Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 731 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Powstanie Warszawskie

sobota, 24 lipca 2010 18:12

      

 

Godzinę „W" wyznaczono na 1 sierpnia 1944r. o godz. 5.00 po południu.

Ale...kto wyznaczył?

Na temat powstania warszawskiego 1944 r. napisano kilkadziesiąt książek, lepszych i gorszych. Apologizujących powstanie i nazywających zbrodnią przeciw ludzkości dokonaną przez hitlerowców, oraz zbrodnią dokonaną przez przywódców, którzy dali rozkaz do powstania.

Jadwiga Sosnkowska 

 

                                                                                                                                                                                                                          żona generała Kazimierza Sosnkowskiego, (po śmierci gen. Sikorskiego 4 lipca 1943 r.) - Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, od 8 lipca 1944 r. do 30 września 1944 r. -  w obszernym wywiadzie udzielonym W.T. Kowalskiemu w 1983 r. powiedziała m. in.:

„Powstanie Warszawskie było bohaterskim , acz niepotrzebnym zrywem, który kosztował Polskę tak wiele, że nawet dzisiaj dziś nie mogę w pełni zdać sobie sprawy z jego konsekwencji. Naturalnie, w chwili gdy znany stał się cały bezsens powstania, wyłoniło się pytanie : kto ponosi odpowiedzialność za tę niepotrzebną, szaloną decyzję? Wielu historyków wskazuje palcem na mojego męża. [...] mój mąż o tym wiedział. Wiedział, że sprawcy tej zbrodni - bo nie waham się użyć tego określenia - zrzucili winę na męża, że nie zapobiegł, nie przestrzegał, że nie hamletyzował i wreszcie wyjechał do Włoch". Sosnkowski pojechał na inspekcję II Korpusu do Włoch po bitwie pod Monte Cassino a przed bitwą o Anconę.

Myślę, że można mówić o zbrodni , o rozkazie zmierzającym  i nawołującym do zbiorowego samobójstwa.

 

„Wszyscy którzy rozpoczęli walkę wiedzieli, że idą na pewną śmierć, pozostali zazdrościli poległym. Siła rozpromieniała serca".

Antoni Chruściel /Monter/

Londyn dnia 20 sierpnia 1945

 

..................................................................................................................................

„ W Warszawie mury będą się walić i krew poleje się strumieniami, aż opinia światowa wymusi na rządach trzech mocarstw zmianę decyzji z Teheranu".

         Gen. Leopold Okulicki - wypowiedż na naradzie Komendy Głównej AK w lipcu 1944 (wg. zachowanych stenogramów).

 

...........................................................................................................................................

Tak oto sprawcy Powstania, na użytek opinii publicznej na Zachodzie, aby usprawiedliwić sprowokowaną katastrofę narodową, budowali legendę Powstania, jako wspaniałego zrywu patriotycznego ludu stolicy.  Mijając się z prawdą i operując napuszonymi frazesami i paranoicznymi sformułowaniami.

Komentarz powyżej: Jan Sidorowicz , żródło: www.powstanie.pl

 

Stanowisko Naczelnego Wodza  w sprawie powstania było klarowne- jak mówi Jadwiga Sosnkowska: 'Naczelny Wódz , generał Sosnkowski nie mógł wydać rozkazu o wybuchu powstania, ani o jego odwołaniu, bo to przekraczało to jego kompetencje. To było domeną rządu". Sosnkowski był za akcją konieczną do samoobrony i dywersji ludności cywilnej. A to jest kolosalna różnica. Cały okupowany kraj stosował te metody walki z okupantem.

Premierem rządu w Londynie był Mikołajczyk Stanisław. Delegatem Rządu na Kraj był Jan S. Jankowski. Komendantem Głównym AK był generał Bór - Komorowski. Zastępcą został gen. Okulicki , który przynaglał  Komendanta Głównego do powstania.

Według Jadwigi Sosnkowskiej : „21 lipca , a więc w dniu powstania PKWN , trzej przywódcy AK, generałowie: Bór - Komorowski,  Pelczyński i Okulicki, wbrew stanowisku Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego, nie pytając go o zdanie - podjęli decyzję o rozpoczęciu walk w stolicy".

Sosnkowski zdawał sobie sprawę z braków uzbrojenia, ponadto jego zdaniem był to akt szaleńczy w stolicy państwa, akt graniczący z samobójstwem miasta.

 

 

 

 

Sprawa odpowiedzialności jest ciągle dyskutowana. Obecnie opinie są krańcowo różne.

W książce pt. Kulisy Katastrofy Powstania Warszawskiego wydanej w Nowym Jorku w 2009 r. czytamy m. in.;

Dzwon nie powinien nosić imienia Antoniego Chruściela lecz Dwustu Tysięcy Ofiar Ludności Cywilnej Warszawy i bić dla uczczenia Ich pamięci.

 

Pomnik nie powinien nosić imienia Leopolda Okulickiego lecz Dwudziestu Tysięcy Bohaterskich Żołnierzy Armii Krajowej poległych w Powstaniu.

 

Nazwy ulic, placów, szkół i innych miejsc publicznych powinny nosić wyłącznie imiona ludzi spośród Bohaterów, Ludności Cywilnej i Żołnierzy Warszawy, poderwanych do walki oszukańczym rozkazem Bora - Komorowskiego z 1 sierpnia 1944.

............................................................................................................................................

Norman Davies opublikował obszerne opracowanie pod tytułem „Powstanie 44", z którego przytoczę kilka fragmentów:

 

[...] 26 lipca 1944 r. zachodni dziennikarz przeprowadził wywiad z marszałkiem Rokossowskim, oto fragment :

Werth: Czy masakra i zniszczenia w Warszawie nie wywierają jakiegoś strasznie przygnębiającego wpływu  na polską ludność tutaj?

Rokossowski: Oczywiście, że tak. Ale dowództwo AK zrobiło straszliwy błąd. To my (Armia Czerwona )jesteśmy odpowiedzialni za wojnę w Polsce; to my jesteśmy armią, która w ciągu najbliższych miesiącach wyzwoli cały kraj. A „Bór" - Komorowski jego otoczenie wyskoczyli kak ryżyj w cyrkie, jak klown, który wpada na arenę cyrkową w nieodpowiednim momencie i potyka się o dywan(...). Gdyby chodziło tylko o cyrkowe błaznowanie, to nie byłoby sprawy, ale za polityczną sztuczkę trzeba będzie zapłacić życiem setek tysięcy ludzi. To straszliwa tragedia i teraz próbują zrzucić winę na nas (...).

A czy sądzi pan - zakończył Rokossowski - że nie zajęlibyśmy Warszawy, gdybyśmy byli w stanie to zrobić? Cały pomysł, że w takim czy innym sensie boimy się AK, jest po prostu absurdalnie idiotyczny.

...........................................................................................................................................

No cóż...nic dodać, nic ująć.

Ostatni strzał w powstaniu padł wieczorem 2 pażdziernika. Powstanie trwało 63 dni. Wolności nie było.

...................................................................................................................................

W 1212 r.  urządzono wyprawę krzyżową tzw. dziecięcą. Z 30 tysięcy zaokrętowanych  dzieci, żadne nie dotarło do Ziemi Świętej . Wszystkie poginęły w różnych okolicznościach. Organizatorami , oprócz papieża (Innocenty III) , który zawsze patronował wyprawom krzyżowym, było duchowieństwo francuskie i włoskie. Historia nazwała ich ludżmi haniebnymi, a czyn ten nazwała zbrodniczym.


Fot. -Arch. Ośrodka Karta (Warszawa)

A jak określić dowódców Powstania, którzy posyłali te dzieci ( na obrazku z XX wieku) pod kule  karabinów?.

Mały Powstaniec  ( Żródło: Internet)

Żal ogarnia na widok tych dzieci. Głupota dorosłych przewyższyła wysokość Himalajów. Jeżeli istnieje piekło, to z pewnoscią tam trafili.
............................................................................................................................................

W Powstaniu brało udział - co jest rzeczą oczywistą - duchowieństwo katolickie.

[...] W roku 1960 w uroczystość Zesłania Ducha Świętego kardynał Wyszyński przywołał słowa papieża Piusa XII , który uznał powstanie warszawskie za „tygiel, w którym oczyszcza się i uszlachetnia złoto najwyższej próby" . Tak... złoto poszło do grobów. Ten papież zapewnił w połowie sierpnia 1939r. ambasadora hitlerowskich Niemiec von Bergena , że powstrzyma się od jakiegokolwiek potepienia Niemiec, kiedy te uderzą na Polskę ( Falconi, Das Schweigen des Papstes str. 240). Po napaści nie potępił Hitlera - milczał. Czyżby katolicy polscy byli mniej wartościowi niż katolicy niemieccy, można było ich napaść i zabijać? .  Osobliwe to zaiste zawołanie Kościoła: "Umiłowni bracia w Chrystusie".                                                                                                                                                                                                 Kardynał przypisywał powstańcom miłość i wiarę, wspominał o ofierze „ najlepszych synów stolicy', łączących w sobie „szlachetne poczucie honoru człowieka" i „ silne przekonanie wiary chrześcijańskiej". Doszukiwał się analogii do ofiary Chrystusowej na Krzyżu.

Prymas Wyszyński może sobie pozwolić, ponieważ wywodzi swoją perspektywę z wartości religijnych, ponadczasowych i wiecznych, widząc w tragedii powstania uzupełnienie ofiary zbawczej Jezusa Chrystusa. Widząc w cierpieniach narodu analogię do cierpienia każdego człowieka - mówiąc o misterium cierpienia, misterium Krzyża (P.Skibiński).

 

 

Odnoszę wrażenie, że te same intencje i przesłanki kierowały tymi, którzy organizowali krucjatę dziecięcą w 1212 r. Czyżby świat przez tysiąc lat nic się nie zmienił?

A jednak się zmienił, o czym świadczą współczesne oceny opisanych wyżej wydarzeń. Kościół miał i ma nadal swoją teologiczną ocenę, ale współczesny świat świeckich też ma swoją i publikuje ją. Od tego nie ma ucieczki.

 

Do grona osób  które wg. Piusa XII brały udział „ w tyglu w którym oczyszcza się i uszlachetnia złoto najwyższej próby", należał „Witold" który naprawdę nazywał się Witold Pilecki ( N. Davies) , był Polakiem ze wschodu urodzonym w Ołońcu (Karelia) nad Morzem Białym i wykształconym na Litwie. Przedwojenny oficer rezerwy, od 1939 r. czynnie działał w konspiracji podziemnej warszawskiej. Podczas Powstania dowodził kompanią ze zgrupowania „Chrobry II". Był żołnierzem pełnym niezwykłej determinacji. (Był niewątpliwie wielkim ryzykantem, ale czy miał prawo narażać sobie podwładnych żołnierzy na niepotrzebne ryzyko utraty życia - to jest pytanie zasadnicze?.

Miejsce w historii zapewnił sobie wcześniej - we wrześniu 1940 r., kiedy dał się aresztować funkcjonariuszom Gestapo po to, aby na własne oczy zobaczyć od środka Auschwitz. Miał numer obozowy 4859. Po założeniu pierwszej w obozie komórki ruchu oporu w kwietniu 1943 r. znalazł sposób, aby z niego uciec i napisał pierwszy wiarygodny raport na temat panujących tam warunków. ( Tyle na razie u Daviesa).

 

„Dobrowolne"( niewiarygodne dla tych którzy pamietają terror okupanta)  aresztowanie Pileckiego przez Gestapo ( szerzej o kulisach w WWW historycy.org -Witold Pilecki) zakończyło się dostarczeniem go do obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie przeżył szok , który spowodował trzykrotnie chorobę z której ledwo wyszedł dzięki lekarzowi o nazwisku dr. Dering. Zorganizował tzw. piątkę mającą za cel przygotowanie oporu zbrojnego w obozie. Grupa ta została pózniej włączona  do Związku Organizacji Wojskowych pod dowództwem płk. Kazimierza Heilmana - Rawicza.
W panelu "historycy.org." znajdujemy nastepujacy opis decyzji Pileckiego:
" Pilecki zgłosił mjr. Włodarkiewiczowi ( dowódcy Pileckiego) projekt swojego dobrowolnego pójścia  do KL Auschwitz dla przesyłania raportów o sytuacji oraz stworzenia tam zakonspirowanej organizacji oporu wśród więżniów. Nie do końca wyjaśnione są okoliczności podjęcia tej decyzji przez "Witolda".
Pilecki był w pewnym konflikcie z Włodarkiewiczem ( swoim dowódcą) na tle wygórowanych ambicji Pileckiego oraz oporów wobec ZWZ. Włodarkiewicz wahał się z wyrażeniem zgody (zapewne jej nie wyraził jako odpowiedzialny człowiek i dowódca) na propozycję Pileckiego.  Płk. Janusz Albrecht "Wojciech" - ówczesny szef sztabu ZWZ , został powiadomiony o propozycji Pileckiego".
Pilecki powodowany sarmackim awanturnictwem i nieograniczonym wysokim mniemaniem o sobie,  pokazał swoim adwersarzom na co go stać. Zawsze, gdy wokół niego zaczynały się wpadki i aresztowania, sprytnie umykał. Zwerbowani i zorganizowani przez niego ludzie przeważnie ginęli. Nieprawdziwe są zeznania Pileckiego po wojnie przed sądem polskim o otrzymanym rozkazie udania się do Auschwitz od gen. "Grota" a przekazanym mu przez mjr. Włodarkiewicza.

Pilecki dążył do połączenia grup konspiracyjnych pod swoim kierownictwem w celu przygotowania powstania w obozie Auschwitz. Jako odpowiedzialny człowiek i  oficer powinien wziąć pod uwagę  przede wszystkim stosunek sił przed takim zamiarem.   Załoga obozu oświęcimskiego złożona z oddziałów SS liczyła powyżej 3 tysięcy ludzi. Wokół Auschwitz Niemcy skoncentrowali liczne jednostki Wermachtu oraz siły policyjne i funkcjonariuszy administracyjnych. Przy tej ilości niemieckich oddziałów przewidywano , że siły partyzanckie mogłyby je powstrzymać i otworzyć obóz koncentracyjny na około pół godziny, a przez ten czas mogłoby uciec 200 - 300 więżniów. Dla reszty więżniów byłaby to zagłada. Taki był plan Pileckiego. Na szczęście w Komendzie Krakowskiej  AK byli ludzie mądrzy i odpowiedzialni i nie pozwolili na ten paranoidalny krok. Pilecki i towarzysze wydali się im mocno podejrzanymi „uciekinierami" z Auschwitz.

Wiosną 1943 r. rozpoczęły się aresztowania wśród najbliższych współpracowników „Tomasza Serafińskiego" w obozie. Gestapo miało coraz więcej danych o obozowej konspiracji. W czasie świąt wielkanocnych z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki wraz z Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim uciekli z obozu ( przez bramę wzdłuż torów kolejowych - niczym z kurortu. Jak było naprawdę , wiedział Cyrankiewicz.). Następnie Pilecki pojechał do Warszawy do komendy Głównej AK ze swoim szaleńczym planem przeprowadzenia akcji odbicia więżniów oświęcimskich. 

Komenda Głowna AK również odrzuciła Pileckiego , radząc mu zajęciem się pomocą dla rodzin oświęcimiaków, czym też się zajął. Ten oficer stracił poczucie realizmu wojskowo - wojennego i nie mógł być traktowany poważnie.

Udział Pileckiego w Powstaniu Warszawskim przedstawiłem powyżej wg. Daviesa - pomijając jego harce na barykadzie powstanców. Rzeczą znamienną jest, iż autor 746 stronicowej obszernej i dokładnej opartej na  żródłach książki ( wyd. 1957)  o powstaniu Adam Bartkiewicz- uczestnik powstania  redaktor i pułkownik AK - nie wspomina imiennie Pileckiego, aczkolwiek dokładnie opisuje akcje bojowe i podaje nazwiska dowódców pododdziałów Zgrupowania "Chrobry II". W szeregach tego ugrupowania walczył Pilecki. Oznacza to, że niczym szczególnym się nie wyróżnił. Podobną sytuację znajdujemy w obszernej  książce gen. Jerzego Kirchmayera pod tytułem Powstanie Warszawskie, wydanej w 1959r. Te dwie pozycje historyczne o tak szczegółowej dokumentacji żródłowej uważam za podstawowe i najważniejsze w zakresie opisu działań militarnych Powstania Warszawskiego. Cenne są wspomnienia  kombatantów polskich żyjących na  emigracji, w Londynie, Nowym Jorku czy Kanadzie. Pozostałe zaś pisane są na zamówienie pewnych opcji, środowisk a nawet osób , często odbiegają od faktów, lub je świadomie pomijają. Skupiają się przede wszystkim na zagmatwanym aspekcie politycznym Powstania Warszawskiego.


Po 63 dniach walki Powstanie Warszawskie upadło. Powstańcy musieli złożyć broń i udać się do niewoli. 5 pażdziernika 1944 r. już rotmistrz ( awansowny, gdy był w obozie, niezgodnie z zasadami awansowymi) Witold Pilecki wraz z żołnierzami Zgrupowania „Chrobry II" wyruszył do Ożarowa, skąd po kilku dniach pojechał do Lamsdorf, a 19 pażdziernika skierowano go do Mumau. Tam przebywał do wyzwolenia opiekując się młodymi powstańcami, za co otrzymał wdzięczne miano „Taty". 9 lipca 1945 r. Witold Pilecki wyjechał z obozu w Mumau do II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych we Włoszech. Tam otrzymał oficjalny przydział do służby, ale jednocześnie urlop, który miał wykorzystać na przygotowanie się do powrotu do Polski. ( L. Świerczek, Muzeum Woli) W drugiej połowie pażdziernika 1945 r. wyruszył do kraju razem z Marią Szelągowską, współpracowniczką z okresu okupacji ( o której Davies tak napisał: jego życiowa partnerka, oboje przeżyli kilka sielankowych miesięcy z 2 Korpusem we Włoszech, a potem znów poszli za głosem obowiązku). A więc, Maria Szelągowska była życiową partnerką ( wg. Daviesa) Pileckiego, ale on miał żonę i dzieci?. Ta żona osobiście pisała i prosiła Prezydenta B. Bieruta o łaskę dla męża gdy otrzymał wyrok śmierci. Czyżby akceptowała podwójne życie "bohatera"?. Można by pominąć ten szczegół z życia osobistego jak to czyni wiekszość jego biografów, ale... kilka szkół obrało go sobie jako patrona -jako wzór-  do naśladowania przez dzieci i młodzież. A w tym momencie ma znaczenie nie tylko postawa patriotyczna, ale również postawa etyczno - moralna patrona. Zwłaszcza, że przypadł do gustu środowiskom, które przywiązują wielką wagę do tzw. "wartości chrześcijańskich'". 
Pilecki podczas pobytu w II Korpusie nie uniknął nieporozumień wynikajacych z jego wybujalej ambicji dowodzenia. Gen. Bór- Komorowski wspominał: , że w "1 Dywizji Pancernej oraz w II Korpusie" traktowano " naszych żołnierzy AK jako podpalaczy Warszawy nawet na Zachodzie" (J. K. Zawodny s.134). Być może to również zadecydowało o powrocie (o wysłaniu) Pileckiego z powrotem do Polski


Po powrocie do kraju Witold Pilecki był przekonany, że „polscy" komuniści są agentami wrogiego mocarstwa. Pozostał wierny przysiędze wojskowej i prawowitemu rządowi Rzeczypospolitej Polskiej i jej dowództwu wojskowemu. Jednak pomylił kierunki, gdyż ta władza rezydowała w Londynie. Inni Polacy we Włoszech wybrali prawidłowy kierunek.  Nie była to jedyna pomyłka Pileckiego.

Davies pisze, że „ nie ulega wątpliwości, że „Witold"  był pracownikiem wywiadu polskiego rządu na uchodżstwie i że wrócił do kraju z pełną świadomością, iż jeśli zostanie schwytany , będzie oskarżony o zdradę i szpiegostwo. Tak też się  stało. Postawiono go przed sądem i stracono w mokotowskim więzieniu w 1948 r.

Niejasne są relacje Pileckiego z Józefem Cyrankiewiczem  (współpraca z obozowym Gestapo?) . Poznali się w Auschwitz w ramach konspiracji . Po wojnie Cyrankiewicz mocno obciążył Pileckiego. Czy to wynikało z tego, że znależli się po innych stronach barykady, czy też zagrały jakieś nieporozumienia z Auschwitz?.

W Polsce występuje urodzaj na legendy i kulty, toteż kilka szkół obrało sobie Rotmistrza jako patrona. 
Niewykluczone, iż zostanie on zaproponowany do panteonu błogosławionych. Po kikudziesieciu latach zwłoki zostaną wydobyte, pokawałkowane i rozprowadzone w różne miejsca. Pobożny lud Boży nie zastanawia się nad sensem takich poczynań, akceptuje wszystko co mu podsunie dewocyjny ciemnogród - rzekomo patriotyczny. Ten wschodniokresowy awanturnik, którego specjalnością było umykanie w stosownej chwili -  nigdy nie zastąpi u nas na Pomorzu np. Bohaterskich Obronców Poczty Polskiej w Gdańsku  1939r.,  Lecha Bądkowskiego, czy innych lokalnych bohaterów.

9 maja 1945 r. zakończyła się wojna. Narody Europy i świata, wykrwawione i umęczone - w tym również naród polski - miały dosyć wojny i konspiracji, pragnęły pokoju. Ci którzy chcieli dalej konspirować i walczyć - walczyli, aż do końca, swojego końca. POKÓJ ZWYCIĘŻYŁ

......................................................................................................................................................

Dowódcą oddziałów powołanych do tłumienia Powstania (Korpsgruppe von dem Bach) rozkazem Himmlera z dnia 2 sierpnia 1944r. został generał SS ( SS - Obergruppenfuhrer) Erich von dem Bach - Zelewski.


Urodził się w Lęborku 1 marca 1899r. w rodzinie ziemiańskiej. Był potomkiem zubożałej szlachty kaszubskiej ( Dzięcielski M., Pomorskie Sylwetki). Był półpolakiem z matki. Uczęszczał do gimnazjów w Wejherowie, Brodnicy i Chojnicach. Znał niewątpliwie język polski a może nawet kaszubski, chociaż nigdy nie zdradził tego. W 1914 r. wstąpił do armii ochotniczo, awansując do stopnia podporucznika. Po pierwszej wojnie światowej zajął sie gospodarzeniem w dobrach rycerskich. Rodzina posiadała dobra w Barłominie, Tępczu,  Milwinie , Paraszynie, Zelewie, w powiecie wejherowskim. Do NSDAP wstąpił w 1930r. a rok póżniej do SS. Był bardzo aktywny, jego kariera rozwijała się błyskawicznie. Łączyły go bliskie stosunki z Himmlerem, który był ojcem chrzestnym jego syna.

1 sierpnia 1944r. von dem Bach- Zelewski przebywał w Sopocie. Gdy dowiedział się o wybuchu powstania , osobiście zwrócił się do Himmlera o mianowanie go dowódcą oddziału do stłumienia powstania. Pod względem politycznym podlegał tylko Himmlerowi, natomiast wojskowo podporządkował się dowódcy 9 armii Nikolausowi v. Vormannowi. Na początku powstania  Hitler i Himmler wydali rozkaz nr. 1 mówiący o zrównaniu Warszawy z ziemią i stłumieniu powstania bez litości. Rozkaz ten oprócz dowódcy armii, otrzymał również v. Bach- Zelewski.

29 września władze Powstania ustaliły, iż należy natychmiast rozpocząć rozmowy o kapitulacji miasta. Parlamentariusze udali się do dowództwa niemieckiego. Von dem Bach zaproponował ewakuację ludności cywilnej, wysunął propozycję kapitulacji i zapewnił o przyznaniu powstańcom praw kombatanckich. V.  dem Bach- Zelewski proponowal wcześniej kapitulację. Przeciwstawił się rozkazowi Himmlera, twierdził, że nie może wymordować wszystkich mieszkańców Warszawy, gdyż zabraknie mu amunicji. Było to oczywiście nieprawdą. On szukał porozumienia w celu poddania powstania. 9 września 1944r. rano Komenda Główna AK uznała dalszą walkę za beznadziejną, postanowila ogłosić kapitulację. Nawiązano rokowania w sprawie warunków kapitulacji . Trwały one dwa dni, po czym zostały przerwane. Ofensywa radziecka i zdobycie Pragi ożywiły nadzieje szeregów powstańczych , ludu Warszawy na pomyślne zakończenie Powstania.  Powstanie można było poddać wcześniej, kiedy było już wiadome, że Mikołajczyk nic nie załatwił u Stalina. Uratowano by tysiące istnień ludzkich i miasto.



1 sierpnia 1945 r. v. Bach - Zelewski został aresztowany przez Amerykanów.

Stanął przed Trybunałem  Międzynarodowym w Norymberdze nie jako oskarżony lecz jako świadek oskarżenia, przez co popełnione przez niego zbrodnie nie zostały mu sądownie dowiedzione. W procesie norymberskim Powstanie Warszawskie w ogóle nie było przedmiotem badań. Po wojnie był kilka razy sądzony, ale zawsze wychodził przed czasem. Przyznał, że to on dostarczył śmiercionośną pigułkę Góringowi.

Zmarł 8 marca 1972 r. w szpitalu na przedmieściach Monachium.
...............................................................................................................................................................................................................
Molak Andrzej, Powstanie Warszawskie - Mitologia Zrywu:

Mit "zwycięstwa moralnego". (fragment).

Kiedy nie staje już argumentów rzeczowych, apologeci Powstania odwołują się do emocji. Twierdzą, iż podobno " udowodniło ono że...".
No właśnie- co udowodniło? Że Polacy również walczyli z Hitlerem? Nie było to tajemnicą od 1 września 1939r. Czyżby naród najdłużej zmagajacy sie niemiecką opresją potrzebował jeszcze cokolwiek udowadniać?
Słyszymy też, że Powstanie było "zwycięstwem moralnym' . Czy potrzeba było stu kilkudziesieciu tysięcy trupów i spalonego miasta, by wykazać moralną wyższość idealisty - warszawiaka nad niemieckim bandytą z oddziałów Dirlewangera  czy Reinefartha? A Czesi, Francuzi, Belgowie, Holendrzy, Norwegowie, Duńczycy i Luksemburczycy, którym udało się uratować własne stolice spod niemieckiej okupacji - czyżby ponieśli z tego powodu " moralną klęskę"?
Póki co, krytyków Komorowskiego, Okulickiego i Chruściela współcześni " niepodległościowcy" szantażują tak "naukowym " argumentem, że "powstańców potępiali kiedyś komuniści". Ergo osoby sceptycznie traktujące "przewagi" dowództwa AK zdradzać muszą swe ideowe powinowactwo ze Stalinem i Bierutem.... Tak się jednak składa, że w ubiegłym roku te same " niepodległościowe" środowiska pod niebiosy wynosiły też generala Władysława Andersa - dowódcę II Korpusu Wojska Polskiego we Włoszech, zdobywcę Monte Casino, Ankony i Bolonii. A właśnie Anders - niezłomny antykomunista, więzień Łubianki, porównywany do Mojżesza (wyprowadził z domu niewoli ponad sto tysiecy rodaków) - jednoznacznie potraktował inicjatorów Powstania Warszawskiego.
Decyzję o jego rozpoczeciu nazwał ZBRODNIĄ

...................................................................................................................................................................................................

Autor wspomnień "Życie w powstańczej Warszawie" A. Rogalski napisał m. in.:
Po dniach patriotycznego uniesienia i optymistycznych nadziei nastąpila tragiczna odmiana.
"Doprawdy zgoła inne obrazy kojarzyły się nam z myślą o powstaniu stolicy Polski.Obrazy mocy i tryumfu, radości. Tymczasem cóż widzielismy pierwszej powstańczej niedzieli 6 sierpnia? Od samego brzasku szły Lesznem w stronę Starego Miasta nieprzejrzane tłumy ludzi, a za nimi unosiły się gęste kłęby dymu. Wola się paliła : Niemcy zdobywali Wolę i kto mógł , ten uciekał. W panicznym strachu kuśtykali starcy, matki unosiły niemowleta, biegły małe dzieci, mężczyżni dżwigali toboły, walizy, worki, pchali wózki. Wylała się na ulicę polska nędza. I to kiedy? W ten dzień, który spełnić miał pragnienie i tęsknoty tysięcy katowanych i ginących polskich bojowników o wolność.  Historia dnia 6 sierpnia była dniem przełomowym powstania, dniem, od którego zaczęło ono staczać się po równi pochylej, choć to trwać miało jeszcze tak długo. Historia obnażyła do dna kruchość, zwodniczość, fałszywość koncepcji powstania, jaką wytworzyli sobie jego przywódcy. Był to gmach sztuczny, bańka mydlana, płód lekkomyślności, polskiego ryzykanctwa, polskiego "jakoś to będzie" i bezmyślnosci(...).

Kiedy w rozmowie z Potockim caryca Katarzyna pouczała go, że słuszność nie poparta siłą nic nie znaczy, on milczał.
Natomiast, w odpowiedzi na ostrzeżenie ze strony ambasadora rosyjskiego, że powstanie sie nie powiedzie, Kościuszko dumnie odpowiedział:" iż są klęski, które sa zwycięstwami".


W toku odpraw w Komendzie Głównej AK w dniu 27 lipca - komendant Okręgu Warszawskiego płk. "Monter" A. Chruściel , informując o stanie zaopatrzenia w broń i amunicję - wypowiedział poglad, ze "brak broni zastąpi furia odwetu", nakazał uzbrajanie powstanców nie posiadajacych broni w siekiery, kilofy i łomy...


Niedostatek uzbrojenia uczynił  Powstanie imprezą samobójczą. Proporcje między stanem uzbrojenia obu stron po prostu nie istniały...


No cóż... Czy Powstanie Warszawskie zaliczyć można do klęsk, które są zwycięstwami? Czy jest ono tytulem do chwały?  Czy powodem do formułowania oskarżeń ?      Historia nigdy nie rozsądzi jednoznacznie.


oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rocznice, wydarzenia...

poniedziałek, 19 lipca 2010 8:24

                                                                            Zamach

20 lipca 1944 r. podjęta została próba zgładzenia Hitlera przez grupę wojskowych opozycjonistów w szeregach sił zbrojnych hitlerowskich Niemiec (Widerstandsbewegung) pod kierownictwem pułkownika Clausa Schenk Graf von Stauffenberg. Zamachu dokonano w bunkrze kwatery głównej w  Wilczym Szańcu k. Kętrzyna w Prusach Wschodnich. Bombę podłożył osobiście wspomniany wyżej pułkownik. Adiutant Hitlera z Luftwaffe Nicolaus von Below, pisze  w swoich wspomnieniach, że Hitler zanim wjechał 14 lipca do Wilczego Szańca, był w duchu przeświadczony o przegranej wojnie. Mimo to był nieustępliwy i parł do kontynuowania wojny aż do końca. Po zamachu, gdy lotnictwo alianckie demolowało Niemcy i zdawał sobie sprawę z przegranej,  powiedział: „ Ja nie skapituluję nigdy". Nigdzie nie chciał ustąpić.

W dniu zamachu Hitler zaczął odprawę pół godziny wcześniej niż zwykle, o wpół do pierwszej po południu. Piętnaście minut póżniej wybuchła bomba.

Adiutant Below tak relacjonuje:

Omawianie sytuacji rozpoczęło się jak zwykle referowaniem sytuacji na froncie wschodnim przez Heusingera. Ja przy tym stałem trochę z boku i omawiałem z trzema innymi adiutantami program wizyty Duce (Musoliniego) w tym dniu. Nagle zainteresował mnie jeden punkt , który referował Heusinger i przeszedłem na drugą stronę stołu, aby stamtąd mieć lepszy widok na mapę sytuacyjną. Stałem tu kilka minut, gdy nagle wybuchła bomba. Była godzina 12, 40 . Straciłem na krótką chwilę przytomność. Gdy ją odzyskałem, ujrzałem naokoło siebie kupę połamanego drewna i odłamków szkła. Moją pierwszą myślą było, żeby możliwie jak najprędzej się z tego pomieszczenia wydostać. Podniosłem się, przelazłem przez jedno z okien i obiegłem barak naokoło, aż do głównego wejścia. W głowie mi huczało, słuch miałem znacznie przytępiony , z szyi i głowy leciała mi krew. Przy wejściu do baraku oczom moim przedstawił się straszliwy widok. Leżało tam już kilku ciężko rannych, inni ranni, chwiejąc się na nogach, kręcili się w kółko i padali na ziemię. Wyszedł Hitler podtrzymywany przez feldmarszałka Keitla. Szedł pewnie i wyprostowany. Mundur i spodnie miał na sobie porwane, ale poza tym wydawało mi się, ze nie odniósł znaczniejszych obrażeń. Udał się natychmiast do swojego bunkra i był tam opatrywany przez lekarzy. Okazało się, że jedenastu uczestników narady odniosło ciężkie obrażenia ciała  i musiało być natychmiast odwiezionych do szpitala wojskowego.

Potem poszedłem do schronu Fuhrera. Znalazłem Hitlera siedzącego w swoim gabinecie. Kiedy wszedłem , okazał mi ożywioną , niemal zadowoloną twarz człowieka, który spodziewał się czegoś ciężkiego, ale szczęśliwie ma to już za sobą. Zapytał mnie o moje obrażenia i powiedział, że wszyscy mieliśmy wielkie szczęście.

Tymczasem von  Stauffenberg wystartował stojącym do jego dyspozycji He - 111 w drogę do Berlina, będąc przekonanym, że Hitler nie żyje.

 

 

Salon odpraw po wybuchu

 

Wieczorem dotarły do Wilczego Szańca szczegóły z Berlina, gdzie przejął inicjatywę Goebbels. Wezwał do siebie dowódcę berlińskiego batalionu wartowniczego, majora Remera, i przywrócił łączność telefoniczną z Hitlerem. W tej rozmowie Hitler polecił przywrócić porządek z bronią w reku. Przybyły do Berlina  Himmler , przejął z rąk generała Fromma dowództwo oddziałów zapasowych. Kazał ująć przywódców i natychmiast rozstrzelać. Byli nimi: pułkownik hrabia Stauffenberg i jego oficer do specjalnych poruczeń porucznik von Haeften, generał piechoty Olbricht, pułkownik Mertz von Quirnheim. Generałowi von Beck kazano samemu sobie odebrać życie.

Wieczorem Hitler za namową Goebbelsa wygłosił krótkie przemówienie radiowe do narodu, w którym m.in.  powiedział: „Biorę to za potwierdzenie nakazu Opatrzności, żebym dalej dążył do celu mego życia tak jak dotychczas". 25 lipca Hitler podpisał dekret o wprowadzeniu wojny totalnej mianując Goebbelsa „ pełnomocnikiem Rzeszy do wprowadzenia wojny totalnej.

Zemsta Hitlera dosięgła  200 osób w ciągu kilku tygodni po zamachu. Byli to uczestnicy bezpośrednio wplątani w spisek. Ogólna liczba ofiar terroru rozpętanego po zamachu sięgnęła ponad 5 000 osób.

 

Claus von Stauffenberg

Po klęsce stalingradzkiej nastąpiło przekonanie w grupach opozycyjnych, iż nadszedł moment obalenia Hitlera. Usunięcie przywództwa nazistowskiego i propozycja kapitulacji na Zachodzie, które planował von Tresckow, były odrzucane przez aliantów. Alianci bowiem ogłosili strategię „ bezwarunkowa kapitulacja". Udany przewrót mógł przeszkodzić sojuszowi ze Związkiem Radzieckim, na czym najbardziej zależało spiskowcom, a najmniej aliantom.

Dla Polski oznaczałoby to zachowanie zdobyczy terytorialnych Niemiec na wschodzie.

 

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

600 lecie wielkiej bitwy

piątek, 09 lipca 2010 19:24

 

Bitwa grunwaldzka

 

Na wstępie cytat z J. Długosza :

Władysław król, wobec wojsk swoich rozwinąwszy chorągwie, z płaczem wzywa Boga na świadectwo, że nie on , ale nieprzyjaciele sami dają powód do wojny; po czym Zyndramowi z Maszkowic porucza dowództwo nad wojskami; Aleksander zaś , wielki książę litewski, dwóch bezbożnych Litwinów skazuje na szubienicę.


Długosz Jan (1415 - 1480)
 

Przełomowym w stosunkach polsko-krzyżackich okazał się rok 1385. Wskutek zawarcia unii polsko- litewskiej nastąpiło zjednoczenie sił antykrzyżackich. Jednocześnie chrzest Litwy podważał sens istnienia Zakony Krzyżackiego w Prusach, gdyż jego celem było nawracanie pogan, a których już tutaj nie było.

Krzyżacy podjęli energiczną akcję dyplomatyczną mającą na celu rozerwanie sojuszu polsko-litewskiego. Zakon wypowiedział wojnę Polsce 6 VIII 1409 r., rozpoczynając  14 sierpnia tego roku ofensywę z ogromnym rozmachem z udziałem komturów tucholskiego Henryka von Schwelborn i człuchowskiego Gamrata von Pinzenenau, oraz prokuratora grabińskego Baldwina Stala. Rozgorzały walki na pograniczu świecko-bydgoskim , gdzie dowódca Bydgoszczy w działaniu przeciwko komturowi świeckiemu Henrykowi von Plauen, biorąc go do niewoli. Wymienieni wyżej komturowie spustoszyli i zajęli Krajnę, a 28 sierpnia 1409 zajęli Bydgoszcz uwalniając Henryka von Plauen póżniejszego wybawiciela Zakonu. Po ośmiu dniach wojska królewskie z Jagiełłą na czele w dniu 6 pażdziernika 1409 r. odbiły Bydgoszcz.

W operacjach tych wzięły udział oddziały krzyżackie z komturstwa gdańskiego i jego ośrodków miejskich. Kontygent gdański tam dowodzony był przez komtura gdańskiego Jana von Schónenfelda.

                                                                                                                                                         W bitwie grunwaldzkiej 15 lipca 1410r.  wg. Długosza : chorągiew komturstwa i miasta Gdańska, którą prowadził burmistrz gdański (nazwiska żródła nie podały)  z własnych i zaciężnych ludzi, z ziemian  mianowicie i mieszczan i żeglarzy morskich , których zwą „schewskindri", ludzi śmiałych i wielkiego animuszu, a nie wzdragających się przed żadnym rodzajem śmierci, jednak bardziej palących się do bitwy okrętowej i morskiej niż lądowej; dopełnili oni chorągiew gdańską aż do liczby stu kopijników i wykazali w bitwie cechy dzielnych rycerzy".  

 

Chorągiew oddziału Miasta Głównego Gdańska .                                                                                                

                                                                                                                                                                                                                             Siły gdańskie pod Grunwaldwem składały się ( M. Biskup) z konnych mieszczan oraz marynarzy (Schiffskinder) jako pieszych zaciężnych w sile łącznej ok. 300 zbrojnych. Walczyli oni pod chorągwią Głównego Miasta. Chorągiew miasta dostała się w ręce polskie i zawisła w katedrze na Wawelu obok innych zdobytych w tej bitwie. Wziętych do niewoli gdańszczan, w tym burmistrza , Jagiełło polecił puścić do domu, podobnie jak w przypadku innych mieszczan, aby wpłynęli na przychylne nastawienie miast do władzy polsko - litewskiej.  Ciało poległego wielkiego mistrza Ulryka von Jungingen i poległych komturów kazał Jagiełło przewieżć wozami do Malborka , gdzie zostały pochowane na Wysokim Zamku miedzy kościołem a wschodnią fosą, na tzw. parchamie.                                                    Mieszczanie obowiązani byli do służby wojskowej zarówno przy obronie miasta, jak i na wyprawach Zakonu. Mieli więc zbroje i broń, które były złożone na ratuszu w zbrojowni pod kontrolą rady miejskiej. Broń wydawano posiadaczom w razie niebezpieczeństwa grożącego miastu. W rzemiośle wojennym , głównie w strzelaniu z łuku i z kuszy, ćwiczyła się młodzież mieszczańska w bractwie św. Jerzego ( założonym przed rokiem 1422) . Z takich bractw powstały póżniej mieszczańskie bractwa kurkowe.

                             *                               *                                 *

Oddział, który prowadził do bitwy komtur gdański von Schónenfeld składał się z braci zakonnych stanu rycerskiego i domu i konwentu gdańskiego, również ziemianie i ludzie stanu rycerskiego oraz rycerze obcy wynajęci za pieniądze ( J. Długosz, Banderia, opr. K. Górski). W tym kontygencie z racji otrzymanej ziemi i wynikającego stąd obowiązku stanu rycerskiego wziął zapewne udział rycerz Seefeld .  Pierwszy Seefeld otrzymał przywilej w 1314 r.  na wieś, którą nazwał swoim imieniem a która w XVI wieku przekształciła się w Przodkowo. W bitwie brali udział również Kaszubi (J.Długosz)

 Wspomniany komtur gdański Jan von Schónenfeld zbiegł z pola bitwy i szczęśliwie dotarł do Gdańska.

Natomiast komtur człuchowski Arnold von Baden poległ pod Grunwaldem, poległ również  wójt tczewski Maciej von Bebern.

Komtur tucholski Henryk von Schwelborn , znany z okrucieństwa w czasie operacji prowadzonych w lecie i początkach jesieni 1409 r. na terenie Krajny i Kujawach oraz z tego, że przed bitwą grunwaldzką kazał nosić przed sobą dwa miecze, które miał zamiar schować do pochew dopiero wtedy, gdy je polską krwią ubroczy. Doścignięty przez pogoń został ścięty we wsi Falknowo opodal Susza.

 

Chorągiew komtura gdańskiego ( J. Długosz, Banderia)

Wcześniej komtura świeckiego Henryka von Plauen nazwałem wybawicielem Zakonu . Otóż, oddziały ( ok. 3000 wojska)  komturstwa świeckiego nie brały udziału w bitwie. Zostały wezwane przez wielkiego mistrza Zakonu Ulryka von Jungingen, ale nie zdążyły dotrzeć do Grunwaldu na czas bitwy. Okazało się to zbawienne dla Zakonu, gdyż Henryk von Plauen już 18 lipca ( trzy dni po bitwie) przybył do Malborka i zorganizował skuteczną obronę zamku krzyżackiego co faktycznie ocaliło państwo zakonne przed zagładą. Plauen podniósł na duchu rozbitków spod Grunwaldu, zorganizował obronę, z Gdańska sprowadził marynarzy, którymi obsadził mury. Razem miał 4000 ludzi załogi. Dnia 25 lipca nadciągnęły pod Malbork wojska polsko- litewsk0 - ruskie i otoczyły ze wszystkich stron twierdzę. Od stawu rybnego a wiec od północy , stali Tatarzy litewscy. Plauen spalił przedmieścia i most na Nogacie, spalił też miasto, zabrawszy ludność i zapasy  na zamek . Został tylko kościół farny i ratusz (K. Górski). Polacy zająwszy miasto i otoczywszy zamek stanęli bezradni. Sprowadzone działa z miast pruskich nie dawały rady. Oblężenie Malborka trwało dziewięć tygodni.                                                         



Z Inflant przyszły posiłki z marszałkiem Hevelmanem na czele, zaciągnięte na terenie Rzeszy wojska zaciężne maszerowały do Malborka, a większość utraconych wcześniej miast i zamków wróciła pod panowanie krzyżackie.19 września 1410r. armia polska zaniechała dalszych prób zdobycia twierdzy i wycofała się z Prus. Dopiero po odblokowaniu Malborka,  9 listopada 1410 r. kapituła generalna wybrała Henryka von Plauen wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego. Był człowiekiem okrutnym, ale doskonałym organizatorem i politykiem. W Zakonie istniała silna opozycja przeciw Plauenowi. Gdy wojska krzyżackie zgromadziły się pod Lidzbarkiem w 1413 r., komturowie z wielkim marszalkiem Michałem Kuchmeistrem na czele, wtargnęli do zamku w Malborku i uwięzili Plauena ,pozbawiając go urzędu. Plauen nie został zamordowany, ale trzymano go długie lata w więzieniu po różnych zamkach.

 

Dzieki niezwykle wytężonemu wysiłkowi Polski, a także stanów pruskich z Gdańskiem na czele udało się latem 1457 r. sfinalizować toczone od blisko dwóch lat układy z grupą czeskich i niemieckich zaciężnych, którzy za ogromną sumę 190 tys. florenów oddali stołeczny Malbork, Tczew i Iławe. Dnia 8 czerwca 1457 r. ( Floren węgierski - złota moneta wagi 3,5 grama, ze złota) . Kazimierz Jagiellończyk uroczyście wjechał na zamek malborski. Wielki mistrz Ludwik von Erlichhausen przeniósł się do Królewca. 

Pałac wielkiego mistrza od południa z „parchamu" między murami.

  

Henryk von Plauen , wielki mistrz 1410 - 1413



Pogarszająca się sytuacja Zakonu powodowała bunty opozycji w państwie zakonnym. Gdański nowy  komtur również Henryk von Plauen - młodszy brat wielkiego mistrza - zaprosił 6 kwietnia 1411 r. na naradę burmistrzów gdańskich: Konrada Letzkau i Arnolda Hecht oraz dwóch  rajców, Bartłomieja Grosse i jednego bez podania nazwiska. Rajca Grosse był mężem Anny córki burmistrza Letzkaua. Anna nosiła jedzenie na zamek będąc pewna , że zatrzymani żyją. Zostali w zamku krzyżackim w Gdańsku. zamordowani, wydanie zwłok nastąpiło dopiero 13 kwietnia 1411 r. na polecenie wielkiego mistrza Henryka von Plauen będącego w Królewcu w tym czasie. Udało się do niego przedstawicielstwo Gdańska prosząc o łaskę. Anna Grosse odważnie publicznie oskarżyła komtura o mord bez procesu. Dokonana konfiskata mienia zamordowanych przez Krzyżaków, została pózniej cofnięta ( po odejściu von Plauenów) w drodze procesu sądowego, który wytoczyła Anna. W podobny sposób jak w Gdańsku, zamordowano sędziego z Tucholi i burmistrza miasta z czterema rajcami. Mordy objęły całe Prusy.

 Na Pomorzu Gdańskim bezpośrednio  po bitwie grunwaldzkiej Zakon zdążył utrzymać się jedynie w zamkach świeckim, gdańskim i człuchowskim. Miasta Gdańsk i Świecie znalazły się w rękach polskich. Król mianował kasztelana kaliskiego Janusza z Tuliszkowa swoim starostą w Gdańsku. Gdańszczanie przyjęli go hucznie przy dżwiękach trąb, puzonów i piszczałek, składając hołd należny namiestnikowi. Gdańsk za to został obficie obdarowany przywilejem królewskim.

 

Przywilej Jagiełły

Zamordowanie gdańszczan było zemstą za przyjęcie starosty królewskiego.

Pierwsza próba przywrócenia panowania polskiego nad Gdańskiem, która trwała nieco ponad trzy miesiące,  zakończyła się niepowodzeniem wskutek braku sił Polski i odrodzeniu się krzyżackiej siły zbrojnej.

W wyniku zawartego traktatu w dniu 1 lutego 1411 r. w Toruniu Jagiełło - pod wpływem pogarszającej się sytuacji politycznej - akceptował dalsze pozostanie także Pomorza Gdańskiego pod zwierzchnictwem Zakonu. Polska jagiellońska  rezygnowała formalnie z władzy zwierzchniej i nad Gdańskiem.

                           *                                     *                                     *

W XII w, istniało w Jerozolimie bractwo Najświętszej Maryi Panny składające się z Niemców, które opiekowało się pielgrzymami niemieckimi. Nie miało ono charakteru wojskowego. Nowy zakon rozwijał się słabo z początku. Dopiero czwarty wielki mistrz Herman von Salza (1210-1239) dżwignął zakon do rzędu potęgi w Europie. Był bardzo blisko zaprzyjażniony z cesarzem Fryderykiem II z Hohenstaufów, który był również królem Sycylii. Herman nie spieszył się na plac boju w Palestynie. Wolał Europę. Król węgierski Andrzej II w 1211 r. powołał Krzyżaków do Siedmiogrodu, gdzie nadał im ziemię i zlecił obronę przełęczy przed najazdami Połowców, czyli Kumanów. Krzyżacy zaczęli sprowadzać kolonistów niemieckich i starali się stworzyć  w Siedmiogrodzie zawiązek państwa. Król Andrzej II wyruszył na wyprawę do Palestyny (1217-1222) , a gdy wrócił , przekonał się, że Krzyżacy w Siedmiogrodzie zagarnęli jego posiadłości i zamki. W 1225 r. wygnał ich pomimo ostrych protestów papieża.

W 1225 r. Konrad Mazowiecki , który również nie cofał się przed żadnym okrucienstwem , zwrócił się do Krzyżaków o przybycie i ofiarował im Ziemię Chełmińką. Herman von Salza ofertę przyjął i od razu uzyskał zabezpieczenie przed Konradem. Zwrócił się do cesarza Fryderyka II o nadanie Prus (ważne!) . Cesarz potwierdził darowiznę Konrada i nadał Krzyżakom Prusy, które do niego nie należały, a następnie udzielił Krzyżakom takich praw, jakie mieli książęta Rzeszy. To był związek państwa krzyżackiego. Konrad podobno o niczym nie wiedział i myślał, że Krzyżacy zadowolą się częścią ziemi pod jego zwierzchnictwem. ( Czyżby Konrad nie znał przyczyny wygnania Krzyżaków z Siedmiogrodu? Niewiarygodne! Kilku papieży wracało do tej sprawy, ale Węgrzy się nie ugięli). Pewne żródła (mało wartościowe)  mówią, że to za namową żony Agafii ogarniętej dewocją z pomocą spowiednika Konrad sprowadził  Krzyżaków. Tym spowiednikiem była kluczowa postać w Prusach -  biskup Christian , który najpierw  jako opat cystersów  w Zantyrze od 1209 r.(Biała Góra k. Kwidzyna), następnie w roku 1215 został wyświęcony  na pierwszego biskupa pruskiego przez papieża Innocentego III. Dostał prawo głoszenia wiary chrześcijańskiej na mocy bulli papieża Innocentego III z dnia 26 pażdziernika 1206r. ( G. Labuda).  Nowy biskup stał się od tej pory głównym przedstawicielem papiestwa na terenie Prus. To za radą biskupa Christiana postanowiono powołać „stróżę" złożoną z rycerzy zakonnych.                                                                                                                            Skąd się wzięła dewocja (polityczna ?)wyjaśnia nieustanne poparcie Krzyżaków ze strony papiestwa. Jednym z wielu przykladów niech będzie rzucona klątwa papieża Kaliksta III 24 września 1455 r. na konfederację pruską i jej wspólników, a więc na całą Polske. Nawet w wojnie która rozegrała się pod Grunwaldem/Tannenbergiem papiestwo popierało ze wszystkich sił Zakon. A Polska przecież była od dawna chrześcijańska. Interes narodowy Polaków nigdy się w Watykanie nie liczył. A czy dzisiaj jest inaczej? Prusowie zostali schrystianizowani czyli wymordowani. A więc popieranie ludobójstwa przez Rzym do końca. Kto nie przyjął krzyża, ginął od miecza. Ideały moralne Zakonu polegały na okrucieństwie i ludobójstwie - w imię czego? Deus le volt - Bóg tak chce!

 

Innocenty III 1198 - 1216

Był człowiekiem niesłychanie ambitnym, pysznym, o niezaspokojonej żądzy bogactw i gotowym za pieniądze do każdej transakcji (J.W.Kowalski, Poczet papieży) Wykorzystując osłabienie cesarstwa niemieckiego, Innocenty III potrafił w krótkim czasie podporządkować sobie  nie tylko cały episkopat, ale również  władców świeckich. Stał się suwerenem znacznych obszarów Europy: Skandynawii, Portugalii, Aragonii, i Anglii. Władcy Serbii uznali jego lenno płacąc hojne daniny (Polska obecnie też płaci!) . Inne państwa płaciły świętopietrze i zgadzały się na bezpośrednią ingerencję w sprawy państwowe. (Z polskich władców pozwolił sobie zignorować papieża tylko Kazimierz Jagiellończyk). Szafował bezwzględną klątwą interdyktem.    
   W XIII w. powstał ruch Katarów w Langwedocji. Po objeckiu urzędu Innocenty III natychmiast przystąpił do likwidacji tej sekty. Katarowie odrzucali poczucie grzechu i kościelny katalog kar, grożący straszliwymi męczarniami w piekle. Mieli w pogardzie sakramenty, nie płacili dziesięciny kościelnej i dopuszczali kobiety do kapłaństwa. Kościół Katarów nie posiadał majątku i nie pobierał oplat. Jego obrzedy odbywały się w mieszkaniach, był podziemny, jak kościoły w chrześcijaństwie pierwotnym. W godzinie śmierci nakładali dłonie na konającego i uważali , że już jest "pocieszony" , tak iż jego dusza nawet bez aktu skruchy i pokuty może ufać w przebaczenie Boskie. W kościele katarów wierni mogli bez obawy popełniać grzechy, a życie wieczne było im dostępne bezwarunkowo i bezpłatnie. Już w 1203 r.  ten papież zwrócił się do wszystkich feudałów i wszystkich wiernych , aby siłą zwalczali herezję, wszystkim uczestnikom tej krucjaty przeciw heretykom obiecując odpuszczenie wszelkich grzechów. Nuże - nawoływał - rycerze Chrystusa, nuże dzielni żołnierze wojska chrześcijańskiego! Niechaj was porwie zew Kościola świętego! Niechaj was rozpali pobożna gorliwość, iżby pomścić  taką obrazę waszego Boga.   Zabierzcie się do zniszczenia herezji wszelkimi środkami, jakich Bóg wam dostarczy. Zwalczajcie heretyków mocną dłonią i wzniesionym ramieniem. Po czym nastąpiła zwykła bezmyślna masakra, łajdacka agitacja, okładanie ekskomuniką  całych miast  i systematyczne wyrzynanie całych rejonów, przy czym nie szczędzono kobiet i dzieci. A czego nie osiągneła w Langwedocji krucjata przeciw katarom, do tego zabrała się inkwizycja, oddana w ręce dominikanów. Katarów wytępiono. Ale pozostało pytanie: w imię jakiej prawdy ( chyba nie Bożej) wymordowano tyle ludzi?                                                    

        Roztrzygał każdą sprawę i spór. Archiwa watykańskie przechowują ponad 6 000 listów i bulli z jego podpisem. Na rok przed śmiercią papieża, zwołano do Lateranu największy sobór średniowiecza (1215r.) Uchwalono 70 kanonów stanowiących zręby nowego ustawodawstwa kościelnego. Uściślili obowiązek zachowania celibatu kapłańskiego. Kapłan, który złamie śluby czystości , sakramenty udzielane przez niego nie są ważne!. Wiernym nakazali spowiadać się, ale tylko u własnego proboszcza i przyjmować komunię raz w roku , w okresie wielkiego postu. Na spowiedników nałożono obowiązek zachowania tajemnicy spowiedzi.( tzn., że przez tysiąc lat nie było tajemnicy spowiedzi sic!).Był pierwszym założycielem gett dla Żydów. Wiele ludzi myśli, że to był wynalazek Hitlera. Innocenty III zmarł w Perugii w czasie jednej ze swych podróży apostolskich. Ciało papieża ubrane w szaty pontyfikalne wystawiono na katafalku w miejscowej katedrze. W nocy złodzieje wtargnęli do kościoła i skradli insygnia (złote) papieskie.  Gdy nazajutrz kardynałowie zebrali się, by odśpiewać egzekwie , ujrzeli w trumnie już tylko nagie zwłoki tego, który przez 18 lat dzierżył dominium chrześcijańskiego świata.

Na zakończenie studiów napisał studium filozoficzno- teologiczne pod tytułem : O nędzy losu ludzkiego.

 

 

 

                                   *                                 *                                *

 

Zakon niemiecki przy szpitalu Najświętszej Marii Panny w Jerozolimie. Od XIII wieku występuje określenie Ordo Cruciferorum czyli zakon krzyżacki, zaś w historiografii niemieckiej występuje jako Zakon Niemiecki.

W 1309 r. wielki mistrz wraz ze swoimi dostojnikami przeniósł się z Wenecji do Prus. Za siedzibę wybrał Malbork. Wielkim mistrzem był wówczas Zygfryd von Feuchtwangen. W roku 1291 chrześcijanie utracili ostatni punkt obronny w Ziemi Świętej , warowny Akkon. Odtąd wielki mistrz rezydował w Wenecji.

Zakon Krzyżacki istnieje do dzisiaj, siedzibę ma w Wiedniu. W 1990 r. przypadała 800 rocznica powstania Zakonu.  Posiada posiadłości w kilku krajach. W 1993r. wielki mistrz odwiedził Malbork, po raz pierwszy od 1457 r. Obchody 800- lecia  Zakonu miały uroczysty przebieg. Kulminacją uroczystości kościelnych była audiencja wielkiego mistrza Arnolda Wielanda u papieża Jana Pawła II (ciekawe o czym rozmawiali ?). Równie uroczyste były obchody pozakościelne.

Obecnie wielkim mistrzem jest Bruno Plater.


oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wybory, po wyborach...

poniedziałek, 05 lipca 2010 19:06

Wybraliśmy prezydenta!

 

Wszyscy odetchnęli z ulgą. Czy wszyscy z ulgą?. No nie...są tacy których skręciło z bólu. Przegrał ten, który zapowiadał kontynuację - jaką?, ano zobaczmy artykuł poniżej. Nie pomogła nagonka i plugawienie płynące z kręgów, które namaszczały innego swojego kandydata. Nie tego zapowiadającego nieśmiało - co prawda - ale zmiany. Pomimo tego wygrał. Wygrał kandydat bez pomocy kleru. Nie ma żadnych zobowiązań wobec niego. Takiego wydarzenia nie było od dwudziestu lat. Nie mogą tego przełknąć, będą prowokować konflikty, zaczną zapewne od krzyża.

Wiadomo już, że przegrany skrzyknął cały swój zdyscyplinowany i doświadczony wiekowo elektorat, faryzeuszy klerykalnych, ciemnotę wiejską , nieudaczników spod znaku „obrony życia", ciąży niedonoszonej, zawiedzionych rolników pustosłowiem swoich liderów, czynił odniesienia do tragedii w pierwszej części kampanii. W sumie jakieś 8 milionów. Więcej się zgromadzić nie da w tej orientacji społeczno - politycznej. Uprawnionych było ok. 28 milionów , z czego na zwyciężcę głosowało ok. 9 milionów. Razem stanowi to ok. 17 milionów wyborców. Zatem 11 milionów wyborców zostało do zagospodarowania dla kandydata w przyszłych wyborach, oczywiście przy założeniu, że wszyscy uprawnieni będą głosować. Ta rzesza młodych europejczyków, gdyż oni przede wszystkim stanowią tą grupę, na pewno nie będzie głosować na ciemnogród i zacofanie, na hamulcowych rozwoju społeczno - naukowego. Postępująca sekularyzacja społeczeństwa- czy tego ktoś chce czy nie - ma miejsce i postępuje w szybszym tempie niż można było się spodziewać kilka lat temu. Tutaj bojowe okrzyki przegranego wzbudzają jedynie śmiech.

Największym osiągnięciem tych wyborów jest odesłanie na śmietnik historii „liberum veto", które już raz w historii Polski spowodowało zniknięcie jej z mapy państw. Sprawcy wówczas i ich następcy dzisiaj -  jako kontynuatorzy, są ci sami.

Natomiast epatowanie się ich programami nie ma sensu, gdyż są wirtualne i takie same.

Wybór Bronislawa Komorowskiego na prezydenta Polski został bardzo przychylnie oceniony i przyjęty przez zagranicę.
Czas pielgrzymek się skończył, zacznie się gra polityczna i gospodarcza na poziomie europejskim i  światowym.


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 30 maja 2017

Licznik odwiedzin:  143 370  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl