Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 112 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wybór papieża

poniedziałek, 25 kwietnia 2011 6:42

Conclawe - zamknięcie pod kluczem kardynałów elektorów.

 

Przez ponad tysiąc lat wyboru nowego papieża dokonywali przedstawiciele kleru i ludu rzymskiego. Często narzucali kandydata ówcześni władcy świeccy: cesarze, królowie, książęta. Póżniej , dokonywali tego wyboru kardynałowie.

Nie istniały żadne normy prawne ustalające wybory papieży. Kilkakrotnie doprowadziło to do jednoczesnego wyboru dwóch a nawet trzech papieży jednocześnie. W historii papiestwa nazywa się tych niektórych antypapieżami. Pewne nieliczne decyzje wyborcze do dzisiaj nie są do końca jednoznacznie ustalone.

                                                                        *

21 sierpnia 1241 r. zmarł  Grzegorz IX. Kolegium 12 kardynałów z których dwóch  w tym czasie więził cesarz niemiecki Fryderyk II,  którego zresztą wcześniej ekskomunikował zmarły Grzegorz IX. Wówczas doszło do pierwszego konklawe w historii papiestwa. Termin „ konklawe” ( z łaciny cum clavi) oznacza dosłownie „ na klucz zamknięte pomieszczenie”. Aby nakłonić elektorów do szybszej decyzji zamknięto ich we południowo – wschodnim skrzydle  Palatynu. Jednak nie dało to szybkich oczekiwanych decyzji. Wybór nastąpił dopiero 25 pażdziernika 1241 r. pod naciskiem brutalnych gróżb.  Wybrany został kardynał Gaufrid Castiglione, który był bratankiem Urbana III. Przyjął imię Celestyna IV. Zmarł jednak już siedemnastego dnia po wyborze, 10 listopada 1241 r., jeszcze przed przyjęciem święceń biskupich.

27 lat po tym w 1268 r. w miasteczku Viterbo, niedaleko Rzymu zebrali się kardynałowie aby wybrać następcę św. Piotra. Siedemnastu kardynałów przez 33 miesiące nie mogło się zdecydować kogo wybrać. Było to najdłuższe konklawe dziejach i najdłuższa nieobecność na tronie Piotrowym. Dwory panujących naciskały na elektorów. Dysputom, ucztom, polowaniom nie było końca. Małe miasteczko musiało utrzymywać obradujących. Podczas jednej z  mszy kapelan jednego władcy ugodził sztyletem śmiertelnie innego władcę, przestraszeni kardynałowie uciekli do pałacu biskupiego. Na żądanie mieszkańców tego miasteczka, którzy mieli już dość darmozjadów, zamknięto kardynałów na klucz. Następnie zamurowano drzwi i okna pałacu , aby Duch Święty czym prędzej spłynął na Święte Kolegium. Zgodnie z tradycją Kościoła wpływ na zebranych kardynałów ma wyłącznie Duch Święty. Kardynałowie natchnieni wolą Ducha Świętego, mają wybrać spośród swojego grona najlepszego kandydata.. Ta zasada obowiązuje do dnia dzisiejszego. Jednak  jak donoszą wścibscy dziennikarze, Duch Święty wyręcza się czasem zwykłymi ludżmi, aby wpłynąć na wybór przez kardynałów.

W zamurowanym pałacu biskupim pozostawiono tylko jedno wyjście. Oburzeni kardynałowie odmówili w ogóle elekcji. Kiedy obostrzenia nie odnosiły skutku, zdjęto dach z pomieszczenia w którym przebywali. Coraz gorsza pogoda , deszcze i chłód nie wpłynęły na kardynałów. Z obszernych szat kardynalskich zbudowano sobie namioty – cele. Wyboru jednak nie dokonano. Mieszkańcy Viterbo postanowili nie dostarczać żywności, z wyjątkiem chleba, sera i wody. Zgnębieni. przemoczeni i głodni kardynałowie skapitulowali. Po najdłuższym w dziejach konklawe wybrany został Grzegorz X (1271 – 1276). Historia papiestwa podaje jeszcze inne długie konklawa, podczas których w ekstremalnych warunkach nawet umierali kardynałowie - elektorowie. Po pierwsze: zawsze byli wiekowi, po drugie: Duch Święty nie spieszył się ze spłynięciem na nich. Od 1274 r. konstytucja Ubi periculum wprowadza w życie zasady wyboru papieży. Mikołaj I był pierwszym papieżem, który został ukoronowany. Tiara u papieży miała symbolizować potrójną władzę: królewską, kapłańską i papieską.

Specjalne cele z desek zastąpiły namioty , ostatecznie wybory przeniesiono do Kaplicy Sykstyńskej i okolicznych sal Pałacu Apostolskiego w Watykanie. Liczba kardynałów biorących w konklawe wzrosła obecnie do około 120.

                                                                                *

Wybór kardynała Karola Wojtyły na papieża, który przybrał imiona: Jan Paweł II.

 

16 pażdziernika 1978 r. po raz pierwszy od 456 lat papieżem znowu nie został Włoch lecz arcybiskup Krakowa, Karol kardynał Wojtyła.

Zacznijmy od początku, jak to wszystko się zaczęło.  Pomocą niech nam  służy świetna książka dwóch specjalistów: Marco Politti – jeden z najwybitniejszych dziennikarzy włoskich, od ponad dwudziestu lat specjalizujący się w problematyce watykańskiej, papieskiej i Carl Bernstein – słynny reportażysta amerykański o wielkim dorobku, reprezentujący nowoczesne dziennikarstwo. Książką tą jest: Jego Świątobliwość Jan Paweł II.

Widomość o śmierci Jana Pawła I (Albin Luciani) dotarła drogą radiową do Krakowa podczas porannych wiadomości. Ks. Maliński i kierowca kardynała Mucha niemal jednocześnie pędzili z tą wiadomością do kardynała Wojtyły. Weszli do kuchni , gdzie obok w pokoiku kardynał jadł śniadanie. Kierowca Mucha do siostry zakonnej zatrudnionej w kuchni: „Niech siostra mu powie, że umarł w Rzymie papież”. „Ale przecież on umarł miesiąc temu” odpowiedziała siostra. „ Nie ten nowy”. „Ja mu tego nie powiem. Niech pan powie mu sam”. Zirytowany Mucha  wsadził głowę w przejście między kuchnią i jadalnią. „Słyszał ksiądz, że umarł Jan Paweł I?- spytał sekretarza kardynała , ks. S. Dziwisza. Wojtyła, który właśnie słodził sobie kawę, zamarł z ręką zawieszoną w powietrzu i pobladł. W ciszy zabrzęczała upuszczona na stół łyżeczka. „Nie” – powiedział cicho. Zdawał sobie sprawę, że na następne konklawe pojedzie nie tylko jako widz. Już w głosowaniu na Lucianiego miesiąc wcześniej Wojtyła otrzymał dziewięć głosów. Dla niego to był sygnał, że ma szanse. 1 pażdziernika został odwieziony na samolot do Warszawy. Wydawał się smutny i przygnębiony. „Wszyscy mówili, że on już nie wróci” – wspomina kierowca Mucha. Następnego dnia, kiedy żegnał się z siostrą Górską, był blady i rozkojarzony. „ Nie wiem czego życzyć waszej eminencji, pozostania czy powrotu” – powiedziała. „ Siostro, o tylu sprawach nie wiemy – odparł z powagą. – Tak już jest w naszym życiu, że tylko Bóg wie wszystko”.

Czołowi kardynałowie byli mocno podzieleni i pełni obaw o zbliżającą się elekcję. Zaraz przypominają się elekcje opisane na wstępie tego artykułu. Każde konklawe ma swoje kulisy, ale to temat na inną okazję. Obserwatorzy z zewnątrz myśleli, że zmagają się tylko dwie frakcje. Tymczasem „linia frontu była bardziej postrzępiona”. Obawiano się „liberałów” i „lewicowców”. Na przykład kardynał Ratzinger ( obecny papież Benedykt XVI) głosił iż nie ma miejsca na „ historyczny kompromis”. Kardynał Franz  Kónig z Wiednia głosił „ Następny papież powinien być młody, zdrowy i nie pochodzić z Włoch”. Cichym szefem kampanii wyborczej Wojtyły był  polski biskup Deskur - od lat w przebywający w Watykanie.

Kardynał Kónig do prymasa Wyszyńskiego: „Czy Wasza Eminencja ma na widoku jakiegoś faworyta?” . „Nikogo , kto by sie wyróżniał”. „A może w Polsce znalazłby się jakiś kandydat na papieża?” „Co! Ja miałbym pójść do Rzymu?! – odpalił Wyszyński. – To dopiero byłby triumf komunistów, gdybym opuścił kraj’.

„ Z Polski jest jeszcze ktoś” – podsunął kardynał Kónig.

„ Wykluczone. Jest za mało znany”.

Kónig wysadził Wyszyńskiego przed jego rzymską siedzibą, przekonany, że dla kardynała kandydatura Wojtyły nie wchodzi w grę. Aż do ostatniej chwili ci dwaj wielcy polskiego Kościoła zachowywali wobec siebie dystans (mało znane). Do aktywnej kampanii na rzecz Wojtyły przyłączył się mający polskie korzenie kardynał John Król z Ameryki. O Wojtyle myślał również pierwszoplanowy watykański gracz , sekretarz stanu, Francuz Jean Villot.

W Kurii, gdy trzeba tygrysy przebierają się w gołąbki.

Po mszy De Spiritu Sancto w bazylice św. Piotra stu jedenastu kardynałów – elektorów w uroczystej procesji wkroczyło na konklawe.  Postępujący za niosącym wielki krzyż mistrzem ceremonii kardynałowie w purpurowych szatach wkraczali w atmosferę medytacji i skupienia. Figura Ukrzyżowanego przypominała elektorom , jak ogromna odpowiedzialność na nich ciąży. Chór śpiewał Veni Sancte Spiritus (Przybądż , Duchu Święty).

Zgromadzeni w Kaplicy Sykstyńskiej kardynałowie rozeszli się do wylosowanych cel. Karol Wojtyła odszukał celę 91 i wszedł do niej z walizką. Stało tam łóżko polowe , stoliczek i malutkie biurko. Nie było umywalki. Była w innym miejscu.  W niedzielę 15 pażdziernika przed południem doszło do dwóch głosowań.  W czwartym głosowaniu kardynał Wojtyła otrzymał 5 głosów. Elektorzy modlili się w ciszy, wstawali w ciszy i w ciszy wracali do swoich cel. Przy stole prawie nie rozmawiano. W tej scenerii toczyła się walka o przyszłość Kościoła. Wieczorem 15 pażdziernika kardynał Franz Kónig przystąpił do ostrożnej agitacji za Wojtyłą. W szóstym głosowaniu , liczba głosów oddanych na arcybiskupa Krakowa gwałtownie wzrosła. Podczas obiadu Karol Wojtyła był tak zdenerwowany, że niektórzy z jego zwolenników obawiali się, iż nie zgodzi się na wybór.

Po południu, wśród tężejącej poszeptami ciszy , dostrzeżono wzruszonego i płaczącego Wojtyłę  w celi Wyszyńskiego. Arcybiskup Krakowa padł prymasowi Polski w ramiona. Nie było już wątpliwości , co teraz nastąpi. „ Jeżeli cię wybiorą, musisz przyjąć wybór. Dla Polski” – powiedział Wyszyński. Wojtyła opanował się. Po dwóch kolejnych głosowaniach usłyszał swoje nazwisko. Spośród  108 kardynałów swoje głosy oddało na niego 99.  Wybrano papieża młodego 58 letniego , pierwszego od 456 lat , który nie pochodził z Włoch.

„Czy przyjmujesz wybór? – rozległ się w ciszy głos kardynała przewodniczącego. – Jakie przybierzesz imię?”. Dla okazania swojego przywiązania do spuścizny trzech poprzednich papieży i sympatii dla Jana Pawła I , przybrał imiona Jan Paweł II.

 

 

Inauguracja pontyfikatu 22 pażdziernika 1978 r.


oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Majowo, swiątecznie...

piątek, 22 kwietnia 2011 6:12

Felieton  ...

 

 Wokół nas dzieje się tyle wydarzeń. Wesołych, radosnych i mniej przyjemnych - jak w życiu.

Tekst ten powstał niejako w zastępstwie części siódmej  (która ukaże się po świętach, gdyż nastapił mały zator w spływie inormacji) mojego cyklu pod tytułem „analiza budżetu gminy Przodkowo 2007”. Jak się okazuje – na podstawie napływających do mnie e-maili i telefonów, zainteresowanie mieszkańców  tym cyklem przewyższa zdecydowanie zainteresowanie moimi tekstami z różnych innych dziedzin. Skłania to mnie do tego aby jeszcze więcej i szczegółowiej publikować informacje i dokumenty wytwarzane w Urzędzie Gminy. Przyczyn tego zainteresowania jest zapewne kilka a może i kilkanaście. Przede wszystkim dotąd nie było możliwości technicznych publikowania swoich opinii, a przede wszystkim opinii odmiennych – polemicznych czy też krytycznych w stosunku do cyklicznych powtarzających się w treści np. wywiadów wójta gminy. Tak , tylko wójta, gdyż nawet najlepszy specjalista z któregokolwiek referatu  na przestrzeni ponad dziesięcioletniego urzędowania obecnego wójta nie odważył się udzielić specjalistycznego wywiadu na zewnątrz. W tej sytuacji, gdy nie ma głosu opozycji czy też wolności słowa, informacje wypływające z urzędu „ są prawdziwe, jedynie słuszne i zgodne z strategią zrównoważonego rozwoju” wg. uprawnionego do wywiadów wójta.. Że w tej strategii zabrakło Gminnego Domu Kultury , czy regulacji świetnej na przejściu dla pieszych do Ośrodka Zdrowia, gdzie chorzy i osoby starsze najpierw czynią znak krzyża aby przedostać się na drugą stronę z powodu strumienia samochodów pędzących z prędkością autostradową – o tym faktach w wywiadach cyklicznych wójta nie ma. Podałem tylko dwa przykłady, mógłbym ich podać dwadzieścia.  Dla niektórych to zabrzmi paradoksalnie zapewne, ale tak,  niektóre tygodniki kartuskie odmówiły mi opublikowania moich tekstów. Wyjaśniono mi filozoficznie, iż nie znam realiów współczesnego funkcjonowania prasy. Ta „filozofia” zainteresowała mnie szczególnie, to też postanowiłem ją rozgryść. Pomocną okazała się -wbrew moim przypuszczeniom - analiza wydatków Urzędu Gminy w roku 2007 na tzw. promocję gminy.

Na szeroko pojmowaną „promocję gminy” wydano ok. 100 tys. zł, natomiast tygodnikom kartuskim zapłacono ok. 12 tys. zł., przy czym układ powiązań kapitałowych Urzędu Gminy z  podmiotami promującymi  jest dość skomplikowany. Niekiedy występuje system wpłat z góry na cały rok, co wspiera i ułatwia funkcjonowanie tych spółek. Z  prawnego punktu widzenia jest to dopuszczalne , ale czy to przynosi zakładane wymierne  efekty ekonomiczne gminie tego nie zdołałem stwierdzić, tym bardziej, iż dochody z turystyki wynoszą od kilku lat „0”. Czyżby  z tego faktycznego stanu wynikało, że służą niewątpliwie jedynie  promocji politycznej funkcjonariuszy gminnych? Czy te koszty ponoszone przez mieszkańców są słuszne i konieczne? Politycy powoływani w drodze wolnych i demokratycznych wyborów podlegają nie tylko ocenie prawnej tj. podejmowania decyzji zgodnych z prawem, ale podlegają ocenom politycznym, etyczno – moralnym, ocenie troski o dobro wspólne, dbania o interes publiczny, dochowania wierności przysiędze radnego czy wójta. Działania zgodne z prawem  np. wójta wcale nie muszą  być tożsame z pozytywną oceną polityczną. Ocena polityczna czy etyczno – moralna może zdyskwalifikować w oczach wyborców polityka. Może być początkiem jego upadku. Pewien polityk z Łodzi np. wyjeżdżał siedem razy w okresie kadencji do Ziemi Świętej i Meksyku za pieniądze podatników. Koszty równały się kilku milionom zł. Zgodnie z przepisami on „promował” miasto. Wyborcy „ docenili” te jego święte starania i wysłali go na śmietnik historii, ale pieniędzy nie musi zwracać – a szkoda! Żyjemy w kraju chorych ludzi i chorego prawa. Karły polityczne mają za duże przywileje. Odpowiedzialność ponoszą również radni. Gdy Rada zatwierdzi w formie uchwały propozycję wójta - powiedzmy  hipotetycznie – o przyznaniu funduszy na wyjazd wójta w towarzystwie dwóch kochanek na Honolulu, to jest to zgodne z prawem. Regionalna Izba nie zakwestionuje tej pozycji.  Podobnie rzecz się ma z niektórymi przedstawicielami  kleru. Na naszym terenie np. zauważany z tego grona jest amator cudzych żon i drogich samochodów funkcjonujący pod pseudonimem Henio – artysta.

Odrzucając wszelkie podejrzenia o nagonkę czy chęć szkodzenia naszym politykom – radnym i wójtowi- należy bacznie, społecznie się przyglądać i kontrolować ich działania w zakresie gospodarki funduszami publicznymi. Władza deprawuje ludzi , o tym wiadomo od chwili powstania władzy, a najbardziej szkodliwe jest okupowanie stanowiska przez dłuższy czas. Oni tracą poczucie zagrożenia, a pochlebcy i wazeliniarze nie mają sił ani odwagi im tego powiedzieć. Niektórzy nawet w duchu sobie myślą – im gorzej tym lepiej. Nie ma władzy, która by nie miała mniejszych czy większych kolizji czy to w sferze prawnej, czy też w sferze polityczno– moralnej. W tym rzemiośle wiadomym jest, iż „im wyżej zajdziesz tym boleśniejszy upadek’. Doświadczyły tego tysiące „wspaniałych”.

Dlatego system demokratyczny gwarantuje istnienie opozycji w stosunku do władzy. Brak takiej opozycji świadczy o niskim,  lub gorzej - braku jakiegokolwiek  poziomu świadomości społeczno – politycznej mieszkańców. Te grupy , które nawet posiadają świadomość istniejącej  sytuacji, nie posiadają  obywatelskiego poczucia obowiązku uczestnictwa w życiu społecznym. Na tym polu w naszej gminie jest najgorzej w Polsce. Póki co,  jaskółką czyniącą wiosnę jest mój niezależny (bloog) , którego nie uda się zablokować nawet za pieniądze tzw. sponsorów.

Sponsorów nie przywołałem przypadkowo, gdyż odgrywają ważną rolę w naszej gminie sponsorując imprezy wójta służące promocji jego osoby np. biesiada, kamienne i kruszczowe (złote)  róże itp. Te ostatnie,  to dekorują zjawisko określane czasami jako - znamiona korupcji. Nie jest normalne kiedy najważniejszy urzędnik gminy przyjmuje prezenty od biznesu  oficjalnie ( fot. w prasie).. Wójt też nie zapomina o nich fundując im w 2007 r.  z kasy gminnej np. satyryka za 3.500zł  podczas konsumpcji dóbr (ciężko strawnych jak stare miody pitne) , które już przynieśli ze sobą w torbach plastykowych podczas pewnego dziękczynnego spotkania. Biesiady są piękną ideą, ale urząd administracji państwowej nie jest powołany do takiego celu. Te spotkania organizują  Organizacje Pożytku Społecznego, czyli popularne Stowarzyszenia,  np. w Żukowie. Urząd może partycypować w ograniczonym zakresie i wszystko będzie w porządku. W 2007 roku wójt dorzucił do biesiady ponad 10 tys. zł.  W Stowarzyszeniu  promocji polityka już nie będzie. A tego nasz Andrzej już by nie zniósł i zapewne biesiady nikomu nie przekaże.  Te zaproszonych ok. 800 osób na biesiadę wraz z rodzinami stanowi żelazny elektorat wyborczy wójta. Tak wskazują wyniki liczbowe ostatnich  wyborów. Na uprawnionych ok. 5, 5 tys. do głosowania  przyszło 2100 którzy byli - „za”,  stanowi to mniej więcej jedną trzecią wyborców wystarczającą aby triumfalnie „przejść”. Zamieszania może wprowadzić kontrkandydat, który niebawem zapewne się pojawi. Najlepszymi kontrkandydatami są panie, których na naszym terenie widzę co najmniej trzy. Nawet nowa regulacja  ordynacji sejmowej postawiła na panie. Zacierajmy optymistycznie ręce, nadchodzi nowe.

                                                                         *

Ale dość już tych niesympatycznych wieści z naszego terenu, przecież jest również pięknie.

Urząd to przede wszystkim miejsce gdzie ciężko i sprawnie pracuje chyba czterdziestka urzędników. Co ja mówię urzędników..., ładnych pań z dużym i mniejszym  stażem, wszystkie jednakowo urodziwe. Z niektórymi już zdążyłem się zaprzyjażnić np. Bożenka z biura Rady, kompetentna, zawsze do usług petenta,  Kasia z Promocji, Dorota z Oświaty, Grażyna Skarbnik, Jola z Budownictwa.  Z pozostałymi to nastąpi niebawem, gdyż moja wędrówka do Urzędu potrwa być może nawet dwa lata. Kiedy moje dociekania budzą  trochę irytacji to mówię: pokochajcie mnie, ja odwdzięczę się tym samym.

Z mężczyznami nie jest gorzej. Przewodniczący Rady nieraz odruchowo tarmosił brodę kiedy zadałem mu kłopotliwe pytanie, ale jego stoicki spokój pozwala mu zawsze wyjść z każdej zasadzki.

                                                                   *

Gmina to jedno a kraj to drugie boisko.

A dzieje się na tym boisku krajowym dużo. Trzydzieści osiem milionów mieszkańców tego kraju zostało steroryzowanych i zmuszonych do opłakiwania 95 osób, które w katastrofie straciły życie. Zmusiła naród do tego garstka chorych z nienawiści do wszystkich i wszystkiego co się rusza inaczej niż oni -  dziwnych , niezrozumiałych osobników, którym się marzy wywołanie wojny domowej z tego powodu. Skompromitowali się całkowicie w kraju a teraz kompromitują Polskę zagranicą. Włożyli  zbroje niczym Krzyżowcy i udają się na wyprawę do Moskwy.

Są to ludzie wierzący w Boga, ale jakoś nie mogą zrozumieć a może nie wiedzą , że o wszystkim decyduje Bóg Wszechmogący. Tak sobie myślę, kiedy w Polsce ginie na drogach w ciągu roku ok. 6.000 osób tak samo wierzących i równych wobec Boga ludzi, dlaczego o nich  nic się nie mówi. Przecież to są takie same dzieci Boże jak ci 95 spod Smoleńska.

Wszechmogący tak chciał i tak się stało. A może ci organizatorzy powszechnego żalu znają i wyznają inne zasady innej religii? To raczej jest niemożliwe choćby z tego powodu, że za plecami żałobników stoi kler katolicki i posługuje  się symbolami religii katolickiej. Duchowni wiedzą , a właściwie powinni wiedzieć co jest sacrum a co profanum.

Może te kanony religijne podlegają interpretacji w zależności od sytuacji? Tego Jezus z Nazaretu z pewnością nie przewidział, o ile znam Pismo Święte a interesuję się historią chrześcijaństwa dość szczegółowo. Ziemscy namiestnicy Chrystusa mają niejedną „własną” interpretację nauk Jesusa - dla własnych potrzeb. Niekiedy mrożącą krew w żyłach, np. "usprawiedliwiona wojna - czyli zabijanie".  Można mówić o ich wielości.

Ogłupianie ludzi w biały dzień – mówiąc potocznie - nie uda się w XXI wieku. Któregoś dnia jako garstka zostaną sami otoczeni echem dzisiejszych wydarzeń. Nikomu się nie udało i nie uda zatrzymać rozwoju myśli ludzkiej.

                                                                     *

Ponieważ z pracy człowiek żyje a nie z pustego gadania...

Niech żyje Święto Pracy!

 

Autor

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kto chce niech wierzy...

środa, 13 kwietnia 2011 17:27


                                           Kto chce niech wierzy...

 

Jako świecki badacz historii, w kręgu moich amatorskich zainteresowań znajduje się historia chrześcijaństwa. Zainteresowania te zmuszają mnie do poznawania – oprócz tekstów kanonicznych –  tekstów historyków wywodzących się z różnych odłamów chrześcijaństwa, a nawet nie mających nic wspólnego z nim.

Książek o tej tematyce pojawiło się i pojawia nieustannie na rynku księgarskim duża ilość. Można powiedzieć, według mnie, są znakiem czasu.

 

....................................................................................................................................

Tekst napisany poniżej proponuję na zasadzie „ kto chce niech wierzy”.

Natomiast, nie można udawać, że takich tekstów  nie ma.

M. Baignet napisał: Z całą pewnością Nowy Testament nie jest rzetelną kroniką historyczną. Teksty są niespójne, niekompletne, zniekształcone i tendencyjne. Relacja o tym , że Jezus poparł płacenie podatku cesarzowi, była póżniejszym dodatkiem, mających przekonać obywateli greckich i rzymskich, przechodzących na chrześcijaństwo, iż w nowej religii nie ma niczego grożnego politycznie, że nie stanowi ona politycznego zagrożenia dla panowania Rzymu.

Wedle relacji Mateusza, Jezusa namaściła jakaś „niewiasta”, w Ewangelii św. Jana nazwana „Marią z Betanii” (12,3), a zdarzyło się to w domu, w którym mieszkała razem z siostrą i bratem Łazarzem, niedawno „ wskrzeszonym z martwych”. W społeczeństwie, w którym namaszczeń królów i kapłanów dokonywali wyłącznie mężczyżni, należy uznać za wydarzenie bezprecedensowe. Namaszczenia miałaby dokonać Maria z Betanii, a nie ta, która znaczyła tak wiele w kręgu uczniów Jezusa; Maria Magdalena. Chyba, że w istocie Maria z Betanii była Marią Magdaleną. Wedle M. Starbird , która w przekonujący sposób dowodzi, że określenie „Magdalene’ nie pochodzi od nazwy miasta Magdala. Innymi słowy, jeśli to objaśnienie jest trafne, to Maria z Betanii, „Magdalene”, żona mesjasza, nazywana była „Marią Wielką”. Oznaczałoby to, że Jezus otrzymał namaszczenie od własnej żony!

Jak już wspomniano, Jezus został namaszczony dopiero dwa dni po przybyciu do Jerozolimy, w pewnym domu w Betanii, gdzie siostra Łazarza, Maria namaściła go olejkiem narodowym. Ściśle rzecz biorąc, nie był jeszcze mesjaszem – dopiero miał się nim stać

Jednakże w Ewangelii św. Jana (12, 1-3) sprawa ta wygląda zupełnie inaczej. Ewangelista podaje, że Jezus został namaszczony sześć dni przed Paschą, przed wkroczeniem do Jerozolimy. Tak więc w jego Ewangelii Jezus, wjeżdżając do Jerozolimy, słusznie witany był jako mesjasz, gdyż otrzymał już  święte namaszczenie. Rodzi się pytanie – kto mówi prawdę? Jan czy trzej pozostali ewangeliści?  Nie sposób tego stwierdzić.  Można potwierdzić, że wersja św. Jana uwiarygadnia triumfalne wkroczenie Jezusa do Jerozolimy, w odróżnieniu od trzech pozostałych. Tylko Jan podaje, że tą, która namaściła Jezusa , była Maria , siostra Łazarza..

.........................................................................

Piłat był oficjalnym przedstawicielem cesarstwa rzymskiego w Judei, a najbardziej drażliwym problemem miedzy władzą rzymska i Żydami było płacenie podatków. Żydzi odmawiali płacenia podatku cesarzowi. A tymczasem , ich prawowity król Jezus nakazywał swojemu ludowi płacić podatki. Jak Piłat mógł sądzić i skazać na śmierć człowieka, który przynajmniej na pozór popierał politykę Rzymu?

W Nowym Testamencie czytamy, że „Żydzi” krzyczeli, domagając się krwi Jezusa. Przekonanie o tej winie rzekomej Żydów przetrwało prawie dwa tysiące lat. Dopiero pod koniec lat szśćdziesiątych ubiegłego wieku Watykan uznał je za fałszywe i nakazał usunąć ze swego nauczania.

..............................................................................

Piłat nie mógł sobie pozwolić na ukrzyżowanie Jezusa, mogliby zostać poinformowani zwierzchnicy w Rzymie. Podjął kroki zmierzające do ocalenia Jezusa. Umówił się na rozmowę z członkiem Sanhedrynu, przyjacielem Jezusa, zamożnym Józefem z Arymatei.

Tenże M. Baignet opisuje ukrzyżowanie;

Ukrzyżowanie było nie tyle sposobem wykonywania egzekucji, co zadręczeniem na śmierć.

Ofiarę wiązano i wieszano na krzyżu, opierając jej nogi na bloku u podstawy konstrukcji. Przywiązywano je do bloku, choć archeolodzy trafili przynajmniej na jeden przykład przybicia każdej stopy gwożdziem. Ciężar wiszącego ciała sprawiał, że oddychanie stawało się bardzo trudne, można było oddychać tylko dzięki nieustannemu wypychaniu się w górę nogami i stopami w celu zmniejszenia napięcia w klatce piersiowej. Zmęczenie po czasie brało górę. Wtedy ofiara osuwała się, oddychanie stawało się niemożliwe i ukrzyżowany umierał z powodu uduszenia.  Uważało się, że trwało to około trzech dni.

Aby skrócić męczarnie, często łamano nogi ofiary, pozbawiając ją możliwości podtrzymywania ciała. Wtedy ciało osuwało się i błyskawicznie następowała śmierć przez uduszenie. W Nowym Testamencie czytamy u św. Jana, że nogi dwóch zelotów ukrzyżowanych obok Jezusa zostały złamane, lecz gdy żołnierze podeszli, by uczynić to samo Jezusowi, zobaczyli, że już umarł (J 19, 33).

H. Schonfeld sugeruje, że Jezus został odurzony narkotykiem, zanim powieszono go na krzyżu, tak, że wyglądał jak umarły, lecz póżniej po zdjęciu można go było odratować. Nie jest to naciągany pomysł i spotkał się z życzliwym przyjęciem.

W Ewangeliach odnotowano dziwny incydent: otóż Jezus skarżył się, że chce mu się pić. Podano mu gąbkę namoczoną w occie i zatkniętą na długim kiju. Zamiast ocucić Jezusa, napój spowodował jego śmierć. Uważa się to za dziwną reakcję.

W Ewangelii św. Jana czytamy, że Jezusowi wbito włócznię w bok i pociekła krew. Można z tego wyciągnąć dwa wnioski: po pierwsze, nie wbito włóczni w serce czy w głowę, zatem cios nie stanowił bezpośredniego zagrożenia życia. A po drugie, wypłynięcie krwi wskazuje, że Jezus wciąż jeszcze żył.

Mateusz dodaje, że właścicielem grobowca był zamożny i wpływowy Józef z Arymatei. Jan wspomina, że grobowiec otaczał ogród, sugeruje w ten sposób, że był to prywatny teren należący do Józefa z Arymatei. Jan podkreśla również, ze Jezusa zdjęto szybko i złożono do tego grobu. Póżniej dodaje jeszcze ciekawą rzecz: pisze mianowicie, że Józef z Arymatei ze swoim przyjacielem Nikodemem odwiedził grób w nocy, przynieśli oni dużą ilość przypraw korzennych, mirry oraz aloesu (J 19,39).

Obie substancje mają zastosowanie medyczne, zwłaszcza mirra, którą wykorzystywano do tamowania krwotoków. Żadnej nie wykorzystywano do balsamowania ciał zmarłych.

Marek (16,1) i Łukasz (23,56) także wspominają niejasno o tej kwestii, dodając, że kobiety – Maria Magdalena i Maria, „ matka Jakuba” – przyniosły do grobowca korzenie, gdy przyszły tam po zakończeniu szabasu.

Józef z Arymatei prosząc Piłata o wydanie ciała użył greckiego soma, co oznacza żywe ciało. Piłat , godząc się na zdjęcie Jezusa z krzyża, używa słowa ptoma (Mk 15, 43-45). To słowo oznacza zwłoki albo trupa. Z greckiego tekstu jasno wynika, że Józef prosi o żywe ciało Jezusa, a Piłat zgadza się, będąc przekonanym, że mowa o zwłokach.

Z tego fragmentu kanonicznej Ewangelii dowiadujemy się, że Jezus przeżył ukrzyżowanie.

Przytaczany wyżej autor mówi , iż wystarczyła inna perspektywa, odejście od teologicznego dogmatu, by spojrzeć na ukrzyżowanie w nowy sposób i przyjąć do wiadomości możliwość, ze Jezus mógł je przeżyć.

Jezus cierniem ukoronowany (obraz Dore)

 


Zmartwychwstanie (obraz: Neidthardt


oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z historii chrześcijaństwa

wtorek, 12 kwietnia 2011 22:08


                                           Kto chce niech wierzy...

 

Jako świecki badacz historii, w kręgu moich amatorskich zainteresowań znajduje się historia chrześcijaństwa. Zainteresowania te zmuszają mnie do poznawania – oprócz tekstów kanonicznych –  tekstów historyków wywodzących się z różnych odłamów chrześcijaństwa, a nawet nie mających nic wspólnego z nim.

Książek o tej tematyce pojawiło się i pojawia nieustannie na rynku księgarskim duża ilość. Można powiedzieć, według mnie, są znakiem czasu.

 

....................................................................................................................................

Tekst napisany poniżej proponuję na zasadzie „ kto chce niech wierzy”.

Natomiast, nie można udawać, że takich tekstów  nie ma.

M. Baignet napisał: Z całą pewnością Nowy Testament nie jest rzetelną kroniką historyczną. Teksty są niespójne, niekompletne, zniekształcone i tendencyjne. Relacja o tym , że Jezus poparł płacenie podatku cesarzowi, była póżniejszym dodatkiem, mających przekonać obywateli greckich i rzymskich, przechodzących na chrześcijaństwo, iż w nowej religii nie ma niczego grożnego politycznie, że nie stanowi ona politycznego zagrożenia dla panowania Rzymu.

Wedle relacji Mateusza, Jezusa namaściła jakaś „niewiasta”, w Ewangelii św. Jana nazwana „Marią z Betanii” (12,3), a zdarzyło się to w domu, w którym mieszkała razem z siostrą i bratem Łazarzem, niedawno „ wskrzeszonym z martwych”. W społeczeństwie, w którym namaszczeń królów i kapłanów dokonywali wyłącznie mężczyżni, należy uznać za wydarzenie bezprecedensowe. Namaszczenia miałaby dokonać Maria z Betanii, a nie ta, która znaczyła tak wiele w kręgu uczniów Jezusa; Maria Magdalena. Chyba, że w istocie Maria z Betanii była Marią Magdaleną. Wedle M. Starbird , która w przekonujący sposób dowodzi, że określenie „Magdalene’ nie pochodzi od nazwy miasta Magdala. Innymi słowy, jeśli to objaśnienie jest trafne, to Maria z Betanii, „Magdalene”, żona mesjasza, nazywana była „Marią Wielką”. Oznaczałoby to, że Jezus otrzymał namaszczenie od własnej żony!

Jak już wspomniano, Jezus został namaszczony dopiero dwa dni po przybyciu do Jerozolimy, w pewnym domu w Betanii, gdzie siostra Łazarza, Maria namaściła go olejkiem narodowym. Ściśle rzecz biorąc, nie był jeszcze mesjaszem – dopiero miał się nim stać

Jednakże w Ewangelii św. Jana (12, 1-3) sprawa ta wygląda zupełnie inaczej. Ewangelista podaje, że Jezus został namaszczony sześć dni przed Paschą, przed wkroczeniem do Jerozolimy. Tak więc w jego Ewangelii Jezus, wjeżdżając do Jerozolimy, słusznie witany był jako mesjasz, gdyż otrzymał już  święte namaszczenie. Rodzi się pytanie – kto mówi prawdę? Jan czy trzej pozostali ewangeliści?  Nie sposób tego stwierdzić.  Można potwierdzić, że wersja św. Jana uwiarygadnia triumfalne wkroczenie Jezusa do Jerozolimy, w odróżnieniu od trzech pozostałych. Tylko Jan podaje, że tą, która namaściła Jezusa , była Maria , siostra Łazarza..

.........................................................................

Piłat był oficjalnym przedstawicielem cesarstwa rzymskiego w Judei, a najbardziej drażliwym problemem miedzy władzą rzymska i Żydami było płacenie podatków. Żydzi odmawiali płacenia podatku cesarzowi. A tymczasem , ich prawowity król Jezus nakazywał swojemu ludowi płacić podatki. Jak Piłat mógł sądzić i skazać na śmierć człowieka, który przynajmniej na pozór popierał politykę Rzymu?

W Nowym Testamencie czytamy, że „Żydzi” krzyczeli, domagając się krwi Jezusa. Przekonanie o tej winie rzekomej Żydów przetrwało prawie dwa tysiące lat. Dopiero pod koniec lat szśćdziesiątych ubiegłego wieku Watykan uznał je za fałszywe i nakazał usunąć ze swego nauczania.

..............................................................................

Piłat nie mógł sobie pozwolić na ukrzyżowanie Jezusa, mogliby zostać poinformowani zwierzchnicy w Rzymie. Podjął kroki zmierzające do ocalenia Jezusa. Umówił się na rozmowę z członkiem Sanhedrynu, przyjacielem Jezusa, zamożnym Józefem z Arymatei.

Tenże M. Baignet opisuje ukrzyżowanie;

Ukrzyżowanie było nie tyle sposobem wykonywania egzekucji, co zadręczeniem na śmierć.

Ofiarę wiązano i wieszano na krzyżu, opierając jej nogi na bloku u podstawy konstrukcji. Przywiązywano je do bloku, choć archeolodzy trafili przynajmniej na jeden przykład przybicia każdej stopy gwożdziem. Ciężar wiszącego ciała sprawiał, że oddychanie stawało się bardzo trudne, można było oddychać tylko dzięki nieustannemu wypychaniu się w górę nogami i stopami w celu zmniejszenia napięcia w klatce piersiowej. Zmęczenie po czasie brało górę. Wtedy ofiara osuwała się, oddychanie stawało się niemożliwe i ukrzyżowany umierał z powodu uduszenia.  Uważało się, że trwało to około trzech dni.

Aby skrócić męczarnie, często łamano nogi ofiary, pozbawiając ją możliwości podtrzymywania ciała. Wtedy ciało osuwało się i błyskawicznie następowała śmierć przez uduszenie. W Nowym Testamencie czytamy u św. Jana, że nogi dwóch zelotów ukrzyżowanych obok Jezusa zostały złamane, lecz gdy żołnierze podeszli, by uczynić to samo Jezusowi, zobaczyli, że już umarł (J 19, 33).

H. Schonfeld sugeruje, że Jezus został odurzony narkotykiem, zanim powieszono go na krzyżu, tak, że wyglądał jak umarły, lecz póżniej po zdjęciu można go było odratować. Nie jest to naciągany pomysł i spotkał się z życzliwym przyjęciem.

W Ewangeliach odnotowano dziwny incydent: otóż Jezus skarżył się, że chce mu się pić. Podano mu gąbkę namoczoną w occie i zatkniętą na długim kiju. Zamiast ocucić Jezusa, napój spowodował jego śmierć. Uważa się to za dziwną reakcję.

W Ewangelii św. Jana czytamy, że Jezusowi wbito włócznię w bok i pociekła krew. Można z tego wyciągnąć dwa wnioski: po pierwsze, nie wbito włóczni w serce czy w głowę, zatem cios nie stanowił bezpośredniego zagrożenia życia. A po drugie, wypłynięcie krwi wskazuje, że Jezus wciąż jeszcze żył.

Mateusz dodaje, że właścicielem grobowca był zamożny i wpływowy Józef z Arymatei. Jan wspomina, że grobowiec otaczał ogród, sugeruje w ten sposób, że był to prywatny teren należący do Józefa z Arymatei. Jan podkreśla również, ze Jezusa zdjęto szybko i złożono do tego grobu. Póżniej dodaje jeszcze ciekawą rzecz: pisze mianowicie, że Józef z Arymatei ze swoim przyjacielem Nikodemem odwiedził grób w nocy, przynieśli oni dużą ilość przypraw korzennych, mirry oraz aloesu (J 19,39).

Obie substancje mają zastosowanie medyczne, zwłaszcza mirra, którą wykorzystywano do tamowania krwotoków. Żadnej nie wykorzystywano do balsamowania ciał zmarłych.

Marek (16,1) i Łukasz (23,56) także wspominają niejasno o tej kwestii, dodając, że kobiety – Maria Magdalena i Maria, „ matka Jakuba” – przyniosły do grobowca korzenie, gdy przyszły tam po zakończeniu szabasu.

Józef z Arymatei prosząc Piłata o wydanie ciała użył greckiego soma, co oznacza żywe ciało. Piłat , godząc się na zdjęcie Jezusa z krzyża, używa słowa ptoma (Mk 15, 43-45). To słowo oznacza zwłoki albo trupa. Z greckiego tekstu jasno wynika, że Józef prosi o żywe ciało Jezusa, a Piłat zgadza się, będąc przekonanym, że mowa o zwłokach.

Z tego fragmentu kanonicznej Ewangelii dowiadujemy się, że Jezus przeżył ukrzyżowanie.

Przytaczany wyżej autor mówi , iż wystarczyła inna perspektywa, odejście od teologicznego dogmatu, by spojrzeć na ukrzyżowanie w nowy sposób i przyjąć do wiadomości możliwość, ze Jezus mógł je przeżyć.

 

Jezus cierniem ukoronowany (obraz Dore)


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Charakterystyka i obyczaje

sobota, 02 kwietnia 2011 20:50

Charakterystyka Kaszubów napisana przez dwóch księży.

 

Pierwszym księdzem z tej dwójki, którego obserwacje chcę przedstawić jest dziekan Bieszk (Bieschki)  z parafii  Strzepcz w powiecie wejherowskim.  Działo się to w latach sześćdziesiątych XIX wieku. Zapis ten opublikował Oskar Kolberg w tomie Pomorze. Dokonał własnych obserwacji jak również oparł się na opisach innych autorów.

Swoją charakterystykę  Kolberg zakończył zdaniem:

Zakończę charakterystykę tę słowami pewnego światłego księdza katolickiego (dziekan Bieszk)  o Kaszubach katolickich w Prusach Zachodnich, „ Lud  ten odznacza się uczciwością i dobrodusznością(prostotą) . Kaszubi nic u siebie nie zamykają; o kradzieży i oszukaństwie we wioskach kaszubskich prawie nigdy nie słychać. Tylko gdy największą dotknięty zostanie nędzą , Kaszuba ucieka się do kradzieży, ale ukradnie wtedy jedynie kęsek chleba, a pieniędzy i czego bądż cenniejszego wcale nie ruszy. W ogóle cały gmin kaszubski słynie ze swej poczciwości , pierwszeństwo i pod tym względem trzymając nad kolonistami niemieckimi tutaj osiadłymi; u ostatnich także daleko więcej znajdziesz rozpasania niż u Kaszubów. Kaszubi są nabożni i oddani kościołowi; duchowieństwo wywiera na nich wpływ jak najwszechstronniejszy. Prawość ich jest niezmyśloną, a o naruszeniu wiary małżeńskiej niemal tu nie słychać. Dziewczęta czci swojej strzegą; na 200 dzieci z małżeńskiego spłodzonych łoza w wioskach kaszubskich zaledwie jedno urodzi się z nieprawych związków. [...] Uczucia wspólności między Kaszubami wcale dziś już nie ujrzysz, przeciwnie , Kaszuba więcej jeszcze niż Niemiec lubi samotność i przy pierwszej sposobności wynosi się ze wsi, odosabnia i własne na osobności buduje sobie domostwo. Kaszuby w ogóle wielkimi obdarzeni są zdolnościami. Co się tycze praktycznego ich rozumu , to widocznie oni w tym najpodobniejsi do Moskali, czyli Rosjan ( niezwykłe  porównanie kaszubskiego księdza!). Co tylko Kaszuba zobaczy gdziekolwiek korzystnego , przejmuje natychmiast. W nader wysokim stopniu rządzi nim duch pojętności i spekulacji. Jak tylko ma talara w mieszku , już myśli on o nabyciu drugiego. Wszyscy Kaszubi są w duszy kupcami i przemysłowcami; cała Kaszubia zajmuje się spekulacjami. Przeciwnie, Polak z gminu nie puszcza się nigdy na spekulację i wyłącznie zajmuje się rolą i pastwiskami”.

Kolberg dodaje od siebie;

Kaszuba daleko jest chłodniejszy, ostrożniejszy, poważniejszy i rzetelniejszy w słowie i zamiarach; Polak zapalczywy i do uniesień skory, żywy, lekkomyślny i niestateczny. Polak chętniej nierównie oddaje się weselu i ochocie niż Kaszuba; Polak ma w sobie mało ducha przemysłowości i i skłonniejszy do utraty niż do obrotności i oszczędności; Kaszuba, przeciwnie, jest człowiekiem przemyślnym i rachunkowym. Można powiedzieć, ze obie te gałęzie jednego szczepu słowiańskiego, Polacy i Lachy nadbałtyckie , były stworzone na to, aby się wzajemnie dopełniały, i nie ma wątpliwości, że gałąż nadbałtycka , odpowiednio cechom ją odznaczającym , mogłaby była ważny wywrzeć wpływ na ogólny rozwój braci swych i sąsiadów polskich, gdyby historia nie doprowadziła jej była do politycznej i liczebnej nicości i nie była przygotowała stopniowego jej obumarcia.

                                                                           *

Drugim księdzem (pastorem) był Niemiec G. L. Lorek, który przez trzydzieści lat (1806 – 1837)  był proboszczem kaszubskiej parafii Cecenowo w powiecie lęborskim. Wcześniej spotkał się z językiem kaszubskim i kaszubszczyzną , kiedy był rektorem szkoły miejskiej w Chojnicach w latach 1786 – 1803. Swoje spostrzeżenia opublikował w 1820 r. a więc ok. 50 lat wcześniej od dziekana Bieszka.

Pamiętajmy, że ten pastor i nauczyciel języka niemieckiego w cecenowskiej szkole zasłynął jako rzetelny realizator procesu germanizacyjnego, czemu  zresztą nie należy się dziwić.

Był porządnym urzędnikiem jego królewskiej pruskiej  mości!

Poznajmy fragmenty;

„ Kaszuba lekceważy Niemca. Radko on Pomerianinowi , jak zwykł pogardliwie nazywać pomerańskiego Niemca, da odpowiedz na uczynione przezeń zapytanie i wtedy nawet, gdy go dobrze zrozumiał i mógłby odpowiedzieć po niemiecku. Język prostego ludu bardzo rozciągły i gdy mówi powoli, monotonny i mający przeciwną czy przykrą dla ucha śpiewność. W wyrazach trójzgłoskowych nacisk ( akcent) pada zawsze na pierwszą zgłoskę, od czego mowa przybiera po większej części charakter podskakiwający. Baby nie gadają tu, ale krzyczą, co je nieznośnymi czyni. Zdaje się, jakoby słyszał wieczne łajanie. Niski stopień wykształcenia umysłowego , na którym stoją tu Kaszuby przy rzece Łebie, jak i dalej ku zachodowi, i tym także się uwydatnia , że nie mają oni własnych przysłów i pieśni narodowych. Nigdy nie usłyszysz , aby Kaszuba śpiewał cośkolwiek. Milczący, bez radości i bez myśli przechodzi on przez drogę żywota. Z rzadka pobudza go uczucie religijne do odśpiewania nabożnej pieśni w kościele, ale i tę też nieczęsto odeń usłyszysz. Wszakże, niekiedy dziewki, wracając wieczorem z sianokosu, wyciągną głosem monotonnie dżwięczącą pieśń duchowną, ale z ukończeniem robót w polu i te także zamilkają pieśni.

Charakter Kaszubow obyczajowy takim jest, jakim było dotąd ich stanowisko w społeczeństwie, mianowicie: niewolniczy. Kaszuba nie ma prawie żadnego pojęcia o grzeczności, przyzwoitości i uprzejmości i do każdego przemawia zaimkiem ty albo on; o niemieckim Sie  ( oni , państwo – Kaszubi mówią przez wy) on nie wie nic i nie ma odpowiedniego wyrażenia. Ale co gorsza , nader mało on ma poczucia wdzięczności, mało okazuje usłużności, przyjażni.  Z tym wszystkim bezzasadnym jest przyjęte tu powszechnie mniemanie , jakoby pałką tylko lub szklanką wina pobudzić Kaszubę było można do oddania żądanej przysługi; chociaż zaprzeczyć się nie da , że nie łatwo skłoni on się do uczynienia kroku jakiegokolwiek z li tylko przyjażni i  bez wynagrodzenia. To, co odrobić powinien, spełnia on niechętnie i jak najgorzej.

Chciwy na pieniądze i interesowny, odmawia on sobie wszelkiej przyjemności i rozkoszy prócz gorzałki, ile razy przyjdzie do miasta. Chleb tak sobie żle przysposabia i piecze, że sam tylko jeść go jest w stanie. Do chleba bierze najgorszą mąkę żytnią zmieszaną w większej połowie z jęczmieniem lub sam tylko jęczmień, wysuszony poprzednio i zmełty z łuszczką i ościami, mąka ta zatem piecze się w wilgotnym i rozdartym kartoflem; powstaje z tego chleb czarny , jak torf, i tak brzydki, że każden Niemiec brzydzić się nim musi. Kaszuby przeciwnie, z używania  tego chleba utrzymują zęby w białości tak świetnej, jak kość słoniowa, ale równie często doznają przezeń niestrawności i bólu żołądka, nierzadko o śmiertelną przyprawiającą ich chorobę. Mimo to wielu z nich cieszy sięjak najlepszym zdrowiem, a nawet i do póżnej dochodzi starości. Aby tylko jak najwięcej zgromadzić zboża na sprzedaż, Kaszuba odmawia sobie wszystkich wygód. Do najwyższego stopnia panuje u Kaszuby niechlujstwo w bieliżnie, odzieży, pościeli i mieszkaniu. Kaszuba gotów chwycić się wszelkich środków chytrości, intryg, podstępu i oszukaństwa, jak tylko spodziewa się środkami tymi dostąpić jakiejkolwiek dla siebie korzyści. Skłonność do kradzieży skierowana po większej części na porwanie drzewa, owoców i jarzyn (przywłaszczenie sobie których nie jest w mniemaniu Kaszubów bynajmniej grzechem) , jakkolwiek przy zdarzonej sposobności Kaszuba nie omieszka pochwycić i innych przedmiotów, jakie znajdzie pod ręką.

U Kaszubów rządzą wszystkim kobiety, one też bywają przywódcami w buntowniczych zebraniach przeciw rozporządzeniom władzy, wiedząc , że łatwiej niż płeć męska unikną kary i wysuną się spod odpowiedzialności. Kaszuba , póki czuje pustki w żołądku, póki głodny, nader jest uniżonym, pokornym; ale hardym się natychmiast staje , jak tylko zabezpieczonym się widzi od potrzeb i nędzy. Gdy nie ma przeciwnika, jest lwem , ale niech mu tylko surowo kto zajrzy w oczy, ukazuje jak największe tchórzostwo, o ile nie jest upojony gorzałką.

Jak wspomniałem na wstępie, są to fragmenty dłuższego opracowania.  

Można odnieść wrażenie, że dziekan Bieszk znał charakterystykę napisaną przez Lorka i przeciwstawił swoje spostrzeżenia Lorkowi. Prawda zapewne jest – jak zwykle – gdzieś pośrodku. Jedno i drugie opracowanie jest i pozostanie wartościowym żródłem historycznym.

A jak jest współcześnie?

Otóż znam osobiście dwie kaszubskie rodziny, ktore odpowiadają dokładnie charakterystyce opisanej przez niemieckiego księdza. Natomiast pozostale kaszubskie rodziny , których znam dość dużo odpowiadają charakterystyce księdza kaszubskiego. Zmieniło się wiele, ale  jednak !!


 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  147 294  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości