Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 112 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Słupy na ogłoszenia w Gminie Przodkowo

sobota, 21 lipca 2012 19:17

 

                      Żart, zła wola a może amnezja?

 

Przychylając się do próśb niektórych grup mieszkańców i we własnym imieniu jako publicysty, zwróciłem się 11 maja br. do wójta Przodkowa Pana Andrzeja Wyrzykowskiego z prośbą o zgodę na umieszczanie naszych ogłoszeń (jakich - nie ma potrzeby wymieniać, gdyż są powszechnie znane) w tablicach sołeckich, Gdyby było to niepraktyczne czy niewygodne z jakichkolwiek powodów prosiłem u ustawienie słupów ogłoszeniowych w poszczególnych sołectwach naszej gminy Przodkowo. Nie mogąc doczekać się reakcji wójta wysłałem (po 60 dniowym oczekiwaniu)  kolejne zdecydowane pismo o zajęcie stanowiska w tej sprawie. Otrzymałem natychmiastową informację o tym, że taki słup został ustawiony w „centrum Przodkowa w pobliżu Biblioteki Publicznej”. Na zdjęciu (zob. niżej) widzimy ów  słup ustawiony w „centrum”. Gdy to zobaczyłem nie mogłem oczom uwierzyć. My mieszkańcy gminy zostaliśmy niepoważnie potraktowani przez wójta, którego sztandarowym hasłem wyborczym jest „ wszystko z ludżmi i dla ludzi”. Do tego zakamarku to pójdzie, ten  kto idzie ze swoją potrzebą. Kompromitacja i skandal, tak traktować potrzeby ludzkie!  Przecież na takich słupach ludzie ogłaszają wszystko. Czy Pan żyje na księżycu? Panie Wyrzykowski Przodkowo to nie Białoruś czy Korea Pólnocna. Niech Pan to wreszcie zrozumie. A dlaczego nie obok Urzędu Gminy ten słup, gdzie jest miejsca aż nadto? (zob. zdjęcia) Jak Pan zapewni monitoring np. podczas kampanii wyborczej? (Przecież na Pana z 5.500 uprawnionych głosowało zaledwie ok. 2100 wyborców). A co z mieszkańcami z pozostałych sołectw? Nasze żądanie postawienia słupów pozostaje wciąż aktualne. Czy na tym polega troska o mieszkańców wypływająca z przysięgi jaką Pan składa po wyborze na wójta? Przypomnijmy: „ uroczyście ślubuję, że dochowam wierności prawu a powierzony mi urząd sprawować będę tylko dla dobra publicznego i pomyślności mieszkańców. Tak mi dopomóż Bóg”. Dziękując za gratulacje oświadczył Pan […] „ze swej strony deklaruję to co do tej pory. Otwartość, chęć rozmowy z każdym mieszkańcem i na każdy temat. Będę robił jak dotychczas, mam do mieszkańców zaufanie cały czas”.

Panie wójcie Andrzeju Wyrzykowski, jak Pan zauważa pamięć w narodzie nie ginie. To co Pan zrobił z tym słupem ogłoszeniowym przeczy pańskiemu ślubowaniu. Do wyborów wcale nie tak daleko. Radni naszej gminy też powinni być zainteresowani miejscami, gdzie mogą bez ograniczeń chwalić się swoim zaangażowaniem i sukcesami! Żadna wygrana nie jest dana  na zawsze. Będziemy sprawdzać Waszą aktywność w sprawozdaniach z obrad i publikować – po nazwisku. Wyborcy chcą wiedzieć i będą wiedzieć - wszystko. Tym radnym, którym się wydaje, że podlegają wójtowi przypominam ślubowanie złożone  po wyborze:   „ Wierny Konstytucji i prawu Rzeczypospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować godnie, rzetelnie i uczciwie, mając na względzie dobro mojej gminy i mieszkańców. Ślubuję, tak mi dopomóż Bóg”.

Będziemy na bieżąco monitorować przestrzeganie postanowień Konstytucji RP przez władzę gminną.

 

Zdjęcie słupa w centrum! W szczelinie obok sklepu „Nasiona Ziemia”

  

A dlaczego nie tutaj?

 

 

 

albo tutaj?

Doczekamy się czasów kiedy za niewywiązywanie się ze ślubowania "wybraniec" straci mandat. Póki co, to nie głosujemy więcej na niego.


oceń
0
2

komentarze (2) | dodaj komentarz

Szkic historyczny

środa, 04 lipca 2012 11:06

 

Maria Skłodowska – Curie  

 

Nie będzie to tekst o wielkości Marii, jako uczonej najwyższej światowej rangi. Ma to być o Marii według słów jej córki Ewy: Nie umiała być sławna. Nawet w godzinie śmierci podobna była do tamtej młodej z Polski dziewczyny. Długie lata kariery, zarazem niezwykle ciężkiej i nad podziw  świetnej, nie zdołały ani zwiększyć, ani obniży wartości jej charakteru, nie uczyniły jej duszy ani mniejszej, ani bardziej wzniosłej. Nawet w ostatnim dniu życia była Maria jak zawsze łagodna i uparta, nieśmiała i ciekawa wszystkiego co ją otacza. Taka sama , jak w początkach swej pracy, kiedy jeszcze nikt nie wiedział nic o niej.

Pochowaliśmy ją w największej prostocie i ciszy na wiejskim cmentarzu, pośród drzew i kwiatów. Uroczysty pogrzeb byłby dla niej obrazą. Einstein powiedział o niej: „ Pani Curie jest – z wszystkich ludzi na świecie – jedynym nie zepsutym przez sławę człowiekiem”.  Szła przez swoje zdumiewające życie, prosta i nieskazitelna, prawie obojętna wobec jego niezwykłości , prawie niewrażliwa na swój los.

Gimnazjum, świat w którym dostrzegała tylko dwie kategorie ludzi: uczniów i nauczycieli. Tylko jedna z nauczycielek miała do Marii zastrzeżenia o: niezależny charakter i upór, o pogardliwy uśmiech oraz uszczypliwe niekiedy uwagi pod adresem opiekunki klasowej. W klasie nie było antagonizmów narodowościowych wśród uczniów.  Inaczej było na płaszczyżnie towarzyskiej poza szkołą.  Przychodzi koniec nauki w gimnazjum, 12 czerwca 1883 r.  Ceremonialny ukłon  dla profesorów , ostatnie serdeczne obietnice, jakie sobie nawzajem składają koleżanki. Następnie wyjazd na wieś na cały rok wakacji i lenistwa. Przychodzi moment, kiedy Maria zaczyna zastanawiać się swoją przyszłością.  Maria we wieku osiemnastu lat zna już obce języki: rosyjski, angielski, niemiecki, francuski. Trzy lata Maria pełniła zawód nauczycielki domowej. Zmusiła ją do tego sytuacja materialna rodziców. We wrześniu 1891 r. Maria wyjeżdża  do Paryża wezwana przez swoją siostrę Brońcię, która tam się zadomowiła już kilka lat wcześniej. Ojcu odprowadzającym na dworzec mów: nie będą tam długo, dwa lata, trzy najwyżej. Wrócę , jak tylko zdam egzamina! Znowu będziemy razem mieszkali i już nie rozstaniemy się nigdy więcej w życiu! Pracuj dzielnie , Maniusiu i wracaj. Niech ci się dobrze powodzi.  Wsiadłszy do tego pociągu , odrzuciła raz na zawsze szare życie , małe sprawy, a wybrała blask, światło, wielkość, nieśmiertelne imię.

W Paryżu Maria natychmiast  poczuła , że będzie oddychać pełną piersią. Wolno mówić każdemu co się myśli i można kupić każdą książkę. W gmachu Sorbony  rozpoczęła studia 3 listopada na Wydziale Matematyczno – Przyrodniczym. Figuruje na liście słuchaczy jako „Marie Sklodowska”. Zgodnie z uroczystym zwyczajem profesorowie zdecydowanie starsi przychodzą na wykłady we frakach. Okazało się , że Maria wcale tak dobrze nie zna francuskiego, jak wcześniej  myślała. Maria czuje się zupełnie szczęśliwa. Mieszkając u siostry - z męża Dłuskich , prowadzących ożywione życie towarzyskie, powodowało ,że Maria nie mogła poświęcić się bez reszty pracy naukowej. Dlatego usamodzielniła się. Na radzie rodzinnej postanowiono, że Maria zamieszka sama w dzielnicy Łacińskiej w pobliżu uniwersytetu, laboratoriów i bibliotek. Przykro było jej rozstać się z siostrą i szwagrem. Rozpoczął się nowy samodzielny etap życia Marii.  Przez ponad trzy lata Maria będzie prowadzić życie poświęcone wyłącznie nauce , takie które sobie wymarzyła. Żyła bardzo skromnie, za czterdzieści rubli miesięcznie. Nie umie gotować i nie interesuje ją to wcale. Panowała opinia wśród braci studenckiej, że Maria nie wie z czego robi się rosół. Za to umiała szyć, czego nauczyła się w domu i w gimnazjum . Nieraz zapominała napalić w piecyku, czy też przynieść węgla. Całymi tygodniami żyła herbatą i chlebem z masłem. Ten sposób odżywiania spowodował grożne osłabienie organizmu Marii. Odkrył to szwagier doktor, który natychmiast zabrał Marię do swojego domu, gdzie z żoną Brońcią przez tydzień pokarmili Marię. Studiuje jednocześnie : matematykę, fizykę i chemię, opanowuje technikę laboratoryjną, . Zostaje zauważona i profesor  Lippmann zaczyna powierzać jej samodzielne badania. Ze swoich czterdziestu rubli udaje jej się czasami kupić bilet do teatru. Przychodzi moment ogłoszenia wyniku egzaminu końcowego. Po nim upragniony  powrót do domu do Polski. Za pozostałe resztki pieniędzy kupuje drobne  prezenty dla wszystkich w domu. Były to oczywiście skromne drobiazgi. Ponadto prawo zabraniało przywózkę waluty. Za rok wróci na Sorbonę, ale najpierw wiele musi się wydarzyć. Wydarzyć się musiał cud – gdyż panna Dyduńska poruszyła niebo i ziemię w kraju, aby wyrobić Marii stypendium Aleksandrowiczów , przeznaczone dla wyjątkowo zdolnych studentów , którzy się kształcą za granicą. Opatrznościowe  stypendium Aleksandrowiczów, oszczędnie wydawane,  pozwala Marii jak najdłużej pozostawać w swoim raju laboratoriów i sal wykładowych. Najbardziej była dumna z tego, że potrafiła żyć prawie w ubóstwie, żyć samodzielnie we wielkim mieście  i spalać się w wysiłku . Te cztery lata Maria nazywała nieraz „heroiczną epoką” swojego życia. W jej oczach był to najwspanialszy okres. Świat , który sobie zbudowała Maria , był prosty i surowy. Nauka panowała w nim ponad wszystkim. Pojawiły się pierwsze zarobione pieniądze za badania nad magnetyzmem stali na zlecenie Towarzystwa Popierania Przemysłu Krajowego. Pewnego dnia nastąpiło spotkanie na gruncie towarzyskim z Piotrem Curie, o dziewięć lat starszym już znanym naukowcem francuskim. Było to na początku roku 1894. Ten fizyk i zarazem poeta zachwycił się Marią Skłodowską od pierwszej chwili. Gdy po kilku spotkaniach w laboratorium zaprosiła go do swego pokoju, był niesłychanie przejęty skromnymi warunkami w jakich żyła. Mijały miesiące, znajomość zacieśniała się, powiększał się wzajemny szacunek,  podziw i zaufanie.  Po pewnym czasie Piotr powiedział: chciałbym aby pani poznała moich rodziców. Ojciec był bezwyznaniowy , Piotr nie był ochrzcony. W pewnym momencie Piotr poprosił Marię aby została jego żoną. Musiałaby zostać w Paryży, Nie mogła tego zaakceptować w tej chwili. Maria zdała świetnie wszystkie egzaminy i wraca do Warszawy. Następuje ożywiona wymiana korespondencji. Nadszedł pażdziernik 1894 r. Maria wraca do Paryża. Wszystkie starania o zatrudnienie w Polsce nie dały rezultatu.  16 lipca panna Maria Skłodowska zostaje panią Curie. Ślub był nieszablonowy, bez welonu, bez obrączek, bez weselnego przyjęcia. Intercyzy też nie było potrzeba, gdyż młodzi posiadali dwa nowe rowery na których odbyli podróż poślubną . Młode małżeństwo dużo podróżuje na rowerach. Piotr uczy się polskiego. Maria staje się również gospodynią domową. Sytuacja małżeńska tego wymaga. Maria zdaje egzamin uprawniający do nauczania w szkołach średnich i seminariach. 12 września  1897 r. przychodzi na świat córka Irena. W tej chwili Maria zdecydowana jest być głową rodziny , matką i naukowcem. W tym samym roku Maria  w  skromnym laboratorium Szkoły Fizycznej  uczona dokonała największego z odkryć współczesnej wiedzy. Teraz przystępuje do starań o doktorat. Wybrała badania promieni uranu. W lipcu 1898r. Maria i Piotr zawiadomili komunikatem Francuską Akademię Nauk o odkryciu „nadzwyczaj aktywnego ciała”. Na prośbę Piotra Maria wymyśliła nazwę tego ciała „polon”.  26 grudnia 1898 r. w sprawozdaniu ogłoszono istnienie w  smółce uranowej drugiego promieniotwórczego pierwiastka , który proponujemy nazwać „radem”. Właściwości polonu i radu burzyły podstawowe teorie , w które uczeni wierzyli od wieków. Aby udowodnić światu nauki właściwości tych pierwiastków ( ciężar atomowy) państwo Curie musiało pracować jeszcze cztery lata. Znowu pojawiły się olbrzymie trudności finansowe i materiałowe.  Badania laboratoryjne  odbywały się w na wpół rozwalonej szopie. W zimie nie wiadomo  było czego bardziej się obawiać, zimna czy deszczu. W takich warunkach pracowali państwo Curie w latach 1898 do 1902. Maria na podwórzu , ubrana w swój stary fartuch laboratoryjny, zakurzony i pełen plam od kwasów, z rozwianymi włosami , w dymie , który szczypał w oczy i gardło , staje się  sama czymś niemal w rodzaju maszyny.  Piotr i Maria  jednak nie zniechęcają się. W czterdzieści pięć miesięcy od chwili , gdy małżonkowie Curie  ogłosili światu prawdopodobieństwo istnienia radu , Maria  w 1902 r. wydzieli jeden decygram  czystego radu i określi jego ciężar atomowy :225

W maju 1902 r. Maria jedzie do polski ze ściśniętym sercem, gdyż otrzymała wiadomość o poważnej chorobie ojca, którego bardzo kochała. Po dwu i pól dniowej podróży przybywa do Warszawy  do brata u którego mieszkał ojciec. Niestety , spóżniła się, ojciec już nie żył. Weszła do pokoju, gdzie stała trumna wśród kwiatów. Na jej żądanie otwarto ją, a ona żegnając się z nim przepraszał go , że go opuściła i prosiła o wybaczenie.  Brat i siostry musieli niemal siłą ją wyprowadzić z tego pomieszczenia. Jakże dumny i szczęśliwy byłby ten ojciec – chyba jak każdy ojciec – gdyby dożył przyznania Marii nagrody Nobla dwa lata póżniej. Pojawiają się zmartwienia, poronienie, postępująca choroba Piotra. Maria w pewnym momencie mówi do męża: gdyby jedno z nas zmarło, drugie nie powinno go przeżyć, prawda? Odpowiedż męża[1]: Nie. Mylisz się. Cokolwiek się stanie , chociażby przyszło zostać jak ciało bez duszy, trzeba będzie pracować – mimo wszystko.

25 czerwca 1903 r. Maria broni pracę doktorską. Przewodniczący prof. Lippmann wygłasza tradycyjną uroczystą formułę: Uniwersytet Paryski nadaje pani tytuł doktora nauk fizycznych – z adnotacją  „ tres honorable” ( bardzo zaszczytne). Gdy świat przystępował do prób produkcji radu, małżonkowie Curie  mogli zgłosić opatentowanie tej produkcji i czerpać zyski z tego patentu. Maria zdecydowanie oświadczyła, że to byłoby sprzeczna z duchem nauki. wzbogacić się . Piotr rzekł: ja też tak myślę. Jeśli rad ma służyć jako środek leczniczy , tym bardziej się wydaje abyśmy na tym zarabiali. Za moją zgodą – pisała Maria dwadzieścia lat póżniej – Piotr zrzekł się wszelkich korzyści materialnych z naszego odkrycia.  Od tego momentu rozpoczął się uciążliwy marsz w sławie.  Na uroczystym zebraniu 10 grudnia 1903 r. Akademia  Nauk w Sztokholmie ogłasza, że nagrodę z fizyki przyznano w połowie Henrykowi Becquerelowi i w połowie państwu Curie za ich prace z dziedziny promieniotwórczości. Piotr i Maria nie wzięli udziału w tej uroczystości, poseł francuski odebrał z rąk króla w ich imieniu dyplomy i złote medale.

Na próżno odmawiają państwo Curie wywiadów, zamykają drzwi przed wszystkimi , chowają się w laboratorium, które jest już historyczne: ich praca i życie prywatne przestało do nich należeć.

 

 

 

 



[1] Ewa Curie , Maria Curie, Warszawa 1972


oceń
0
2

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  147 299  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości