Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 112 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Kampania wyborcza

czwartek, 25 sierpnia 2011 17:48

Oświata przedwyborcza - odc. 2

 

 

„Człowiek głupi jest bliskim krewnym zwierzęcia,  bo równie jak ono nie ma żadnych wątpliwości”.               ( A. Świętochowski).

 

„ Gdyby Bóg nie wkraczał niekiedy sam do akcji, ludzie ginęliby od własnej głupoty”.

( M. Gogol).

 

„ Nauka jest bardzo wszechstronnym wytrychem, potrafi otworzyć wrota wszechświata i wrota piekieł”.

( A. Majewski).

 

 

Jednym z głównych tematów w tej kampanii wyborczej jest „ świeckość szkoły”. Można się domyślać, że wielu wyborców nie do końca wie o co chodzi. Jest również grupa, która nie chce wiedzieć o co chodzi, chociaż doskonale funkcjonuje w tej strukturze. Taka już jest polityka podmiotów, które toczą bój o wychowanie i oświatę od półtora tysiąca lat. Podmiotami tymi  są: Kościół rzymski i Państwo. Początki oświaty jakie notujemy w kościele wynikały z potrzeby znajomości czytania pisma i umiejętnośći pisania.  Potrzeba czytania tekstów religijnych, narastała ze wzrostem znaczenia Kościoła chrześcijan , a przede wszystkim czytania Biblii. Od momentu edyktu mediolańskiego cesarza  Konstantyna (313 r.) o przyznaniu religii chrześcijańskiej wolności i statusu religii państwowej – z powodów politycznych – Kościół przystąpił do wypełniania przestrzeni umysłowej, do energicznej ekspansji tak w sferze duchowej jaki i świeckiej – politycznej. Z tego powodu zaistniała potrzeba zastępowania dotychczasowego dorobku ludzkości tzw. pogańskiego lub barbarzyńskiego, nowymi treściami wynikającymi z nauk chrześcijańskich. Historię rozwoju oświaty na przestrzeni wieków doskonale opracowali i opublikowali – jeśli chodzi o polskich historyków -  profesorowie, Stanisław Kot i Łukasz Kurdybacha. Są znane jeszcze inne prace opisujące system szkolnictwa i wychowania, który wyłącznie przez kilka wieków w Polsce dzierżyli w swoim ręku zakonnicy zwani Jezuitami. Z przytaczanych w tych książkach licznych  żródeł  i faktów wynika, że Kościół rzymski był wrogiem rozwoju nauki świeckiej. To znaczy oświaty prowadzonej przez inne osoby czy też ośrodki naukowe niż kościelne. W 1229 r. Kościół zakazał  ludziom świeckim czytania Biblii. Przedstawiciele wyższego kleru, jak np. kardynał Stanisław Hozjusz, jeszcze w XVI wieku wyrażali się z niechęcią o języku ojczystym jako mowie nieokrzesanych tłumów, którym posługiwanie się przynosiło hańbę każdemu wykształconemu człowiekowi. Równolegle z narastającą pogardą dla własnego języka narodowego polski kościól zabraniał śpiewać ludowi jego obrzędowe pieśni, wyklinał je i groził karami piekielnymi. Śpiewać wolno było tylko pieśni kościelne. Łacina była językiem obowiązkowym.  Ogólnie i skrótowo można powiedzieć, że Kościół obawiał się rozumowego pojmowania jego nauk, czyli dogmatów kościelnych. Rozumowego to znaczy zupełnie odmiennego od teologicznego głoszonego  przez Kościół. Teologicznie to znaczy: masz wierzyć i kropka. Jesteś zbyt głupi aby zrozumieć istotę  np. Trójcy Świętej czy dogmat Piusa XII z 1950r. „O Wniebowstąpieniu Najświętszej Marii Panny”. O wniebowstąpieniu za życia.  Są  to tylko dwa przykłady, a są ich setki. Pojawiające się wątpliwości nauka świecka zgłaszała i zgłasza nadal . Kościołowi jednak nie udawało się zahamować rozwoju  myśli ludzkiej, zatem przystąpił do tępienia myślicieli środkami niegodnymi kościoła chrześcijańskiego i jego twórcy Jezusa z Nazaretu. Obecnie Kościół rzymski nie ma takiej możliwości, dlatego jego strategia polega na indoktrynacji umysłowej człowieka już od przyjścia na świat, czego przejawem jest chrzest niemowlęcia. Do końca V wieku chrzcono dorosłych  świadomych sympatyków i wyznawców chrześcijaństwa, wzorem Jezusa,  który  po wysłuchaniu nauki głoszonej przez Jana Chrzciciela nad Jordanem poddał się aktowi chrztu.  W VI wieku kiedy rosła potęga Kościoła rzymskiego papieże wprowadzili chrzest niemowląt. W IV wieku masy ludowe nawracano na nową wiarę przemocą, spędzano wojskiem w gromady i chrzcono (Ulanowski). Przymusowe i podstępne porywanie dzieci żydowskich i  chrzcenie ich, albo umieszczanie ich  w gettcie z rodzicami. Wydarzenia te  opisuje historia państwa kościelnego Rzymu już od 1555 r.  Co oznacza ten termin wynaleziony i wprowadzony przez papieży ( wbrew temu co się sądzi, iż getto wymyślili hitlerowcy), czytelnicy wiedzą dostatecznie dużo. Żydów  prześladowali kolejni papieże, szczególnie zaś  Paweł IV i Klemens VIII. „ Żydzi obu płci muszą nosić znak koloru żółtego, po którym można ich będzie  wszędzie odróżnić, a muszą go nosić zawsze, o każdej porze i wszędzie, zarówno w gettach i jak i wtedy , gdy znajdują się poza nimi”. Tak mówi edykt papieża Piusa VI z roku 1775 ( D. Ketzler). Hitlerowcy mieli wzory do naśladowania (sic) .

Obecnie bój Kościoła z Państwem w sferze oświaty i wychowania odbywa się na wielu płaszczyznach. Jedną z nich jest tzw. ochrona życia poczętego. Kościół rzymski zdecydowanie zabrania stosowania prezerwatyw. Na świecie obecnie co 4 minuty umiera nowonarodzone dziecko z powodu chorób lub głodu. Pytanie zasadnicze brzmi: czy zawartość  prezerwatywy (sperma)  ma dla Kościoła rzymskiego większą wartość od nowonarodzonego umierającego człowieka jakim jest dziecko -  wg. powyższej statystyki? Kolejne pytanie : w jaki sposób unikają ciąży konkubiny katechetów w sutannach?. Pomocnym mógłby okazać się amator cudzych żon z Pomieczyna. Inteligentni i odważni uczniowie gimnazjów powinni te pytania zadać swoim katechetom. Następne pytanie: w jaki sposób pogodzić patriotyzm, wobec swojej Ojczyzny z wiernością Kościołowi rzymskiemu podległemu państwu Watykan? . Duchowieństwo przecież składa przysięgę wierności zwierzchnikowi Kościoła rzymskiego i państwa Watykan -  papieżowi  tzw. przysięga krwi. Jakie cele w pierwszej kolejności duchowny katecheta realizuje w świeckiej szkole?. Karty tysiącletniej historii państwa polskiego mówią o wielu faktach nielojalności kleru rzymsko – katolickiego w stosunku do Ojczyzny. Natomiast niektórzy wysocy  hierarchowie dopuszczali się  haniebnych zdrad , byli sprzedawczykami i handlarzami polską niepodległością.  Cicha akceptacja poczynań Hitlera przez papieża Piusa XII , w sytuacji kiedy tysiące polskich księży ginęło w hitlerowskich obozach zagłady - też ma swoją wymowę i pozostaje nadal bez odpowiedzi.  Pytań , które dyktuje współczesność jest zdecydowanie więcej. Dlatego hasła rozdziału religii od państwa podnoszone prze pewnych kandydatów do Sejmu Rzeczypospolitej są słuszne i  podyktowane są troską  o kraj, ponadto  podbudowane są znajomością historii Polski i znajomoścą konsekwencji np. działalności oświatowej Jezuitów, którym przypisuje się przyczynienie do rozbiorów Polski w XVIII wieku. Tragiczny zew, wielkiego wieszcza narodu , Juliusza Słowackiego: „ P o l s k o! – T w a  z g u b a  w R z y m i e!” – ciągle jest aktualny i nie został wygłoszony bezpodstawnie. Niedawno jeden ze znanych współczesnych historyków powiedział :  „ Kościół ma swoje wartości, ale ma również swoje interesy”. We współczesnej Polsce jest wystarczająca przestrzeń dla nieskrępowanej i niezależnej działalności Kościoła i Państwa. Nie wierzcie klerowi, który głosi, że dążenie do tego rozdziału jest  walką z wiarą i Bogiem. Z Bogiem to nie ma nic wspólnego. Bój się toczy przede wszystkim o żywotne interesy narodu i niepodległego  państwa polskiego.

Obecnie w arcykatolickiej od wieków Austrii biskupi sprzedają niektore kościóły, gdyż nikt do nich nie chodzi. Jest ich po prostu za dużo. Pasterze "dusz" widocznie słabo się starali. Podobnie powoli dzieje się w Polsce. Kler rzucił się w wir polityki i biznesu. Głoszenie Słowa Bożego w świątyniach przynosi mało efektu. Zakotwiczenie się Kościola w szkołach świeckich gwarantuje mu - z natury szkoły - słuchaczy , których nigdy nie zabraknie. A i pensyjka pewniejsza i o "żeniaczkę" łatwiej!

Symptomami  zdradzającymi współczesną  skuteczność metod działania Kościoła w obrębie oświaty i wychowania dla wyłącznych potrzeb Kościoła,  są przyzwolenia niektórych kierowników państwowych placówek szkolnych -  przecież  świeckich -  na stopniowe przekształcanie ich w sanktuaria wyznaniowe. Na terenie gminy  znane są ( środowiskom ludzi wierzących, ale popierającym rozdział religii od szkoły)  co najmniej dwie placówki szkolne państwowe – podkreślam świeckie – które są na najlepszej drodze do stania się sanktuarium religijnym. Nadzór państwowy toleruje taki stan, co świadczy,  iż nie wypełnia swoich obowiązków funkcjonariusza państwowego zgodnie z Konstytucją RP. Funkcjonariusze ci powinni zostać niezwłocznie usunięci z tych stanowisk Niewykluczone, iż zajdzie potrzeba publicznego ujawnienia ich  nazwisk .Sytuacja dojrzała już do tego aby funkcjonariusze ci składali deklaracje wierności  Konstytucji RP, co miało miejsce w Polsce międzywojennej. Myślę, że w dużym skrócie i uproszczeniu wyjaśniłem tzw. świątecznym czytelnikom ( historykom te fakty są znane) jaki mają sens te hasła wyborcze głoszone przez niektórych kandydatów do sejmu a które to hasła zdecydowanie popieram.

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Oświata przedwyborcza

środa, 24 sierpnia 2011 9:15

 

 

  Wójt  parafialno – gminny! ( wartość uwag:   ponadczasowa).

 

 Wybory samorządowe (kolejne)  wójtów zbliżają się milowymi krokami . Każdy ma swojego faworyta, zna jego zalety przywódcze,  przymioty polityczne, znawstwo merytoryczne materii z jaką musi zmagać przez te cztery lata. No i zna jego postawę etyczno-moralną. Tą ostatnią cechę właściwie powinno umieścić się na pierwszym miejscu, ale ... nie w Polsce. Ostatnie wydarzenia - których nie ma potrzeby przypominać w detalach, wszak wszyscy wiedzą o co chodzi - wykazały, że im niższa kultura osobista, im bardziej faryzeuszowskie pobożne oblicze  polityka, im większa porcja zwykłego chamstwa  tym większe uzyskuje poparcie. Każdy typ, nawet najbardziej zakłamany, znajdzie w społeczeństwie naszym swoich wyznawców i popleczników. Tzw.  porządny człowiek - polityk, ma wielkie trudności aby zostać zauważonym.

Niektórzy pożal się Boże „kandydaci” politycy zdradzają braki w pojęciu  państwo, zatem przypomnę fragmenty tego pojęcia w jaki sposób  sformułował je Arystoteles ( 384 – 329 p.n. e.).

[...] Państwo jest tworem natury i że jest pierwej od jednostki, bo jeśli ta odosobniona nie jest samowystarczalna, to znajdzie się w tym samym stosunku do państwa, co inne części jakiejś całości. Kto zaś nie potrafi żyć w we wspólnocie albo jej wcale nie potrzebuje, będąc samowystarczalnym, bynajmniej nie jest członem państwa, a zatem jest zwierzęciem, albo bogiem. Wszystkim ludziom właściwy jest z natury pęd do życia we wspólnocie, a ten, który ją pierwszy zestroił, jest twórcą największych dóbr. Jak bowiem człowiek w wykończeniu swego rozwoju jest najprzedniejszym ze stworzeń , tak jest najgorszym ze wszystkich, jeśli się wyłamie z prawa i sprawiedliwości. Najgorsza jest bowiem nieprawość uzbrojona, człowiek zaś wchodzi w życie wyposażony w broń , jaką przedstawiają jego zdolności umysłowe i moralne , które, jak żadne inne, mogą być niewłaściwie nadużywane. Dlatego człowiek bez poczucia moralnego jest najniegodziwszym i najdzikszym stworzeniem , najpodlejszym  w pożądliwości i zmysłowej żarłoczności. Sprawiedliwość zaś jest znamieniem państwa, wymiar jej jest bowiem podstawą porządku istniejącego we wspólnocie państwowej, polega zaś na ustaleniu tego , co jest sprawiedliwe.

 

Wróćmy zatem do naszego kandydata na wójta. Ktoś może wykazać zdziwienie, dlaczego w nazwie pierwszy człon „parafialno". Takie zdziwienie może wykazać jedynie przybysz np. z zagranicy. Miejscowy natomiast nie wykaże żadnego zdziwienia. Wystarczy, że podłączy się do takiego święta jak np. święto żniwiarzy. W roli głównej nie zobaczy tenże zdziwiony - żniwiarzy, lecz parafialnego wójta w towarzystwie parafialnego dobrodzieja najpierw oczywiście w świątyni. Pozdrawiający gapiów wójt, na lewo i na prawo w stylu kandydata na prezydenta amerykańskiego, tu uścisk prawicy, tam uścisk lewicy, oczywiście tym, którzy są tzw. spontanicznymi sponsorami ( o czym przy okazji)  naszego parafialnego wójta. Zwykły zjadacz ciastka - lepiej nich nie robi sobie nadziei na zauważenie go przez tego wielkiego (jak mawiają niektórzy)„ pana". On zajmuje się na co dzień sprawami rzekomo strategicznymi zarządzanego terenu, co zmusza go do częstego, może aż do nazbyt częstego pobytu poza siedzibą urzędu. Ale on przecież ma nienormowany czas pracy - wystarczy 1-2 godzinny pobyt w siedzibie urzędu. W końcu od czego są telefony komórkowe, które pozwalają rządzić np.... z terenu  plaży. Pracownicy - „mrówki robocze" wyposażone w pieczątki " z up. „wójta" ( bez przydomku parafialny) bo bądż co bądż to urząd administracji państwowej, a Konstytucja rozdziela parafię od urzędu. Pomimo pospolitego umysłu wójt o tym wie w tym momencie - , ale w tylko w tym przypadku tego przestrzega. W innych przypadkach potrzeby parafii idą przed potrzebami społecznymi mieszkańców. A więc te wspaniałe mrówki pracują na swoje pensyjki, a przede wszystkim na sukces parafialnego wójta. Żadna mrówka nie ośmieli się odmówić parafialnemu „dobrowolnej współpracy czy też pomocy" np. podczas biesiady,  czy obsługi licznych  konwektykli urządzanych w ramach permanentnej kampanii wyborczej wójta parafialnego, trwającej od wyborów do wyborów. Oczywiście te spędy mają inne ładnie brzmiące nazwy. Taka odmowa małemu satrapie skończyłaby się utratą stanowiska. Żadnego szemrania. Wszyscy o tym wiedzą. Imprezy te zajmujące pracownikom wolne dni i godziny, są częstą praktyką . Liczne środowisko nauczycielskie o dużym potencjale intelektualnym i naukowym, nigdy nie odważyło się mówić własnym głosem o sprawach dotyczących ich środowiska czy też o sprawach kulturalno - oświatowych w wymiarze całej  gminy. Zależność płacowa od parafialnego wójta jest tutaj jaskrawo zauważalna. Tylko on przemawia w imieniu wszystkich, on wie wszystko najlepiej. Jego pomysły - bohomazy wymyślone i postawione obeliski,  fontanny  wybrane przez niego - bez konkursu projektów artystów -  straszą w kilku miejscach. Historyczna - 700 letnia wieś, rozbudowuje się bez jakiejkolwiek myśli architektoniczno - urbanistycznej (zob. naprzeciwko kościoła) . W centrum wsi znajduje się 200 letnia zabytkowa chałupa kaszubska, którą nikt się nie interesuje. Przykładem twórczego myślenia rządzących mogą być wsie gminne takie jak: Krokowa pow. Puck czy Gniewino. Polecam czytelnikom.. Brak jest jakichkolwiek odniesień historycznych np. do postaci związanych z wsią. Liczy się tylko okres  panowania parafialno-gminnego wójta. O wspieraniu twórców kultury regionalnej władca nie ma pojęcia.

W każdej gminie znajdują się osoby bezdomne albo prawie bezdomne, bezradne, dla których buduje się mieszkania socjalno - bytowe o podstawowych funkcjach mieszkalnych. Wynika to z prawdziwego rozumienia potrzeb ludzkich, tych ludzi bezradnych przede wszystkim. Ale ta grupa społeczna jest parafialno-gminnemu wójtowi obca.

Parafialny dba o swój polityczny i osobowy image. Każde spotkanie kończy się fotografią wójta w odpowiedniej pozie, najczęściej kiedy wręcza lub przemawia, oczywiście z filmowym uśmiechem na ustach.  Nikt nie ma prawa - oprócz niego- wypowiadać się w sprawach gminnych. Żaden kierownik wydziału czy też specjalista nie zabierze głosu, nawet najbardziej kompetentny. Parafialno - gminny wójt w formie powtarzających się cyklicznie ( sukcesów) monologów przekazuje zaprzyjażnionej i opłacanej gazecie, co chce i kiedy chce. Ta „ zaprzyjażniona gazeta”  to tygodniki kartuskie, które odmówiły publikacji moich krytycznych uwag. Prowincjonalne powiatowe gazetki rozumieją wolność prasy w demokratycznym państwie, jedynie przez pryzmat ilości otrzymanych płatnych wywiadów np. od wójta. Czyżby ci dziennikarze i wydawcy uczyli się dziennikarstwa w „ powiecie”.                                                                                                                                                                                                                                                                                                  Wokół może znajdować się tysiąc osób, aparat fotograficzny dziennikarza czy osoby podstawionej przez niego, obejmuje tylko jego. Trochę szczęścia ma czasami, sporadycznie, przewodniczący wielkiej rady , którego boczkiem ten „prymitywny" aparat fotograficzny zahaczy. Ale, pozostali członkowie rady już takiego szczęścia nie dostępują. Nowym elementem parafialnego jest uczestnictwo w ceremoniach żałobnych zmarłych. Podczas tych ceremonii on jest witany po imieniu, co jest brudną polityką w miejscu kultu religijnego. Dzieje się to w godzinach służbowych wójta a więc wtedy, gdy on powinien być w urzędzie. Jest to żałosny przykład braku podstawowych norm kultury osobistej i społecznej.  Nie bierze się pod uwagę tego,  komu poświecone jest tego typu nabożeństwo żałobne. Wyjaśniam: poświęcone jest wyłącznie, zmarłemu i pogrążonej w żałobie rodzinie. Duchowny praktykujący tego typu polityczne zabiegi w takim momencie, zasługuje na najsurowszą naganę. Zastanawiające jest natychmiast - co powoduje u tych ludzi tak daleko posunięte zaćmienie umysłów. A  duchownemu przy okazji przypominam: „Quem Deus vult perdere, prius dementat".

Określenie „ parafialny" wymaga szerszego wyjaśnienia. Wyjaśnienia wymaga również „spontaniczne sponsorowanie wójta" ( jak mawiają sponsorzy) przez miejscowy biznes, a dokładnie - jego „genialnych" pomysłów. Zauważa się również zamieszczanie ( obowiązkiem wójta lub przedstawiciela urzędu jest udzielanie informacji mieszkańcom w formie np wywiadu czy też biuletynu)) ogólnodostępnych informacji gminnych podpisanych przez wójta w formie wysoko  płatnych reklam w powiatowej prasie, co można uznać za kupowanie sobie przychylności prasy za publiczne gminne (nas wszystkich) pieniądze.

                     *                                           *                                              *

Celem niniejszej publikacji jest krytyczna ocena urzędnika państwowego z pozycji obywatela demokratycznego państwa i  przeciwnika politycznego opcji łamiącej Konstytucję RP i standardy europejskie. Ocena taka jest niewątpliwie potrzebna. Pomaga wnikliwiej spojrzeć na osobę ubiegającą się o wybór, czy też ocenić działalność osoby już wcześniej wybranej. Pamiętać należy, iż osoba taka pochodzi z wyboru mieszkańców i ma spełniać rolę służebną wobec nich. Przy czym nie pracuje za darmo, lecz  za godziwe wynagrodzenie. Nie ma tu miejsca na arogancję, sobiepaństwo czy prywatę. Arogant nie może unikać odpowiedzi na krytykę prasową czy też krytykę poszczególnych mieszkańców kierowaną do niego. Odpowiadać i wyjaśniać jest to jego obowiązkiem. Jest funkcjonariuszem świeckiego państwa, musi przestrzegać postanowień Konstytucji obowiązującej w państwie.

 Jeżeli twój kandydat zachowuje się w wyżej  opisany krytyczny sposób, nie powinieneś na niego głosować. Nie głosuj na zdewociałego kołtuna, albo udającego pobożnisia dla celów wyborczych, wykorzystującego zaufanie prostych i ufnych porządnych  ludzi. Niech głosuje na niego tylko jego rodzina.

Tekst niniejszy oparty został na przykładzie konkretnej gminy i jej wójta. Niewątpliwie takich gmin i wójtów jest więcej w naszym kraju.

„Parafialny” w tytule nie znalazło się przypadkowo. Papież Jan Paweł II  powiedział : „ Kościół nie jest partią polityczną i nie identyfikuje się z żadną partią polityczną. Żadna partia polityczna nie ma prawa reprezentowania Kościoła”.                                                                                                                Słowa te odzwierciedlają stanowisko Kościoła ponadczasowo w tej sprawie. Tak należy je rozumieć.  Sprawa wcale nie jest jednak tak jednoznaczna i prosta , jakby z tych słów papieża wynikało.

Mali polityczni interpretatorzy rozumieją i stosują je zupełnie inaczej.






oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Moje opowiadanie

środa, 10 sierpnia 2011 20:04

 Współcześnie z życia wzięte (ku przestrodze kupującym) 

 Dwoje mieszczuchów  jakieś piętnaście lat temu zapragnęło zamieszkać na wsi, jako że kiedyś tam urodzili się na wsi. A więc, byli i wsiowi i miastowi. Wybór ten podyktowany był również chęcią posiadania ogrodu, no.. prawie takiego jak w magazynach ogrodniczych. Nadchodzące wkrótce przejście na zasłużony odpoczynek po dziesiątkach lat trwającej pracy zawodowej było również bodżcem przyspieszającym podjęcie takiej decyzji.  Znajomi miastowi,  którzy już wcześniej zamieszkali na wsi, pomogli znależć siedlisko w ich sąsiedztwie. Siedlisko, gdyż  tak te kilka ha ziemi z zabudowaniami - mieszkalnym i gospodarczymi nazywało się w momencie zakupu. Wybór padł na zaścianek  W. w rejonie przodkowskim. Po dokonaniu wszelkich niezbędnych w takiej sytuacji czynności finansowo - notarialnych, przystąpiliśmy do czyszczenia i porządkowania w pierwszej kolejności budynku mieszkalnego. Tak , do czyszczenia, gdyż dom był zaniedbany do tego stopnia, że zasługiwał na miano chlewa a nie mieszkania. Po tym niezbędnym raczej  higienicznym  zabiegu, przystąpiono do przebudowy domu, w taki sposób aby osiągnąć standard miejski do którego od dawna przywykliśmy. Kapitalny remont trwał prawie rok. W tym czasie mieszkaliśmy w dotychczasowym lokum, a do wsi dojeżdżaliśmy po pracy i z powrotem w godz. nocnych. Piękniejący dom wewnątrz i na zewnątrz radował nasze serca. Nie odczuwaliśmy żadnego zmęczenia czy też niechęci. Nic nie było w stanie zmącić naszego optymizmu i zadowolenia. No właśnie... , czy nic nie zmąci naszej radości. Porzekadło mówi : nie można mieć wszystkiego naraz.

Kupując nieruchomość, z powodu mojej niewiedzy i niedoświadczenia w takich sytuacjach , kupiliśmy obszar na podstawie mapy, nie żądając od  dotychczasowych właścicieli ujawnienia punktów granicznych ( słupków granicznych w ziemi). Okazało się, że podział majątku w 1865 r. na działki kilku hektarowe odbył się na papierze (mapce) natomiast nie umieszczono znaków podziemnych. Znakami granicznymi wówczas były kopczyki czy też drzewa nasadzane w tym celu. Zatem zaszła konieczność zatrudnienia uprawnionego geodety, aby dokonał rozgraniczenia nieruchomości. Rozgraniczenia względem siedmiu sąsiadów których wokół ma moje siedlisko. Sąsiednie gospodarstwa takiego rozgraniczenia też nie posiadały. Tak, że moja inicjatywa była korzystna dla wszystkich, gdyż porządkowała i urządzała ład graniczny niezbędny do wszelkich czynności cywilno - prawnych. Tak też została przyjęta przez sąsiadów, prostych rozumnych wieśniaków, którzy w mig zrozumieli, że jest to korzystne również dla nich. Z wyjątkiem jednego - a właściwie jednej - sąsiadki, która odmówiła podpisania protokołu rozgraniczenia sporządzonego przez uprawnionego geodetę. Sąsiadka wykonując dwa zamaszyste kroki z historycznej miedzy w mój teren oświadczyła władczym głosem:  granica będzie teraz tutaj! Czyli 180 cm obok tej miedzy , która oddzielała i oddziela nasze dwa tereny od 150 lat. Geodeta umieścił paliki według żądania strony biorącej udział w rozgraniczeniu. Każdy z uczestników rozgraniczenia ma prawo zgłaszać swoje propozycje. W tym momencie jednak żona sąsiada właścicielką nie była i nie jest do dzisiaj. Prawo takie posiadał jej mąż. Koszty rozgraniczenia poniosłem sam w całości. Działanie jej było bezprawne, ale w Polsce nie takie rzeczy mają miejsce. Niezorientowanym polecam oglądanie programów redaktor Jaworowicz w TVP. Aby tego było mało, ostatnio okazało się, że Pach nie jest stroną w procesie ze mną od pięciu lat, kiedy to przekazał gospodarstwo synowi. Zatem jego uczestnictwo w procesie przez ostatnie pięć lat było bezprawne. Prymitywizm połączony z paranoją!

Odmowa uznania proponowanej nowej granicy  przyszła od osoby - przyjmijmy umownie - o imieniu Munia (potocznie morda). Osoba ta nie mająca żadnych praw majątkowych do uprawianej ziemi  nie wyraziła zgody na zaproponowany podział. Prawo takie posiada jej mąż - przyjmijmy umownie - Pach (potocznie pachołek). Tenże Pach jest podporządkowany całkowicie swojej Muni. Nie odważył się wystąpić w roli właściciela, które nakłada na niego prawo, obawiając się Muni. Poniekąd jest to uzasadnione, gdyż na początku naszej sąsiedzkiej znajomości Munia dała popis swej władzy nad rzadko trzeżwym  Pachem, waląc go bez powodu  kilka razy w mordę  w naszej obecności w naszym domu. Wówczas wyrzuciliśmy ten kochający się w nieznany nam dotąd sposób, duet małżeński z mieszkania. Znajomość sąsiedzka się skończyła, a nastąpił etap nienawiści z ich strony do nas, a który wymaga szerszego przedstawienia.

 W tym miejscu pojawia się potrzeba podania  trochę charakterystyki owej Muni. Wychodząc za mąż za Pacha ileś tam lat temu, znalazła się na gospodarstwie męża, ale bez praw własnościowych. Ponieważ ma charakter władczy, nie tolerujący jakiegokolwiek sprzeciwu, bez względu na to skąd ten sprzeciw pochodzi , postanowiła „ustawić" mnie - nowego sąsiada,  według własnych kryteriów. Mając zapewne przeświadczenie w swoim ptasim móżdżku, że wszyscy mieszkańcy wsi bez względu na płeć i np. wykształcenie, czy też poziom intelektu,  muszą - powiadam muszą, być posłuszni jej -  Muni. Pozwolę sobie zacząć od początku. Miało to miejsce w początkowym okresie naszego zamieszkania w W. Nowi sąsiedzi pojawili się bez zaproszenia w naszym domu chcąc zawiązać dozgonną przyjażń, na którą chętnie przystaliśmy. Wizyty sąsiadów przybierały na częstotliwości, początkowo jednorazowe w ciągu dnia, następnie dwa i więcej. Trochę nas to zaskoczyło, gdyż dotychczas przyzwyczajeni byliśmy do spotkań towarzyskich - owszem, ale po uprzednim uzgodnieniu terminu spotkania. A tutaj taka zmiana. Kolejnym zaskoczeniem był sposób zachowania się Muni po przekroczeniu progu naszego mieszkania. Nie mówiąc nic na powitanie, zamaszystym krokiem obeszła za każdym razem wszystkie pomieszczenia mówiąc: muszę zobaczyć coście tutaj zrobili. Następnie zajrzała do kolejnych garnków kuchennych obwąchując, co też w nich się znajduje. Moja żona strwożona wysyłała do mnie porozumiewawcze spojrzenia, ale ja z miną sfinksa znosiłem wszystko. Po wyjściu „gości"  zawsze mówiła : ja tego nie wytrzymam dłużej! W czasie rozmowy Munia kierowała pytania na tematy naszych spraw osobistych, chcąc koniecznie dowiedzieć się różnych rzeczy np. kiedy żona utraciła dziewictwo, ile razy byłem żonaty i temu podobne. Dopytywała się czy my jesteśmy ciężkimi grzesznikami, czy też takimi zwykłymi, co mogłoby przyrównać nas do niej. Bo przecież nikt nie jest bez grzechu. Ze mną była sprawa trochę trudniejsza, biedaczka chciała mnie zaszufladkować ze swoim mężem Pachem , ale ja akurat nie gustuję w bimbrze i innych napojach wzmocnionych procentami. Po spożyciu tych specjałów nie sypiam z kurami jak to się Pachowi trafia. Tak,  ten zamiar Muni się nie udał. Z pewnością wydałem się jej podejrzany, a może nawet bardzo podejrzany. Wiadomo, ten który nie pije, na pewno donosi. Tą zasadę znają wszyscy Polacy. Ponadto powiedziałem, że lubię czytać ksiązki, nawet mam ich sporo. Ta informacja na dobre utwierdziła Munię w przekonaniu iż jestem nie tylko podejrzany, ale z pewnością nienormalny. Czegoś podobnego nigdy się po sąsiadach nie spodziewała i nie doświadczyła.  Ona jako doświadczona rolniczka, najmądrzejsza nie tylko we wsi, ale i w  parafii, umiejąca liczyć do jedenastu, a jak dobrze idzie to stu jedenastu. Z podpisem też sobie radzi, co można z łatwością sprawdzić w tym protokole geodety w rubryce - nie zgadzam się - liberum veto. Nie spodziewała się takiego sąsiada. Postanowiła podjąć kampanię odwetową.  

Z pewnością czytelnik chciałby poznać choć w skrócie osobowość i wygląd zewnętrzny Muni. Na pewno nie pasuje do niej powiedzenie: z wyglądu anioł, a wewnątrz szatan.




Straszna baba - dragon, lepiej żeby wyzionęła ducha.
Pierwsze wrażenie wytwarza subiektywne, aczkolwiek czasami mylne odczucie o jej osobowości. Może ono być pozytywne lub negatywne. Moją zasadą jest postrzeganie pozytywne. Dopóki nie przekonam się kim naprawdę jest dana osoba, co sobą reprezentuje, jakie wartości życiowe kierują jej postępowaniem i stosunkiem do innych, zawsze zakładam pozytywne postrzeganie jej.                                                                                                                                                                                                                                                                     W przypadku Muni  było podobnie. Przypominam wyrażoną wyżej, chęć dozgonnej przyjażni sąsiedzkiej w pierwszej fazie naszej znajomości. Ale do rzeczy. Nieład panujący na jej głowie - włosy jasno siwe ?,  rozczochrane, jakby po uderzeniu pioruna świętojańskiego, ponura i zaniedbana  twarz  z białymi wytrzeszczonymi oczyma , sprawiają wrażenie odpychające. Nasuwają podejrzenie rzadkiego kontaktu z mydłem i wodą. Inteligentne miejskie dziecko z pewnością przestraszyło by się na pierwszy widok. W przeciwieństwie do typowej tłustej „plotkary", Munia jest sylwetki raczej szczupłej. Porusza się niby energicznie, kręcąc nieustannie głową, to w lewo czy też w prawo. Widać, że lubi dobre rozeznanie w sąsiedztwie. Można by ją porównać do komputera z danymi osobowymi. W pewnym okresie za punkt obserwacyjny przyjęła dość wysokie drzewo, z którego niefortunnie spadła, co zakończyło się wizytą w gabinecie lekarskim. Ma nawet prawo jazdy.  Prawa jazdy we wsi mają prawie wszyscy bez względu na wiek. Jak głosi wieść gminna, w przeszłości kiedy naukę jazdy prowadził, dziś  wysokiej rangi urzędnik gminny, egzaminy zdawali wszyscy. Tak dobrze szkolił!. Muni chyba zbyt dobrze nie wyszkolił, gdyż cudem uniknąłem zderzenia z nią kiedy na mój pojazd zdecydowanie szarżowała. Płot niestety nie zdążył uskoczyć przed nią!.

Jej najgrożniejszą bronią jest oszczerstwo, pomówienie, zakłamanie, składanie fałszywych zeznań, nakłanianie innych do fałszywych zeznań,  aż do naruszania dóbr osobistych włącznie. Za to ostatnie - wytoczyłem jej proces sądowy, który przegrała z kretesem. Proces ten trwał pięć lat. Przewlekłość tego procesu ( tak na marginesie) wykazała jaka jest skala zapaści polskiego wymiaru sprawiedliwości. Wyrok ten jest lekcją jaką Munia otrzymała od nas miastowych, za naruszanie zasad współżycia społecznego, o których dotąd w swoim życiu nie słyszała. Osoby o takim stopniu prymitywizmu umysłowego powinne być pod opieką poradni psychiatrycznej. Może ktoś powiedzieć, że jest to przypadek indywidualny. Być może, ale jak wykaże dalszy ciąg tej historii, ma ona również podłoże społeczne, wiejskie, historyczne. Młode pokolenie, które Munię otacza, wcale nie wykazało, że myśli inaczej, co wróży brnięcie szlakiem Muni w przyszłości. Partycypowało w jej kosztach procesowych.  Przypadek graniczny roztrzygnięty przed sądem (w ciągu osiem lat) był również lekcją ogólniejszą  jakiej historia tej wsi dotąd nie znała. Te osiem lat trwania prostego postępowania cywilnego wystawia najgorszą cenzurkę polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Jest to problem z którym żaden rząd ani sejm dotychczas sobie nie poradził. A mówi się, że sprawność wymiaru sprawiedliwości świadczy o dobrym „ urządzeniu państwa. Hm...


oceń
0
2

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  147 315  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości