Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 356 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Szlachetne zdrowie

środa, 23 lutego 2011 19:38

Uczniowie Hipokratesa spod znaku Eskulapa w wejherowskim szpitalu

.

                             Na zdrowie

Szlachetne zdrowie,

Nikt się nie dowie,

Jako smakujesz,

Aż się zepsujesz.

Perły kamienie,

Także wiek młody,

I dar urody,

Dobre są ale -

Gdy zdrowie w cale,

Gdzie nie masz siły,

I świat niemiły.

Jan Kochanowski

Ars longa, vitae brevis - Sztuka trwa długo, życie krótko


 Hippokrates ok.460 -377 p.n.e., lekarz grecki zwany ojcem medycyny. Naczelną jego zasadą było nieszkodzenie choremu (łac. primum non nocere) i pomaganie uzdrawiającym siłom natury. Działał na wyspie Kos, w Atenach i Tesalii. Był to ważny moment w rozwoju medycyny, jak stwierdza Pliniusz Starszy: „Dalsze losy medycyny, dziwna rzecz pogrążone były w najgęstszych ciemnościach, aż do wojny peloponeskiej. Wtedy powołał ją na powrót do życia Hippokrares urodzony na wyspie Kos...poświęconej Asklepiosowi",( L. Winniczuk).

„Początkowo medycyna za wynalazców swoich poczytywała bogów" - a więc w Rzymie Apollina i Asklepiosa, nazwanego przez Rzymian Eskulapem (Aesculapius). W r. 293 p.n.e., podczas epidemii, księgi sybilińskie zaleciły sprowadzić z Epidauros węża poświęconego Asklepiosowi. Kult Eskulapa i leczenie chorych przy jego świątyni utrzymywało się przez wieki.

     „Umarłem od nazbyt wielkiej  ilości lekarzy" 
     
( Inskrypcja wg. Pliniusza , Hist. Nat. XXIX 11)

Tenże Pliniusz: Intemperantia medicorum nutrix:

Brak umiarkowania żródłem dobrobytu lekarzy. Niepowściągliwość żywicielką lekarzy. Wg. mnie to pasuje raczej do kleru! Tyle,  że wówczas kleru jeszcze nie było.

Ale Pliniusz również napisał: Żadna sztuka nie jest płodniejsza od medycyny.

Inskrypcja sprzed 2000 lat trochę kąśliwa, dlaczego? - może ją wyjaśnia  poniższy historyczny tekst.                                                                                                                                        Śpieszę wyjaśnić, iż obecnie mamy tylu lekarzy ilu potrzeba i nikt z tego powodu nie umiera.



Wąż Eskulapa
                                                                                                                                                                            W Gdańsku już w czasach średniowiecza występowali różni uzdrawiacze tacy jak: cyrulicy, łaziebnicy, zielarze, przeważnie wędrujący, oferujący mikstury, kataplazmy, mazidła, aplikujący driakwie, wszystkie zabiegi były oczywiście „ niezawodne" na każdą dolegliwość.  Medycyna gdańska w XIV i XV w. miała wielu adeptów. Porad medycznych udzielał każdy golibroda czy łaziebnik, złamane lub zwichnięte kończyny nastawiał np. kat. Operacji dokonywali wędrowni operatorzy, którzy pojawiali się w mieście z węzełkiem narzędzi i po jakimś czasie znikali, rezygnując zarówno z wdzięczności jak i pretensji pacjentów, ewentualnie rodzin - gdy nastąpił zgon (M. Bogucka). Zapisywane przez nich chorym medykamenty opierały się na różnych rozpowszechnionych w owym czasie przesądach. Obok składników niewinnych zawierały one często ingrediencje obrzydliwe (oczy żabie, krowie łajno) lub szkodliwe jak trujące jagody czy zioła. Wierzono np. w uzdrawiającą moc racicy łosia, ubitego koniecznie w okresie parzenia się. Z szacunkiem traktowano różne zaklęcia. Medycyna łączyła się z magią, przed którą chylili głowy nawet wykształceni lekarze i nie tylko. Osiadli w mieście dyplomowani lekarze starali się zwalczać partaczy zarzucają np. w 1579 r. pewnemu przybyszowi reklamującemu swe medyczne usługi, że ma spółkę z diabłem.  Za to groził stryczek. Obok prawdziwych lekarzy internistów działali chirurgowie, zrzeszeni w Gdańsku w specjalny cech już w XV wieku. Cztery talerze wywieszone w dwu rzędach nad drzwiami sygnalizowały przechodniom, że tu się leczy rany i wszelkie zewnętrzne uszkodzenia ciała, których w porcie nie brakowało. Gdański chirurg był właściwie rzemieślnikiem; nie miał za sobą żadnych studiów, zawodu uczył się terminując u patrona. Obok leczenia ran i owrzodzeń zajmował się fryzjerstwem, puszczał krew, rwał zęby. Jego niższość wobec lekarza potwierdzał fakt pobierania skromniejszego honorarium za poradę. W XV w. stawka lekarza wynosiła trzy szylingi, chirurga - tylko dwa szylingi. Władze ustaliły ilość oficyn na 25 w mieście.

Oprócz takich oficyn istniały w Gdańsku szpitale, które powstały już w XIV wieku. Były to właściwie przytułki istniejące przy kościołach. Gromadziły starców, kalek, niedołężnych, bezdomnych i porzucone dzieci.

 

 Sierociniec - rycina z kroniki Reinholda Curickiego z 1687r.

                                                                                                                                                                   Bezdomnym nie pozwalano umierać na mrozie jak to miało miejsce w Polsce XXI wieku (220 osób do 25 stycznia 2010r.). Najstarszy szpital pod nazwą św. Ducha wzmiankowany jest w 1333 r. W 1342 r. istniał szpital z kościołem św. Gertrudy dla podróżnych, na lewym brzegu kanału Raduni. Pod koniec tego stulecia powstał szpital z kaplicą pod wezwaniem św. Barbary (G. Danielewicz) W połowie XIV w. w ciągu obecnej ulicy Elżbietańskiej i Garncarskiej, istniał  szpital św. Jerzego, przeznaczony dla zakażnie chorych.  Był następny szpital zakażny św. Rocha, szpital św. Elżbiety i poza obrębem miasta szpital Bożego Ciała.  

 

 Szpital chorych na ospę - rycina z kroniki Reinholda Curickiego z 1687r.

      Na początku XV wieku założono przy Łagiewnikach z inicjatywy bractwa żeglarzy szpital św. Jakuba dla chorych i starych ludzi morza. Szpitalem głównym Gdańska od XVI wieku był Lazaret ( na miejscu obecnej Dyrekcji Kolei). Około 1530 roku władze miejskie Gdańska przystąpiły do poważniejszych reform lecznictwa. Utworzono wówczas instytucję „miejskiego fizyka" - lekarza na etacie rady, którego obowiązkiem było czuwanie nad stanem zdrowotnym miasta, zwalczanie zarazy, kontrola działalności lekarzy, aptek i chirurgów. Był egzaminatorem tych wszystkich zanim otrzymali zezwolenie na prowadzenie zakładu.


Porad medycznych udzielali w owym czasie także aptekarze, mimo iż ordynacja z 1597 r. zakazywała im tego. Sieć aptek w Gdańsku była dość gęsta. Obok prywatnych istniała duża Apteka Miejska, należąca do rady. Apteką Miejską w drugiej połowie XVI wieku kierował znany uczony Jan Placatomus. Był pierwszym na terenie Gdańska profesorem propedeutyki lekarskiej. Na podstawie dzieła Heliusza opracował podręcznik farmaceutyczny wydany w Antwerpii w 1560r.                                                                                                                         Leki sporządzano głównie z ziół, zbieranych w okolicy miasta, sprowadzanych z zagranicy lub hodowanych w specjalnych ogródkach. Obok ziół, także chemikalia, wino, miód, wódka, ocet. To były główne składniki lekarstw. Bardzo rozpowszechnionym stosowanym przy różnych dolegliwościach medykamentem był plaster zwany „łaska Boża". Sporządzano go z soku biedrzeńca, koszyczka, bukwicy, z dodatkiem białego wina, żywicy sosnowej, wosku, myrry, kadzidła, mastyku, terpentyny i lipożywicy galbanowej. Inny „modny środek , zapisywany przeciw zapaleniom, sporządzony z miodu, palonego siarczanu miedzi, mączki jęczmiennej i winnego octu. Było to drogie lekarstwo, niedostępne dla biedoty. Stosowano również średniowieczne stare metody leczenia opartych na związkach medycyny z gwiazdami. Ruchy planet i ich konstelacje stawały się pomocniczymi środkami w prowadzeniu leczenia. Chirurg otwierający żyły dla leczenia dymienic ludzi dotkniętych dżumą kierował się często wiarą w astrologię. Jeszcze w XVI w. spotykamy się w Gdańsku z urzędową funkcją astrologa miejskiego, związanego ze stanowiskiem fizyka, czyli lekarza miejskiego. Takim był doktor Wilhelm Miscocaus ( 1511 - 1595), który wydarzenia polityczne i ekonomiczne, jak również wskazówki związane ze stanem zdrowia pacjenta odczytywał  z pozycji planet i ruchów gwiazd, podporządkowując te wyrocznie potrzebom wiary. Opracowywał i wydawał również stosowne kalendarze.

 

Wilhelm Misocacus , lekarz i astronom gdański , (ze zbiorów BG PAN)

.W naukowy sposób botaniką zajął się Mikołaj Oelhav ( 1604 - 1643) który był lekarzem miejskim i nadwornym lekarzem  króla Władysława IV. Opracował zielnik zawierający opis 350 roślin leczniczych rosnących dziko w okolicach Gdańska i wydał go drukiem pod tytułem: Elenchus plantarum circa nobile Borussorum Dantiscum sua sponte nascentium . Interesowno się też walorami leczniczymi bursztynu. Opisywali je : Seweryn Goebel, Andrzej Aurifaber, Daniel Hermann. W drugiej połowie XVII wieku, Gdańsk stał się głównym ośrodkiem naukowym w Polsce. Decydującym czynnikiem, który przyciągał uczonych  było otwarcie w 1584 r. katedry medycyny przy Gimnazjum Akademickim. Wygłaszane tu wykłady i prelekcje przyciągały, oprócz studentów, również praktykujących lekarzy. Osiągnięcia naukowe i lecznicze medyków gdańskich wyróżniały się na tle krajowym. Był to rezultat stałego dopływu kadr lekarskich , wykształconych w głośnych ośrodkach medycznych w Padwie, Montpelier, Bazylei, Oksfordzie i Kopenhadze. Największe sukcesy odniosła medycyna gdańska w dziedzinie anatomii i krążenia krwi. Pierwsze wykłady z anatomii odbyły się już w 1568 r. , a więc wcześniej niż w jakimkolwiek innym ośrodku w Polsce (Historia Gdańska t.II). Zainicjował je Andrzej Franckerberger , przedstawiając słuchaczom poglądy Andrzeja Vesaliusa, twórcy nowoczesnej anatomii. Po nim zajęcia z tego przedmiotu prowadził Jan Mathesius (1544 - 1607), który był pierwszym oficjalnym profesorem anatomii w Polsce. Po studiach w Niemczech i Włoszech, przybył w 1580 r. do Gdańska aby objąć katedrę anatomii i medycyny w Gimnazjum.


Pokaz z anatomii (ze zb. BG PAN )

 Rok 1636 przyniósł założenie w Gdańsku ta zwanego Collegium Medicum, pierwszej izby lekarskiej, mającej za zadanie dbać o wysoki poziom lecznictwa. Odtąd, aby uprawiać zawód, trzeba było przedstawić w Collegium dyplom ukończenia wydziału medycznego na jednym z uniwersytetów, a prócz tego poddać się egzaminowi przed komisją. W roku 1677 dodano do tego obowiązek wygłoszenia wykładu na zadany temat. Lekarze gdańscy dobrze orientowali się w anatomii ludzkiego ciała. Przeprowadzano liczne sekcje zwłok ludzkich ( wykorzystywano ciała biednych zmarłych, skazanych na karę śmierci). Organizowano publiczne prelekcje. Słynął z nich doktor Joachim Oelhav (1570 - 1630) , a które zostały wydane drukiem. Studiował on w Wittenberdze, Altdorfie, Krakowie, Padwie i Montpelier, korzystając ze stypendium Rady Miejskiej. To on dokonał pierwszej publicznej w Polsce sekcji zwłok w 1613 r. Interesował się problematyką związaną z nauką o krążeniu krwi, wyprzedzając w tym zakresie poczynania właściwego twórcy tej nauki, Wiliama Harveya. Najwybitniejszym lekarzem w Gdańsku w tym okresie był Wawrzyniec Eichstadt (1596 - 1660). W 1645 r. objął stanowisko profesora matematyki i medycyny w Gimnazjum Gdańskim, propagując tam kierunek zwany jatrometrią, polegający na łączeniu tych dwóch dziedzin wiedzy. Eichstadt opublikował wiele rozpraw medycznych. Utrzymywał liczne kontakty naukowe z uczonymi w kraju i zagranicą, dzięki czemu gdański ośrodek medycyny zyskał rozgłos. Działali w Gdańsku jeszcze inni lekarze jak: Jakub Schade, Henryk Heyll, Tobias Maius.  Kiedy pewnego dnia zapowiedziano publiczną sekcję zwłok...krokodyla, to była sensacja na skalę całego miasta. W mieście w XVII w. przeprowadzano szereg dość skomplikowanych operacji np.: usuwano kamienie z pęcherza moczowego, zaćmę. Gdański uczeń Eskulapa Daniel Becker zwany „pruskim Hipokratesem" wykładał w Królewcu, następnie sprowadzono go do Warszawy.  Bardzo znana była cała „familia lekarska" Schmidtów. Założycielem dynastii był Jakub Schmidt, z łacińska zwany Fabriciusem. Daniel Schmidt ur. W 1588 r., absolwent Gdańskiego Gimnazjum i uniwersytetu w Wittenberdze, od 1636 r. pełnił on w Gdańsku funkcję „fizyka miejskiego". Jego syn Jan ur. w 1623 r. po studiach na wielu zagranicznych uniwersytetach założył prywatną praktykę, oraz objął posadę „fizyka miejskiego" w 1664 r.

 

 Portret Joannesa Gabriela Schmiedta (1635 - 1686) lekarza i rajcy gdańskiego(ryc. A. Stech, Muzeum Narodowe w Gdańsku)

 W 1610r. powstał w Gdańsku specjalny urząd „akuszerki miejskiej', której rada wyznaczyła pobory roczne w wysokości 100 grzywien, ale docierała ona tylko do niewielkiej liczby położnic zamożniejszych. Pierwszym obywatelem gdańskim, który otrzymał tytuł aptekarza królewskiego był Jerzy Zimmermann w roku 1516.

 Oto jedna z recept ówczesnych;

Pył kory brzozowej                                      pół szklanicy  octu

część lisiego płuca                                     tuzin plastrów miodu

korzeń mandragory                                   sproszkowany ząb dzika

balsam jodłowy                                        ćwierć funta szałwii

zmielony róg jelenia                                 jeden koral

ćwierć perły                                              dwie uncje ałunu

kwarta białego wina                                łyżka ruty

ułamek ametystu                                      trzy uncje rtęci

mała kość żubra                                      proszek pumeksowy

               

W XVI i XVII wieku gdańszczanie polecali na dolegliwości żołądka i wątroby, piołun pontyjski. Na choroby płucne skuteczny rzekomo miał być psi smalec, zaś niedomagania serca kurowano okładami z rogu jednorożca.

Co kilkanaście lat przechodziły przez Gdańsk wielkie zarazy, będące postrachem mieszkańców. W 1529 r. „morowe powietrze" porwało rzekomo sześć tysięcy mieszczan. W roku 1549 zmarło z powodu „zakażnej gorączki" 20 tysięcy ludzi, a w roku 1564 - 18 tysięcy.

Gdy  w roku 1709 panowało w Gdańsku „morowe powietrze" , po mieście krążyła drukowana ulotka informująca, że liczba ofiar przekroczyła 40 tysięcy. Magiczne słowo „mór" wywoływało wybuch histerycznego przerażenia. Zmarłych chowano pośpiesznie bez zwykłych ceremonii.  

 

Dom dobroczynności w Gdańsku

   Chorzy pozbawieni byli właściwie jakiejkolwiek opieki, uciekała od nich rodzina, sąsiedzi, przyjaciele. W roku 1629 miasto zatrudniło pewnego starego łaziebnika, wyznaczając mu 6 guldenów tygodniowo, zobowiązując do „odwiedzania' domów dotkniętych zarazą. W 1639 r. utworzono urząd lekarza do opieki nad chorymi w czasie zarazy. Otrzymywał za to 100 guldenów miesięcznie . Było to duże wynagrodzenie, związane  z niewątpliwym ryzykiem.
 W 1636 roku postanowiono utworzyć coś w rodzaju kwarantanny, do tego celu przeznaczono oddzielne pomieszczenie. Zaraza przenikała z dowożonymi towarami i osobami  z zewnątrz odwiedzającymi Gdańsk. Szerokie opracowanie lecznictwa w Gdańsku znajdziemy : Sokół S., Medycyna w Gdańsku w dobie Odrodzenia 1960.

Patrycjat i bogaci mieszczanie w pośpiechu opuszczali miasto, przenosząc się do swych wiejskich posiadłości, czekając na ustąpienie zarazy.

Do tej części  artykułu wykorzystałem fragmenty mojego opracowania pod tytułem „Wielcy Gdańszczanie" . Wielcy - odnosi się  do wszystkich lekarzy śpieszących na pomoc jej potrzebującym w tamtym okresie. Żródła informują o częstych zgonach tychże lekarzy obok swych podopiecznych w czasie zarazy.

                                                                          *

Używając słów naszego wielkiego poety epoki renesansu  Jana Kochanowskiego z Czarnolasu, „szlachetne zdrowie” zepsuło się mi i znalazłem się na sali szpitalnej w roli pacjenta w ogóle po raz drugi.  Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się  to kilkanaście lat temu w USA, gdzie pracowałem przez kilka lat. Był to krótki okres leczenia pourazowego, ale dla mnie bardzo ciekawy i pouczający. Pouczający z tego względu, że osławione już dzisiaj u nas standardy ISO 9001 tam już były stosowane w praktyce szpitalnej. Nie jest ważne czy one akurat tak się nazywały. Chodzi o standardy, czyli mówiąc potocznie, chodzi o porządki szeroko pojmowane. W tym przypadku o porządki szpitalne.  Zaczyna się tam - jak zapewne w całym cywilizowanym świecie ,  od rejestracji pacjenta, przy czym ważną rzeczą -  tak samo jak z czym się człowiek zgłasza – jest ubezpieczenie.  Wiadomo, że gdzie mają być standardy, tam muszą być pieniądze do ich realizacji . Bez pieniędzy leczą szamani afrykańscy i oszołomy polityczne we współczesnej Polsce, rzekomo reformując tzw. służbę zdrowia. Konia z rzędem temu kto mi doniesie za mojego życia o udanej tejże reformie. A wystarczyłoby skopiować jedno sprawdzone rozwiązanie np. szwedzkie w zakresie funkcjonowania lecznictwa. W Gdańsku w średniowieczu też  nie brakowało szamanów jak wykazał powyższy tekst historyczny.  Moje spostrzeżenia ograniczam do zachowań personelu i warunków lokalowych. Organizacja pracy personelu dopięta była do perfekcji. Według mnie zakrawało to na jakiś automatyzm. Wszyscy byli w ciągłym sensownym ruchu  z pół uśmiechem  na ustach, też automatycznym. Taki standard. W oczach natomiast nie było już takiego szczerego entuzjazmu, raczej marzenie o końcowych minutach zmiany. Serdeczność w oczach miały Polki zatrudnione w szpitalu, które wcale nie zarabiały tam dużo jak na tamtejsze warunki. Co do czystości pomieszczeń szpitalnych, to Amerykanom trudno byłoby dorównać. Byłem również w szpitalu arabskim gdy pracowałem w Libii na pustyni saharyjskiej, kiedy zawiozłem tam kolegę, który uległ porażeniu prądem elektrycznym. O standardach należy zapomnieć w rozumieniu naszym. Łóżko chorego oblepione było rodziną co najmniej 10 osobową, a najbardziej współczujący próbowali nawet położyć się obok chorego. Tutaj funkcjonowały obyczaje a nie standardy.

Jak rzekłem był to mój pierwszy pobyt w szpitalu w roli pacjenta.  Drugi raz w życiu a pierwszy raz w Polsce ( mam 72 lata)  zdarzyło się „ zepsucie zdrowia”, które zmusiło mnie do wizyty w szpitalu na oddziale neurologii w Wejherowie. Rutynowe przyjęcie – rejestracja pacjenta, następnie przeniesienie ( przewiezienie) do sali na łóżko i pierwsze wrażenia i porównania. Mimo woli, tak już jest. Długi lśniącymi kafelkami wyłożony korytarz , gdzieś tam na końcu sala i łóżko dla mnie. Sala pachnąca czystością w miłych kolorach i ciepłym oświetleniu. W sali oprzyrządowanie ( na którym się nie znam i nie muszę), które objęło mnie swoimi gumowymi mackami , płynami itp. Obok siebie zauważyłem to czego nie było w Ameryce, a mianowicie ludzi którzy mieli w oczach życzliwość. Oprócz czynności czysto merytorycznych, mieli życzliwość. Oddziaływanie psychologiczne tego spostrzeżenia jest niewiarygodnie duże i skuteczne. Pierwszym moim „aniołem stróżem’ przez całą noc  w zasięgu ręki była Pani  Krystyna Florkowska.                                                                                                                               Pełną głębie podziwu dla każdego członka tego oddziału - a dla Pani Krystyny szczególnie - oddaje ten piękny wiersz:


Ten jest największy między ludżmi,

Kto umie służyć

I  poświęca siebie 

  Dla dobra innych                                                                                                                                                

 Adam Mickiewicz 


Rano krzątanina, każdy zna swoje obowiązki, tempo iście amerykańskie, stroje personelu bielutkie ,wykrochmalone i wyprasowane. Moje „ zepsute zdrowie” jakby się poprawiło i postanowiłem połazić po oddziale. Spotykam tablicę informacyjną, która mnie informuje o stosownych standardach ISO 9001 w tym szpitalu, oczywiście i na tym oddziale. W tym momencie wszystko stało się jasne. Jest certyfikat - tak trzymać. Korytarz jest przyozdobiony pięknymi obrazkami malowanymi na szkle przez dzieci ze Szkoły Społecznej w Wejherowie. Nie udało mi się dowiedzieć jak powstała ta piękna inicjatywa. Na zakończenie trochę dziegciu do słoika miodu. Identyfikatory to mogliby wszyscy pracownicy oddziału nosić.  Zaś co do wyżywienia to niezapomniany dr. Jagalski kiedyś powiedział skarżącemu się pacjentowi: Tutaj nie jest tuczarnia,  lecz szpital.

                                    Pozostaję z szacunkiem 

 

                   

 

 

 

 

 


oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Karnawałowy felietonik

czwartek, 03 lutego 2011 18:57

Politycznie, ale mdło... i to w karnawale!

 

Miało być politycznie, może nawet bardzo, tymczasem głównym aktorom ponoć z opozycji ( wobec kogo lub czego? )możliwości wyczerpują się ciurkiem – mówiąc słowami dawnej piosenki. Podpowiadam: spójrzcie w lustro a zobaczycie opozycję...swoją .  O katastrofie powiedziano już wszystko, no...  prawie wszystko. Nawiedzony guru mający kontakty pozagrobowe obwieszczał nam codziennie swe doznana i ogłaszał je  publicznie z kamienną twarzą kierując wzrok to w górę to w bok „prawy” jak przystało na prawicowca. Żeby było bardziej wiarygodnie. Sfora gazeciarzy z portalem wirtualna p. na czele wypisują niestworzone rzeczy mające być wg. ich kwalifikacji dziennikarskich , sensacjami politycznymi dnia, tymczasem nawet  komentatorzy spod butki z piwem czy też bliscy im  tzw. posłowie już zmęczyli się komentować i  budować swoją przyszłość polityczną na tych wydarzeniach. Pewna grupa spadochroniarek naprawdę uwierzyła w kolejny „cud nad Wisłą” i czym prędzej założyła własne zgromadzenie ludowe – bez ludu! No bo ile można - bądż co bądż  -  ciekawy lud  żywić taką  miernotą. Sławna dama z gabinetu figur woskowych też jakby siadła. Czyżby i jej możliwości wyczerpały się ciurkiem? Powiedziałem wyżej, że prawie wszystko. Oczywiście, nie powiedziano nam jeszcze o zmartwychwstaniach związanych z tym tematem. To jest jeszcze przed nami. Są pewne trudności z identyfikacją , ale dusze przecież są niematerialne i trzeba to zrozumieć. Dobrze nam wszystkim znajomy imieniem Kryzys, daje się nam co raz bardziej we znaki. Należy poważnie już teraz na początku roku pomyśleć o hulajnogach, które wprowadzą nas do Europy tj. takiej gdzie pomimo tego złośliwego faceta o imieniu  Kryzys, autostrady nie zdążą zarosnąć trawą. My na pewno  będziemy widoczni w Europie  tyle, że obok ciągłej linii oddzielającej jezdnię od pobocza. Ja jestem w tej dobrej sytuacji, gdyż posiadam doświadczenie w przemieszczaniu się ( trudno mówić tutaj o jeżdzie) obok tej ciągłej linii kiedy to podróżowałem fiatem 126 p do Grecji w okresie tzw. otwarcia Gierkowskiego. Dojechałem , zobaczyłem kanał, (który złotą łopatą zaczął budować cesarz niejaki Neron) zwyciężyłem odległość i wróciłem przez góry Jugosławii, tak Fiatem 126p. Posłużyłem się nieco zmodyfikowanym zawołaniem innego cesarza, chyba Cezara. Przypominam o tym dlatego, aby podnieść na duchu tych którzy mają samochody , ale nie będą mieli dostatecznej ilości pieniędzy na najdroższe w Europie paliwo do tych pojazdów. Hulajnoga Rodacy Hulajnoga! Mógłbym przypomnieć kilka zawołań naszej doskonałej tv. Publicznej o zaletach hulajnogi. Dobrze, że reklamy wypierają inne durne programy. Jeżeli już małpować zachodnie programy, to owszem, ale pożyteczne, kształcące, nacechowane humanizmem i braterstwem między narodami, ukazujące historię rozwoju różnych narodów, wszystkich narodów, a nie tylko z okolic Vaticano. Obecna oferta programowa naszej tv. jest typu gadających głów. Dialogujących głów, charakterystyczna dla programów radiowych. Seriale kierowane dla wąskiej grupy telewidzów nie spełniają wymogów telewizji publicznej. W polskiej tv. nastąpiło cofnięcie się poziomu. O rozwoju  na miarę XXI wieku nie ma mowy. Kolejne  ekipy zarzadzające i zespoły "winogron"walczą o forsę i tylko forsę. O telewizji spełniajacej "misję społeczną "należy w Polsce zapomnieć. Naród który wydobył się 20 lat temu z najcięższej niewoli wszechczasów musi przecież  przejść edukację typu vanish itp. Reklamy te również leczą nas nawet z niemocy seksualnej -  co jest ich największym sukcesem, ponadto stawiają na nogach tych którym ciała płci obojga zwiotczały i sparszywiały. To że,  kilku padło przy okazji niby o końskim i niedżwiedzim zdrowiu, jest tylko ceną rozwoju medycyny. Ktoż przecież musi zostać królikiem doświadczalnym. Jest to również odskocznia od programów – chyba tanich na które szkoda abonamentu - kiedy ksiądz ściga łamiących prawo, a łamiący prawo wykłada ewangelię i teologię, proboszcz interpretuje ( pomijając papieża) celibat, wielokadencyjny wójt kombinuje od rana do wieczora jak tu wejść do panteonu no właśnie ... jakiego. Przepisów drogowych nie łamie, kochankę ma tylko jedną, spowiada się regularnie. Przeszkodą są tylko małe pieski gryzące pięty zasłużonego. Nie jest łatwo wyjść z tego wszystkiego czystym. Dotychczas nie zdarzyło się aby ktoś ( poza żoną Cezara) był poza wszelkimi podejrzeniami. Paparazzi chcą wszystko wiedzieć i widzieć. Nic się nie uda ukryć. Weżmy premiera ze strefy środziemnomorskiej, który zatrudnił dwadzieścia najpiękniejszych  latorośli aby go nauczyły orgii. Ma facet ponad siedemdziesiątke i okazał się zupełnym analfabetą w tej wspaniałej dziedzinie. Nawet nasi świetnie wyedukowani seksuolodzy w sutannach w publicznej tv. są daleko w tyle. A przecież podróżują po świecie. Nie tak znowu daleko im do premiera po siedemdziesiątce. Jest chrześcijaninem, na pewno by pomógł. U nas wszystko musi być po naszemu, to znaczy do góry nogami.  Aktor zamiast grać Fredrę zarabia krocie na łyżwach. Jego koledzy wysoko punktują i forsa publiczna leci. Forsy jest dość tylko trzeba znać kanały. Pardon...nie mowi się forsa tylko kasa. Trzeba jeszcze baczyć aby nie znależć się w kanale ale... kloaki. Strumień gotówki płynie w przeróżnych kierunkach. Ostatnio nie włączam naszej tv. gdyż tak się zdarza, że kiedy wezmę pilota do reki i kliknę, natychmiast pojawia się facet lub facetka trzymająca pistolet wycelowany w moją niewinną osobę. Zmieniam kanał a tu ładna babka dusi faceta aż mu cieknie z nogawek . Klikam trzeci a tu leci powtórka info od trzech dni bez zmian. Zwariować można. Kiedyś popędzono mnie kijem do nauki angielskiego i niemieckiego. Opłaciło się,  dzisiaj mając talerz sat. i 500 programów daje się ujść z życiem. Są na świecie jednak stacje bez wycelowanego pistoletu w telewidza. Polecam,  nawet bez znajomości języka. Czekają nas w tym półroczu niezwykłe wydarzenia. Grono 2500 błogosławionych ma się powiększyć o Rodaka. Pytany kiedyś pewien watykanista o dokładną liczbę świętych, powiedział, że może ją podać, ale z dokładnością do 500. Ważnym politycznym  wydarzeniem jest pojawienie się u nas  wyznawcy Woltera w obszarze tolerancji i równouprawnienia światopoglądowego i materialnego. Zjawisko dość ciekawe, mogące w naszej mentalności zamieszać. Mam na myśli mentalność młodego i średniego pokolenia. Starsze pokolenie nie porzuci naszego Papieża i ...Lenina. W ostatnich dniach pojawiła się grupa natchnionych i obrażonych , którzy wprowadzą z powrotem cenzurę i inkwizycję. Tylko patrzeć a pojawią się stosy słomy plus trochę benzyny i już będzie po przeciwnikach. Polacy to już przerabiali w XVII i XVIII wieku. Tylko pogratulować pomysłu.Pikanterii dodaje fakt, że do boju ruszają młodzi ludzie zdawałoby się wykształceni europejczycy. Myślę, ze wykształceni to oni są, ale przez wydziały teologiczne licznych uczelni tego typu w Polsce. Ich bojowym zawołaniem jest 'bronić dogmatów". Dogmatem ( empirycznym) jest to np. , że ziemia jest okrągła, zatem czego tutaj bronić ? Takich ogłupiających  "reformatorów" uczelnie zagraniczne nie obdarzają dyplomami. Żyzną glebą ciemnogrodu jest ta ziemia. 

To też zalicza się do znaków czasu. Przeciwnicy tych znaków wydają bojowe okrzyki co jakiś czas, ale przysłowie arabskie mówi „ psy szczekają a karawana idzie dalej”.

Zaś , co do karnawału zapraszam na parkiet, z tym że na parkiecie obecnie nie tańczy się, lecz „ robi się co się chce”. Przyjemnej zabawy!


oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 18 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  145 195  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości