Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 731 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Nowy Rok 2014

wtorek, 31 grudnia 2013 16:25

 Więcej oświaty!

 

Dzięki wydanej w 1888 roku przez skromnego zacnego przyjaciela ludu małej rybackiej społeczności Jastarni , Kuźnicy, i Chałup, proboszcza Hieronima Gołębiewskiego, książeczki pt. Obrazki rybackie z półwyspu Helu stajemy się świadkami codziennego życia owych lat helskich wiosek. Przejażdżka do Gdańska; Jeżeli bat (łódż rybacka) jaki ma bieżeć do Gdańska, a dzieje się to latem co dzień, a zimą przynajmniej co dwa tygodnie, tedy do właściciela batu lub do jego towarzyszy lub towarzyszek ludzie schadzają się z zamówieniami, bo w karczmach rybackich mało co dostać, głównie dlatego , że tak często do Gdańska jest okazja. Nieraz zdumiewam się nad pamięcią tych ludzi; często 20-30 sprawunków najdrobniejszych spamiętają bez zapisków jakichkolwiek. W bacie siada (łodzi) każdy, jak może na belce lub desce. Następnie każdy rybak się żegna i poleca święty patronom, mianowicie św. Antoniemu, opiekunowi w podróżach morskich. Potem pociągają żagiel do góry, przymocują go, sterem ( rudlem) nakręcą i dalej tedy w imię Boże. W przejażdżkach do Gdańska jeszcze żaden rybak nie utonął, kiedy przeciwnie w wiku ( Zatoka Pucka) , gdzie dla mniejszej odległości brzegów stawają się rybacy lekkomyślni i nieuważni, co kilka lat nieszczęście się zdarza. Co za rozkosz jechać z pomyślnym wiatrem na bacie. Bez najmniejszego wstrząśnięcia przerzyna się fale, a chłód orzeżwia. Nie ma kurzu zasypującego oczy i uszy jak w kraju. Dlatego kto raz zasmakował takiej jazdy, chętnie puści wóz i konie i udaje się w bat. Podczas jazdy rybacy prawie bez przystanku śpiewają swoje pieśni kościelne. Świeckich pieśni nie znają żadnych. Niemieckie , jakich się w szkole nauczyli, już w drugim roku po wyjściu ze szkoły uszły z pamięci. Przy pomyślnym wietrze pięciomilową przestrzeń w 3 godzinach można przejechać, ale wtenczas prawie szalona była jazda. Zwykle przy dobrym wietrze trwa 5-7 godzin. Przy niepomyślnym wietrze 14 godzin można w bacie siedzieć. Przebywszy bat dobija do mostu przy Rybim Targu ( Fischbrucke). Tam komisem ( policjant) wskazuje miejsce do przyłożenia, w wnet zbiera się mnóstwo ciekawych i kupców na ryby. Jeżeli ryb mało, to wnet bat z storniami ( Flądrami)  lub śledźmy wyprzedany, przy czym rybaczki sprzedawając ( hokorki) tę zachowują ostrożność, iż nie prędzej wydawają ryb z ręki, aż do drugiej pieniądze odebrały. Rybacy zdyszeni pod wieczór ze sprawunkami wracają do batu.Tylko podczas dominiku (wielkiego letniego jarmarku) pozwolą sobie raz przejechać się na karuzelu lub zajrzeć do jakiej budy, by potem w domu o tym dowcipnie opowiadać. Wyjazd z domu do Gdańska bywa łatwy. Powrót bywa trudny, bo wiatr na północ zastawi i 8-10 dni wieje, to rybacy długo w Nowym Porcie muszą zostać, codziennie z niecierpliwością wyglądając zmiany wiatru. Mogliby się wprawdzie nawet na przeciwny wiatr ( na lawir – na przekładanie) puścić, ale wtenczas bałwany rozpryskujące się o ściany batu za bardzo zmoczyłyby towar, np. mąka zupełnie bu się popsuła. Podczas takiego zawiania odrzekają się od jazdy gdańskiej na całe życie, ale ledwie przybyli do domu, pytają skwapliwie: „a czy nie ma z czym bieżyć do Gdańska?” Gotowi prawie tej samej godziny na morze wrócić.

 

 

                                                     *

Arystokrata Lehndorff pisał: wszystko jest tu eleganckie i wyrafinowane, wszyscy lubują się tu w dziwaczności o pisując magnacki przepych i niepotrzebny przepych.

Książe biskup warmiński I. Krasicki drwił bezlitośnie w swych wierszach z tego dziwactwa, aczkolwiek nie przeszkadzało mu brać czynny udział w tych ucztach. O Krasickim Lehndorff obok pochwał i zachwytów dla Krasickiego, uznając jego rozległą wiedzą, talent, dowcip i kulturę, styl życia i smak artystyczny napisał: „zna na pamięć starszych i nowszych poetów, poznał też dzieła najwybitniejszych malarzy i pisarzy, ale zupełnie nie umie liczyć się z groszem i skończy jeszcze kiedyś marnie. I niech kto powie, że inteligencja i dowcip na coś się przydają.” Były to prorocze słowa. 17 września 1772 roku dragoni pruscy zajęli Warmię, księstwo księcia biskupa Ignacego Krasickiego. Książe biskup i kapituła fromborska, dzierżący władzę na tym obszarze od ok. 500 lat ,tracili władzę i posiadłości, a dobry i pokorny lud warmiński przywiązany do tradycji w swej dziecinnej pobożności i prostocie, od pokoleń czuł się szczęśliwy pod łagodnym panowaniem laski biskupiej, jak napisał Paul Cazin w swojej monografii I. Krasickiego. Władca Warmii wysłał swoich przedstawicieli do Malborka, gdzie złożyli przysięgę na wierność i posłuszeństwo królowi Prus. W listopadzie tegoż roku król napisał do Krasickiego list: „ Do Księdza Krasickiego, Biskupa Warmińskiego. Miło mi było ujrzeć nowe zapewnienia Twojej powolności i wierności. Nie wzbraniam dostępu do tronu żadnemu z moich wiernych poddanych, a skoro Ty zajmujesz między nimi znakomite miejsce, będziesz tu łaskawie przyjęty. Kończąc proszę Boga etc.” Otóż biskup Krasicki nie obraża się i nie zniechęca. Udał się do Berlina za pożyczone pieniądze, ale po otrzymaniu z łaski króla pruskiego 2000 dukatów , wrócił „cały zroszony dworską wodą święconą , nakarmiony obietnicami i bez grosza w kieszeni” Krasicki zawsze był bez grosza w kieszeni. Miał reputację człowieka  towarzyskiego , który zaciągał długi na prawo i lewo, nie troszcząc się o ich spłatę. Obawiano się, że Krasicki zabawia króla Fryderyka II kosztem swych własnych rodaków. Stał po stronie króla pruskiego w sporze z Gdańskiem. Komisarz generalny króla polskiego (1764 – 1782) w Gdańsku Onufry Aleksy Husarzewski w końcu pisze:” Znam go i już żałuję, żem kiedykolwiek miał z nim do czynienia”. Dalej… „Jego Królewska Mość ( Stanisław August) czyni, co może . Jego wysiłki przejdą do historii…,  podobnie jak niegodziwość biskupów chełmińskich i warmińskich etc.” Ale póżniej okaże się, że król  pruski otwierał ostrożnie ( ale otwierał) sakiewkę dla zdrajców  polskiej ojczyzny i równocześnie  szydził z nich. 16 lutego 1795 roku król Fryderyk Wilhelm II konferował biskupowi warmińskiemu nominację na „Arcybiskupa Gnieźnieńskiego”. Krasicki nie był prymasem, gdyż urząd ten przestał istnieć z chwilą dokonania rozbiorów. Natomiast parę razy podpisywał się jako prymas. Zmarł 14 marca 1801 roku w Berlinie , pochowano go w kościele św. Jadwigi w Berlinie! Miał  67 lat. W 1829 roku prochy jego przewieziono do katedry gnieźnieńskiej. Nasuwają się pytania, kim był, komu służył, jakie miał zasady?. Czy znał pojęcie ojczyzna, patriotyzm? Jakie znaczenie dla niego miało powstanie kościuszkowskie? Pytań bez końca. Musimy pamiętać, że w okresie bezkrólewia prymas był „ interrexem” , sprawował urząd króla, a więc pierwszej osoby w państwie. Duża grupa historyków zauważa u I. Krasickiego tylko jego satyry, fraszki! Działalności politycznej nie było?.

 

 

 

Satyra na pijańtwo nieposkromione ...– K. Opaliński

 

Zanim zaczniemy pić, potem trzeźwieć, poświęćmy kilka słów o Nowym Roku przypadającym w dniu 1 stycznia.

 

W starożytnym Rzymie panował bałagan z uwagi na stosowane rożne rachuby czasu, czyli kalendarze. Konieczna była reforma, którą przeprowadził Gajusz Juliusz Cezar przy pomocy uczonego z Aleksandrii, Sosigenesa, matematyka i astronoma. To on ustalił rok obejmujący 365 i ¼ dnia oraz określił ilość dni przypadającą na poszczególne miesiące. System ten nazwany juliańskim wprowadzony został z dniem 1 stycznia 45 r. p.n.e. Utrzymał się z pewnymi zmianami do dnia dzisiejszego. Niezależnie od wprowadzenia kalendarza juliańskiego przez wieki utrzymywały się różne daty rozpoczynania roku. Ogólnie przyjęty 1 stycznia był kwestionowany przez Kościół, rozpowszechniony w Europie w XVI w. Cesarstwo niemieckie przyjęło dzień 1 stycznia jako początek roku w 1510 r. Francja w 1580 r. POLSKA W 1630 r.!. Rosja w 1700r. Anglia w 1790 r.  W Polsce , zanim kuria rzymska ujednoliciła kalendarz, dniem nowego roku był  25 grudnia.                                                     A teraz świętujmy, jednakże pamiętając; Marni ludzie żyją, aby jeść i pić, zacni zaś jedzą i piją, aby żyć -     Sokrates do Plutarcha.                                                                            

                                                           *                      

Owa zgoła pijana Polska zwać się może.

Piją wszyscy: biskupi i senatorowie,

A piją do umoru; piją prałaci,

Żołnierze szlachta, w miastach, we dworach i we wsiach.

Siła takich duchniczków, że od dzbana idą

Do ołtarza, od kufla do kielicha spiesząc,

Drugi też, najbożniejszy, woli mszą odprawić

Jak najraniej, aby do gorzałki pospieszył.

Jakie sandala  za tym, tany i zaloty,

Nie wspominam, abym tym nie zgorszył ich więcej.

Obrócęli się też tam , kęy obóz leży-

Aż tam wszystko pijano. Pijani hetmani,

 Towarzystwo pijane, pijana też straż, zgoła.

Obóz wszystek pijany. Oj br, br, li rozli!

Przyjedziesz do dworu - co czynią panowie?

Piją, nie radzą; piją bardziej o węgrzynie

Myśląc, niżli o Ojczyżnie. Stąd pijana rada.

I sprawa też pijana. Pijany i senat.

Co dopiero na sejmach.

Radzie, gdzie sto humorów a wszystko pijanych.

I urząd, i ławica, i wszystko pospólstwo

W piwie, w biedzie i w winie aż po gardło siedzi.

Stąd też pijane sądy, rząd także pijany,

Jak w Osieku. Rzemieślnik wniwecz się obraca.

Co zarobi , przepije. Nędza, nie masz skąd wziąć.

 

Pijaństwo

 

Patrzę, gdy ksiądz dziecię krzci choć po obiedzie,

Prosto z niego gorzałka jak z beczki jedzie.

A potym nieczystego wyganiając ducha,

Gorzałką go, nim chleba skosztuje, nachucha.

Stąd,  ledwo cycek z gęby swej puści macierze,

W skok do alembika i kwaterki bierze.

Jednego diabła wygnał, a dziesiąci wsadził.

I także to, biskupi, wasz pastorał miałki,

Że nie możecie księdzom zabronić gorzałki?

Która dosyć przed Bogiem stan duchowny szpeci,

Dopieroż, gdy nią małe dzieci zarażają.

Wżdy ani papież, ani biskupi odpędzą.

Chrystus broni pijaństwa, co rozum zwycięża,

Czemuż go właśni jego nie słuchają księża?

 

O winie

Gdy Noe trochę wina chudzineczka chłyśnie,

Aż ci go płaszcz opadnie, iż kuprem łyśnie.

Aleć to nie nowina do wina, gdyż dobrze

To umie, niejednego kiedy z sukniej odrze;

Czasem bywa zbytecznie  kto ten trunek lubi,

Nie tylko płaszcz, lecz i trzos i umiejętność zgubi.

 

Miała baba

 

Miała baba żaka,

Czystego Jonaka

Z zawiesistym wąsem,

Penal z piórem miąszem

Kiedy się napiła

Z onym swoim żakiem,

Rozkosznym śpiewakiem

Baba stara ale jara, rybałt też nie słaby,

Solmizował, repetował w szpargale u baby,

Zaczynajże Toma,

Babie swojej doma;

Póki groszy staje,

Niech na wino daje.

Wy smykowie, mendykowie, takowych szukajcie,

Byle dała, choć zgrzybiała, na to nic nie dbajcie.

 

 

.

 


oceń
1
3

komentarze (0) | dodaj komentarz

Święta

środa, 18 grudnia 2013 19:50

    

 

 

 

Początek… wg. filozofa F.N.

 

Stary Bóg, zupełny duch , zupełny arcykapłan , zupełna doskonałość, przechadza się po swym ogrodzie: tylko, że nudzi się. Przeciwko nudzie nawet Bogowie walczyli daremnie. Cóż czyni ? Wynachodzi człowieka- człowiek jest zabawny… Lecz oto patrzaj, i człowiek się nudzi. Zlitowanie Boga dla jedynej niedoli , którą mają wszystkie raje w sobie, nie zna granic: stworzył on inne zwierzęta. Pierwszy błąd Boga: człowiek nie znalazł zwierząt zabawnymi- panował nad niemi, nie chciał się nawet zwać zwierzęciem. Przeto stworzył Bóg kobietę. I rzeczywiście , teraz skończyła się nuda- lecz także jeszcze coś innego! Kobieta była drugim błędem Boga. Kobieta jest wedle istoty swej wężem Heva – wie to każdy kapłan: „od kobiety pochodzi wszelkie zło na świecie’- to wie również każdy Kaplan. Przeto pochodzi od niej też wiedza… Dopiero dzięki kobiecie nauczył się człowiek pożywać z drzewa świadomości. Cóż się stało?  Starego Boga porwała trwoga piekielna. Człowiek sam stał się największym jego błędem, Bóg stworzył sobie rywala, wiedza czyni Bogu podobnym – kres Kaplanom i bogom, jeśli człowiek naukowym się stanie. Morał: wiedza jest tem , co zabronione samo w sobie, - ona jedynie jest zabroniona. Wiedza jest pierwszym grzechem, ziarnem wszech grzechów, grzechem pierworodnym. Nie powinieneś poznawać : reszta wynika z tego. Trwoga piekielna nie przeszkodziła Bogu być mądrym. Jak trzeba się bronić przeciw wiedzy? To stało się na długo jego głównym problemem. Odpowiedź: precz z człowiekiem z raju! Szczęście, bezczynność naprowadza myśli – wszystkie myśli są złemi myślami… Człowiek nie powinien myśleć. I Kaplan sam w sobie, wynajduje niedolę, śmierć, życiowe niebezpieczeństwo ciąży, wszelkiego rodzaju nędzę, starość, mozół, chorobę, przede wszystkim – same środki do walki z wiedzą! Niedola nie pozwala człowiekowi myśleć… A mimo to ! okropność1 Dzieło poznania piętrzy się , szturmując do nieba, rzucając zmierzch na bogów, co czynić! Stary Bóg wynachodzi wojnę, dzieli ludy, sprawia, że ludzie niszczą się wzajemnie - kapłani zawsze potrzebowali wojny. Wojna – między innemi - wielki wichrzyciel wiedzy. Nie do wiary! Poznanie, emancypacja spod władzy kapłanów, rośnie nawet mimo wojny. I ostatnie postanowienie przychodzi staremu Bogu: człowiek stał się naukowy, - nic nie pomoże, trzeba go utopić…Zrozumieliście mnie. Początek Biblii zawiera całą psychologię kapłana. Kapłan zna tylko jedno wielkie niebezpieczeństwa: jest nim wiedza.

 

 

 

 

 

 

 

Papież – Mikołaj Rej

 

Dziwna to rzecz, kto śmie na Boga żywego

Targnąć się, przywłaszczając sobie miejsce Jego.

Zapomniawszy, onemu hardemu czartowi

Co się stało przez pychę – niechaj to sam powie!

Albo, jako nędzny on Nabuchodonozor,

Co żarł siano jako wół, wywiesiwszy ozor!

Podobnoć też tak będzie i papie naszemu,

Bo się nam wszem przeciwi Bogu najwyższemu.

 

Rzym

 

W zjawieniu swym Jan święty niewiastę wspominał,

Którą o siedmi głowach na bestyjej widział,

A ona pobłażniła króle i książęta;

Lecz i dziś na świat ta moc szyroko rozpięta.

Co mu anioł wykładał, iże ta niewiasta

Była jasna figura niektórego miasta,

Które na siedmiu górach szyrokich siedziało,

Ale potym w srogości marnie upaść miało.

 

Biskupi i prełaci

 

Lecz wy, starszy, pomnicie, co wam poruczono,

I jako hojną miarkę za to namierzono,

 Byście to wiernie paśli wdzięczne Pańskie stado.

Ale z waszej opieki parszywieje rado.

Lękajcie się strasznych słów, co wyszły z ust Jego,

Czym chcę uczcić pasterza tego niewiernego:

Piołunem gębę natrzeć, a żółcią napoić,

Kto by śmiał opak Jego święte słowa dwoić.

 

Księża pospolici

 

Z tymi rzadszej, niż zwady, zawżdy szukam mieru,

Bo tam więcej i słówek, więcej i papieru.

Jeślibych nie pochlebił, a chciał mówić prawdę,

Tedy prędką odpowiedź , acz niepewną, znajdę;

I nie trzeba szacować, co rozeznać snadno:

Pewnie pod tym wojłokiem  zawżdy znajdziesz sadno,

Chociaj dobrze nasłany, ale przedsię ciśnie,

Bo po cichu niejeden i w tej zgrai piśnie.

 

 

 

  O kapelanie – Jan Kochanowski

 

Królowa do na mszej chciała, ale kapelana

Doma nie znaleziono, bo pilnował dzbana.

Przyjdzie potym nierychło w czerwonym ornacie,

A królowa: „Ksze miły, długo to sypiacie!”

A mój dobry kapelan na ono łajanie:

Jeszczem się dziś nie kładł, co za długie spanie ?”

 

O drugim kapelanie

 

Co się wam widzi ten drugi?

„Księże, nie bądż ze mszą długi!”

„Ba, to łacno, odniesiecie,

Nie będzie jej, jeśli chcecie.”

 

Ofiara

 

Tę sieć Mikołaj świętym ofiaruje,

Bo mniej w starości co dzień mocy czuje.

Teraz pod wodą grajcie, ryby, śmiele,

Mikołaj zdycha, sieć wisi w kościele!

 

O kożle

 

Kozieł, kto go zna,  piwszy do północy,

Nie mógł do domu trafić o swej mocy;

Ujrzawszy kogoś: „Słuchaj, panie młody,

Proszę cię, nie wiesz ty mojej gospody”?

A ten: „Niech cię znam, tedy się dowiewa”

„Jam – pry – jest Kozieł”. „Idzże spać do chlewa”.

 

                           Wieczór niezwykły, wydarzenia niezwykłe…

 

Podczas tego wieczoru nieodparcie biegnie myśl, ku początkowi tego wigilijnego święta. Nie koniecznie musi ona koncentrować się na przekazie ewangelicznym. Literatura na ten temat tzw. świecka jest również bardzo bogata i ciekawa. Wynika to z tego, że pisarze chrześcijańscy i drugiej orientacji świeckiej zawsze istnieli i pisali historię przez siebie postrzeganą. Dlatego chcę przytoczyć trochę historii nie ewangelicznej związanej ze świętem 24 grudnia.  Badacze ci wykazują, że Galilejczycy urodzeni np. w Nazarecie  w celach spisowych – podatkowych - gdyż o takie przede wszystkim Rzymianom chodziło, wcale nie musieli  udawać się kilkaset kilometrów do Judei np. do Betlejem. Punkty spisów ludności były zawsze na miejscu, o to dbali wyjątkowo skrupulatni w sferze podatków Rzymianie. Była to era podbojów w celach grabieżczych. Po drugie – warunki atmosferyczne w grudniu w okolicach Betlejem zdecydowanie nie pozwalają na wypas stad. Po trzecie – Bóg wcale nie potrzebował się rodzić, gdyż jest od „zawsze”.

Zatem poznajmy w co i jak wierzono w tamtym okresie. Dotyczy to Rzymian, tzn. tych którzy mieli obywatelstwo rzymskie. Religia rzymska miała bardzo rozwinięty rytuał, podczas którego nie wolno było się pomylić. Rzymian uważano za bardzo pobożnych. Ich religia opierała się na zasadzie „coś za coś”. Na straży tych form religijnych stała silna organizacja urzędów kapłańskich pochodząca z nadania. Często głównymi  kapłanami , również bogami byli cesarze. Miało to na celu ochronę interesów państwa. Poszczególni kapłani strzegli – służyli bóstwom, mówiąc dzisiejszym językiem – bóstwom branżowym.  Największy wpływ w świecie rzymskim uzyskał kult irańskiego boga Mitry. Religia ta miała poważne szanse na zdobycie znaczenia światowego. Mitranizm różnił się znacznie od innych religii orientalnych. Sam Mitra nie umarł i nie zmartwychwstał jak Attys czy Ozyrys. Był czysto męskim bogiem do którego kultu nie dopuszczano kobiet.

Jego religia wymagała od wiernych surowego przestrzegania zasad moralnych. Kult polegał na odprawianiu misteriów. Rzymianie poznali boga Mitrę jako boga światłości i słońca związanego z kosmicznym porządkiem (przełomem pór roku). Narodził się 25 grudnia ze skał , wychowywał się wśród pasterzy. Po zwycięstwie nad bykiem, zapewnił światu żywotne siły, zwycięstwo dobra i zbawienie. Był ulubionym bogiem armii, stawiano mu liczne sanktuaria. Mitrę czczono w grotach i podziemiach, gdzie zawsze znajdowała się płaskorzeżba, której składano ofiary zapewniające zbawienie. Religia Mitry nakładała na swoich członków ściśle moralne i rytualne wymagania. Przez czynienie dobra mogli liczyć na uznanie w życiu pozagrobowym. Oczywiście jest to bardzo skrótowy rys tej religii, ale trochę jednak  podobnej do chrześcijaństwa. A może bardzo podobnej!.

 

 

                                 Sztuka kochaniaOwidiusz

 

Wenus, bogini miłości,

Najskrytsze wdzięki przesłania.

Zwierz spełnia zaś na widoku

Tajne obrządki kochania…

Na widok ten zawstydzone

Oczy odwraca dziewica…

Dla ludzkich sprawek miłosnych

Konieczną jest tajemnica.

Zbyt jasne, nazbyt jaskrawe

Bywają słońca promienie.

Jeżeli już nie ciemności-

To wybieramy półcienie…

Nawet podówczas, gdy ludzie

Półdziko pędzili życie,

Kiedy im dęby dawały

Jedzenie oraz ukrycie-

Nawet podówczas ród ludzki

Miłosne obrzędy czyni

Nie na widoku publicznym,

Lecz w lesie albo w jaskini.

Tak wstydliwości przestrzegał

Przed laty człowiek pierwotny

A dzisiaj- dziś co widzimy?

Wszędzie – upadek sromotny.

Żle robią , co swym triumfem

Nazbyt rozgłośnie się szczycą.

Tajemne sprawy miłości

Powinny być- tajemnicą.

 

 

          

Poezja na  ŚwiętaWincenty Pol

                                         KOŚCIÓŁEK WIEJSKI

 

Nad wiejską drogą zawisnął skowronek,

Na mszę poranną wola mały dzwonek,

Jakaś zagroda, plebania i szkółka,

I stare drzewa dokoła kościółka.

Odgłos organów miesza się do dzwonka

Do Matki Boskiej kończy się koronka,

A jak do ula ciągnie z pola pszczoła,

Reszta się ludzi garnie do kościoła.

Kruchta z gotycka ostro wysklepiona,

I nagrobkami widzę ozdobiona…

Jakieś poważne i wierne postacie

Dają świadectwo tu czasom ubiegłym,

Żywo mówiące, choć w kamiennej szacie…

Więc cześć niech będzie tu w Panu poległym!

Po prawej ręce fundator kościoła

Legł na grobowcu – a od jego czoła

Świeci i męstwo i ta bojaźń Boga,

Znać, że ze cnotą żywocił w przymierzu,

Bułat w prawicy, a piersi w pancerzu!

Poważnie spoczął- klejnot koło zbroi,

Krucyfiks w głowach, niże napis stoi:

„Powstanę Panie! gdy mnie będziesz budził,

Lecz dozwól spocząć, bom się bardzo strudził’.

 

 

                                        BAŁTYK

 

Jeszcze po świecie starożytnym słynne

Były te wody i lądy bursztynne!

Ku nim to Fenik biegał w Brod daleki,

Ku nim Słowianin Korabli czeredą

Pływał – i kupię składał pod Wenedą.

Ku nim to, ku nim, płyną nasze rzeki -

Co ziemia zrodzi i co kmieć przysporzy,

Chętnie i cało odnosim w czas boży…

Co jeno Bóg dał- to domowe łodzie

Niosą im w darze po gościnnej wodzie.

Ale jak stara wiecznie boli blizna,

Tak od północy wieje Pomorszczyzna…

 

                       DOMOWE PROGI

 

Rodzinna strzecho! I wiejski kościółku!

Jakby by nie było- gdzieby się nie zwrócić…

Wiecznie wracacie jak w zaklętym kółku,

By skrzepłą duszę ku miłości cucić…

I wiecznie, wiecznie jakby głos skowronka,

Każdej się wiosny odzywa tęsknota

Do owej strzechy i tego kościółka,

Gdzie nam świeciła z młodu zorza złota!

A czy szczęśliwie, czy tam padło marnie:

Ojczystej lipy najcienistsze chłody,

Rodzinnej wioski najzieleńsze darnie,

Domowych zdrojów najweselsze wody.

Bo jak stróż Anioł, jak Anioł pociechy,

Postać rodziców górą unosi,

Co młodość strzegła – a dziś może grzechy-

I dla nas w niebie, tam o łaskę prosi…

 


oceń
2
3

komentarze (0) | dodaj komentarz

Co na stół

sobota, 07 grudnia 2013 18:56

 

 

           Idą święta,  co przygotować na stół…

 

Obecnie zauważamy mnóstwo programów, które nazywam „gotujące’. Celują w tym stacje telewizyjne niemieckie. Co drugi  program , to gotowanie, smażenie i degustacja na wszystkie sposoby. Gospodynie – panie domu mogą z łatwością podejrzeć i podać coś nowego na własnym stole. Przede wszystkim chodzi o sprawienie przyjemności  mężom i gościom. Nie znam pani domu, która by nie chciała zaskoczyć biesiadników oryginalnym daniem. Skoro  wiadomo jak to się robi obecnie, zapoznajmy się z receptami pań domów sprzed wieków.

                                                                 *

Zanim zajmiemy miejsce przy stole, zazwyczaj musimy odbyć jakąś podróż. Udajmy się w podróż w roku 1684. Pewien cudzoziemiec napisał wówczas dziełko pt. " O podróżowaniu przez polskie kraje". Dzisiaj mówi się - przewodnik po... [...] Przede wszystkim - podkreśla autor - pamiętaj, mój podróżniku, że w Polsce nie ma gospód ani zajazdów w których można by wygodnie się umieścić i otrzymać na noc łóżko. Znajdują się najczęściej w tym kraju tylko drewniane budynki, zwane karczmami w których nieraz trzeba zająć kwaterę obok koni, krów w świń w długiej stajni, zbudowanej z desek, żle skleconych i słomą pokrytych. Jest wprawdzie izba w głębi tej stajni z piecem, ale w lecie trudno ci tam będzie wytrzymać z powodu much, pcheł i pluskiew oraz złego zapachu. Nikt tam okna nie otworzy, choćby było nie wiem jak gorąco. Wobec tego przyjezdni w lecie wolą sypiać w stajni niż w tej izbie w której gospodarz czyli szynkarz mieszka z dziećmi i zwierzętami domowymi, a bardzo często przechowuje beczkę z kiszoną kapustą, której zapach dla obcych jest nieprzyjemny, choć stali mieszkańcy już się z nim oswoili. Kiedy podróżuje się w lecie , by uniknąć tego złego legowiska, należy iść spać do stodoły na świeżą słomę. Jeśli chce się spać w izbie lub w stajni na słomie, to równa się to chęci spania w prześcieradłach, które służyły już wielu innym osobom, bo słomę, którą dano gościom wieczorem , zbiera się co dzień rano i wiąże dając potem nowym gościom. Najlepiej , gdy cudzoziemiec posiada pojazd dwukonny, łóżko i małą pierzynę, dwa prześcieradła, wezgłowie i siennik. Należy mieć małą piwniczkę z sześciu czy ośmiu butelek aby napełnić je co jakiś czas piwem, winem , wódką. Wozić trzeba kosz z chlebem, pieczone mięso, świece oraz smar do kół. Kolejną niedogodnością, której nie da się ominąć w zimie są noclegi w izbie razem z zebranymi wieśniakami. Ci nieszczęśliwcy, którzy piją zwyczajnie tylko piwo i wódkę, upijają się, potem śpiewają i tańczą przez całą noc, tak iż spać jest niepodobna. Do kuchni przyzwyczaił się, lubił pieczone prosięta, zupy i dobrą polską kaszę.

                                                                      *

Mieszczanki gdańskie np. w 1500 r. gościły znakomitych przyjaciół podając im  kurczęta pieczone, potem dziczyznę duszoną z musem jabłecznym; trzecią potrawą była galaretka z cebulą; czwarta – pasztety. Piąte danie stanowiło mięso peklowane z chrzanem. Na końcu podawano ser i masło. Do tego dwa rodzaje dobrego wina i bardzo dobre piwo gdańskie.  

W uboższych domach podstawowym wyżywieniem był groch i kasza ze słoniną. Mięsiwa były różnego gatunku, wołowina, którą łatwo było kupić w jatkach położonych obok kościoła Panny Marii. Do większych rodzin kupowano całe tusze. Ponadto spożywano baraninę, mięso jagniąt, i cieląt, tłustą wieprzowinę, najczęściej szynki. Bogacze życzyli sobie sarninę, zające, głuszce, cietrzewie, jarząbki, bekasy, słonki, dzikie kaczki, kuropatwy. Okolice miasta obfitowały w dzikie ptactwo zwierzynę. Gęsi i kurczęta wchodziły w skład każdej biesiady. Przyjmowano zawsze świeże dostawy. Do potraw dodawano dużo potraw korzennych np. : pieprz, rozmaryn, anyżek, gałka muszkatołowa, szafran, cynamon, imbir, gorczyca. Wierzono, że korzenie oczyszczają krew i poprawiają przemianę materii. Mówiono nawet, że poprawiają dowcip, no i … wyrażnie wzmacniają męskość. Przy anemii zalecano miód z szafranem a na ból głowy anyżek. Oczywiście stosowano na przeziębienie to co dzisiaj stosujemy, czyli wódkę z pieprzem. Pieczenie miały smak zupełnie inny niż dzisiaj, gdyż podlewano je sosami korzennymi, cytrynami, migdałami, rodzynkami, dodawano cukier. Podlewano octem, winem, miodem lub różnymi syropami, zaś masła , jaj i oliwy dodawano bardzo mało. Oddzielną sztuką było wyrabianie delikatnych pasztetów np. z : gęsich wątróbek z dodatkiem tłustego wieprzowego mięsa, zwłaszcza wędzonego boczku. Popularne były wędzone wołowe i wieprzowe ozory, galaretki mięsne, kiełbaski, mięso peklowane. Do potraw z mięsa czy drobiu podawano obok chleba, chrzan utarty z octem, oliwą i śmietaną, kwaśny mus jabłeczny, oliwki, ogórki świeże i solone, czasami grzyby i sałatę. Nie lubowano się w zupach. W dniach postnych u pobożnych gdańszczan pojawiały się na stolach oczywiście ryby. Dodać trzeba, że dni postnych było nadzwyczaj wiele. Plebani dbali o „linię” mieszkańców Gdańska, - czy o swoją też? Królem ryb był śledź, surowy, solony, wędzony lub pieczony. Drugie miejsce zajmowały szproty i dorsze. Patrycjusze jedli łosiopstrągi, karpie, ślizy gotowane w winie z gałką i kwiatem muszkatołowym, czasem z migdałami i cytryną, łososie, szczupaki itd. Chleb produkowano z różnych gatunków mąki. Razowy, z delikatnej z białej luksusowej wielokrotnie przesiewanej mąki, pulchne bułeczki. Sprzedawczynie wędrowały po Stary Mieście z pełnymi koszami tych wyrobów, zachwalając w niebogłosy. W Domu Pracy Przymusowej w 1629 r. wydawano tygodniowo  potrawy i ilości  więzienne, tj.: 1,5 funta chleba, 0,5 funta mięsa, lub ćwierć funta słoniny, 0,5 funta sera, ćwierć funta masła , kilka razy w tygodniu rybę oraz trochę jarzyn. Gdańskie wódki – właściwie wszystkich gatunków i odmian do okowity włącznie - cieszyły się dobrą sławą w całej Europie. Któż nie zna jeszcze dzisiaj gdańskiej  Gold Wasser.  A ile było wódek leczniczych !. Wiadomo, że w XVI i XVII w. pito wódek w Gdańsku bardzo wiele. Jeszcze więcej pito gdańskiego piwa , które miało kilka stopni „mocy”.  Podczas popijochy śpiewano : Bodaj baba w niebie była, co ten trunek wymyśliła .Był to hymn na cześć złotej wódki gdańskiej. W czasie posiłków przestrzegano dobrych manier np. posługiwano się palcami- brak widelców, ucztujący ogryzali wielkie ociekające sosami kawały mięsa, kości rzucając pod stół, gdzie psy czekały na nie. Natomiast rozlewanie napojów, hałaśliwe rzucanie misami czy kubkami, dzwonienie nożami talerze uważano za brak dobrego wychowania. Młodych uczono w cechach i gildiach jak mają się zachować przy stole „nie obrażać Boga i towarzystwa”. Ludność Gdańska liczyło wówczas około 10 tys. W 90 % była pochodzenia niemieckiego.

                                                                  *

A jak ucztowano w polskim domu…

Sięgnijmy do Opisu obyczajów i Pamiętników, czyli Historii polskiej, Jędrzeja Kitowicza.

Będę posługiwał się fragmentami i słownictwem autora z uwagi na obszerność tekstu źródłowego.

{…] Z mojej pamięci nie uszła uwaga, którą zaobserwowałem pewnego razu w domu rodziców moich , nalawszy wody w dużą michę, śledzia surowego łuską w drobne kawałki pazurami szarpiąc, w tę wodę wdrobili sołdaty moskiewskie , potem sucharów podobnież nadrobili, a żegnawszy się nad nią i nakiwawszy, z wybornym apetytem onę zupę jedli. Pieniądze, kopiejkami zwane, nosili w gębie między wargą spodnią i zębami. Gdy miał coś jeść lub pić, owe kopiejki brał do ręki. Grubsze zaś pieniądze chowali w kieszeniach. Niechlujstwo tego narodu w jedzeniu i odzieży było aż do obrzydzenia; rozdrabniając w dzieży ciasto na chleb, z którego potem robili suchary, wytrząsali nad dzieżą robactwo z sukien i wyczesywali z głowy, aby w onym cięście polgnąwszy, ta piechota kołnierzowa po nich się nie rozłaziła. Takim chlebem czy sucharami bynajmniej się nie brzydzili. Byli to Moskale, którzy towarzyszyli i nadzorowali koronację Augusta III w  Krakowie. w 1734 r. Po wyjściu Moskalów z Polski, w trzecim roku po koronacji nastąpił głód. W Warszawie było ludu zgłodniałego schodzącego się do niej z okolic. Panowie i majętni obywatele czynili składki wielkie na nędzarzów, których mimo to co dzień  wielka liczba umierała, trzebiona w wielkie doły po cmentarzach, którzy zmarłych zbierali po ulicach, kładli na kary ( taczki, wozy na śmieci) i do dołów wozili. Żywym dawano pewną porcję chleba co dzień w pewnych miejscach murem albo parkanem opasanych. Byli ludzie z długimi biczami, od nich zwani bicznikami, którzy przed godziną dystrybucji chleba zganiali ubóstwo do owych miejsc, spędzając wspomnianymi biczami i pędząc jak bydło.

 Wpędzonych w zamknięcie, wpuszczano po jednemu tąż samą bramą , dając każdemu jedną równą sztukę chleba. I tak czyniono co dzień. Umierali jednak, ci którzy obok chleba jedli cuchnące mięso końskie. Wielu umarłych znajdowano z kawałkiem chleba u gęby, gdy ściśniony żołądek, nie mogąc trawić pokarmu chciwie jedzonego, odejmował jedzącym życie.

                                                                 *

Janusz książę  Sanguszko…

Mieszkał pospolicie w Dubnie. Żonę miał piękną i wspaniałą, Denhofównę z domu, wielkiej fortuny dziedziczkę. Lecz jakimś wstrętem wkrótce po ożenku do niej i do wszystkich kobiet powziętym nie mieszkał z nią, lubo na oko, ze swawoli pustej, nie z podniety miłosnej, umizgał się do białej płci i koperczaki natrętne stroił, aż do urazy wstydu. Obiektem jego pasji był jaki hoży młodzieniec, na którego wysypywał niemal wszystkie skarby swoje. Księżna żona, za życia Janusza sekretna, a po śmierci jego jawna długo wdowa, chcąc przynajmniej przed śmiercią skosztować małżeńskiej rozkoszy, poszla siedemdziesiąt letnia baba, za Rogalińskiego, młokosa, w zakonie jezuickim przed zniesieniem jego majsterka, który po rozsypaniu zakonu ( 1773 r. rozwiązanie Zakonu Jezuitów) nie mając nic więcej ochoty duchownego stanu, udał się był do jednej panny z fraucymeru księżny, prosząc o nią za żonę. Ta, zaś myśląc już dawniej o Rogalińskim, odesławszy pannę co prędzej do rodziców, sama mu rękę do ślubu, w Gdańsku natenczas mieszkając, ofiarowała. Nie poprawiła sobie losu, Rogaliński młody bujak w Warszawie na chudych dochodach ją osadził. Sam pod pozorem rządu w dobrach hulał z przyjaciółmi i trzymał młode stworzenia, które jejmość w obowiązkach małżeńskich wyręczały. Staruszka w Warszawie z żalu usychała, zmarła w 1780 r. Niech to będzie przestroga przed młodymi golcami.  

                                                                        *                                                                                                                                            W szóstym wieku naszej ery grecki biskup i myśliciel Teofilakt napisał, że w państwie bizantyjskim pojawiło się kilku Słowian z nieznanego kraju między Karpatami a Wisłą. Niezwykli ci przybysze umieli grać na harfach i głosili, że w ojczyżnie swej nie znają żelaza i żyją bez waśni i w pokoju.

Pierwszym podróżnikiem, który zostawił nam wiadomość o Polsce, był smagły i kruczowłosy przybysz z państwa Maurów w Hiszpanii, Ibrahim Ibn Jakub. Dowiedziano się o nim z arabskiego rękopisu sławnego w XI w. geografa Obu Obeida Abdallah Al Bekriego. Ów  Bekri dodał do swego dzieła pt. "Drogi i okolice" także te wiadomości o Słowianach zaczerpniętych z dzieła Ibrahima. Dzieło to wręczył władcy Maurów. W kraju Maurów kwitły bujnie nauki , wznoszono budowle, uwielbiano poetów, czytano chciwie księgi filozofów, astronomów, matematyków, lekarzy i geografów. Mądry Al Bekri mieszkał w słynącej z wiedzy Kordobie. Życiorys Ibrahima i szerszy opis tego co zobaczył w Polsce tym razem pomińmy.


oceń
8
3

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 30 maja 2017

Licznik odwiedzin:  143 376  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl