kilka fragmentów opracowań wybitnych autorów, historyków świeckich. Uczeni tej grupy od dawna, obok historyków kościelnych tzw. „ Ojców Kościoła” podejmowali i podejmują badania naukowe oparte na archeologii, papirusach, manuskryptach, zachowanych i co jakiś czas nowo odkrytych źródłach. Nazywają to badaniem historyczności Jezusa. Publikacji tego rodzaju ukazało się dosyć dużo na Zachodzie Europy i USA. Obecnie w Polsce obserwujemy prawdziwy zalew tymi publikacjami. Pojawia się również sporo opracowań naszych polskich uczonych. Świadczy to o wzmożonym zainteresowaniu czytelników tą problematyką. Dzięki tym badaczom i ich odkryciom możemy lepiej zrozumieć starożytny świat Biblii.

 Obraz Szymona Czechowicza 1698 , Galeria obrazów Lwów

                                                     *

 Święta Bożego Narodzenia obligują do zajęcia się narodzinami Jezusa.

Anioł Gabriel ukazał się Maryi, mówiąc jej , że została wybrana na matkę Syna Bożego (Łk.1, 26-38). Kiedy narzeczony Maryi, Józef, dowiedział się, że jest w ciąży, miał zamiar ją zostawić, ale we śnie Anioł udzielił mu wyjaśnień (Mt.1, 18-25). Ostrzeżony Józef – jak pisze J. Dequesne w swojej książce Jezus – już się nie waha. Nie bojąc się zgorszenia, zabiera Maryję do siebie. A przecież Józef w swojej wiosce nie był byle kim, gdyż rzemieślnik miał najwyższą pozycję na wsi. Otóż ten Józef, człowiek mający we wsi duże znaczenie dowiaduje się, że jego narzeczona jest w ciąży, a sam wie najlepiej, że nie z nim. Maryja jest w tym momencie prawie jego żoną, gdyż małżeństwo zawierano w dwóch etapach: najpierw sporządzano umowę określającą wzajemne zobowiązania, potem następowało uroczyste wprowadzenie dziewczyny do domu męża, czyli właściwy ślub. Czas, jaki dzielił obydwa etapy, był zmienny. Ale narzeczoną zawsze uważało się już za żonę; gdyby zdarzyła się jej przygoda z innym mężczyzną, traktowano by to jak cudzołóstwo, za to była tylko jedna kara – śmierć. Maryja miała więc nie lada odwagę, by dowiedziawszy się od Gabriela, co Bóg względem niej zaplanował, zaśpiewać Magnificat. W dodatku musiała prosić niebiosa , by anioł migiem powiadomił Józefa o tym, co, jak wiemy, i tak już się stało. Najwyższy czas, bo cieśla był już zdecydowany zerwać zaręczyny i potajemnie oddalić młodą kobietę; ujawnienie całej historii groziłoby jej śmiercią.

  

Strona Ewangelii Mateusza z Kodeksu Watykańskiego, jako jeden z dwóch najstarszych rękopisów Biblii w języku greckim. Kodeks został napisany w IV w. po narodzeniu Chrystusa.

                                                           *

Ostrzeżony przez Anioła, postanawia inaczej rozegrać sprawę: wprowadza Maryję do swego domu, aby skonsumować ich związek, ale, jak mówi Mateusz, „nie zbliżał się do niej, aż porodziła Syna”. W oczach wszystkich byli jednak mężem i żoną. Maryja wyszła więc z tego obronną ręką. Co nie zmienia faktu, że ludzie i tak będą o niej plotkować; nie zaraz, ale gdy zmarły i zmartwychwstały Jezus stanie się postacią znaną i kłopotliwą. Plotki, choćby nie wiem jak obrzydliwe, (J. Duquesne s.23) szerzone w pewnych kręgach Jerozolimy w pierwszym wieku usiłowały zdyskredytować pierwsze wspólnoty chrześcijańskie. Maryja miała więc być kochanką rzymskiego legionisty imieniem Pantera; ojcem bękarta byłby zatem poganin; oczywiście nie ma mowy , by małe mogło być oczekiwanym Mesjaszem. Dlatego w ewangeliach Mateusza i Łukasza jest tyle szczegółów dotyczących narodzin Jezusa. Dając Jezusowi długą listę przodków, Mateusz i Łukasz w ewidentny sposób chcieli ukręcić łeb tym plotkom, gdyż Żydzi, a przede wszystkim  faryzeusze marzyli o pojawieniu się jakiegoś „ syna Dawidowego”, który uwolni ich od Rzymian, od dynastii Heroda, podobnie jak król Dawid zwyciężył Filistynów, zdobył Jerozolimę i uczynił ją stolicą, zwarł przymierze z Bogiem i zbudował pierwszą świątynię.  Tak dosłownie opisuje ten fragment wspomniany wyżej J. Duquesne.

W innym miejscu tej książki czytamy: Narodziny w Betlejem nie dla wszystkich historyków są faktem historycznym. Powróćmy do Mateusza. Dla niego jest to o tyle niewątpliwe, że Józef i Maryja mieszkali przecież w Betlejem, Będą tam jeszcze dwa lata później, kiedy zjawią się mędrcy ze Wschodu ( rodzina Jezusa nie wywędrowała więc do Galilei, jak chce Łukasz, w czterdzieści dni po narodzinach Jesusa…). I, dalej według Mateusza, Dziecię przyszło na świat nie w oborze, ale w „domu zajezdnym”, tam też przyjmie dziwacznych przybyszów ze Wschodu. Astrologowie przybywają daleka, bo kiedy gwiazda wreszcie doprowadziła ich na miejsce, znajdują już nie oseska, ale całkiem spore dziecko – paidion, jak mówi grecki tekst Ewangelii . Żłóbki, które spotyka się dziś w kościołach, mają niewiele wspólnego z historią ; ci dzielni mędrcy na pewno nie mijali się u wejścia z pastuchami. Historyjka o grożnym  Herodzie i odwiedzających go mędrcach, oraz rozmowa o nowo narodzonym królu żydowskim – kiedy królem był Herod - jest wyjątkowo naiwna. Józef Flawiusz , który troskliwie spisywał dobre i złe uczynki Heroda, całkowicie tę rzeż przemilcza. Fakt, ze coś takiego mogło przejść nie zauważone przez nikogo, z wyjątkiem Mateusza, każe powątpiewać, czy w ogóle się wydarzyło. Całe szczęście. Bo gdyby pierwszym efektem narodzin Jezusa miała być rzeż niemowląt…

Rzecz jasna, gorszący aspekt tej historii nie uszedł uwadze komentatorów. Niektórzy zachowali ostrożne milczenie. Inni, przeciwnie, podkreślali diabelską złośliwość wrogów Jezusa. Wielu zwracało uwagę, iż sam Jezus powiedział: „Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką[…]” (Mt. 10, 34-35). Na szczęście to wszystko prawdopodobnie nie zdarzyło się; idzie tylko o symbol, a raczej historyczny odsyłacz.

Jezus wskazywał na siebie jako na Mesjasza zapowiedzianego przez starotestamentowe proroctwa, które dokładnie zapowiedziały: narodzenie się z dziewicy (Iz.7, 14), pochodzenie z rodu Dawida/Jessego (Iz. 11, 1-9), miejsce narodzenia  - Betlejem (Mi. 5, 2). Wszystkie te proroctwa, i inne, spełniły się w przypadku narodzin Jezusa. Po powrocie do Nazaretu , pisze Łukasz , Jezus  „ czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Kiedy miał 12 lat, prowadził dysputy teologiczne z najbardziej szanowanymi przywódcami religijnymi ówczesnych czasów (Łk.2, 42 -52).

*                                          *                                      *

Inny uczony, autor „Żywota Jezusa” E. Renan napisał: „Jezus urodził się w Nazaret ( tak! str.42)  - małej mieścinie Galilei, która aż do jego wystąpienia niczym nie zwróciła na siebie uwagi. Przez cale życie zwano go nazarejczykiem, a utworzenie legendy o jego narodzinach w Betlejem kosztowało wiele zachodu. Wynikało to logicznie z roli mesjanistycznej Jezusa.  Nadane mu imię Jezus jest odmianą imienia Jozue (Jeszua – Joszua, w skrócie : Jeszu) Było to imię bardzo powszechne; rozumie się, że potem dopatrywano się w tym imieniu treści mistycznej i aluzji do roli Jezusa jako Zbawiciela. Pochodził on z gminu. Rodzice jego, Józef i Maria, należeli do stanu średniego, rzemieślniczego, utrzymującego się z pracy własnych rąk. W tamtejszych rodzinach, […] Dzieci było tam dużo, pochodzących z jednego czy kilku małżeństw. Jezus miał braci i siostry, a prawdopodobnie był w rodzeństwie najstarszy. Żaden z jego braci nie stał się głośnym. Jeden tylko Jakub za pierwszych dni chrześcijaństwa cieszył się wielkim poważaniem”.  […]Wierzę w autentyczność czterech kanonicznych ewangelii. Wszystkie pochodzą, według mego zdania, z pierwszego wieku i są w mniejszym lub większym stopniu dziełem ludzi, którzy uchodzą za ich autorów; jedynie różnią się znacznie między sobą pod względem wartości historycznej. Nie są to ani życiorysy, ani zmyślone legendy. Są to legendowe życiorysy. W ciągu 20, 30 lat po śmierci Jezusa rozpoczęło się szybkie przekształcenie wspomnień o nim, aż wreszcie cała jego biografia zamieniła się zupełnie w legendę. Dalej czytamy… jestem przekonany, że z wyjątkiem jakichś krótkich, łatwych do zapamiętania sentencji, żadna z zapisanych u Mateusza mów nie jest dosłownie zanotowaną mową Jezusa, gdyż nie leżą przed nami stenografowane protokoły.

Na zakończenie rozdziału  o „źródłach historycznych” do swojej książki,  Renan wyraził najpiękniejszą myśl:

„Kto chce skreślić historię jakiejś religii, ten musiał kiedyś w nią wierzyć ( inaczej bowiem nie pojąłby nigdy tego, co dusze ludzkie koiło i zachwycało); ale następnie nie może już w nią wierzyć bezwzględnie; wiara bezwzględna nie da się połączyć z historią pisaną szczerze. Ale miłość może istnieć bez wiary. Można nie uznawać form, w które cześć ludzka została zakuta, a mimo to rozkoszować się istotą piękna i dobra, którą ta cześć otacza. Żadne ze zjawisk przemijających nie wyczerpuje boskości; Bóg objawiał się przed Jezusem. Bóg objawi się po nim. W ludzkim sumieniu Bóg objawia się zawsze w jednakowy sposób, tylko pozornie różny. Przeto Jezus nie należy wyłącznie do uczniów swoich. Każdy otacza go czcią, kto ma jeno serce ludzkie. Chwała jego nie polega na wyłączeniu go z historii; przeciwnie, oddaje się mu hołd bez porównania większy wykazując, że bez niego nie można by w ogóle historii pojąć.”

Dzieło to ukazało się po raz pierwszy w 1863 w Paryżu. Oparte zostało na wszystkich wówczas dostępnych źródłach historycznych dotyczących tego zagadnienia. Obecny tekst pochodzi z wydania Wydawnictwa Łódzkiego 1991

 Pierwsza część tekstu oparta jest na wydawnictwie MARBUT Gdańsk 1996, autorstwa J. Dusquene  „Jezus”.

                                                          *

Najstarszyn dziś autorem, który pisał o narodzinach Jezusa w grudniu jest Hipolit. W datowanym na 204r. Komentarzu do Księgi Daniela(4,23,3) pisał: Pierwsze przyjście Pana naszego wcielonego, który narodził się w Betlejem miało miejsce ósmego dnia przed kalendami styczniowymi (tzn.25 grudnia). Dzień 25 grudnia jako datę dzienną obchodzenia pamiątki Bożego Narodzenia podał rzymski historyk Sekstus Juliusz Afrykański w swojej Chronogrphiai w 221 r. Cesarz rzymski Aurelian w roku 274 nakazał obchodzenie nowego święta synkretycznego kultu Sol Invictis. W IV wieku chrześcijaństwo, po uzyskaniu przywileju religii panującej w miejsce Sol Invictis wprowadziło święta Bożego Narodzenia. Pierwszą zachowaną wzmianką o publicznym celebrowaniu tego święta jest notatka w Chronografie z 354r., znajdującym się w Bibliotece Watykańskiej. W Ewangelii Łukasza (2;8) jest napisane o tym , że pasterze strzegli owiec w nocy pod gołym niebem. Ta relacja wyklucza poprzednie hipotezy, bo wskazuje na cieplejszą porę roku. (spadek temp. w nocy). Sprawę komplikuje jeszcze występowanie święta urodzin popularnego boga żołnierzy rzymskich Mitry 25 grudnia, i to nie wyjaśnia jeszcze wszystkich przesłanek przyjęcia 25 grudnia jako dnia urodzenia Jezusa. Prof. Maria Jaczynowska, wybitny historyk starożytności mówi zdecydowanie, że urodził się „na pewno nie 25 grudnia”. Tego dnia obchodzone było na terenie Cesarstwa Rzymskiego święto Słońca. Chrześcijaństwo adoptowało ten dzień do swoich potrzeb.

                                                                    *

Boże Narodzenie w grudniu

 

 

Dogmat o boskim pochodzeniu Jezusa zostaje przyjęty dopiero w325r. Wcześniej trwały spory wśród biskupów w tym temacie.

Prawdziwe dzieje Jezusa to prawdopodobnie dzieje sprawiedliwego człowieka, który potępił grzechy faryzeuszów i którego faryzeusze skazali na śmierc. Potem zrobiono zeń proroka, a po trzech stuleciach - Boga: oto jak działa ludzki rozum.

                    Wolter

 

Oczekiwanie...


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O szlachcie ...więcej i wiecej...

środa, 15 grudnia 2010 16:15

O pobożności szlachty  i hierarchów...

 (Moje zainteresowania historią chrześcijaństwa - jako badacza świeckiego - powodują, że jestem często zaskakiwany informacjami, których nigdy przedtem się nie spodziewałem a wobec których nie mogę przejść obojętnie. Posiadają zbyt wielką wagę w życiu narodu i państwa w którym żyję.  Tak było w przeszłości i jest dzisiaj).

*               *                   *                    *                       *               *

 W mediach publicznych od dłuższego czasu głośno o staraniach Kościoła
katolickiego o zwrot terenów,nieruchomości, budowli,które były w jego posiadaniu przed
wybuchem drugiej wojny Światowej, a nawet w ubiegłych wiekach. Należy
przypomnieć, że dobra kościelne obejmowały kiedyś 1/3 obszaru
Rzeczypospolitej, a obciążenie chłopa pańszczyżnianego było większe niż
np.w dobrach królewskich.

W nędznej chacie zrodzeni, nędzę spadkiem wzięli,

Chlebem łzami skropionym zła dola ich dzieli;

Chlebem, który tysiącznym okupują trudem,

Pracują równo z bydłem,a zowia się ludem.

                           (E. Karpiński)
*                             *                            *                              *

           Wyjazd z domu

                  Wincenty Pol

Tak to przecie wiem, z kim jadę:

Krzyż przed końmi zrobił batem,

Sam się żegna, a więc światem

Znać pojedziem nie na zdradę...

 

Lądem jechać, to pociecha!

Bo tu widzę, jaka rola,

Jak zasiali ludzie pola;

Tu mi drzewo się uśmiecha,

Tu pszeniczka rośnie w złoto,

Tu zagroda, a tam łączka,

I nie trudno nawet o to,

Że człek spłoszy i zajączka.

*                                     *                                   *

Kołłątaj HUGO  ksiądz (1750- 1812)

Na czoło ludzi skupiających w sobie myśl polityczną i głęboki patriotyzm opisywanego niżej okresu, wyjątkową potęgą umysłu i swoistą siłą indywidualności oznaczał się ksiądz Hugo Kołłątaj. Po ukończeniu szkół pińczowskich, udał się do Akademii Krakowskiej a następnie wyjechał do Rzymu, gdzie po kilku latach gorliwej pracy otrzymał stopień doktora teologii. Powróciwszy do kraju, wziął udział w ustanowieniu Komisji edukacyjnej. Stał się też wkrótce jednym z  najczynniejszych i najbardziej wpływowych członków Towarzystwa do ksiąg elementarnych.  Został równie na trzy lata obranym rektorem Akademii Krakowskiej. Intrygi przeciwników zmusiły go do ustąpienia z tej funkcji. Praca w Komisji edukacyjnej pozwoliła Kołłątajowi rozpocząć szeroko zakrojoną działalność polityczną. Owocuje ona wieloma publikacjami nacechowanymi wielkim rozumem politycznym. Ma swój wielki wkład w ustanowieniu Konstytucji 3 maja. Bardzo leżała mu na sercu sprawa chłopstwa pańszczyżnianego. Ten wielki i prawy Polak mając wielu przeciwników (zob. niżej) w ciągłym borykaniu się losem zmarł w Warszawie  dnia 28 lutego 1812. Ciało złożono w katakumbach cmentarza powązkowskiego. Urnę z sercem została złożona w kościele w Wiśniowe pow. Ostaszów, gdzie mieszkał jego brat Rafał Kołłątaj.

 

*                               *                                    *                            *

 

Cokolwiek jest w ukryciu, czas wydobędzie na jaw.

                           ( łacińskie)

                                                                                                                                                                                                                        
  O doli chłopa pisali różni zagraniczni podróżnicy. Jednym z nich był
jezuita ksiadz Hubert Vautrin, który w 1777 roku zjawił się w Polsce.
Przebywał w Polsce 4 lata. Po powrocie napisał książkę "Obserwator w
Polsce". "Ustrój w którym większość ludności żyje (napisał m. in.) w
niewoli, biedzie i ciemnocie, nie sprzyja rozwojowi gospodarki i
techniki. Ustrój pańszczyzniany uważał za największe zło i nieszczęscie
Polski. Polacy nie moga zrozumieć, że wolny gospodarz przynosi więcej
zysku niż dziesięciu chłopów pańszczyżnianych".

Obok tej zastraszającej nędzy biło w oczy olśniewające bogactwo i
przepych. Te zwyczaje gościnne, przyjęcia sasiadów, którzy czasem w
odwiedziny pięćset koni ze soba prowadziły, te wiwaty przy biciu
możdzierzy, janczarskie muzyki, kielichy tłuczone, ukłony, które
wskazują stopnie uszanowania dla tych , którym się oddają.
Ignacy Krasicki wyszydził manię podróży zagranicznych w satyrze "Podróż"
zaczynającej się od słów: "Miał rozum, w domu siedząc kto się śmiał z
podróży". (Jaki on Krasicki miał rozum, o tym za chwilę).
Redaktor "Gazette de Varsowie" w wówczas napisał o podróżach Polaków:
"Biegać po świecie przez próżność, dla pychy, wozić się ze swym
nieuctwem i niezdarnością, rujnować się, nabierać złych nałogów i
śmieszności - oto cel i skutki tych włóczęg, które Polacy zowią podróżami".

Inny obcokrajowiec arystokrata Lehndorff pisał:
Wszystko jest tu eleganckie i wyrafinowane, wszyscy lubują się tu w
dziwaczności, opisując magnacki przepych i niepotrzebny przepych. Książę
biskup warmiński I. Krasicki drwił bezlitośnie w swych wierszach z tego
dziwactwa, aczkolwiek nie przeszkadzało mu brać czynny udział w tych
ucztach.                                                                                                                                                                                                               

  O Krasickim Lehndorff obok pochwał i zachwytów dla Krasickiego,
uznając jego rozległą wiedzę, talent, dowcip i kulturę, styl życia i
smak artystyczny napisał: " zna na pamięć starszych i nowszych poetów,
poznał też dzieła najwybitniejszych malarzy i pisarzy, ale zupełnie nie
umie liczyć się z groszem i skończy jeszcze kiedys marnie". I niech ktoś
powie, że inteligencja i dowcip na coŚ się przydają! Były to prorocze
słowa. 17 września 1772 roku dragoni pruscy zajęli Warmię, księstwo
księcia biskupa Ignacego Krasickiego. KsiĄże biskup i kapituła
fromborska, dzierżący władzę na tym obszarze od ok. 500 lat tracili
władzę i posiadłości, a dobry i pokorny lud warmiński przywiązany do
tradycji w swej  pobożności i prostocie, od pokoleń czuł się szczęśliwy
pod łagodnym panowaniem laski biskupiej, jak napisał Paul Cazin w swojej
monografii I. Krasickiego. Władca Warmii I. Krasicki wysłał swoich
przedstawicieli do Malborka, gdzie złożyli przysięgę na wierność i
posłuszeństwo królowi Prus. W listopadzie tegoż roku król napisał list
do I. Krasickiego: :Do Księdza Krasickiego, Biskupa Warmińskiego. " Miło
mi było ujrzeć nowe zapewnienia Twojej powolności i wierności.(sic!)
 Nie wzbraniam dostępu do tronu żadnemu z moich wiernych
poddanych, a skoro Ty zajmujesz między nimi znakomite miejsce, będziesz
tu łaskawie przyjęty. Kończąc proszę Boga etc." Otóż biskup Krasicki nie
obraża się i nie zniechęca. Udał się do Berlina za pożyczone pieniądze,
ale po otrzymaniu z łaski króla pruskiego 2000 dukatów, wrócił 'cały
zroszony dworską wodą świeconą, nakarmiony obietnicami i bez grosza w
kieszeni". Krasicki zawsze był bez grosza w kieszeni. Miał reputację
człowieka towarzyskiego, który zaciągał długi na prawo i lewo, nie
troszcząc się o ich spłatę. Obawiano się, że Krasicki zabawia króla
Fryderyka II kosztem swych własnych rodaków. Stał po stronie króla
pruskiego w sporze z Gdańskiem. Komisarz generalny króla polskiego
latach 1764 - 1782 w Gdańsku Onufry Aleksy Husarzewski w końcu pisze:
"Znam go i już żałuję, żem kiedykolwiek miał z nim do czynienia".
Dalej..."Jego Królewska Mość ( Stanisław August) czyni, co może,
jego  wysiłki przejdą do historii...podobnie jak niegodziwość biskupów
chełmińskich i warmińskich etc.".Ale póĽniej okaże się, że król pruski
otwierał ostrożnie (ale otwierał) sakiewkę dla zdrajców polskiej
ojczyzny i równocześnie - szydził z nich. 16 lutego 1795 roku król
Fryderyk Wilhelm II konferował biskupowi warmińskiemu nominację na "
Arcybiskupa Gnieżnieńskiego". Krasicki nie był prymasem, gdyż urząd ten
przestał istnieć z chwilą dokonania rozbiorów. Natomiast parę razy
podpisywał się jako prymas. Zmarł 14 marca 801 roku w Berlinie,
pochowano go w kościele św. Jadwigi w Berlinie. Miał 67 lat. W 1829 roku
prochy jego przewieziono do katedry gnieżnieńskiej. Nasuwają się pytania
: kim był? komu służył? jakie miał zasady?. Czy znał pojęcie ojczyzna,
patriotyzm? Jakie znaczenie dla niego miało powstanie Kościuszkowskie?
Pytań bez końca Musimy pamiętać, że w okresie bezkrólewia prymas był
"interreksem", czyli sprawował urząd króla, a więc pierwszej osoby w
państwie. Wiekszośc historyków zauważa u I. Krasickiego tylko jego
satyry, fraszki! Działalności politycznej nie było? 

*                                         *                                          *

 Kolejnym przedstawicielem tej najbardziej uprzywilejowanej warstwy
społecznej w Polsce szlacheckiej w tym wypadku - XVIII wiecznej, był
Podoski Gabriel.

 Pamiętnikarz ówczesny ksiądz kanonik kaliski Jędrzej Kitowicz odnotował
go następująco:

"Po śmierci Władysława Łubieńskiego za promocją posła moskiewskiego
został prymasem Gabriel Podoski, referendarz koronny. Sacra mu przyszła
przed sejmem, na którym już zasiadał jako prymas". Marceli Kosman
cytując ks. Pstrokońskiego przytacza jego wypowiedż: " Po nieodżałowanej
śmierci pana mego, księcia Łubieńskiego, został prymasem i arcybiskupem
gnieżnieńskim, a to za promocją moskiewską do króla Stanisława, z którym
albo raczej przeciw któremu wszedł w  takie spiski i intrygi
nierozmyślne, że się odważył na detronizację knować sekretne z panami
polskimi machinacje (znać do przywiązania do domu saskiego).Już on nawet
na ten koniec zaczynał swoje z dworem petersburskim korespondencje, gdy
imperatorowa odkryła to wszystko i przekazała królowi. Nie mógł zatem
Podoski za tak śmiałą i zuchwałą pretensją dobrze być widziany nie tylko
od naszego, ale i petersburskiego dworu, więc trzeba mu się było oddalić
za granicę, przynajmniej do jakiego czasu, pokądby wzniecone tajemne
zapalenie ojczyzny ognie nie ugasły".Dalej ten autor..."wyjątkowo
obrzydliwa to postać, nawet jak na owe czasy, pełne różnych kreatur. Ten
człowiek przekroczył wszelkie granice, stąd opuścili go nawet cyniczni
protektorzy - jak marnie żył, tak i marnie skończył. Gdy nawet po
śmierci  został za granicą i nikt nie sprowadził zwłok, które zostały
sprofanowane podczas rewolucji francuskiej, wyrzucone z trumny do zatoki
Marsylii".



Przyjrzyjmy się choć trochę jak żył w wcześniej w Warszawie. Zajrzyjmy
do opisu jaki sporzadził dyplomata  K.H. von Heykins w swoich
wspomnieniach z pobytu w Polsce.

" W niedzielę i święta składałem wizyty. Prymas ksiądz Podoski otrzymał
zezwolenie na zamieszkanie w pałacu saskim i nie omieszkaliśmy złożyć mu
naszego uszanowania. Książę prymas Podoski,aczkolwiek zawsze otoczony
Rosjanami i oficjalnie korzystający z ich opieki, jako głowa Kościoła
katolickiego i kreatura dworu saskiego pragnął odegrać role patrioty i
gorliwego katolika (skąd my to znamy!), wszelako bez narażania się Rosji.
Prymas ujawnił mi szyfry i gdy depesze zostały wysłane, natychmiast
paliliśmy oryginały. Projekt prymasa miał dwie sprawy na względzie:
zmusić Stanisława do zrzeczenia się tronu na korzyść elektora saskiego i
zmusić Bierna do oddania Kurlandii prawowitemu władcy, księciu Karolowi.
Im bliżej poznawałem ludzi, tym wyraĽniej dostrzegałem zepsucie
obyczajów panujące w Warszawie. Zwierzchnik Kościoła w Polsce zupełnie
jawnie żył ze swoją dawną kochanką panią Oemichen, a jej córka, zamężna
za pułkownikiem Weyrauch, szła w ślady jej matki. Kilka pięknych dam z
arystokracji, cieszących się nieszczególną opinią, tworzyło otoczenie
pani Weyrauch a kanoniczki z tego otoczenia szły śladami arcybiskupa.
Był to widok tak gorszący."

Książe Gabriel Jan Podoski w lipcu 1771 roku zamieszkał w Gdańsku, gdzie
przebywał cztery lata. Rezydował w podmiejskiej posiadłości Heybude
(Stogi). Prowadził świecki tryb życia, hołdował modzie francuskiej. Żył
dalej w konkubinacie ze starszą od siebie wdową po saskim liwerzncie
Oemichenową ( vel Oemchenowa zwana przez Polaków "Emkinią")".





Podoski Gabriel, autor: D. Chodowiecki

 Jego pobyt w Gdańsku oceniano jako kompromituj±cy zarówno dla państwa
polskiego i jak Kościoła. Był osobnikiem pozbawionym wszelkich zasad
moralnych i społeczno - politycznych. Dla czytelnika współczesnego jest
rzeczą nie pojęta, jak taki człowiek mógł osiągnać najwyższą godność w
Kościele katolickim i to w Polsce, w kraju uważanym za ostoję
katolicyzmu i przedmurze chrześcijaństwa w tej części Europy? Przecież
nie był samozwańcem czy uzurpatorem, otrzymał sacrę prymasowską od papieża Klemensa XIII!.

 *                                              *                                       *

 Trzecim księciem i biskupem w moich szkicach o posiadaczach latyfundiów
ziemskich w drugie połowie XVIII wieku jest biskup wileński Józef Ignacy
Massalski.
Wspomniany wcześniej kronikarz ksiądz J. Kitowicz napisał w katalogu
powieszonych w 1794 r. : " Na szubienicy przed bernardynami, zdjąwszy
wprzód z niego obrządkiem duchownym święcenia, dla której ceremonii
chciwym na śmierć i zgładzenie ze świata zdrajcy ojczyzny potrzebny był
bliski szubienicy kościół czyli szubienica kościoła, aby zaraz po
zdjęciu święceń mógł być powieszony...przed tymże kościołem była
wystawiona trochę póżniej druga szubienica, dla biskupa wileńskiego
Ignacego Massalskiego, ale go zatrzymano w więzieniu, że się odwołał
odkryć więcej wiadomości do zdrady ojczyzny należących i wielu powołał (sypnął),
których brano w areszt jako to: Skarszewskiego biskupa chełmskiego,
księcia Czetwertyńskiego, Moszyńskiego marszałka w. koronnego".
WczeŚniej Kitowicz podał, że powieszono Józefa Kossakowskiego biskupa
finlandzkiego. Można odnieŚć wrażenie, że biskupi polscy XVIII wieku
specjalizowali się w zdradzie własnego narodu, oczywiście za dukaty, ale
przecież biednymi nie byli! W sumariuszu Kitowicz wymienił czternastu
powieszonych z grona najważniejszych ówczesnych postaci życia
religijnego i państwowego Rzeczpospolitej szlacheckiej. Ciągle mieli za
mało włości i dukatów. Wyjątkowa i obrzydliwa jakaś grupa społeczna, a jej Mistrz
Jezus chodził w sandałach i jednej szacie!.

Biskup Massalski był jednym z czołowych działaczy Sejmu rozbiorowego
1773- 1775, prezesem Komisji Edukacji Narodowej w latach 1773 - 1777.
Dopuścił się największych nadużyć w Rzeczpospolitej szlacheckiej w
ramach działalności Komisji Rozdawniczej i Sądowej majątkiem
 pojezuickim w Polsce i na Litwie. Człowiek dużej kultury, dobry
organizator, zasłużony przy organizacji Komisji, ale przy tym złodziej,
karciarz i rozpustnik rozkradający fundusze pojezuickie. Kasata zakonu
jezuickiego nastąpiła 21 lipca 1773 roku, przez papieża Klemensa XIV.

Powieszanie Massalskiego (po denuncjacji towarzyszy j. wyż) na lejcu
konopnym porwanym przejeżdżającemu chłopu było wyrokiem sprawiedliwości
ludu warszawskiego, na tym,  "co ludziom swoim służącym każe dawać sto
rózg".
Massalski był biskupem, który wyświęcił złodzieja na kapłana, był to
niejaki Ogonowski, urzędnik województwa wileńskiego, który dopuszczał
się różnych występków: kradł rozbijał i oszukiwał, skazany został przez
trybunał, ale uciekł z więzienia. Zgłosił się do Massalskiego, który
zlecił biskupowi żmudzkiemu Janowi Stefanowi Giedrojciowi, aby go
wyświęcił na kapłana. Potem przechowywano go w klasztorze  i broniono
przed władzami sądowymi. Biskup Massalski, wiecznie potrzebujacy
pieniędzy na grę w karty i hulaszcze życie , pożyczył u Ogonowskiego w
swoim czasie 160 tysięcy złotych. Ceną wyświęcenia był zwrot skryptu
dłużnego.Potrafił przegrać w karty 17000 dukatów w ciągu wieczora.


*                                              *                                                  *

Sołtyk Kajetan - biskup krakowski  (1715 -1788).

 Od kwietnia 1764 roku Rosja i Prusy pozostające w formalnym przymierzu,
starały się udaremnić zamierzenia najlepszych ludzi w Rzeczpospolitej,
oraz jej nowego króla. Początkowo oba te mocarstwa uroczyście głosiły,
że nie dążą do żadnych zaborów kosztem Polski. Austria i Turcja żądały
utrzymania "złotej wolności". Tego samego domagała się dyplomacja
papieska, lękająca się, że reforma może naruszyć i uszczuplić
nieograniczone przywileje kleru. Sejm konwokacyjny chciał zapobiec
dalszemu rozrostowi tych przywilejów w zakresie czysto materialnym,
ograniczył możność zakupywania nieruchomości w miastach, dziedziczenia
majątków przez zakonników, tworzenia nowych fundacji. Opozycja pragnęła
pokonać "Ciołka ( Stanisława Augusta) pozyskując dla siebie łaski Rosji
i Prus. Z gorzkimi skargami biegał do ambasadora Kayserlinga biskup
krakowski Kajetan Sołtyk. Oskarżał Poniatowskiego i Familię o
zamierzenia despotyczne, o chęć zniszczenia wolności. Biskup ten od roku
1758 tworzył wraz Brulem i marszałkiem Mniszkiem słynna trójcę rządzacą
Rzeczpospolitą za Augusta III. Stronnik dynastii saskiej, fanatyczny
obrońca kościoła katolickiego, zwolennik zachowania bez zmian ustroju
państwa, był jedną z czołowych postaci opozycji przeciw królowi i
Czartoryskim. Oba dwory porozumiały się co do wspólnej strategii. Ustrój
Rzeczpospolitej z (liberum  veto) musi być zatrzymany, oraz
równouprawnienie innowierców.  Król pruski w (1752)  Fryderyk Wielki
wynurzył co myśli o religii: "Katolicy , luteranie, reformowani, żydzi i
wiele innych  sekt chrześcijańskich mieszka w państwie i żyje w zgodzie;
jeśli zbyt gorliwy władca opowie się po jednej stronie z tych wyznań, na
początku utworząa się stronnictwa, wybuchną spory, pomału zaczną się
prześladowania i wreszcie wyznawcy religii prześladowanej opuszczą
ojczyznę. Wszystkie religie, jeśli się je zbada, opierają się na
systemie mitów, mniej lub bardziej absurdalnym..."

Duchowym przywódcą walki  z królem Stanisławem Augustem był biskup
Kajetan Sołtyk. Paweł Jasienica napisał: "księdza referendarza koronnego
Gabriela Junoszę Podoskiego, kanalię stuprocentową, Repnin po prostu
kupił i w 1767 roku uczynił prymasem Polski.

To Sołtyk nakłonił Rzym do zatwierdzenia prymasury Podoskiego, "ateusza
i łotra" ( A. Skałkowski).

Stosunek do innowierców biskup Sołtyk wyraził mówiąc: " Boże - wyrzuć
mię z liczby żyjących, zawstydż mnie przed całym niebem i swiatem, wymaż
mię z ksiąg żywota wiecznego, wrzuć mię w gmin potępieńców[...], jeżeli
na pomnożenie najmniejsze wolności dysydentów [...] jawnie lub skrycie
pozwalać będę, jeżeli owczarni Chrystusowej od zarazy kacerskich nauk,
ile ze mnie jest, bronić nie będę..." 

*                                    *                                      *                                                                                                                
 Pomyśleć, że są dzisiaj ludzie którzy podają Polskę jako wzór tolerancji religijnej.
 
                                                                                                                                                                                                                       
Tenże biskup przebrał miarkę. 13 września 1767 roku kanclerz Panin pisał
do Renina: " Teraz, gdy szelmostwa pomienionego biskupa przekroczyły
wszelką miarę i gdy już macie pozwolenie użycia przeciw niemu środków
przymusowych, oczekuję niecierpliwie wiadomości, coście z nim uczynili,
a zdaje mi się, ze już czas dać za jego pośrednictwem innym fanatykom
religijnym nauczkę i wsadzić Jego Wielebność do kozy:. Dokładnie miesiąc
póżniej, w nocy 13 na 14 pażdziernika 1767 roku Repnin kazał aresztować
i wywieżć na wschód biskupów Kajetana Sołtyka i Józefa Andrzeja
Załuskiego i hetmana Wacława Rzewuskiego. Postępek ten słusznie został
uznany za brutalne bezprawie. Ale Nikita Panin powtarzał:"szelmostwa
pomienionego biskupa przekroczyły wszelką miarę".

Kajetan Sołtyk po powrocie z Kaługi, gdzie przebywał do 1773 roku, stał
się układny i i nawet przymilny. Próbował organizować opór przeciw
uznaniu pierwszego rozbioru Polski. Potem popadł w melancholię obłęd.
Został usunięty od obowiązków biskupich. W 1782 roku król Stanisław
August i Rada Nieustająca ubezwłasnowolnili biskupa Kajetana Sołtyka, iż
postradał zmysły. Po myśleć, że ten człowiek był przywódcą duchowym i
politycznym opozycji, której poważni historycy przypisują rozbiór
Polski. Wspomniany Paweł Jasienica napisał:"Katolicyzm pozostał
wyznaniem panującym (przejście od Kościoła rzymskiego do jakiejkolwiek
innej religii...za kryminalny występek deklarujemy"), protestanci oraz
prawosławni uzyskali jednak równouprawnienie polityczne. Nie przyniosło
to w przyszłości żadnych szkód, nie sprawiło państwu trudności...od
innowierców. Bo liczni, niestety aż nazbyt liczni fanatycy, fanatycy
katoliccy uznali, że przychodzi oto "nieomylne nadwątlenie i prawie
powszechna zguba na wiarę rzymską katolicką", która to teza wywiera
dziwne wrażenie, jesli ją porównać z cytowanym nieco wyżej - w nawiasach
- tekstem jednego z praw kardynalnych" , więc uznanych za wieczne,
niezmienne. Despotyzmy z reguły wykrzykują o własnych krzywdach , wydaje
im się podejrzane, że inaczej myślący korzystają z przywileju oddychania
świeżym powietrzem i chodzenia na dwóch nogach. Prawidła zdrowego
rozsądku nie obowiązują w Ciemnogrodach.

Lista zdrajców w infułach jest długa, można by napisać dziesiątki takich stron o kolejnych. 

Rozpoczął w XI wieku biskup krakowski Stanisław Szczepanowski zdradzając swego władcę króla  Bolesłwa Śmiałego( zob.T. Wojciechowski, Gall Anonim).

 

*                                        *                                       *


Opisani  wyżej renegaci wywodzący się z grupy społecznej mającej uczyć i
dawać przykład innym grupom społecznym jak żyć wg. zasad wiary, której
przecież byli głosicielami i wyznawcami , a odziani w purpury o gładkich
policzkach i obwisłych tłustych brzuchach,żyjący w przepychu. Obok nich istniał zdrowy
moralnie i etycznie prosty lud, religijny lud, który cechował
autentyczny bezinteresowny patriotyzm, jak dowodzi tego udział tego ludu
w Insurekcji Kościuszkowskiej. Ten lud również wiedział co zrobić (ku
przestrodze potomnym) z tymi obrzydliwymi zdrajcami w chwili sądu. Lud słuchał i
cenił światłych swoich rodaków do których zaliczał się np. Stanisław
Konarski. Jak napisał o nim w jego biografii J. Nowak- Dłużewski:
"Konarski pozbywa się taniej idealizacji, aby zyskać za to oblicze
głębokiego realisty życiowego, którego wielkość tkwi w mądrym
kompromisie z rzeczywistością. Ten ojciec demokracji polskiej,
racjonalista utylitarysta, twórca łagodnej rewolucji w stosunkach
politycznych, w szkolnictwie i literaturze, okazuje prawdziwą wielkosć
nie w zewnętrznych gestach, lecz w wytrwałym realizowaniu celów, do
których dąży.Śmiałość jego myśli wyprzedza reformatorskie pomysły
póżniejszych pisarzy takich  jak Staszic czy Kołłątaj i innych księży patriotów.

*                                       *                                        *

Tekst powyższy nie jest skierowany przeciw komukolwiek, natomiast jest
przestrogą dla tych, którzy obecnie odzyskują tereny i nieruchomości dawniej należące do
Kościoła i natychmiast traktują je i rozporządzaja nimi jak własnymi
prywatnymi. Własność Kościoła to własność wszystkich parafian, gdyż
parafianie tworzą Kościół. Jak wykazuje powyższy tekst, osąd ludu jest surowy.
*                             *                        *

Nadchodzący okres skłania do spojrzenia wstecz na przykład  na zwyczaje jakie panowały w XVIII wieku. Jak zachowywali się nasi znakomici przodkowie noszący nazwę narodu, czyli szlachta - powiedzmy szeregowa. Współcześnie, dzięki wszędobylskim mediom elektronicznym, których nie trzeba wymieniać wiemy o sobie wszystko, a może prawie wszystko. Dlatego dowiedzmy się coś niecoś więcej o czasach kiedy tych wymienionych wyżej  mediów nie było. Ale byli pisarze, podróżnicy i kronikarze, którzy wykorzystując słowo drukowane, przyczyniali się do jego pomnażania. Jednym z takich podróżników był lekarz śląski J.J. Kausch , który w 1793 r. wydał opis pod tytułem „Wizerunek Narodu Polskiego”. Książka  Kauscha zawiera wiele trafnych i głębokich spostrzeżeń o Polsce, jej układzie społecznym i charakterze narodowym.

Przedstawię fragment dotyczący spostrzeżeniom religijności czyli pobożności szlachty polskiej

„ Pobożność starego szlachcica jest tak wielka, że nie wybaczyłby sobie , gdyby miał któregoś powszedniego dnia opuścić mszę; jest kolatorem (opiekunem , darczyńczą) wielu kościołów, godzinami leży krzyżem w kościele; prócz tego odmawia on kilkakrotnie  w ciągu dnia różaniec; w dnie postne zawsze krasi potrawy olejem; mimom tego jego okrucieństwo w stosunku do poddanych , surowość dla służby, jego interesowność jako sędziego (był sędzią) w grodzie ściągnęły na niego niechęć wszystkich jego znajomych, aczkolwiek i oni nie mogą być od tej strony stawiani być za wzór”. Kto choć trochę zna Polskę, musi przyznać rację , że właśnie wady zarzucane temu bigotowi są powszechne w tym kraju i wśród tej klasy ludności.

Ta pobożność jest zwykłą hipokryzją , jest wynikiem klerykalnych zasad , skutkiem opacznie rozumianej pobożności, wynikiem despotycznych zasad wpajanych przez kler, przede wszystkim jezuitów, którzy trzymali szkolnictwo w swoim reku.  Kausch pisze dalej: trzeba się oburzyć na kler, który religię tak wypaczył, że czasem podobna jest  do bachicznej naśladowczyni fanatycznych fakirów , czasami do furii ze żmijami miast włosów.

Wytworne panie leżą godzinami w kościele na brudnej posadzce i kiedy się taką pobożnisię poprosi o kilka groszy na lekarza dla jednego z poddanych , to najczęściej trzeba poświęcić wiele trudu , aby ją do tego namówić. Zdarza się często, że nawet młody Polak wielokrotnie w ciągu dnia staje przed oknem z małą (taki który umiał czytać) łacińską książeczką do nabożeństwa i pośpiesznie odmawia długie modlitwy. Gdy obcy to widzi po raz pierwszy, sądzi, że naród tak często wznoszący modły do Boga winien pod względem religijnym znacznie przodować w Europie. Ale gdy obcy przeczyta te modlitwy i pozna ich nieprzydatność, albo spostrzeże, że modlący się nie zna na tyle łaciny, żeby zrozumieć tę czy inną kantyczke, to zdanie  obcego o tej pobożności się zmienia. Spotyka się  Polaków, którzy grając w karty  odrywają się pośpiesznie aby odklepać psalmy i za chwilę wrócić do zielonego stolika.

Z jednej strony gorszyć się można widokiem poniżonego chrześcijaństwa, a z drugiej żal jest tych biedaków , którzy od młodości byli utrzymywani w mylnym przeświadczeniu, iż służą swemu Bogu, gdy mechanicznie klepią pacierze.

Kto ma właściwy pogląd na istotę prawdziwej, pobożnej modlitwy, nie zgodzi się oczywiście tak łatwo na złożenie ślubowania, że codzienne odklepie tyle a tyle pacierzy.

Młody Polak, który odbył podróże za granicę, sam maturalnie kpi ze swego rodaka, gdy spostrzega jak bardzo pozwala się wodzić na pasku mnichom jezuickim. Do znamion polskiej bigoterii można zaliczyć rozmaite wisiorki z wizerunkiem Marii Panny, a często ponadto płaski krzyżyk metalowy lub inny produkt spekulacyjnych pomysłów duchowieństwa.

Do głównych wad narodu polskiego zaliczam: nieczułość wobec poddanych, która przechodzi często w nieludzkość i okrucieństwo, wady sadownictwa i brak wierności.

To, że wpływ kleru przyczynił się do nieczułości , braku sprawiedliwości i braku wierności u polskiej szlachty, było możliwe tylko dlatego, iż półgłówki i zapamiętali fanatycy uczynili sobie z jezuickich nauk moralnych fałszywy, dla siebie dogodny system.

Klerykalne wychowanie narodu, handel odpustami i propagowanie żle rozumianej pobożności przyczyniło się w dużej mierze do zaniku sprawiedliwości i prawdziwej wiary. Tyle Kausch. Niedawno w Polsce wydobyto po 30 latach zwłoki pewnego kapłana, pokawałkowano go w celu rozprowadzenia (podobno odpłatnie)  w formie relikwii.

Zastanowienia wymaga porównanie opisanych sytuacji występujących  pod koniec XVIII wieku, do sytuacji dzisiejszej po upływie ok. 200 lat.

 

*                                            *                                        *

A teraz poczytajmy pamiętnik A. Moszczeńskiego szambelana Stanisława Augusta.

Dotyczy warstwy szlacheckiej , która wybrała stan duchowny.

[...] Za panowania Jana III i Augustów obydwu Sasów, nie masz śladu aby któren świecki lub zakonnik napisał książkę, w której by była prawdziwa moralna nauka lub uczącej rzeczy jakiej pożytecznej w społeczeństwie. Biskupi zaniedbywali edukacyą księży świeckich, kleryków, którzy wyszli ze szkół od Jezuitów, nic nie umiejąc, seminariów mało było i te bez dozoru. Ci księża lepiej uczeni byli, którzy słuchali teologii u księży Misjonarzy i Teatynów w Warszawie. Księża grecko-unici tem ciemniejsi byli, to jest popi czyli parochowie. Ci ledwie że umieli czytać psałterz i mszał, ni moralnej teologii, ni zasad wiary bynajmniej nie znali, pełni zabobonności i przesądów. Edukowani na popów wyświęcani byli tak dalece, że miedzy popem, diakiem i chłopem w nauce religijnej i w obyczajach widomej różnicy nie było.

Pisali księża panegiryki pełne pochlebstw, książki dziwaczne do nabożeństwa i śmieszne , żywota świętych Polaków , a świętych dlatego, że klasztory fundowali, ogłaszali cuda i zjawienia, np. jakoby  jednej figurze Pana Jezusa w Kcyni w Wielkopolsce włosy rosły i że je co rok ustrzygać muszą, u Dominikanów w Poznaniu , że zęby rosną , a w innych miejscach, że płacze.W Gosławicach w województwie gnieżnieńskim mając proboszcz kollatora mało oświeconego pana Łąckiego, skomponował historię jakoby Lubrański, zmarły dziedzic Gosławic , na koniu ognistym w nocy przez sufit w izbie stanął i mówił , żeby powiedział dziedzicowi, by fundusz (sic!) wrócił na utrzymanie pięciu księży do jego kościoła, bo inaczej Lubrański za zaniedbanie tego funduszu w czyśćcu zostaje.

Nie było domu magnatów lub majętnego obywatela, żeby po śmierci dusza nie pokazywała się to księżom, to zakonnikom bawiącym w tym domu. Częstokroć te dusze zostawiały znaki wypalonej na stołach ręki (oczekującej mamony) i straszyły swem pokazywaniem ludzi i kobiety łatwowierne i bojażliwe.

Na każdym odpuście w kościele  można było widzieć było opętanych, krzyczących głosem przerażliwym i po kilka słów mówiących różnymi językami, napastujących kobiety, które postraszone mdlały lub dostawały słabości; tu znowu księży egzorcystów, zaklinających czartów opętanych do milczenia, a kiedy na nich kładli relikwie lub wodą święconą kropili, niesłychany krzyk  i jęk i ryk wydawali w ciele kontorsye i łamaniny robili.

Na Boże Narodzenie , Nowy Rok, i Trzech króli, stawiano w kościele różne figury, które miały prezentować tajemnicę narodzenia, obrzezania i przybycia trzech królów z darami do Betleem.; w tych widzieć można było budowane szopy, stojące w nich muły, osły, woły, tamże i pastuszki w różnych ubiorach i osoby do tych tajemnic należące z aniołami i zwali to jasełki, które odwiedzał lud i obywatele, tak jak groby które w Wielki Piątek i Wielką Sobotę , a księża, zakonnicy i zakonnice, sadzili się na przepych tych jasełek, przywiązując chlubę stąd dla siebie, czyje ładniejsze były. Widziałem te jasełki otoczone  ludem klęczącym i modlącym się, nie zważając na Najświętszy Sakrament na ołtarzu wielkim wystawiony.

Wszystkie miasteczka prawem Magdeburii rządziły się. Sędziowie nie umiejący ani czytać ani pisać (sic!) , sądzili sprawy czarodziejstwa, brali na tortury oskarżonych i to tak było powszechne, że choćby winny przyznał się do występku i był skazany na śmierć, zawsze wprzódy na tortury był brany dla wydania wspólników; palono czarownice publicznie pod pręgierzem ; dzieci i mąż musieli być obecni podczas palenia matki i żony,  matki bezżenne, stąd poszło, że wiele dzieci tracono (usuwano ciążę), a wszystko to zarządzał duch fanatyzmu , wpajany przez zakonników i księży. ( To też jest historia chrześcijaństwa. Przypominanie tych faktów historycznych ma być przestrogą , aby nikt nie zabijał drugiego człowieka  z powodu jakiegokolwiek fanatyzmu - a religijnego, w imię Boga -  przede wszystkim). Można było spostrzegać pielgrzymów w właściwych ich sukniach , przynoszących z sobą dostatek relikwiarzy, agnus Dei, paciorków i medalików.

Był pan Komornicki, obywatel podolski, który wyuczył kozy do ciągnienia wózka, które doił i nigdy nie jadał jeno pił ich mleko. Udawał proroka i człowieka świętego, bałamucił pospólstwo, ale przymusił biskupa kamienieckiego Krasińskiego, że mu włóczyć się zakazał , kozy odebrał i nastraszył zamknięciem.

Znałem podkomorzynę poznańską, pozostałą wdowę ostatniego z domu Czartoryskich, panią bardzo majętną , którą opanowali Jezuici i wszystkie intraty jej zabierali. Mimo wielu pochlebstw , które jej czynili, wyperswadowali jej, że chodząc po pokoju , może odbyć pielgrzymkę do grobu Pańskiego do Jerozolimy, z rzetelnym odpustem przeznaczonym dla tych, którzy pieszo tę podróż odbywają i wyrachowali, na wiele mil jej dom od Jerozolimy jest odległy, ile ta podróż zabierze czasu aż do godzin wyliczono. W Rzymie wyrobili dla niej   odpusty , jak gdyby istotnie tę podróż odbywała. W Poznaniu ulice całe zamieszkałe były przez dewotki jezuickie, wdowy bogate. Przypominam, cały czas tekst mówi o pobożności polskiej szlachty w XVIII wieku.

*                                                       *                                                    *

Trochę pamiętnika J.U. Niemcewicza.

[...] Ojciec mój bogobojny w podeszłym wieku pobożność jego przykładna, ufność w Bogu zamieniła się  w ślepe przywiązanie do księży. Korzystali z tego niegodni kapłaństwa ludzie. Sam proboszcz ze Zbiorobów wyłudził od dobrego starca 4 000 dukatów. Po śmierci z wielkim zdziwieniem dzieci musiały na nie ciążące długi oswobodzić i znaczną część majątków w eksdywizję puścić .

Najznaczniejszą osobą, która wówczas u nas bywała był ksiądz infułat Rogaliński, opat wistycki. Ubierano mnie w nowe sukienki, uczono bym jak tylko ksiądz opat wnijdzie do pokoju, wraz plackiem padł mu do nóg i całował obuwie; jakoż tak czyniłem.

Moi rodzice mieli do niego uszanowanie, inni mieli do niego uszanowanie bez granic. Gdy odjechał,  panna Chojecka jak wszyscy nabożna, gołymi kolanami sunąc po ziemi , całując cały czas ścieżkę , którą święty ten kapłan przechodził.

*                                          *                                          *

 No cóż... takich tekstów można by cytować setki a może i więcej. Tak mówią karty historii. Pojawia się pytanie. Po co?

Jest sens , gdyż nic się nie zmieniło.

Współczesny człowiek, uważający się za oświeconego musi się określić, czy akceptuje np. wspomniane wydobycie zwłok w celu rozprowadzenia ich w częściach jako relikwie.

Czy akceptuje przypadki wyłudzania nieruchomości staruszkom, którzy mieli spadkobierców np. w Wejherowie. Proces toczy się w sądzie przeciwko pazernemu "słudze Bożemu".

Czy akceptuje publiczne całowanie arcybiskupa przez prezydenta jednego i drugiego małego miasteczka z okazji 65 urodzin tegoż.

Czy akceptuje życie proboszcza z kochanką, pomimo wrzucenia go za to przez parafian z poprzedniej parafii.  A ci "troskliwi ojcowie" którzy mają dzieci nie chcą płacić alimentów.

Czy krytyka pojedyńczego łajdaka księdza pedofila krzywdzącego dzieci jest walką z Wiarą i Bogiem.

Czy akceptuje istnienie sekty jednej czy więcej w parlamencie. Czy będzie się biernie przyglądał przygotowaniom do wojny domowej na tle religijnym.Czy mało mamy tego rodzaju przykładów obecnie na świecie.

Czy akceptuje  aby władza gminna zaspakajała każde życzenie kleru w zakresie finansowania go ze środków publicznych.

Czy akceptujesz sekty parafialno -gminne, które zamieniają teren gminy w republikę wyznaniową.

 

Takich i podobnych pytań można postawić setki, tu i teraz - wszak wszyscy jesteśmy ludżmi wierzącymi w Boga, ale nie tak jak opisani wyżej – bezwzględnie i bezwarunkowo.

PAN BÓG DAŁ NAM ROZUM I NAKAZAŁ Z NIEGO KORZYSTAĆ

 


oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ku pocieszeniu ale... nie dla wszystkich!

poniedziałek, 13 grudnia 2010 19:03


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mój Felietonik!

sobota, 11 grudnia 2010 16:22

DZIADZIO 

 T. BOY

 

Raz maleńka Fryderyka

Miała dziadzię tabetyka.

A że stąpał dość niezdarnie,

Dziecię pusty śmiech ogarnie.

 

„Przestań – rzecze jej na to staruszek łagodnie-

I ja biegałem niegdyś żwawo i swobodnie;

A że mi dziś chodzenie idzie jak po grudzie,

To dlatego, żem w pracy żył ciężkiej i trudzie”.

 

Dobre dziecię, zawstydzone,

Poszło płakać aż na stronę;

Odtąd zawsze w czci głębokiej

Podpierało starca kroki .

 

Pamiętajcie, drogie dziatki,

Nie żartować z ojca , matki,

Bo paraliż postępowy

Najzacniejsze trafia głowy.

 

 

 

                                Na starkowiznie!

 

 

Do niedawna powszechnym na wsi – a obecnie również nabierającego nowego znaczenia – zwyczajem było i jest przekazywanie gospodarstwa rolnego w ręce młodego następcy, którym jest syn lub córka dotychczasowych właścicieli i gospodarzy jednocześnie. Tak zwana zmiana pokoleniowa wymuszona jest w większości przypadków wiekiem i utratą sił fizycznych dotychczasowych gospodarzy - właścicieli. Przyjmujemy, że ta transformacja odbywa się w drodze ugody całej dotychczasowej rodziny, co wcale nie jest praktyką występującą wszędzie. Wiadomo, że obecnie ziemia ma swoją cenę z wielu ogólnie znanych względów, np. ze względu na dopłaty unijne, czy też możliwość podziału na mniejsze działki osiągające poważną cenę rynkową. Tam gdzie w grę wchodzą pieniądze, niekiedy wcale niemałe, ogólna zgoda rodzinna na przekazanie gospodarstwa jednemu członkowi rodziny, nie musi być i nie jest  szybko akceptowana. W środowiskach wiejskich znane są konflikty rodzinne na tym tle, niekiedy przyjmujące charakter długotrwałej wojny domowej. Na początku, jednak przyjęliśmy, że przekazanie odbyło się przy ogólnej zgodzie. Rodzice przekazując gospodarstwo córce czy synowi, w akcie darowizny sporządzony w formie aktu notarialnego- gdyż takie są wymogi prawa w tej sytuacji – zawarli podstawowe obowiązki ich dziecka jako obdarowanego –  w stosunku do nich, takie  jak: zapewnienie dachu nad głową, czyli jednego czy też więcej pokoi mieszkalnych z ogrzewaniem w okresie tego wymagającym, dostęp do kuchni czy też dostarczanie codziennego wyżywienia, niekiedy z określeniem ilości niektórych produktów np. jajek , mleka , itp. Zawarto również obowiązek opieki lekarskiej poprzez dowożenie do lekarza czy też szpitala, oraz obowiązek dowożenia na nabożeństwa do kościoła. Wachlarz postanowień może i jest raczej szerszy i bardziej zróżnicowany. Obowiązki te są obowiązujące obligatoryjnie przejmującego gospodarstwo rolne. Nie mają żadnego związku z rentami czy emeryturami otrzymywanymi przez dotychczasowych gospodarzy, które oni zazwyczaj mają. Te świadczenia są wyłącznie ich należnościami za przepracowane dziesięciolecia w trudzie i mozole na tym gospodarstwie w zdecydowanie trudniejszych warunkach od dzisiejszych, w których przyszło gospodarować  młodym, choćby  ze względu na mechanizację i opłacalność w rolnictwie. Pierwsze miesiące, a nawet lata ugoda rodzinno – prawna funkcjonuje prawidłowo, ale przede wszystkim dlatego, że rodzice niejako w dotychczasowym rozpędzie pracują w miarę swoich sił razem z młodymi i finansują potrzeby gospodarstwa ze swoich świadczeń, które regularnie otrzymują. Pomoc ta dość szybko przyzwyczaja młodych do tych dochodów nie wypracowanych przez nich i demoralizuje ich. Zaczynają uważać, że one im się należą. Zapominają o zawartych w umowie prawnej o swoich obowiązkach. W skrajnych przypadkach  te świadczenia są jedynym źródłem utrzymania seniorów i młodych, gdyż ci młodzi zaniechali pracy na roli, zaniechali chowu inwentarza żywego. O wypełnianiu podstawowych obowiązków w stosunku do darczyńców nie chcą słyszeć. Konflikt początkowo przyjmuję formę kłótni z czasem obraźliwych wyzwisk. Drastycznym przykładem jest pobicie ojca przez obdarowaną osobę za odmowę pracy na ciągniku i łożenia na utrzymanie swoje i jej rodziny. Blokowanie dostępu do kuchni, łazienki, czy nawet do małych wnuków. Pod rządami młodych gospodarstwo popadło w ruinę, dom mieszkalny zamienił się w brudną norę. Zaistniało kompletne bankructwo. Czynniki społeczne zawiadomione o sytuacji, poza dorażną skromną pomocą ( uważam udzieloną tym leniom nienależnie) nie są w stanie zmienić sytuacji. Staruszkowie głodni, schorowani, zastraszeni, modlą się o rychłą śmierć. Powstaje pytanie, czy tak miało być?, czy tak musi być? Młodzi będący synami czy córkami rodziców, tych rodziców którzy z miłości do nich wybrali ich i przekazali im gospodarstwo zasłużyli na taką starość? Przecież te dzieci zostały wychowane po katolicku, zostały poinformowane o swoich powinnościach wobec rodziców przez księdza przygotowującego ich do chrześcijańskiego modelu rodziny. Ci młodzi ludzie uczęszczają na nabożeństwa, przyjmują sakramenty starając się przy okazji zademonstrować swoją pobożność. Proboszcz podczas kolędy wysłucha, pokiwa głową , datek przyjmie i schowa do kieszeni. Czy w takiej sytuacji wypada przyjąć od staruszków? To woła o pomstę do Nieba. Nikomu niczego nie zamierzam  wypominać, ale Pan Bóg dał każdemu rozum i nakazał z niego korzystać. Należałoby się zastanowić co jest przyczyną takiej dwulicowości i hipokryzji niektórych młodych i nie tylko młodych (zob. wyżej). Kto i gdzie popełnił błędy wychowawcze. Model życia jest kształtowany przecież przez wiele ośrodków społecznych. W opisanej w skrócie przeze mnie zaobserwowanej sytuacji,  mającej wyjątkowo drastyczny wydźwięk przy okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia skłonił mnie do napisania tej krótkiej refleksji. Zastrzegam, że dotyczy to jednostkowego przypadku, nie mam zamiaru dotykać wspaniałych spadkobierców wywiązujących się ze swoich rodzinnych i chrześcijańskich powinności wobec wszystkich osób starszych, wszakże zasługujących na szacunek. Znam proboszczów, ( w Wejherowie) którzy nie przyjmą datku od emerytów gdy widzą zwykłą biedę. O poziomie cywilizacyjnym społeczeństwa świadczy jego stosunek rzeczywisty, nie deklaratywny, do osób ogólnie mówiąc – słabszych. Jeżeli czytelnicy znają inne tego rodzaju negatywne przykłady, należy je publicznie piętnować, gdyż każdy kiedyś może znaleźć się w podobnej sytuacji.

*                                       *                                        *

Starość przykra

Mikołaj Rej

 

Cóż rozumiesz, gdy ten stan zasię ku starości, przyjdzie w takich omyłkach a z tej oziębłości,

Gdy go jeszcze pedogra jako mróz przyrazi, iż się z kulą pobrata, jeszcze gorzej skazi.

Ano mu ręce gędą, zapłynęły oczy, nogi się zataczają , niedaleko skoczy.

Sapi, chrapie a kaszle, na brzuch sobie pluje, a gdy kęs w gębe włoży, pół godziny żuje.

Bo w kąciech dawno pustki, wypadły trzonowe, i przednie się kołyszą też nie barzo zdrowe.

Wieć się śmieją łotrowie wspominając lata, iż był czysty towarzysz ten nasz miły tata.

A nie baczą łotrowie, iż mu nie do tego, gdyż już musi nieborak patrzyć czasu swego.

Co mówili, iż zhardział, a on leżeć musi, ano go scyjatyka z dychawicą dusi.

Gdyć się przydzie od miejsca do miejsca pomykać, a czasem i do lasa musisz się pytać.

Kaszle, sapi, krztusi się, krwią na ziemię pluje, potarga sobie boki, aż ich ledwie czuje.

Drugi szyję zakrzywił, drugi związał głowę, a mało nie trzeci dzień jako stracił mowę.

Jako więc ty niemocy dziwnie przezywają, czasem i starzy o nich nie słyszają.

*                                    *                                   *

Biedna starości! Wszyscy cię żądamy, a kiedy przychodzisz , to zaś narzekamy.

                                  Jan Kochanowski

                                           *

Gdyby starsi nie igrali, skądże by się młodzi brali?

                                           *

Każdy ma swoją wyspę ŚW. Heleny, a jest nią starość.

                               Eliza Orzeszkowa

                                 *

Kto nie chce być starym, niech się powiesi.

                                *

Pierwszym objawem starości - jest miłość do życia.

                 Magdalena Samozwaniec

                                    *

Stary przyjaciel, stare wino, stare złoto - najlepsze.

                                    *

Nie otrzymujemy krótkiego życia, lecz je takim czynimy,

Nie brakuje nam czasu, lecz trwonimy go.

                            Seneka

*                           *                        *                       *

Dedykacja dla ... zakochanego proboszcza!

 

MADRYGAŁ SPOD CIEMNEJ GWIAZDY

                Tadeusz Boy – Żeleński

 

 

Chciałbym przy pani...uchnie

Być takim skromnym amantem,

Co go się puszcza przez kuchnię,

Zanim się puści go kantem

 

Ot, cichym pragnieniem mojem

(Nie  dla pieniężnych korzyści)

To być w jej domku lift-boyem

Lub drabem, co schody czyści.

 

Sprzątałbym z wielkim hałasem,

Wstawał ze wszystkich najraniej,

By się w nagrodę choć czasem

Przytulić do jaśnie pani.

 

Obmywszy z kurzów me ciało,

Jak można najidealniej,

Pukałbym potem nieśmiało

Do jej bieluchnej sypialni.

 

Z emocji leciutko dyszę

(Zwyczajnie, osoba w wieku)

Aż szept najdroższy usłyszę:

„No, włażcież prędzej, człowieku!”

 

 

Z szacunku słowa nie gadam,

Liberię szybko zdejmuję,

Kładę się w łóżko i:” Madame est servie”

Głośno melduję...

 

Powiedz, mój stróżu – aniele,

Czy to zuchwalstwem zbyt dużem

Marzyć, choć czasem, w niedzielę

Szczęście anioła ze stróżem?...

 

 


 

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 18 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  145 265  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości