Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 731 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Zwyczaje ...

środa, 30 marca 2011 20:40



Wiosenne choroby...

 

Oskar Kolberg jako etnograf i folklorysta odbył ok. trzymiesięczną wyprawę na Pomorze przed rokiem 1875.

W tomie pt. Pomorze znajdujemy takie oto fragmenty;

                                                    Choroby

Okolice Chojnic

1. Jest tu sławny na całą okolicę Jeneralski, wyrobnik, oszust umiejący korzystać z wiary, jaką lud w nim pokłada; chociaż niedorzeczne jego wyrocznie , nieraz już były powodem nieszczęścia  i niezgody między sąsiadami i rodzinami. On jest lekarzem , wróżnikiem, słowem – wszystkim. Przytoczę jedną tylko z jego sztuczek:

„ Około Wielkiejnocy z r. 1836 we wsi Wałdowie ( gdzie pełno czarownic) zachorowała dwunastoletnia dziewczynka na rodzaj magliny. Sąsiady zdecydowały, że jej diabła zadano. Nie ma na to innego lekarstwa, trzeba się udać do Jeneralskiego. Ten wybadawszy wszystko, oświadczył, ze chora jest opętana i ze od  drugiej dziewczynki , towarzyszki szkolnej , ma zadanych trzech  diabłów, z których jednemu jest na imię Macioś, drugiemu Bartoś a trzeciemu Kubaś; ponieważ zaś chora bardzo cierpiała, zatem było to z przyczyny rozgniewania pana Maciosia, któremu przy wymiotach ogon się urwał i w postaci czarnego pióra pokazał. Wróży Jeneralski także rzeczy skradzione; a obawa przed jego potęgą nieraz pomaga uszkodzonemu do odzyskania straty. Niepowodzenia kuracji lub wróżbiarstwa, choć przewyższające w liczbie, nie jego przypisują winie i bynajmniej nie czynią uszczerbku jego sławie”.

2.W Wielki Piątek zasłaniać zwierciadła, żeby się nie przeglądać; dla zapobieżenia bólu głowy.

3. Gdy ksiądz  po udzieleniu sakramentu odchodzi od chorego, a dym od świecy zagaszonej idzie w jego stronę ( księdza) , to hory musi umierać.

4. Jeśli umarły ma oko przymknięte, a drugie otwarte nieco, to ktoś z rodziny umrze.

5. Mądre czy nawiedzone każą choremu pić wódkę z pajęczyną albo z prochem (pyłem) , spod progu wziętym

6. Chłop chory ma macicę.

7. Mądrzy i mądre najczęściej magnetyzują chorego i dają zioła do picia.

 

Pod Toruniem

8. Mądra pod Toruniem , zaklęcia w chorobie: jeśli z wiatru, idż na wiatry – żeliś z wody , idż na wodę.

9. Chory na febrę zawiązuje tasiemkę lub powrósło na jakimkolwiek drzewie. Kto ją odwiąże , zabiera razem i febrę ze sobą.

10. Że owczarze ważną rolę odgrywali w przepowiedniach u Słowian lechickich.

 

                                   Demony i inne

1. Skrzaty, czyli latawce, są to dzieci bez chrztu zmarłe, które dobrym ludziom , to jest cnotliwym i bogobojnym, zabierają plony i znoszą złym, to jest mającym związki z czartem.

Czarownicą jest kobieta , która nie może znieść dymu z czarciego łajna.

2.Mory , duchy i znane powszechnie przyroki (uroki) mają tu bardzo wielką powagę.

4. Zmora jedzie w rzeszocie lub na rzeszocie – i w nim się obraca , wydając głos : firut! Firut!. Siada w nocy na piersi człowieka i dusi go. Duszony czuje ten ciężar, ale za slaby jest by zbudzić się i ciężar otrząsnąć. Jeżeli się obudzi uchwyci duszącą zmorę , to ta przemienia się w jakie zwierzątko, np. kota lub w inny jakowy przedmiot, nawet w owoc, najczęściej w gruszkę.

5. Skrzak jest to złe w postaci kota z ogonem na kształt miotły, z którego rzęsiste iskry się sypią. Wpada zwykle, gdy goniony na poddasze , odsypując goniącego złotem, albo wszami, według tego czy goniony jest usłużny dlań, czy nienawistny, więc czy na względy, czy na wzgardę jego zasługuje.

6. Krasnoludki są to malcy mieszkający już to w rozpadlinach ziemi, już w zwaliskach – w ogóle wszędzie , gdzie są jamy, jaskinie, nory. Występują dobroczynnie , przychodząc w pomoc uciśnionemu człowiekowi i wybawiając go czynem z niedoli.

7. Wielkoludy są w przeciwieństwie z tamtymi złe jakieś istoty, mało dziś już czynne i w pamięci zachowane. Czasami tylko groble i wywyższenia pewne ziemi noszą nazwę jakoby grobów wielkoludów.

8. Wywyższenia jałowe i pełne kamieni , gdzie dawniej były cmentarzyska , nazywają żale.

9. Czarownice tąż samą grają rolę jak gdzie indziej. W wilię św. Jana Chrzciciela wyjeżdżają na miotłach kominem, by ze swymi kumami (gachami) tańczyć po łysych górach o północy.

10. Zabobonnymi są i Żydzi. Raz pod Gdańskiem umarł Żyd stary i pochowali go na cmentarzu na wzgórzu blisko jeziora, w którym co wieczór odzywał się ptak bąk: ha! hu! – Myśliwy jeden, polując , usłyszał tego ptaka i przez żart doniósł nazajutrz synowi Żyda , że to nieboszczyk tak stęka. Syn zmarłego uwierzył, zwołał na cmentarz cały kahał Żydów aby się przekonać. Tu rzeczywiście usłyszawszy jęk jakoby podziemny, przerażeni uciekli Żydzi do domu. Następnego dnia, w samo południe , powtórnie udali się na cmentarz, odkopali  zmarłego i nie wiadomo co z nim zrobili. Dość na tym , gdy Zelich (syn zmarłego)zapytał myśliwego, czy jeszcze jęk daje się słyszeć, a otrzymawszy  przeczącą odpowiedż, wykrzyknął z radością: „Chwała Bogu , ze już pysk raz zamknął bo krzyczał jak szalony aj, waj!.

11. Na mszę dał syn – żeby się kradzież jego i ojca nie wydała.

12. Po nabożeństwie jest kazanie. Tuż po nim wypominki tj. kobiety chodzą do organisty stojącego na schodkach , dając po 3 grosze mówią mu np. za dusze rodziców – błogosławieństwo na pszczołach, na bydle, dzieciach, na pewną intencję itd. Organista szepcze to księdzu po cichu, który głośno: za dusze rodziców itd., módlmy się za Cerlińskiego, co pojechal do Pecka po sece, żebe wrócił i nie wrócił.

12. Mróz 10 marca zwiastuje 40 mrozów.

                                                                         *

Stan oświaty rolniczej

 

W Prusach Zachodnich stosunki rolnicze są pomyślniejsze niż w Poznańskim. Tu możni włościanie posyłają synów do gimnazjum, lecz gdy ukończą kilka klas, przenoszą ich do szkoły rolniczej, oddają na praktykę do lepszego gospodarstwa lub wreszcie w domu rodzicielskim i ojcowskim gospodarstwie do dalszego zawodu się przygotowują. W Prusach Zachodnich wydano „Gospodarza” (Łyskowski) , tu też powołano do życia pierwsze pismo rolnicze dla włościan –  (Krasiewicz) „Piast”; Rozwijają się towarzystwa rolnicze i spółki pożyczkowe. Ważną instytucją podnoszącą moralność ludności jest wychowanie małych dzieci tzw. „ochrona”. Zakładano również ochronki , które jednak na szeroką skalę się nie przyjęły. Dzisiejsze przedszkola wiejskie nie są niczym nowym.

Królewska rejencja gdańska wydała pod dniem 1 grudnia 1870 r. rozporządzenie nakazujące nauczycielom starszych chłopców po szkołach uczyć hodowania drzew owocowych . Takie rozporządzenie przydałoby się jeszcze dzisiaj na niektórych wsiach, gdzie wokół nawet nowego domu nie ma ani jednego drzewka. Po wioskach zawsze mało jest drzew owocowych, a sad porządny , założony i utrzymany jak należy, bardzo rzadko się napotyka; najwyżej gdzie za chałupą stoi jabłoń albo grusza co już kilka pokoleń pamięta. Skąd się mają wziąć sady, kiedy u nas mało kto z drzewkami owocowymi obchodzić się potrafi? Jeśli gdzie znajdziesz sadek, to chyba same wiśnie, bo jak te podrosną , to i same rodzą bez uszlachetnienia. Tak opisywał ten stan Pielgrzym , Pelplin 1871 r.

                                                                     *

 

 


oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zwyczaje

niedziela, 27 marca 2011 19:37

Po Zapustach Środa Popielcowa i Śródpoście.

(Oskar Kolberg - Zwyczaje)

 

1. W Strzepczu młoda tegoroczna mężatka w Środę Popielcową winna się wykupić babom; ciągną ją na ożegu – podwoziu (sadzając na koniu) , a inne asystują do karczmy.

 

2. Okolice Wąbrzeżna - Popielec, czyli Wstępna Środa. Z rana wszyscy czasowi idą do kościoła. Po nabożeństwie i jedzeniu do karczmy spieszą aż do wieczora. Tam jest zabawa, lecz bez muzyki i śpiewów (tj. piją i gawędzą).Każda nowo zamężna i nowo przybyła do wsi jest prowadzona w asystencji kilku mężatek do karczmy; jeżeli jest sanna , to saneczkami , jeżeli nie ma , to samociążkiem  ( dwukonnym wózkiem ). Wózek ten przystrojony jakoby powozik , tj. okryty płachtami; zaprzężony czterema chłopami (żonatymi), z których jeden albo dwóch mają baty i nimi pękają, a sami wierzgają i udają konie. W karczmie mężatka tak przywieziona wykupuje im się wódką i piwem. Mężczyżni w tym roku ożenieni , którzy tam się znajdują lub chwytani przez baby, są tam przyprowadzani , także się winni babom wykupić, które , nim to nastąpi, udają, że ich golą  tj. nacierają śniegiem niby mydłem brodę i skrobią ją tępym nożem lub trzonkiem blaszanej łyżki, lub że ich leczą , np. jakoby felczer krew im puszczał tępym nożem nie kalecząc. Każdy wchodzący do karczmy jest osypany popiołem ; w tym celu zawiesza się u drzwi karczmy z zewnątrz sito u którego sznurek przywiązany ciągniony jest przez karczmarkę za stołem.

 

3. W Śródpoście na Ziemi Michałowskiej okna i drzwi zamknięte zarzucają gnojem rozrobionym w garnku ( niby: wybijają żur).

 

Na Ziemi Chełmińskiej nie robią żuru (tylko biedniejsi) i nie jedzą go; lub zamiast zasmarować , to postawią lub położą na komin na dachu.

                                                                          *

Wielki Piątek za Boże rany biją się rózgami; tj. parobcy dziewczęta i dziewczęta parobków rano, często nim wstaną , jeszcze do dnia.

                                                                             *

Czym jest człowiek ?

  ( Seneca)

Naczyniem łatwym do rozbicia za najlżejszym wstrząśnięciem, za najlżejszym stuknięciem. Nie trzeba wielkiej burzy by cię zdruzgotać. W które miejsce zostaniesz rażony, w proch się rozpadniesz. Czym jest człowiek? Ułomnym i niedołężnym ciałem, nagim , ze swej natury bezbronnym, cudzej pomocy potrzebującym, rzuconym na wszelką poniewierkę losu, a choć nawet ma dobrze wyćwiczone muskuły, staje się pastwą pierwszej lepszej bestii ofiarą. Ze słabych i nietrwałych tworzyw ono utkane, ulega rozkładowi, przez własne środki żywności zagrożone, raz mdleje z ich niedostatku, raz znowu pęka z nadmiaru. Obarczone namiętnościami nie na wiele przydatne. Jest wiecznym żródłem samoudręki człowieka. Mamy dziwować się obecności śmierci w tym ciele śmierci, do której potrzeba jednego głębszego oddechu? Wśród płaczu do życia się rodzi, w ciągu życia ile wrzawy wszczyna to wzgardzone stworzenie! Jednak, zapominając o słabościach swojej natury, do jakich dumnych zmysłów się wzbija! Sprawy nieśmiertelne i wieczne snuje w swej myśli i wydaje rozporządzenia dotyczące wnuków i prawnuków. Tymczasem kiedy na daleką przyszłość układa swe plany, śmierć je porywa, a to co nazywa się starością  jest obrotem lat bardzo nielicznych.

 

Dusza ludzka nie jest przecież w pełni boska. Z boskością łączy ją to, co aktywne, energiczne, zwrócone ku działaniu i sprzeciwiające się obezwładniającym ją elementom , które ściągają ducha ku najcięższym partiom uniwersum, zagrażają jego energii, rwą nerwy i podporządkowują go nakazom  rozkoszy. Takie ciążenie jest ciążeniem ciała, ciążeniem naszej zwierzęcości.

 

Pojedyncze dni uważaj za osobne żywoty.

 

Nie otrzymujemy krótkiego życia, lecz je takim czynimy. Nie brakuje nam czasu, lecz trwonimy go.

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Okruchy naszej współczesnej przodkowskiej historii - część szósta

środa, 23 marca 2011 17:14

 

 

Budżet Gminy Przodkowo 2007 -część szósta  

 

Kształcenie zawodowe młodych kadr.

 

Ze sprawozdania wójta z wykonania budżetu za rok 2007 poddany został analizie  kolejny wydatek zapisany  tam następująco: „ 336.654 zł – wydatki na dofinansowanie pracodawcom kosztów przygotowania zawodowego młodocianych pracowników”.

 

Jak widać kwota pokażna będąca tzw. dotacją celową – przekazywana przez Pomorski  Urząd Wojewódzki w Gdańsku.

Gmina Przodkowo występuje tutaj jako pośrednik w przekazywaniu tej dotacji. Ponieważ są to środki publiczne,  jako takie zawsze budzą zainteresowanie społeczne w jaki sposób są spożytkowane.

Ta forma kształcenia młodocianych nie jest nową. Jej zaletą jest to, że kształci fachowców akurat takich specjalności na jakie jest zapotrzebowanie rynku pracy. To nie udaje się zawsze np. szkolnictwu innego typu. Podobnie zresztą jest z kształceniem na uczelniach wyższych. Mam dziwne szczęście, gdy pytam jaki kierunek studiów ukończyłeś – przeważnie słyszę – teologię. Nooo,  nie chciałbym wjeżdżać na wiadukt który zbudował teolog (sic!). Opatrzność nie zawsze ma czas i chęć zajmować się wytrzymałością konstrukcji. Nie zamierzam nic ujmować teologom, ale w skali trudności studiów nie ma porównania ze studiami politechnicznymi inżynierskimi. Znam inżynierów, którzy  odnosząc sukcesy,  pracują w swoich specjalnościach np. w Irlandii. Natomiast nie wiem czym zajmują się polscy teologowie ( nie mylić z duchownymi, ci jak powiedział kiedyś niejaki Urban – zawsze jakoś się wyżywią!)). Ta mała dygresja ma duże znaczenie przy wyborze kierunku zawodowego młodzieży, która chce pracować i żyć po swojemu. Chce pracować w zawodach, które dają im nie tylko pieniądze, ale i zadowolenie. Chce pracować w zawodzie w którym jest zapotrzebowanie na ręce do pracy. Jestem osobiście propagatorem tej formy kształcenia.

Wróćmy jednak do zasad kształcenia.

Wysokość kwoty dofinansowania jednego młodocianego zależy od długości okresu wynikającego z umowy o pracę w celu przygotowania zawodowego i wynosi:

a/ w przypadku nauki zawodu

- 4.587 zł –przy okresie kształcenia trwającym 24 miesiące

- 7.645 zł –przy okresie kształcenia trwającym 36 miesięcy

b/ w przypadku przyuczenia do wykonywanej określonej pracy

- 240 zł –za każdy pełny miesiąc kształcenia

                                                                         *

Pracodawców czyli zakładów pracy, które szkoliły w 2007 r.  młodocianych zawodowo z terenu  Gminy Przodkowo było 29. Przyznana dotacja w kwocie 336.654 zł, wykonana została w kwocie 300. 334, 81 zł.

Szkoliło się pracując 42 młodocianych z terenu naszej gminy. Zakłady szkolące usytuowane są w różnych miejscowościach, niekoniecznie w gminie.

W wykazie specjalności w których młodociani uczyli się znajdujemy:

Sprzedawca, stolarz, piekarz, wędliniarstwo, mechanik i blacharz samochodowy, tapicer, fryzjer, elektryk, krawiec, elektromechanik.

Można spokojnie powiedzieć, że ci młodzi doskonale wyczuwają zapotrzebowanie rynku pracy. Chwała im za to, gdyż nie ma nic bardziej demoralizującego młodego człowieka jak „zasiłek dla bezrobotnych”.

Urząd Gminy tutaj staje również na wysokości zadania w sferze organizacyjnej tych szkoleń.

 

Natomiast dla pełnego obrazu jest konieczne sprawdzenie warunków kształcenia i ich wyników. Młodociani, oprócz praktycznej nauki zawodu, uczą się teorii związanej z zawodem.

Analiza tego obszaru kształcenia z pewnością jest bardziej złożona. Wiadomo, że chcąc kogoś uczyć trzeba samemu odpowiadać warunkom wymaganym od nauczyciela. Nie jest ważne czy tym nauczycielem jest absolwent legitymujący się dyplomem uczelni wyższej czy tylko dyplomem czeladnika lub mistrza. Wymogi na stosownym poziomie są takie same. Dotyczy to wymagań merytorycznych jak i pedagogiczno - wychowawczych.

Tak samo ważne są opinie absolwentów  tych szkoleń. Na pewno sporo ważnych spostrzeżeń mają również  pracodawcy. Dopiero suma tych opinii i działań gwarantuje sukces szkoleniowo - wychowawczy.



Zgodnie z art. 70b w/w ustawy pracodawcy przysługuje dofinansowanie jeżeli:

a) pracodawca lub osoba prowadząca zakład w imieniu pracodawcy albo osoba zatrudniona u pracodawcy posiada kwalifikacje wymagane do prowadzenia przygotowania zawodowego młodocianych , określone  odrębnych przepisach ( Dz.U. Nr 60 poz. 278) tj. przedkłada dokumenty:

- potwierdzające posiadanie kwalifikacji pedagogicznych oraz kwalifikacji do prowadzenia kształcenia zawodowego młodocianego pracownika przez pracodawcę lub osobę prowadzącą zakład w imieniu pracodawcy albo osobę zatrudnioną u pracodawcy na umowę o pracę.

- dokument potwierdzający zatrudnienie na umowę o pracę osoby prowadzącej szkolenie młodocianego pracownika w imieniu pracodawcy.

- umowę o pracę z młodocianym pracownikiem w celu przygotowania zawodowego.

- dokument potwierdzający złożenie egzaminu z przygotowania zawodowego przez młodocianego pracownika z wynikiem pozytywnym.

6) Pracodawca realizuje program nauczania dopuszczony do użytku szkolnego uwzględniający podstawę programową kształcenia w danym zawodzie.

7) Młodociany zdając egzamin uzyskał kwalifikacje do wykonywania pracy w wyuczonym zawodzie.

 

W świetle tych informacji proces szkoleniowo - wychowawczy, przy założeniu, iż jest prawidłowo realizowany tzn. przez osoby posiadające kwalifikacje pedagogiczne i zawodowe - powinien spełniać oczekiwania młodocianych i państwa, ktore łoży na ten cel poważne środki.

 

 

 

 


oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zwyczaje, obyczaje...

piątek, 11 marca 2011 9:30

 

                                  Zapusty

 

Karnawał jako okres powszechnych hulanek i zabaw obejmujący zawsze wszystkie warstwy społeczne w swej końcowej fazie nazywany był i jest: Zapusty – mięsopusty.

Pałace rozbrzmiewały muzyką, brzękiem kielichów, oraz przegrywanym w karty złotem i srebrem. ( W. Odyniec). Gdańsk dawał przykład , który był naśladowany przez wsie pomorskie. Do elementów obcych włączano swojskie, dawne zwyczaje sięgające pradawnych czasów. Niektóre stare ginęły powoli zastępowane nowymi modnymi obrzędami. Zjawisko obserwowane i dzisiaj. Mięsopusty były obchodzone na wsi hucznie i wesoło. Następowały zabawy jak mówiono: szalone. Dwór patrzył na nie przez palce, bo był bezsilny, wydawał zakazy, które i tak nie były przestrzegane. W jednym wilkierzu z 1758 r. napisano:

 

W dni bachusowe bywa to, że mężczyżni po białogłowsku, białogłowy po męsku przestrajać się, straszydła z siebie, różne zbytki i swywole czynić z obrazą Boską i z zgorszeniem młodych zwykli; czego ażeby nie bywało, przykazujemy, a to pod karą klęczenia w kościele przez trzy święta z własną świecą podczas nabożeństwa.

 

Uważano zabawy zapustne za przestępstwo obyczajowe. Drugi motyw, to przebieranie się mężczyzn i na odwrót. Dzisiejsze panie ubierające spodnie, narażone są na klęczenie!. Kobiety ówczesne nie miały równych praw z mężczyznami, uważane były za: kusicielki, zwodnice. Nałożona maska na twarz umożliwiała jak byśmy to dzisiaj określili – załatwić wiele spraw. Kostiumy przebierańców były bardzo różne. Na Kaszubach w okresie zapust chodzili gwiżdże – kolędnicy. Na karno, czyli zespół, składały się maski: Niedżwiedzia, Bociana, Kozła, Cygana i Diabła, również  Śmierci.

Kostiumy przebierańców były bardzo różne. Kożuch wywrócony włosiem na zewnątrz, opleciony grochowinami, powrósła ze słomy, drewniany dziób bociana czy żurawia, ponadto: widły, kosa, sękaty kij. Najważniejsze były wypowiedzi i żarty, wiersze, wierszyki dla dzieci.

Treść tych piosenek i żartów była niewybredna, rubaszna, często drastyczna, sprośna, ale to nie raziło niczyich uszu. Wynagrodzeniem przebierańców były placki, ruchanki, niekiedy kawał kiełbasy, czy kwarta piwa. Każdy taki obchód kończył się w karczmie na ogólnej zabawie, już bez masek, strojów, wszyscy byli znani.

 

 

Karczma w zapusty huczała od zabawy. Tańczono do upadłego. Nie obeszło się bez miejscowego piwa i gorzałki. Tance kaszubskie , chociaż szybkie, odznaczały się godnością i powagą. Podobno król Jan III Sobieski podczas pobytu w swoim starostwie puckim miał tańczyć „szewca” na chłopskim weselu w Osłoninie.

Biedne były w zapusty te dziewczęta, które nie znalazły sobie partnera. Przywiązywano je do kloca i ciągnięto do karczmy, naigrawając się.

Dwór zakazywał swawoli nie tylko w „ dni bachusowe”.

W ustawach wiejskich znajdujemy artykuły nakazujące czystości obyczajów i określone kary za przewinienia seksualne. Wydawał je sołtys z przysiężnymi, kary obejmowały opłaty na rzecz kościoła, gromady i pana, chłostę i wygnanie ze wsi. Oskarżyć o nieobyczajność lub czary , było łatwo. Najczęściej padały ofiarą tego rodzaju oskarżeń kobiety młode, ładne i ubogie. Karano nie tylko kobiety, ale i sprawców.

 

 

 Na przykład : w 1708 roku sąd sołecki w Rzeżęcinie rozpatrywał sprawę o złe prowadzenie się Anny Piątkówny, oskarżonym był również Jerzy Lubrychcik, parobek, z którym Anna miała dziecko. Sędziowie pragnęli przede wszystkim dowiedzieć się, które z nich namówiło drugiego do grzechu. Z sentencji wyroku wynika, że bardziej winnym był Jerzy. Anna, natomiast była recydywistką, ponieważ miała już dziecko z młynarczykiem Tomaszem Jesterem, wujem Jerzego. Wyrok był bardzo surowy. Interesująca była jego motywacja przy skazaniu Jerzego:

...na przestrogę innym, żeby się takich nie dopuszczali złości, ledwie by nie gardłem  płacić potrzeba, lecz mając wzgląd na zmarłych rodziców jego – za ten popełniony uczynek – odłoży kościołowi nowocerkiewnemu zł. pr.( pruskich) 25, za osromocenie wsi pańskiej odłoży także na Pana także 25 zł. Na sąd zł. 20, a za to, że wiedział isz ona z wujem jego dopuściła się, weżmie 100 plag postronkiem na urzędzie pańskim; do tego , aby się więcej ta niepoczciwość między niemi nie szerzyła, tedy zakazuje prawo pospolite, aby z tej wsi , a nie tylko wsi, ale z opactwa pelplińskiego na rok i sześć niedziel ustąpił, a kiedy te czasy tu naznaczone miną, wolno mu będzie do inszych wsiów przyjść, byle nie do niej, chyba żeby Anna Piatkówna już była zamężna.

Samą Annę potraktowano łagodniej, sędziowie zadekretowali że:

 

...Odbierze rózgami plag piędziesiąt na gołe ciało, jak grzeszyła bez sromoty, tak bez sromoty zapłatę odbierze. Za pokutę, błagając Majestat boski, w kościele nowecerkiewskim przez niedziel siedem krzyżem leżeć będzie przez nabożeństwo , a podczas kazania stać będzie.

 

Ukarano także starego Piątka za to, że córki nie pilnował i „ pozwolił w jednej komorze sypiać parobkom z dziewkami”. Winien był do kościoła dać na świece 6 funtów wosku i 18 zł. No cóż...za pieniądze w kościele i u pana można było zawsze kupić odkupienie grzechów! Teraz wiemy skąd się to wzięło.

................................................................................................................................................

W roku 1778 odwiedził między innymi tereny Kaszubów chojnickich, szwajcarski uczony, podróżnik Johann Bernoulli, który zostawił nam obszerną relację ze swoich spostrzeżeń.

 

 

Opisał Kaszubów ze wsi Szczepkowice. Przyglądał się tańcom...,”Kaszubi tańczą podobnie jak Polacy; w ten sam sposób tańczą również chłopi w dobrach hrabiego (u którego gościł) na Pomorzu. Jak mogłem stwierdzić ubiegłej niedzieli, przypatrując się podobnej zabawie. Kaszubi są bardzo dorodni, ubierają się równie skromnie jak chłopi pomorscy. Kaszubki wyróżniają się na tle zamieszkałych tam kolonistek niemieckich i mieszkających po sąsiedzku Pomorzanek brzydotą i oryginalnym , dość skromnym strojem. Noszą prawie czarną ( zależnie od barwy swych owiec) spódniczkę ułożoną w pasie w wiele fałdek, ponadto z samego materiału coś w rodzaju kaftana, który mógłby ładnie uwypuklić talie, gdyby ją miały. Pod tym kaftanikiem noszą jeszcze chustę płócienną w tym samym co on kolorze, którą zawiązują z tyłu na karku w kształcie zwróconego w dół ściętego trójkąta, a którą zdejmują, gdy się w  tańcu nieco rozgrzeją. Najbardziej rzucającym się w oczy szczegółem ich stroju jest ciemna, wełniana czapeczka w kształcie szerokiej opaski, którą wiąże się z tyłu, a na zwisające końce naszywa się szkarłatną materie, co sprawia wrażenie, jakby cała czapeczka była podbita, czego się jednak nie robi ze względów oszczędnościowych. Czapeczka ma taki fason, że nie przykrywa włosów na czubku głowy. Niektóre kobiety noszą kawał białego płótna przytwierdzony do tej opaski, zmarszczony u góry i tworzący rodzaj czepka. O obyczajach Kaszubów nie mogłem się niczego dowiedzieć szczególnego. Ludzie ci są bardzo podobni do chłopów polskich; kłaniają się uniżenie, całują i obejmują za kolana itp., są jednak fałszywi i skłonni do buntów, nie tak jak sąsiedzi Pomorzanie, którzy bez wielu komplementów serdecznie uścisną dłoń i w ogóle odznaczają się prostodusznością i szczerym przywiązaniem do swych panów.

Zgodnie ze  zwyczajem kaszubskim młodzi ludzie pragnący  wdanym roku zawrzeć małżeństwo czynią to wszyscy jednego dnia, mianowicie  w dniu św. Dionizego. Ponieważ jeden kościół przypada na kilka wsi (np. parafia Główczyce obejmuje czternaście wsi) , można sobie łatwo wyobrazić, jakie dziwaczne robi się wtedy zbiegowisko. Jest w zwyczaju, że panna młoda w dniu ślubu daje dziedzicowi parę rękawiczek bez palców, z wełny o długim włosie , własnej roboty. Rękawiczki te robi z białej wełny, na mankietach zaś wyszywa się ładny wzór różnokolorową wełną. Mały ten naród ma swój własny język, w którym również wygłasza się kazania i drukuje książki do nabożeństwa. W kronice Heilera znajduje się jakaś życzliwa wzmianka o tym języku, który jest najprawdopodbniej zepsutym dialektem słowiańskim. Kaszubi dobrze rozumieją Polaków; ci zaś muszą sobie zadać nieco trudu, żeby zrozumieć język kaszubski. Dla niemieckiej szlachty, posiadającej dobra na Kaszubach, wielka różnica między tym językiem a niemieckim jest bardzo przykra. Robią też wszystko, żeby tu zaprowadzić język niemiecki a wytępić kaszubski, ale bez większego powodzenia. W kościołach po kaszubskim  kazaniu następuje niemieckie, na którym oddani mają obowiązek być obecni. Kazań wyłącznie w języku niemieckim ni da się prowadzić, ponieważ zbyt mało ludzi zna ten język. Prawdopodobnie w końcu nastąpi upragniona zmiana, je3dnej bowiem strony Kaszubi coraz bardziej mieszkają z ludnością Pomorza, z drugiej strony w związku z osuszaniem błot i pastwisk, coraz więcej się osiedla tam kolonistów niemieckich.

..............................................................................................................................................

Zapusty - Oskar Kolberg, okolice Nawry, Pomorze

W ostatki na zapusty, kiedy przychodzi (zakrada się) dziad po płocie do chałupy i prosi o jadło dla dzieci, mówi:

„Praprapraminę poraminc piskoryje świnia ryje – korale mitrangi sierbięgi bestrego niedobrego na ulicy chłop głupi za łep łupi od krzaczka do krzaczka do pniowego krzaczka – przyleciało trzysta wróblów ze siekierkami z pałuszkami ta grajdzino przyjdż no. Jedzie chłop do młyna – uwięzła mu kobyła – wio, kobyła – idzie dziad z leszczyny, niesie dziecię w pacharzynie, która bzdnie, to je rżnie, chtóra piardnie, to je targnie. Leżta tu, moje dziatki, przyniesę wam pić serwatki – a dziad stoi, pacierze stroi – we trzy kije dzwonią, dziada do plebana gonią, od wrót do wrót, wpad dziad w pański ogród – miał dziad straszną trwogę, wyrwali mu z d... nogę, wlaz na górę, nasrał babie na skórę, kokoszki poczeny gnakać, dziad za nimi poczin skakać, baba wyleciała ze sękowym kijem, dziad hyc kominem „

.....................................................................................................................................................

Zapusty – I. Trojanowska

Prawdziwe , te które pamiętają jeszcze najstarsi, zaczynały się na Kaszubach w niedzielę starozapustną. Potem tańczono w następną – mięsopustną i dopiero nadchodził tłusty czwartek, z koleiną „muzyką” i szczególnie bogatym poczęstunkiem. Menu tłustoczwartkowe składało się nie tylko z „purcli” – pączków, „ruchanek” – racuchów i „rynczóków”, to jest pieczonych bez tłuszczu na „rynkach” – fajerwerkach placków z kartofli, które we Wdzydzach dziewczęta nosiły na tańce w fartuszkach , zsypując do wspólnego, wyplatanego z korzeni sosny „wirtla”. Również z mocno kraszonej kapusty lub dobrego mięsa. To wszystko było jednak dopiero wstępem; właściwa zabawa zaczynała się w niedzielę zapustną, od której tańczono już bez przerwy do północy we wtorek, pokrzepiając się kapustą gotowaną ze świńskimi nogami lub świńską głową. W tym czasie obowiązywał zakaz szycia, haftowania i „wiązania” , to jest robienia na drutach, pod grożbą „chorych”, żle gojących się przez cały rok palców. Te roztańczone zapusty nie zawsze jednak kończyły się dobrze. Trwa jeszcze pamięć o Ance, która w karczmie w Loryńcu tak tańcowała prze trzy dni bez opamiętania z obcym kawalerem, że razem z nim wyleciała przez komin. Tylko kopyto kawalera gościom zapustnym mignęło i fartuszek po Ance się ostał. Morał z tego – z obcymi lepiej się nie zadawać.

............................................................................................................................................

O obyczajach Gdańszczan


Spostrzeżenia cudzoziemca w Gdańsku 1635r.

 

Dziennik podróży do Polski 1635 -1636 (. tłum.E.Jędrkiewicz).



Taki jest tytuł opisu uczestnictwa Karola Ogiera, sekretarza posła francuskiego Klaudiusza de Mesmes d'Avaux,  występującego jako mediator, na rokowania pokojowe pomiędzy Polską i Szwecją, które odbyły się we wsi Sztumska Wola położonej niedaleko Malborka.


16 maja 1635 roku delegacja przybywając drogą morską do twierdzy Wisłoujście, autor zanotował:  ... ujrzeliśmy wczesnym rankiem Gdańsk a około godziny dziewiątej zarzucono kotwicę na redzie odległej od miasta o dwie mile; Gdy morze się nieco uspokoiło i nastał nieco wiatr przeciwny, popłynęliśmy do Gdańska dwiema łodziami. K. Ogier w przerwach rokowań, których było dość dużo na przestrzeni wielu miesięcy, odwiedził trzykrotnie Gdańsk. Spotkał się z wieloma znaczącymi postaciami ówczesnego Gdańska. Był obecny w wielu domach. Na przyjęciach oficjalnych i prywatnych. Był bacznym obserwatorem, sporządził wiele opisów z życia mieszkańców, które stanowią doskonałe źródło historyczne.



Wybiórczo zamieszczam opis pogrzebu katoliczki:

W kościele Dominikanów widzieliśmy pogrzeb polskiej szlachcianki nie pochowanej dotąd w grobowcu choć zmarłej już przed sześcioma miesiącami. Obecni tam mężczyźni nie mieli inszych sukien niż na co dzień , poza tym, że te były czarne.

Niewiasty natomiast i dziewczęta noszą przy tej okazji suknie zgoła różne od zwyczajnych. Odmalować je byłoby raczej rzeczą malarza niż pisarza: nie zachodzę bowiem ani w łacinie ani we francuszczyźnie nazw na tego rodzaju suknie. To pewna, iż te , które należały do stanu wtórego, przypominały doktorów Sorbony opatulonych w swoje futra. Te, które nie nosiły szat żałobnych, były w sukniach długich i niewygodnych ale kosztownych i wlokących się po ziemi. Na futrzanych czapkach noszą perły i wszyte krótkie złote źdźbła, pod brodą płótna, jakby nasze obrusy, które zaciągają aż na usta i pod nos broniąc się tak przed szkodliwymi wpływami klimatu; rzekłbyś, ze muszą być chore, tak sobie szyję i gardło owinęły. Mowę pogrzebową wygłoszono w ciągu mszy. Na ofertorium niewiasty obchodzą ołtarz i wracają na swoje miejsca, co również powtarza się po Agnus Dei; myślę, iż to dlatego, ze poza ołtarzem składają swoje ofiarowania, czego mężczyźni nie czynią. Po mszy odmawiają kilka modlitw dłuższych niż nasze. Kiedy poszliśmy do wykopanego grobu, pokazano nam czaszkę dotąd nakrytą jedwabną niezniszczoną a nawet nie wyblakłą; była barwy purpurowej, mimo, ze przecież te zwłoki złożone tam zostały przed laty dwudziestoma dwoma. Mary pokrywają oni czarnym suknem, tak że drzewa nie widać; gdzie indziej malują drzewo na czarno, a nawet na to biały krzyż, tak jak to widzieliśmy w Szwecji nawet u luteranów. Po pochowaniu zwłok schodzą się krewni i wszyscy zaproszeni, mężczyźni i niewiasty na środek kościoła i tworzą koło, a dwu z nich wypowiada po kilka słów na pochwałę nieboszczyka i na pociechę dla pozostałych. Byli to ci sami, których dwa dni przedtem widzieliśmy w szatach weselnych w kościele Jezuitów tak, że najbliższe sąsiedztwo tamtej uciechy ( jak to częstokroć się zdarza) zajęła żałoba; Następnego dnia ( 1 listopada - wszystkich świętych)udaliśmy się wszyscy wraz z najdostojniejszym posłem ( szefem Ogiera) do kościoła Dominikanów, wzięliśmy udział w procesji i przyjęliśmy Najświętszy Sakrament. Spowiadaliśmy się, jeden po polsku, inny po niemiecku, inny po łacinie reszta po włosku. Ci którzy umieli po francusku, wzdychali za naszym teologiem, który był odjechał; Co do mnie, owi surowi ojcowie(Dominikanie) mieli wątpliwości co do dania mi rozgrzeszenia, ponieważ czytałem biblię luterańską, choć zapewniałem, że używałem jej jedynie dla zaprawiania się w języku niemieckim. Wróciliśmy potem na nieszpory i nabożeństwo żałobne za zmarłych i cały ten dzień przepędziliśmy pobożnie.

2 listopada - dzień zaduszny.    Nabożnie wzięliśmy udział w modłach i mszy za zmarłych. Odbywa się procesja, podczas której odczytano na czterech stacjach cztery ewangelie, wzmiankując o zmartwychwstaniu; nie pamiętam , by obrzęd był w użyciu we Francji. Tymczasem kapłan, który idzie na przedzie, skrapia wszystko wodą święconą.

 

Król Władysław IV panował 1632 - 1648


Pogrzeb Luteranki - Przyglądałem się wystawnemu pogrzebowi jakiejś matrony. Naprzód idą w sukniach codziennych uczniowie ze swymi nauczycielami; chłopcy biedni i najniższego pochodzenia idą ostatni i śpiewają. Następnie ośmiu mężów zacniejszych niesie na ramionach mary, a w rekach wieńce ze srebrnych i złotych nici, takie jakie my umieszczamy na słupkach nagrobków. Potem idą dwaj starsi synowie, a za nimi młodsi, bez kapeluszy i w długich płaszczach. Na końcu idzie małżonek, który fałdem płaszcza twarz zakrywa, a towarzyszą mu krewni wszyscy w żałobnych sukniach. Następnie kroczą patrycjusze i urzędnicy w długich żałobnych sukniach. W długim odstępie idą potem niewiasty, nasamprzód córki, każda wsparta na niewieście służebnej, z obliczem osłonionym welonem, tak ze zobaczyć ich nie można. Za nimi idą wszystkie inne niewiasty parami w czarnych szatach, co szczególnie głębokie czyni wrażenie; bardzo wiele z nich bowiem odznacza się doskonałą postawą i wielką  w twarzy i ruchach godnością . Dziewczęta są wykluczone z takich ceremonii. Potem jest w kościele kazanie i śpiewy. A chociaż kościół należy do luteranów, to niemniej grzebią bez nijakich wstrętów i kalwinów, którzy mają tam rodzinne grobowce.

W pracowniach gdańskich artystów różnych specjalności powstawały piękne  rzeżby czy sarkofagi, które można oglądać np. w Bazylice Mariackiej w Gdańsku czy też w katedrze gnieźnieńskiej, gdzie znajduje się dzieło gdańskiego złotnika Piotra van der Rennen.

 

Sarkofag św. Wojciecha w katedrze w Gnieżnie, dzieło Piotra van der Rennen z 1662 r.

 

 



 

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Okruchy naszej współczesnej przodkowskiej historii - część piąta

środa, 09 marca 2011 16:54

 

                        Budżet Gminy Przodkowo 2007

 

Wydatki na promocję, efekty...

 

Chcąc mówić o strategii promocyjnej gminy stanowiącej wieloetapowy proces, należy analizować bieżącą sytuację.

Przede wszystkim, należy oceniać skuteczność działań.

Z zestawienia wydatków na promocję (w części czwartej) wynika, że wdano na ten cel niemal 100 tys. zł.                                                                                                                                                                       W   planie budżetu na rok 2007 – ( dochody, załącznik nr.1w dziale 630 – turystyka) zaplanowano dochody z turystyki „0”. W sprawozdaniu wójta z wykonania budżetu za 2007 rok również nie znajduje się jakikolwiek dochód z turystyki.

W świetle tych urzędowych danych daje się zauważyć, że pieniądze wydane na ten cel  w 2007 r. nie przyniosły żadnych wymiernych  efektów w dziale -  turystyka. Wirtualne efekty w ekonomii nie istnieją. Uprawianie " sztuki dla sztuki" prowadzi artystów do śmierci głodowej. Na taką kosztowną sztukę promocyjną u mieszkańcow gminy zgody nie ma. A może służyły promocji urzędników uczestniczących w turystyce?

                                                                            *

Drugim strategicznym celem wydatków na promocję jest - w sposób pośredni – pozyskiwanie inwestorów w celu zwiększenia dochodów z podatków od ich dochodów i podatku lokalowego do kasy gminnej.

Chcąc dokonać oceny w dziale: „dochodów od osób prawnych, fizycznych i innych nie posiadających osobowości prawnej’ , gdyż ten dział jest adekwatny do tej oceny, należy przytoczyć stwierdzenie wójta w sprawozdaniu za rok 2007.

 

Analizując wykonanie dochodów za 2007 r. stwierdzić należy, że dochody zostały wykonane prawidłowo. Dochody własne zostały zrealizowane w 113% a wiele z nich nawet powyżej tego wskażnika. Największe dochody własne pochodziły z podatku od nieruchomości, podatku od czynności cywilnoprawnych i ze sprzedaży mienia komunalnego (działki)”.

Plan dochodów własnych 5.745. 955 zł ; wykonanie 6. 489. 622zł, co stanowi 113%.


W sprawozdaniu tym znajdujemy również: „dochody z najmu hali widowiskowo – sportowej w Przodkowie: plan 1.200zł, wykonanie 656zł . Zaległość 610zł".

Początkowo pomyślałem, że to dotyczy najmu toalety w tej olbrzymiej nowoczesnej hali sportowo - widowiskowej zbudowanej niedawno za wiele milionów zł, ale urzędnicy wyprowadzili mnie szybko z błędu.

 

Są to dane z dokumentu urzędowego gminy.

Rodzą się pytania? - czy zwiększone dochody od nieruchomości pochodzą od wyższych stawek w tym roku?, czy od pojawiającego się masowo nowego budownictwa mieszkaniowego i sprzedaży działek?, czy od nowo zbudowanych obiektów usługowo – produkcyjnych?, czy od zwiększonych opłat cywilnoprawnych?.

Jaki udział w tych wzrostach mają wydatki na promocję gminy?  - wszak analizujemy ciągle -  skuteczność działań w obszarze promocji.

Są to pytania skierowane do chętnego do udzielania wywiadów wójta gminy. Ponieważ wójt płaci z kasy gminnej tygodnikom haracz za łaskawe publikowanie jego wywiadów ( i mniej łaskawe odrzucanie moich tekstów) , wskazane by było uprzednio poinformować czytelników w którym to piśmie się ukaże taki wywiad. Liczba wyżej wymienionych organów prasowych „współpracujących” z gminą jest dość liczna i może sprawiać niektórym mieszkańcom kłopot w znalezieniu takiego wywiadu.

 „Komentarze”  na niniejszej stronie internetowej też „służą uprzejmie”- za darmo!

                                                                        *

W części czwartej (zob. niżej)  zamieściłem wydatek w kwocie 37.500zł mając wątpliwości co do jego celowości.

Otrzymałem wyjaśnienie, które je rozwiewa.

                                                                          *

Odpowiadając na Pana zapytanie przesłane drogą e-mailową  dotyczącą składki dla „Stowarzyszenia Turystyczne Kaszuby”  oraz udziału gminy w targach turystycznych wyjaśniam, iż:

1.      Składka dla „Stowarzyszenia Turystyczne Kaszuby” w wysokości 37.500 zł, za okres 5 lat, wypłacona była na podstawie § 1 ust.1  oraz § 5 uchwały nr 167/2007 Walnego Zgromadzenia Członków Stowarzyszenia Turystyczne Kaszuby z dnia 1 marca 2007 roku.   W roku 2007 w związku z realizacją programu „Aktywizacja potencjału turystycznego Szwajcarii Kaszubskiej” w ramach II Schematu Pilotażowego Programu Leader+ zapłaciliśmy dodatkową składkę w wysokości 30.000 zł. Właśnie ze względu na ten program gmina w roku 2006 przystąpiła do Stowarzyszenia. Dzięki realizacji programu Leader+ nasi mieszkańcy oraz gmina mogą aplikować o dofinansowanie do wysokości 80%  w ramach „Małych projektów”, „Odnowa i rozwoju wsi” , „Różnicowanie w kierunku działalności  nierolniczej” i „Tworzenie i rozwój mikroprzedsiębiorstw”.  Nasi mieszkańcy skutecznie korzystają z możliwości pozyskania tych środków. Gmina złożyła wniosek w ramach Odnowy Wsi na kwotę 530 tys zł. Ponadto Gmina otrzymała kwotę 10.000 zł na organizacje Turnieju Sołectw oraz Projekt Zagospodarowania Jeziora Księże w Przodkowie.  

2.      W ramach członkostwa w Stowarzyszeniu gmina nie ponosząc dodatkowych kosztów uczestniczy we wszystkich targach turystycznych, na których Stowarzyszenie ma swoje stoiska. Udział w targach turystycznych polega na przekazaniu materiałów promocyjnych lub też udziale mieszkańców Gminy prowadzących działalność związaną z turystyką i nie tylko.

 Katarzyna Markowska

Insp. ds. promocji, kultury i sportu

                                                                       *

Według informacji u żrodła w wyjazdach zagranicę w 2007 r. nie uczestniczyli funkcjonariusze gminy oraz tzw. osoby postronne.

 


  Ciąg dalszy nastąpi...

 


oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 30 maja 2017

Licznik odwiedzin:  0  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl