Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 129 270 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wielcy Gdańszczanie

środa, 18 listopada 2009 18:21

 

 Fahrenheit  Gabriel Daniel 1686 - 1736 - uczony, fizyk gdański.

Urodził się w Gdańsku w domu rodzinnym przy ul. Ogarnej ( obecny numer 94).                                                                                



Fot. A. Januszajtis
Początkowe nauczanie odbyło się w domu. Uczącym był prywatny nauczyciel - preceptor. Program nauczania obejmował czytanie, pisanie, rachunki i religię. Następnie w 12 roku życia zapisał się do dobrej 6 klasowej Szkoły Mariackiej. Planowana dalsza nauka w Gimnazjum Akademickim w Gdańsku nie doszła do skutku, gdyż oboje jego rodzice zmarli nagle w lipcu 1701 roku. Wyznaczeni przez Radę Miasta opiekunowie sierot ( 2 braci i 2 siostry Gabriela) postanowili wysłać Gabriela Fahrenheita d o Amsterdamu w celu nauki kupiectwa. Bardziej interesowała go, wręcz pasjonowała dziedzina zwana w fizyce jako termometria. Do tego niezbędne są przyrządy specjalistyczne jak: szlifierki do obróbki szkła , tutaj konkretnie obróbki soczewek i rurek różnego kształtu. Postanowił produkować takie przyrządy i urządzenia we własnym zakresie. W tym celu zaciągał pożyczki, oraz dążył uparcie do kontaktów i wymiany doświadczeń z innymi wybitnymi uczonymi w tej dziedzinie. Na tym polu zanotował więcej sukcesów niż porażek. Podróżował po ośrodkach naukowych ówczesnej Europy. Jego największym sukcesem było skonstruowanie przyrządu określającego temperaturę każdej substancji. Termometr rtęciowy, który znalazł praktyczne zastosowanie w lecznictwie przy mierzeniu temperatury człowieka oraz w meteorologii, przy określaniu temperatury powietrza. Uczony ten opracował również sposoby pomiaru ciśnienia powietrza. Wykorzystał przy tym odkrytą przez siebie zależność temperatury wrzenia od ciśnienia.  Zakres jego badań i osiągnięć był ogromny. Sława jego odkryć dotarła do Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Londynie. W marcu 1723  i kwietniu 1724 roku referował swoje prace w Londynie, następnie został jego członkiem. Oprócz badań zajmował się udzielaniem wykładów z zakresu jego badań i osiągnięć. Jeden z czołowych uczonych napisał w 1739r.: „Termometry rtęciowe są najlepszymi i najdokładniejszymi , jaki dotąd wynaleziono; zawdzięczamy je głównie największemu mistrzowi G. Fahrenheitowi". Termometry jego zachowały się w holenderskiej Lejdzie. Mieszkał w Amsterdamie od roku 1717.W spisie członków Towarzystwa Królewskiego figurował jako: Mr. Fahrenheit dżentelmen z Gdańska. W Gdańsku Gabriel Fahrenheit ma o swoim imieniu ulicę, prowadzącą do Akademii Medycznej. Zmarł bezpotomnie . Zachował się jego testament w którym czytamy: (...) proszę sprawić mi pogrzeb najtańszy, czwartej klasy (...) całą resztę, sprzęty, naczynia, pościel, jeśli są coś warte, spieniężyć i przekazać do Gdanska ukochanym dzieciom mojej siostry. Pochowany został w Hadze w kościele klasztornym św. Wincentego. Obecnie znajduje się tam tablica pamiątkowa z napisem w języku holenderskim: W kościele klasztornym został pochowany Daniel Gabriel Fahrenheit. Urodzony w Gdańsku w Polsce 24 maja 1786. Zmarł w Hadze 16 września 1786. Osiedlił się w Amsterdamie w 1717. Twórca termometrii, wynalazca, budowniczy przyrządów, uczony, członek Towarzystwa Królewskiego w Londynie. Nie zachował się żaden portret z jego podobizną.



.................................................................................................................................................................................................. 

 

 

Heweliusz Jan (niem. Hevelke, Hewelke), Hevelius, Hówelcke, (1611 - 1687).

 

Heweliusz , portret Daniel Schultz




Herb Heweliusza, zbiory BG PAN

  Urodził się 28 stycznia 1611 roku na rogu ulicy Straganiarskiej i Grobla IV w Gdańsku. Najpierw uczęszczał do szkoły parafialnej przy kościele św. Jana, później  uczył się w miejscowości Gondecz koło Bydgoszczy i Gdańsku w słynnym Gimnazjum Akademickim, a następnie w Lejdzie, Anglii i Francji, gdzie odbył studia w zakresie astronomii i prawa .   


                                                                            Leida 1652r.
W 1634 roku mając 23 lata  powrócił do Gdańska , gdzie  zamieszkał, objął po ojcu browar  i aż do śmierci prowadził badania astronomiczne w zbudowanym przez siebie obserwatorium. W 1635 roku w kościele Mariackim zawarł ślub z Katarzyną Rebeschke, córką bogatego browarnika, która wniosła mu w posagu trzy kamieniczki wraz z browarem przy ulicy Korzennej.      



Ze zbiorów BG PAN  sygn. Alf IV/15/22
                                                                                                                        

                                            Katarzyna wykazała zrozumienie dla pasji męża i cały ciężar życia domowego przyjęła na siebie. Obserwatorium umieścił na trzech dachach swoich kamienic przy ulicy Korzennej. Jego dzieła to: opis księżyca pt. S e l e n o g r a p h i a  sive Lunae descriptio ( Gdańsk 1647), dzieło to wyszło z oficyny gdańskiej Andrzeja Hunfelda ( 1581 - 1666), dedykowane było miastu Gdańskowi. Selenografia liczyła około 500 stron druku i 40 rycin Księżyca w różnych fazach oraz mapy.     

 

  I dwie części  M a c h i n a e  c o e l e s t i s ( Gdańsk 1673 - 1679). Heweliusz sam konstruował precyzyjne przyrządy oraz szlifował soczewki do specjalnego teleskopu. Stał się z czasem właścicielem własnej drukarni i zakładu miedziorytniczego. Pozwoliło to jemu na prowadzenie systematycznych badań nad przestrzenią kosmiczną, oraz wymianę doświadczeń z naukowcami  przodujących w Europie ośrodków naukowych.

Właścicielem trzech dzieł unikatowych „ wspaniale i z wielkim smakiem iluminowane „  w oryginale w 1777r., był gdański patrycjusz Broen. Tom pierwszy Heweliusza dedykowany był dla Ludwika XIV, którego portret dołączony był do tego dzieła Machina coelestis.

 

 Natomiast tom drugi zawierający wyniki nad planetami, poświęcił królowi Janowi III Sobieskiemu.  Słońce, gwiazdy i instrumenty mosiężne kolorowane były złotem, plamy na księżycu srebrem. Właściciel ówczesny, Broen zapłacił za owe trzy tomy około dwustu czterdziestu dukatów.

Heweliusz opublikował cały szereg dalszych prac. Był uczonym o szerokich zainteresowaniach i wszechstronnych zdolnościach. Był matematykiem, astronomem, konstruktorem, rysownikiem i sztycharzem. Opublikowanie Selenografii wzbudziło powszechne uznanie dla gdańskiego astronoma. Zaczął się napływ korespondencji z różnych ośrodków naukowych i zagranicznych uczonych. Jeden z egzemplarzy swego imponującego dzieła podarował królowi Władysławowi IV. Cesarz Leopold I nadał mu przywilej na wyłączność druku i sprzedaży własnych dzieł na terenie Rzeszy. Rozpoczął się okres wizyt królewskich u Heweliusza.

Za zasługi w dziedzinie astronomii powołany został na  członka zagranicznego Królewskiego Towarzystwa Nauk w Londynie. Ludwik XIV król Francji w latach 1663 - 1670 wyznaczył mu stałe wynagrodzenie.  Król Jan III Sobieski otoczył go troskliwą opieką , wyznaczając mu roczne wynagrodzenie w wysokości 1 tys. florenów, zwolnił z wszystkich podatków i zezwolił na wolną sprzedaż piwa.

 

  
Jeden z teleskopów Heweliusza

Heweliusz był również aktywnym gdańszczaninem w sferze społeczno- politycznej. Był ławnikiem, rajcą Starego Miasta, zasiadał w sali mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego, gdzie odbywały się obrady.


W marcu 1662 roku niespodziewanie zmarła Katarzyna. Małżeństwo było bezdzietne. W ramach podziału spadku , rodzina zmarłej zażądała sprzedaży instrumentów i biblioteki uczonego. Ale list interwencyjny króla Jana Kazimierza do Rady Miejskiej w Gdańsku uratował obserwatorium astronoma. Nie potrafiącemu żyć samotnie Heweliuszowi, przyszła konieczność ponownego ożenku. Wybór padł na szesnastoletnią Elżbietę Koopman, córkę zamożnego kupca. Elżbieta została najbliższą pomocnicą swego męża.


Pewnego dnia we wrześniu 1679 roku , pod nieobecność Heweliuszów w mieście, pojawiła się wielka łuna. Pożar strawił cały dobytek   Heweliusza, który miał wówczas 68 lat. Wielka energia i siła woli młodziutkiej żony Elżbiety uratowała Heweliusza przed załamaniem. Heweliuszowie otrzymali pomoc od Jana III Sobieskiego i Ludwika XIV i już po trzech latach astronom dalej pracował w odbudowanym obserwatorium. Postępująca choroba starego astronoma dawała o sobie znać. Ostatnie miesiące spędził w łóżku , gdzie troskliwie opiekowała się nim Elżbieta. Zmarł w dzień swoich 76 urodzin, 28 stycznia 1687r. Pochowany został w kościele św. Katarzyny, gdzie w 1986 roku podczas prac archeologicznych odkryto jego grób. Córki, zięciowie i wnuki nie okazali należnego zainteresowania spuścizną .Z Elżbietą miał syna, który zmarł wcześnie i trzy córki. Z czasem uległo zniszczeniu jego obserwatorium, a listy , przyrządy i inne pamiątki rozproszyły się po świecie.

W 1780 roku prawnuk Heweliusza, Daniel Davidson , radca wojenny Stanisław Augusta Poniatowskiego, wystawił pomnik nad jego grobem w kościele św. Katarzyny.

W dniu 28 stycznia 1987 roku w trzechsetną rocznicę śmierci Jana Heweliusza, który to rok decyzją UNESCO uznano Rokiem Pamięci Jana Heweliusza, na płycie grobowej w kościele św. Katarzyny w Gdańsku, złożono wieniec od nauki polskiej.

(Zainteresowanym polecam: K.Targosz, Jan Heweliusz  uczony-artysta)



Pomnik w Gdańsku
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Obrona Jasnej Góry w 1655r.

wtorek, 03 listopada 2009 10:40

W listopadzie i grudniu 1655 roku trwało oblężenie klasztoru Jasnogórskiego w Częstochowie przez Szwedów. Zatem, minęły 354 lata, wypada na krótkie wspomnienie tych historycznych wydarzeń w oparciu o opisy historyków Kościoła - powszechnie znane i świeckich - mniej znane.

Przeor Paulinów ks. Augustyn  Kordecki napisał Pamiętnik Oblężenia Częstochowy z 1655 r. , wydany przez O.O. Paulinów w Częstochowie w 1991 r. Tytuł oryginalny tłumaczenia z łaciny „Nova Gigantomachia", ( krótkie fragmenty).


Źródło: Pamiętnik Oblężenia Częstochowy, Nova Gigantomachia.

 

Zdjęcie pierwszego oprawnego w skórę egzemplarza z 1655 r. ze zbiorów Biblioteki na Jasnej Górze.

..........................................................................................

Gdy Bóg Najwyższy postanowił ukarać Polaków, w dobroci swej zesłał pierw ku upamiętaniu rozmaite przepowiednie i znaki przyszłą klęskę zwiastujące. Najbardziej przerazi cudowny znak na niebie, który się zdarzył tegoż samego roku 9 czerwca na twarzy zachodzącego słońca. Nad nosem słońca widziano krzyż, przemieniający się w serce, które mieczem



 Źródło: W. Bałuś, Malarstwo Sakralne

przeszyte chyląc się na stronę stanęło pod okiem. Roku więc następnego, niby bicz Boży przeciwko Polakom, wyruszył z północy Karol Gustaw, królem Szwedzkim wybrany, chociaż królestwo to prawem następstwa należało się Janowi Kazimierzowi Królowi Polskiemu. Po zajęciu Wielkopolski, umyślił aby napaść na klasztor Częstochowski. Wysłał jenerała Mullera z częścią wojska dla zajęcia klasztoru Częstochowskiego i zostawienia w nim załogi. Ojcowie odmawiając poddania klasztoru wojskom polskim współpracującymi ze Szwedami odpowiadali: Zapewne ta Matka Najwyższego Boga, która nas natchnęła szlachetną żądzą bronienia Jej czci przeciwko bezbożnym bluźnierstwom heretyków, przybędzie w pomoc pobożnym usiłowaniom sług swoich i sprawę słusznej obrony wesprze. Warunków szwedzkich kapitulacji zakonnicy nie przyjęli. W cztery dni potem, wzmocniony wojskiem załogi Krzesickiej, napadł na posiadłości klasztorne i przeszło czterysta rogacizny i trzody uprowadził. Oczywiście był to „pobożny" Polak Jaśnie Wielmożny Pan Jan Wejchard hrabia  Wrzeszczewicz. Dalej nie hamując w swoje zapalczywości zabiega drogę Millerowi i radzi mu przyśpieszenie na klasztor. Bez trudności też zwolennik kalwińskiego zabobonu usłuchał katolika, szczególniej gdy  tenże ciągle mu prawił o ogromnych bogactwach klasztoru,

 

Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej w 1655r. Żródło: Nova Gigantomachia

i złożonych tamże potajemnie bogactwach szlachty. Przełożony zwoławszy więc na wspólną naradę Ojców i zapytawszy każdego o zdanie, gdy wszyscy jednomyślnie sądzili, ażeby bez wszelkiej trwogi, poruczywszy się Panu Bogu i obronie Najświętszej Dziewicy Matki (w której szczególniejszej opiece miejsce zostawało), bronić klasztoru. Dalej ksiądz Przeor przedstawia uniżoną prośbę Najjaśniejszemu Królowi Janowi Kazimierzowi, który natenczas wstąpił dla zebrania wojska do Księstwa Opolskiego.  

  Wkrótce Miller w dziewięć tysięcy wojska i z dziewiętnastoma działami większego kalibru, jako też z innym przyrządem wojennym ruszył z Wielunia ku Częstochowie z posiłkowymi hufcami hrabiego Wrzeszczewicza, Wacława Sadowskiego, księcia Heskiego i dwóch pułkowników Polaków i że tu z wszelką pewnością dnia 18 bm. przybędzie.                      

 
Szwedzi w Polsce (obraz Henryka Pillatiego)

  Tak wiec 18 listopada zwołuje wszystkich Ojców Zgromadzenia zakonnego oraz tych, którzykolwiek za świeckich osób schronili się do Częstochowy, zachęca ich pobożnie, ażeby byli uczestnikami Mszy Świętej przed ołtarzem Najświętszej Maryi Panny - rozkazuje obnosić Najświętszy Sakrament około murów i warowni wśród publicznych modłów - błogosławi działa większe i mniejsze, kule ołowiane, żelazne i naczynia z prochem. 

 

           

Obraz : Leszek Piasecki 1955                                                                                                                                                                      Wówczas nadciągnął jenerał Burchard Miller, było to 18 listopada 1655r. pod Częstochowę i w specjalnym liście wezwał załogę do kapitulacji używając słów; Wielebni i Szlachetni Ojcowie i inni twierdzy i klasztoru mieszkańcy, Panowie i przyjaciele czcigodni!. Tutaj wymieniono warunki Kapitulacji i grożba spalenia klasztoru i zmuszenia wszystkich do posłuszeństwa królowi Szwedzkiemu. Wcześniej Szwedzi zdobyli przyległą wieś Częstochówkę.

 

 

 Oblężenie Częstochowy przez Szwedów w 1655 r., wg. sztychu niemieckiego z XVII w., G. Bodenehr 



Fot. M. Machay


Jan Kazimierz przewodniczy obradom sejmu na Jasnej Górze, malowidło w Sali Rycerskiej, fot. M. Machay



     

Stefan Czarniecki. Portret B. Matthiesena z 1659r.                                                                                                                                   

  (...)26 grudnia 1655 r. w głębokiej nocy pozdejmowano ciężkie działa ze stanowisk i wyprawiono. O świcie zaś wodzowie tak licznego wojska odeszli, każdy w inną stronę. Miller do Piotrkowa, hrabia Wrzeszczewicz do Wielunia, Sadowski do Sieradza, książe Heski do Krakowa, inni zaś dowódcy Polskiego wojska do Wielkopolski. Przyszedł przecie dla Ojców szczęśliwy dzień w którym złożyli Bogu dziękczynne modły, otwarłszy nazajutrz bramę klasztoru po przykrych oblężenia mozołach, zaczęli pod otwartym niebem swobodniejszym i zdrowszym oddychać powietrzem. Zaiste, do cudownych dzieł Wszechmocnej prawicy Boga policzyć należy to tak wielkie dobrodziejstwo Jasnej Góry. Bo jakżeby się to stać mogło, żeby ledwo siedemdziesięciu zakonników ( wcale nie żołnierzy) taką siłę w sobie uczuli, iżby z pięcią szlachty Polskiej i ich nieliczna służbą, oraz 160 załogi pieszej, po większej części z wieśniaków złożonej, ośmielili się stawić opór tak licznemu wojsku, gdyby sam Bóg , opiekując się tym Miejscem ku czci Matki poświeconym, nie natchnął tą myślą Zakonników i nie dodawał odwagi wśród powszechnej trwogi.

                                                                              xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 Dnia 1 kwietnia 1656 roku w kościele katedralnym Lwowskim i wśród uroczystej ( którą natenczas  Najprzewielebniejszy  Piotr Vidoni biskup Laudański a Nuncjusz w Polsce odprawiał), uczynił z przyzwoleniem Senatu i wszystek dwór Królewski słuchał:

   „Wielka Boga  - Człowieka Matko i Przeczysta Panno! Ja Jan Kazimierz, z łaski Twego Syna Króla Królów, Pana mojego i z Twojej łaski Król, u stóp Twoich najświętszych na kolana padając, obieram Cię dzisiaj za Patronkę moją i moich państw Królowę, i poleca, Twojej szczególnej opiece a obronie siebie samego i moje Królestwo Polskie z Księstwami" Litewskim, Ruskim, Pruskim, Mazowieckim, Żmudzkim, Finlandzkim, Czernichowskim, jako też wojska obydwu narodów wszystek mój lud. Wzywam pokornie w tym opłakanym i zamieszanym Królestwa mego stanie Twego miłosierdzia i pomocy przeciw nieprzyjaciołom świętego Rzymskiego Kościoła. A ponieważ największymi dobrodziejstwy Twymi zobowiązany, czuję w sobie gorącą żadzę służenia Ci gorliwie z narodem, przyrzekam więc moim, rządców i ludu imieniem Tobie i Twemu Synowi, Panu Naszemu Jezusowi Chrystusowi, że cześć Twoją wszędzie po krajach mego Królestwa rozszerzać będę. Przyrzekam wreszcie i ślubuję wyjednać u Stolicy Apostolskiej, skoro tylko za przemożnym Twoim pośrednictwem i wielkim Syna Twego miłosierdziem zwycięsko nad nieprzyjaciołami a szczególniej nad Szwedami odniosę, aby dzień ten corocznie dla Ciebie i Syna Twojego, na zawdzięczenie łask wiecznymi czasy obchodzono i ochoczo świecono i dołożę z Biskupami Królestwa starania, ażeby moje obietnice przez ludy moje wypełnione były. Ponieważ zaś z wielką boleścią mego serca widzę, że wszystkie klęski, jakie w ostatnich siedmiu latach na moje Królestwo spadły, jak to: zaraza, wojny i inne nieszczęścia, zesłane zostały przez Najwyższego Sędziego jako chłosta za jęki i uciemiężenie chłopów, przyrzekam więc i ślubuję, że po odzyskaniu pokoju użyję ze wszystkimi Stanami wszelkich sposobów, ażeby lud mego Królestwa od wszelkich niesprawiedliwych ciężarów i uciśnienia uwolnionym został. Spraw to, Najmiłosierniejsza Królowo i Pani, abym do wykonania moich przedsięwzięć, którymiś mnie Sama natchnęła, łaskę Twojego Syna otrzymał".

    

Jan Kazimierz, obraz: Daniel Schulz, Gdańsk 1615 - 1683




Rozpłakał się lud słuchając słów Króla i sam się przykładem jego do czczenia Bogarodzicy z wielką gotowością zobowiązał, niezmiernie się radując, że Najświętsza Panna Królową Polską nazwana zostaje. Wysłuchał Najwyższy wszech rzeczy Władca ślubów pobożnego Króla, albowiem wkrótce potem nieprzyjaciel zaczął się chwiać na duchu, a poniósłszy znaczne porażki na rozmaitych miejscach, zmuszony był do Prus powrócić.


 Herb króla szwedzkiego

 

Karol X Gustaw (1622 - 1660), władca Szwecji w latach 1654 - 1660

 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Z obietnic - ślubowania -  ulżeniu doli chłopa pańszczyźnianego nie uczyniono nic, zarówno w dobrach królewskich jak i kościelnych.  Uwłaszczenia chłopstwo doczekało się od - rzekomo - znienawidzonych zaborców. W 1807 roku (początek procesu) w zaborze pruskim, 1864 r. w zaborze rosyjskim.

                                                                     ..................................................................

Rzetelność historyczna wymaga od świeckiego badacza - nie zajmującego się teologią - zaznaczenia, iż w sierpniu 1665 roku pod murami Jasnej Góry miała miejsce bitwa wojsk Jana Kazimierza z rokoszanami Jerzego Lubomirskiego (starosty olsztyńskiego), która okazała się zwycięska dla wojsk rokoszan. Paulini z Jasnej Góry w czasie bitwy zamknęli bramy, aby uniknąć angażowania się w konflikt między dwoma dobrodziejami (Polakami) klasztoru!

(...) Po stronie najeźdźcy szwedzkiego brali udział znakomici ( z racji urodzenia) Polacy.  W historii Polaków, w ich bohaterskich walkach o wolność, towarzyszy zawsze zdrada, prywata, nieudolność, niemoralność, przemoc wobec rodaków, to one wypisały największe klęski i upadek Polski. Miłość, wolność i bohaterstwo to potężne siły, które tkwiły i tkwią prostym ludzie polskim.( T. Nowak).



W okresie od 10 września 1770 do sierpnia 1772 członkowie konfederacji barskiej, w tym do maja 1772 pod wodzą Kazimierza Pułaskiego, skutecznie bronili klasztoru przed wojskami rosyjskimi. Gdy w sierpniu 1772 roku konfederacja upadła , król Stanisław August Poniatowski ogłosił kapitulację Jasnej Góry i oddał ją w ręce Rosjan.


 NAJŚW. PANNY   MARYI   CZĘSTOCHOWSKIEJ

                            (Wincenty Pol)

                           OFIAROWANIE

 Królowo Nieba! Pani dobrej wieści!

Matko miłości i matko boleści!

Oto się ciskam do stóp Twoich w prochu,

Przyjm moją żałość i mą miłość w szlochu!

I niech to wdzięczna będzie ci ofiara,

Co na mnie padło jak łaska i kara,

Oboje składam na Twoje ołtarze -

Coś dać raczyła, racz to przyjąć w darze -

 Oboje składam Tobie jako jeniec

To polskie pióro i ślubny pierścieniec!

Tu - gdzie królowie składali koronę,

Tu - gdzie hetmani składali buławę,

Ja się uciekam pod Twoją obronę

Życiem złamany i boleścią  krwawy...

Przyjm moje pióro i pierścionek żony -

I niech po stracie łaska Twa posili

I silna wiara: Że pod Twe obrony

Przyjmiesz mnie Pani w tej skonania chwili

Długom się błąkał za sprawą bez ceny -

Dziś  w mej boleści - dziś pojmuję Ciebie

A więc i modły i żałosne treny,

Pióro i i pierścień składam w mej potrzebie!

Niech tu świadczą nieszczęściu i wierze

Onej niebieskiej i ziemskiej miłości

A kto odmawiać tu będzie pacierze

Niech za nas westchnie - bo kość idzie z kości!

                      Gloria  in  excelsis  Deo!



 xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 Tadeusz Nowak, Obrona Klasztoru Jasnogórskiego w roku 1655, Warszawa 1957

(odbitka z dzieła : Polska w okresie drugiej wojny północnej 1665 - 1660).

 

Trwające 40 dni oblężenie forteczki na Jasnej Górze częstochowskiej przez generała szwedzkiego Mullera w r. 1655 obrosło w ciągu wieków tak wielkim gąszczem legendarnych zniekształceń, że trudno jest dziś bezstronnemu badaczowi dotrzeć do rdzenia tych wydarzeń dziejowych, zwłaszcza, że kultywowanie legendy uchodziło - mocą milczącego zgodnego werdyktu naszych przedwojennych historyków - za sprawdzian patriotyzmu i poszanowania dla tradycji narodowej. Legenda cudownej obrony Jasnej Góry poczęła się rodzić już w czasie samego oblężenia , gdy wyolbrzymione stugębną famą wieści o tym wydarzeniu jęły zataczać coraz szersze kręgi po okupowanym kraju, głównym jednak jej źródłem stał się niewątpliwie, wydany w 2 lata po wypadkach, pamiętnik dowodzącego obroną twierdzy klasztornej przeora Paulinów , O. Augustyna Kordeckiego, zatytułowany Nova Gigantomachia. Już w samym tytule łacińskiego dziełka wyraża się chęć wyolbrzymienia skali wydarzeń, przedstawienia ich jako jakichś ogromnych zapasów mocy z dobrymi - gigantów z bogami! W opisie roi się o bezpośredniej cudownej interwencji Matki Boskiej, osobiście odpierającej ataki Szwedów na klasztor, siły oblegających przesadzone są czterokrotnie z 2 na 9000!, siły zaś oblężonych odpowiednio pomniejszone do kilkudziesięciu zakonników, garść szlachty i 160 chłopów, „ wziętych wprost od pługa", tak by cudowność obrony rzekomego „kurnika" częstochowskiego biła wprost w oczy czytelnika. Według Nowej Gigantomachii właśnie obrona Częstochowy stała się momentem zwrotnym tej wojny i ona to pchnęła rzekomo wojsko, szlachtę i lud do bezwzględnej walki z najeżdżcą po stronie wracającego do kraju ze śląskiego wygnania Jana Kazimierza. Przedstawiony wyżej obraz wydarzeń, mimo że odbiegający w znacznym stopniu od rzeczywistości historycznej, odpowiadał przecież na ogół nastrojom ówczesnego społeczeństwa polskiego, tak że w latach następnych znalazło się wielu kompilatorów, przerabiaczy i amplifikatorów, którzy - prozą i wierszem, po polsku i po łacinie, z dodatkiem rozmaitych nieistotnych szczegółów - powtarzali posłusznie za księdzem Kordeckim jego wersję obrony Częstochowy. Podsycana tylu piórami fanatycznych wyznawców legenda utrwaliła się w polskiej opinii publicznej i panowała tak okrągło przez dwa i pół wieku, znajdując odbicie we współczesnych kronikach, w literaturze pięknej i historiografii naukowej. Adam Mickiewicz w wykładach w „College de France" o literaturze słowiańskiej - apoteozował wprost Kordeckiego jako narodowego geniusza, uosabiającego najlepsze cechy polskie. Powieści o Kordeckim i obronie Jasnej Góry napisało między innymi J.I. Kraszewski i J. Szujski, najwspanialszy zaś opis artystyczny dziejów  jej oblężenia dał Henryk Sienkiewicz w Potopie, wzbogacając faktografię Nowej Gigantomachii własną fantazją twórczą. Naukowcy XIX  wieku jakby nie śmieli brać tego tematu na swój warsztat krytyczny i ograniczali się do podawania tradycyjnych „ faktów" w bardziej pseudorzeczowej szacie. Ani Lelewel, ani historycy „ szkoły krakowskiej', jak Szujski, czy Bobrzyński, ani pierwszy monograf tego okresu dziejów Antoni Walewski, nie kwestionowali w ogóle wiarygodności Nowej Gigantomachii, nie wkraczając w swych opisach poza nią. Jedynie wszechstronny historyk kultury, Aleksander Bruckner, zwrócił w roku 1899 uwagę na dość dziwny fakt, że odkryta przezeń w bibliotece dzikowskiej Tarnowskich wierszowana kronika wojny szwedzkiej Gabriela Krasińskiego pt. Taniec Rzeczypospolitej Polskiej nie wspomina ani słowem o obronie Jasnej Góry i wyprowadził z tego prosty wniosek, że widocznie „legenda częstochowska urosła póżniej", skoro nie wiedzieli o niej współcześni. W 5 lat póżniej , w roku 1904 ukazała się w szwedzkim czasopiśmie historycznym „Historisk Tidskrift" żródłowa rozprawa Teodora Westrina pt. „O oblężeniu klasztoru częstochowskiego przez wojska Karola X Gustawa w r. 1655", wydana następnego roku w osobnej odbitce. Jest to pierwsze ze strony szwedzkiej - i pierwsze w ogóle prawdziwie naukowe - opracowanie oblężenia Jasnej Góry. W oparciu o pierwszorzędne materiały przechowane w Riksarkivet w Sztokholmie - rozkazy i instrukcje Karola Gustawa, raporty Wittenberga, Mullera, Wrzesowicza i Sadowskiego, oryginalny list Kordeckiego do Mullera. Westrin przedstawił w zwięzły i bezstronny sposób genezę, przebieg i przyczyny zakończenia tego oblężenia. Następnie zaś skonfrontował ze źródłami szwedzkimi Nową Gigantomachię, stwierdzając zwłaszcza jej wielką przesadę w ocenie sił szwedzkich, zabarwienie „ cudownością" opisu wydarzeń i zatajenie faktu uznania przez klasztor władzy Karola Gustawa. W dodatku do swej pracy historyk szwedzki opublikował list księdza Kordeckiego do gen. Mullera z 21 XI 1655 roku w podwójnej wersji: 1. według oryginału zachowanego w zbiorach Riksarkivet, oraz 2. według kopii zawartej w Nowej Gigantomachii. Przy porównaniu tekstów wyszło na jaw, że Kordecki usunął ze swego listu ustępy mówiące, ze klasztor jasnogórski - za przykładem całego królestwa - poddał się pod władzę Karola Gustawa i uznaje go za swego pana, oraz modli się do Boga o jego zdrowie, zastępując je ogólnikowym stwierdzeniem, że klasztor  uznaje zawsze tego władcę, którego wybiorą „przedniejsi w narodzie". Ów fakt niewątpliwie częściowego sfałszowania tekstu listu przez samego autora potraktował Westrin - odnoszący się do osoby Kordeckiego z szacunkiem - wyrozumiale, przypuszczając, że albo przeor  jasnogórski nie pamiętał już w roku 1657 dokładniej treści swego listu, albo też uważał w danej sytuacji za właściwe odpowiednio go „zretuszować". Mimo to rewelacje szwedzkiego historyka, podważające radykalnie prawdziwość panującej dotychczas wszechwładnie legendy jasnogórskiej, wstrząsnęły polską opinią publiczną która z początku nie chciała wprost uwierzyć w rzetelność naukową Westrina, tak że „Przewodnik Bibliograficzny" z roku 1905 domagał się urzędowego sprawdzenia autentyczności ogłoszonego przezeń listu Kordeckiego przypuszczając, że ów rzekomy oryginał jest być może tylko konceptem, albo nawet falsyfikatem. Dotknięty tego rodzaju podejrzeniami , Westrin wystosował do redakcji „Przewodnika" obszerny list, w którym podał dokładny opis zakwestionowanego dokumentu, udowodniając ponad wszelką wątpliwość jego autentyczność , między innymi na podstawie znaków wodnych; różnice zachodzące między wersją oryginału Nowej Gigantomachii próbował jeszcze raz wyjaśnić albo zapomnieniem przeora, albo wywołaną jego oportunizmem umyślną zmianą tekstu. „ Można też wyrazić zdanie - pisał, że w czasie, w którym ukazała się Nowa Gigantomachia, było niebezpiecznie dla pozycji klasztoru i samego Kordeckiego wydobywać na światło dzienne ten dokument w formie oryginału. Kordecki naraziłby się przez to na niebezpieczeństwo, że jego współobywatele, tak przejęci entuzjazmem dla sprawy ojczyzny i religii katolickiej, staliby się jego wrogami. Z sądem Westrina zgodził się recenzent W. Nowodworski, który wyraził w „Przeglądzie Historycznym" zdanie, ze „Kordecki drukując swój pamiętnik, zmienił ton, a nieco i treść listu umyślnie, pragnąc podnieść sławę klasztoru, jako twierdzy, która ani na chwilę nie zawahała się w wierności dla Jana Kazimierza, nie skalała więc „honoru narodowego", gdy „ w rzeczywistości ...Kordecki i zakonnicy gotowi byli uznać władzę Karola Gustawa pod warunkiem, że załoga heretycka nie stanie w murach klasztornych...Ponieważ warunku tego nie przyjęto, klasztor postanowił bronić się do upadłego i „obronił mury swoje od zarazy kacerstwa". Inny historyk w 1911 roku napisał: Zdobycze historyka Westrina obaliły legendę o „cudownej" obronie klasztoru częstochowskiego przez zakonników pod wodzą przeora Kordeckiego, całkiem słusznie podkreślając, że obrona była tylko jednym z wielu epizodów wojny szwedzko - polskiej, że jej celem było ochronienie skarbów klasztornych przed zachłannością najeźdźców i ze wzajemny stosunek sił był tego rodzaju, że prawdziwym „cudem" byłoby zdobycie Jasnej Góry przez gen. Mullera.

 Z uwagi na to, że ufortyfikowany klasztor Paulinów, który był oblężony przez Szwedów, nie leżał w samym mieście Częstochowie, ale na zachód od niego , na wzgórzu zwanym Jasną Góra, na południe zaś od twierdzy klasztornej znajdował się jeszcze przy kościele św. Barbary drugi klasztor, mieszczący nowicjat pauliński, który oblężony nie był, lecz od razu zajęty bez walki przez nieprzyjaciela - słuszniejszą jest rzeczą mówić o oblężeniu klasztoru jasnogórskiego niż częstochowskiego. Pierwszym terminem posługują się na ogół źródła i literatura polskie, drugim - raczej szwedzkie. W 30 lat po Westrinie ksiądz Ludwik Frąś w monografii pt. Obrona Jasnej Góry w r. 1655, wydanej w r. 1935 w Częstochowie nakładem O.O. Paulinów, wyzyskał wprawdzie i uwzględnił wyniki naukowe Westrina, a w dodatku opublikował przeważną część odkrytych przez niego szwedzkich materiałów źródłowych, ale mimo to uznał oblężenie za  punkt zwrotny wojny, przeceniając wartość żródłową Nowej Gigantomachii i jej póżniejszych amplifikacyj i bezkrytycznie rozwodząc się nad wypadkami „cudownej" ingerencji potęg  niebieskich w działania wojenne. Frąś nie wziął pod uwagę, że już w połowie listopada, a więc jeszcze przed rozpoczęciem przez Mullera oblężenia klasztoru, rozgorzało pełnym ogniem powstanie chłopów sądeckich, że już nawet wcześniej, bo od października stali pod bronią górale żywieccy, a już od września działali partyzanci wielkopolscy, że od października szerzył się już ferment w wojsku hetmańskim, a król Jan Kazimierz, zachęcony przez Czarnieckiego, marszałka Lubomirskiego i innych lojalnych magnatów, wydał już 20 listopada z Opola znany uniwersał wzywający cały naród do powstania. Nie obrona Częstochowy zapoczątkowała więc lawinę klęsk szwedzkich, lecz raczej była ona tylko jednym z kamieni tej lawiny.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

 Klasztor na Jasnej Górze

 

OPOWIEŚĆ DZIADKOWA

O CUDACH  JASNOGÓRSKICH (Boy)

 

Niekze to syćke pierony zatrzasnom:

Wybrał się dziadek aż pod Góre Jasnom,

Myślał, że grosik uzbira, tymczasem

                         Wrócił ciupasem

Tego widoku dożył dziadek stary,

W całym klasztorze nic, jeno dziandary,

Sytkie osoby duchowne a świente

              Pod klucz zamknięte.

Dziwne tu rzeczy bajom sobie ludy,

Że się tam działy straśne jakieś  cudy:

Niby że ojce porobiły świeństwa

            Gwoli męczeństwa

Żył jeden z drugim piknie, bez turbacji,

Świątek czy piątek przy godny kolacji

Bluźnił Imieniu Tego, co go stworzył,

                  I cudzołożył.

Jeden najgorszy - patrzcie wymyślnika !-

Chował pod sobą w sofie nieboszczyka,

Że jak tego na ty sofie grzeszy,

               To go nie ucieszy.

Przeor też, mówiom, jucha jest morowa,

Ponoś co tydzień ziżdżał do Krakowa,

Jako że tu miał styry konkubiny,

                 Same hrabiny.

Co jaki grosik na tackę się wśliźnie,

To go dzieliły ojce po starszyżnie,

A zaś do skarbca każdy za swe grzechy

             Miał dwa wytrychy.

Jak przyszło Księdzu dla dobra klasztoru

Zatłamsić kogo, to mu bez jankoru,

Póki ta zipie, własną dłonią leje...

                        Świente oleje...

Codziennie rano nabożnym zwyczajem

Spowiadały się ojcaszki nawzajem,

By chtóry trafił, jak przyńdzie potrzeba,

                      Prosto do nieba.

Różnie dopuszcza Bóg w mędrości swojej,

Ale to jakoś bardzo nie przystoi,

Iżby siedziały w takiem świentem gronie

                          Same Pochronie...

Mnie złość już bierze, chockie dziadek świecki,

Cóż ta dopiro w grobie Xiądz Kordecki:

Musi go skręca od straśnej tertury

                        Zadkiem do góry.

Kogo Bóg kocha, tego i doświadcza,

Módlmy się, bracia, by nasz zakon miły

                Znów porósł w siły.

Alegoria pokoju w Oliwie


oceń
4
2

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wszystkich świętych – 1 listopada

poniedziałek, 19 października 2009 16:05

 

W liturgii katolickiej jest to uroczystość na pamiątkę wszystkich zbawionych, czyli ludzi świętych.. Tego dnia wierni odwiedzają cmentarze, gdzie odbywa się procesja  zakończona mszą św. Święto to łączy się z obchodami Dnia Zadusznego w dniu 2 listopada.

Uroczystość Wszystkich Świętych wzięła swój początek z tradycji sięgającej III wieku, kiedy to rozpowszechnił się zwyczaj przenoszenia całych relikwii lub ich części uznanych świętych, na inne miejsca. Kościół w ten sposób zaczął podkreślać, że są Jego własnością. Np.za panowania Konstantyna Wielkiego, który w 313 roku wydał słynny edykt tolerancyjny w Mediolanie na mocy którego uwolnił chrześcijaństwo od prześladowań.  


                                                                                                                                                                                                                      Natomiast za panowania Teodozjusza I chrześcijaństwo stało się religią państwową cesarstwa rzymskiego w 380r. 

          

                     


Matka Konstantyna cesarzowa - obecnie św. Helena - miała słynny sen, w wyniku którego przy poparciu moralnym i finansowym syna w wieku ok.80 lat w 326 roku udała się  w pielgrzymkę do Palestyny. Postanowiła tak gdyż - jak to odnotował św. Ambroży - nie mogła znieść faktu, iż ona zasiadała na tronie otoczona przepychem, a krzyż Pana leży gdzieś zagrzebany w prochu. Przybyła do Jerozolimy, tam doznała cudu odnajdując miejsca związane z życiem i śmiercią Chrystusa. Na miejscach tych z pomocą Konstantyna pobudowała kilka bazylik, które można dzisiaj oglądać.

 

                                                                                                                                                                                                               Największym odkryciem było znalezienie krzyża świętego, szczątków trzech królów, a które obecnie znajdują się w katedrze w Kolonii. Ocaliła też od zniszczenia koronę cierniową, którą żołnierze rzymscy włożyli Jezusowi na głowę, gwoździe  którymi przybito Go, słynną tablicę z napisem „INRI". Ponadto przywiozła do Europy sandały św. Andrzeja Apostoła, oraz ząb św. Piotra, tunikę Chrystusa tzw. „ świętą szatę" o którą żołnierze rzymscy rzucali kości, również nóż którym Chrystus miał rozdzielać chleb w czasie ostatniej wieczerzy.  

 

                                                                                                                                                                                                                          Te wszystkie relikwie przechowywane są do dziś w katedrze św. Piotra w Trewirze, która niegdyś była jednym z pałaców świętej cesarzowej. Szerzej o tych relikwiach można przeczytać w książce A. Polewskiej, „Na tropach biblijnych Tajemnic". Niektórzy twierdzą, że wiele historii opisanych w Biblii jest tylko wytworem ludzkiej wyobrażni. Naukowcy starają się dowieść, ze wydarzyły się naprawdę... nawet te najbardziej fantastyczne.

Imieniny św. Heleny przypadają 18 sierpnia. 
                                                                                                                                                                                                                     Modlitwa wg. Żywoty świętych pańskich:

Panie Jezu Chryste, który dzięki św. Helenie chciałeś ubogacić Twój Kościół bezcennym skarbem i objawiłeś jej miejsce, w którym spoczywał Twój Krzyż, spraw za jej wstawiennictwem , aby Twoja Męka i śmierć okupiła dla nas nagrodę życia wiecznego. Amen.

Kiedy w 610 roku papież Bonifacy IV otrzymał od cesarza starożytną świątynię pogańską Panteon, kazał złożyć tam liczne relikwie i poświęcił tę budowlę na kościół pod wezwaniem Matki Bożej Męczenników. 

      


                                                  

 Od tego czasu oddawano cześć wszystkim zmarłym męczennikom 1 maja. Grzegorz III w 731 roku przeniósł e uroczystość na 1 listopada, a w 837r. papież Grzegorz IV rozporządził, aby odtąd 1 listopada był dniem poświęconym pamięci nie tylko męczenników, ale wszystkich świętych Kościoła katolickiego. 

 

  Jednocześnie na prośbę cesarza Ludwika Pobożnego rozszerzono to święto na cały Kościół.

W okresie pontyfikatu Jana XV przeprowadzono pierwszą kanonizację, w której uroczyście uznano Ulrycha biskupa Augsburga, za świętego  Kościoła katolickiego w 993r. Wszystkich papieży pierwszego 500-lecia chrześcijaństwa Kościół uznał świętymi. Czy wszyscy na to zasłużyli, to już inna sprawa.

O kulcie relikwii można by napisać kilka tomów. Handel relikwiami zawsze opłacał się różnym szalbierzom, gdyż kult relikwii odgrywał ogromną rolę. Już w 386 roku za Teodozjusza dochodziło do krytyki nadużyć związanych z  handlem i przemytem relikwii na dużą skalę. Kult ten  prowadził do indywidualnego i zbiorowego pielgrzymowania. Oczekiwano zbawiennych skutków poprzez przebywanie w pobliżu relikwii czy cudownego obrazu.  Np. włóczni , którymi miano przebić ciało Chrystusa wiszącego na krzyżu, było w Europie kilka, drewnem krzyża, na którym Zbawiciel zawisnął, można by napełnić kilka wozów. Czczenie relikwii świętych pozwalało jakoby na wejście w kontakt ze świętym

Ciekawym wydarzeniem było posiadanie relikwii świętego Wojciecha w Gnieżnie. Jego zwłoki książę czeski Brzetysław wywiózł w roku 1039 jako jeden ze szczególnie cennych skarbów. Doprowadziło to do powstania obchodzonego tylko w Czechach święta „przeniesienia". Nie przeszkodziło to w póżniejszym cudownym „odnalezieniu" tychże relikwii w Gnieżnie (ob. T. Tazbir, Łyżka dziegciu...).

Obecnie nowy Kodeks prawa kanonicznego ( ob. M. Mikołejko, Żywoty Świętych poprawione, s.18, ) jak i „wybitni , a miarodajni teologowie katoliccy odnoszą się z większą ostrożnością , jeśli nie sceptycyzmem i relatywizmem, do kultu relikwii".

Dalej na str. 28 czytamy: Samych świętych jest dziś mniej więcej - już po wyrzuceniu w ciemności zewnętrzne postaci takich, jaków. Jerzy od Smoka - 2600 ( wiadomo tylko, by podać dokładniejsze dane , ze w latach 1594 -1994 kanonizowano 562 osoby). Natomiast błogosławionych nikt chyba nie potrafi zliczyć. Trzeba wreszcie powiedzieć, że w dzisiejszym kościele- czego w Polsce nie chce się raczej pamiętać - kult świętych jest wprawdzie dozwolony i pożyteczny, ale nie stanowi on wcale obowiązku jednostki, jak mówi o tym wyrażnie m. in. soborowa konstytucja Gaudium et spes (nr 50 i następne).

 

        Dzień Zaduszny- 2 listopada 

 Tradycyjna nazwa katolickiego święta wspomnienia zmarłych.

Ludowy zwyczaj wywodzący się z przedchrześcijańskich obrzędów słowiańskich zwany - dziadami, polegał na nawiązywaniu kontaktów z duszami zmarłych. Wędrujące dusze w zaświatach należało karmić, oświetlać ogniskami drogę, aby mogły być blisko swych żyjących. Obrzędy były rozbudowane i różne w zależności od regionu. Palenie świeczek i zniczy wywodzi się z tej tradycji. Dzień Zaduszny wprowadzony w chrześcijaństwie zachodnim w X wieku przez benedyktynów z opactwa z Cluny, którzy energicznie dążyli do odnowy życia moralno- religijnego, reformy życie zakonnego jak i do uniezależnienia się duchowieństwa od świeckich więzów feudalnych. W okresie pontyfikatu Leona VII (936 -939) opat Cluny Odo, przyjeżdża do Rzymu aby podjąć kroki zmierzające do uzdrowienia stosunków panujących na dworze papieskim. W XIII wieku tradycja modłów za dusze zmarłych rozpowszechniła się w całym Kościele katolickim. W XIV wieku zaczęto urządzać procesje na cmentarz do czterech stacji. Przy stacjach odmawiano modlitwy za zmarłych i śpiewano pieśni żałobne. W każdym kraju i każdej duszy chrześcijańskiej rozbrzmiewa wtedy żałobna modlitwa za zmarłych: Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.

  

Leon VII

Piąta stacja odbywała się już w kościele, po powrocie z cmentarza. W Polsce tradycja Dnia Zadusznego zaczęła się już w XII wieku, z z końcem XV wieku była znana w całym kraju i trwa w niezmienionej formie do dnia dzisiejszego.

Ze świętem tym łączy się piękna książeczka opracowana przez O. Bronisława Tarka OSCD pod tytułem „Zmarli żyjącym ku przestrodze". Epitafia z grobów.

W słowie wstępnym czytamy: ...niech każde słowo „wypowiedziane" w naszym kierunku martwymi ustami naszych braci, którzy uprzedzili nas na doczesnej drodze życia, pomoże, byśmy dobrze wykorzystali czas i miejsce oraz wszelkie okoliczności, jakie nam Pan Bóg wyznacza na tej ziemi. Do spotkania w niebie. o. Bronisław Tarka karmelita bosy

W nocie wydawniczej czytamy:...poza stroną duchową, o której wspomina w swym słowie, autor zbiorku, a co ujęte jest również w wiele mówiącym tytule książki, epitafia te są, przede wszystkim, świadectwem wiary w życie pozagrobowe, są świadectwem miłości do tych, którzy, często niespodziewanie, wolą Najwyższego, zakończyli życie na tym świecie, są wyrazem tęsknoty bliskich, pozostających jeszcze w drodze do wieczności. W wielu wypadkach są też modlitwą za tych, którzy odeszli, a którym nagrobek wystawiono. Są też, na koniec, z pewnością wyrazem i świadectwem chrześcijańskiej kultury naszych ojców i dziadów. Ks. E. Marciniak

 

                            Wybrane epitafia:

 Tyś o Matko najdroższa zeszła z tego świata,

zostawiając nas w smutku, mnie siostrę i brata.

Wzięłaś szacunek przyjaciół i wdzięczność twych dzieci,

Gwiazda szczęścia bez ciebie dla nich nie zaświeci.

W szkole błogiej przeszłości tyś uczyła,

by się w dobie posępnej dusza nie zachwiała.

Twej nauki pamiętni z losem się zgadzają,

Bo Cię Matko po śmierci jak w życiu kochają.

Syn i córka ten pomnik tutaj postawili

Nie utuleni w żalu w matce tylko żyli.

............................................................................................

 

Śpij aniele mój drogi, twa matka przy tobie.

Tu po wszystkich cierpieniach w jednym spocznie grobie.

Życie to kres zbyt smutny dla samotnej matki,

Która nieba oddała nadziei ostatki.

.............................................................................................

Ty jedna, droga żono, nam dni osładzałaś,

usłuchać musiałaś.

Krótka twoja pielgrzymka wcześnie się skończyła.

Byłaś dla nas nadzieją pozostań nam miła.

.................................................................................................

Odszedłeś pogrążając mnie w smutku i żałobie,

Nic mi nie zostało tylko żal po tobie.

Gdzie się obrócę wszędzie brak mi ciebie.

Śpij spokojnie, śpij słodko, do widzenia w niebie.

................................................................................................

Gdy śmierć przejdzie na ziemi, bezlitosna, sroga,

duszę z ciała wydarłszy wiedzie przed Sąd Boga.

Wiedza wśród niepewności chmurzy się i trwoży,

ale wiara głęboka śmierci się nie lęka,

wie, że życie to krotka do wieczności droga,

że cnotę wynagrodzi wszechmogąca ręka,

wie, iż zmartwychwstaniemy jak powstał Syn Boży.

..................................................................................................

Boże pomóż nam godzić się z tym,

czego nie możemy zmienić.

................................................................................................

W naszym ciężkim bólu ukojeniem Pan, który rzekł:

„ Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł żyć będzie".

.................................................................................................

Przechodniu...

byłem, kim jesteś,

będziesz, kim jestem.

Módlmy się za siebie nawzajem.

...................................................................................................

A jeśli komuś droga otwarta do nieba,

Tym, co służą  w  Ojczyżnie.

.................................................................................................

Pozwól Panie spocząć, bom się strudził,

Byleś mnie tylko na Swój Sąd obudził.

.................................................................................................

Przechodniu przystań, westchnij do Boga,

bo taka sama ciebie czeka droga.

..................................................................................................

 

  Sąd Ostateczny

Wskrzeszenie umarłego

W Betanii niedaleko Jerozolimy zmarł przyjaciel Jezusa, Łazarz, brat Marii, która swego czasu namaściła Jezusowi nogi wonnym olejkiem. Powiadomiony Jezus, przybył do domu, gdzie już czwarty dzień spoczywał zmarły Łazarz w grobie. Marta, druga siostra zmarłego, wyszła Jezusowi na  przeciw: „[...] gdybyś tu był, mój brat  by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga". Marta napomyka o „zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym" w co wierzyli prawie wszyscy Żydzi. Ale Jezus odpowiada: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?". Marta: „Tak Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat". Marta poszła po siostrę, która w tym czasie zawodziła płaczem według zwyczaju. Jezus także „wzruszył się w duchu" i „rozrzewnił'. Następnie udał się do pieczary, w której pochowano Łazarza, polecił odwalenie kamienia. Marta odsunęła się nieco. „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie". Jezus przypomniał jej co obiecał: „[...] jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą". Wezwał Łazarza, ten wyszedł z grobu, spowity w wąskie opaski, z całunem na głowie. Jezus polecił: „ Rozwiążcie go i pozwólcie chodzić". Sam Łazarz nie powiedział ani słowa.

Jedynym źródłem tego opowiadania jest Ewangelia Janowa. Ten piękny opis, nieco szerszy znajdujemy w J. Duquesne, Jezus s. 100




Ludy nieszczęśliwe lokują zawsze swoje nadzieje w życiu pozagrobowym".

                                     J.J. Kausch

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 Jako ciekawostkę zamieszczam fotkę z cmentarza arabskiego.

 

 L.A. Seneka, O krótkości życia, (fragment).

Większa część ludzi śmiertelnych uskarża się na nieżyczliwość natury, ponieważ do takiego krótkiego rodzimy się życia i te krótkie dane nam lata upływają z taką zawrotną i błyskawiczną szybkością, że z wyjątkiem nielicznych wszystkich innych opuszcza życie w samym jego rozkwicie. I na to powszechne nieszczęście, za jakie ludzie tę rzecz uważają, nie tylko się żali przeciętny człowiek i nierozumne pospólstwo, lecz  również sławnych ludzi tego rodzaju świadomość pobudza do skargi. Stąd powstało głośne powiedzenie największego z lekarzy ; „Życie jest krótkie, a sztuka długa". Stąd gorzki, a w każdym razie n najmniej odpowiedni dla filozofa zarzut Arystotelesa, który spór toczy z naturą: „Natura jedynie zwierzętom okazała swoją łaskawość, tak, że pozwala im żyć przez okres pięciu lub nawet dziesięciu pokoleń". Nie za mało mamy czasu, ale za wiele tracimy. Dość długie życie i w obfitej ilości nam dane do wypełnienia naszego najważniejszego zadania, jeżeli z całego uczynimy należyty użytek, ale jeżeli upływa w zbytkach i gnuśności, a nie zużywa się na szlachetne dzieło, wtedy dopiero w obliczu ostatniej konieczności zauważymy, że życie, którego upływania nie spostrzegliśmy, już upłynęło. Rzecz ma się następująco: nie otrzymaliśmy życia krótkiego, ale czynimy je krótkim, pod względem zaś jego posiadania jesteśmy nie nędzarzami, ale marnotrawcami. Wiek naszego życia rozciąga się daleko, jeżeli ktoś dobrze nim rozporządza. Po co się użalamy? Przecież łaskawie obeszła się z nami. Długie jest życie, jeżeli ktoś dobrze nim rozporządza.

 

    L. A. Seneka (2 n.e. - 65)

............................................................................................................

„Każdy najlepszy dzień życia - najpierwszy

Umyka od biednych istot śmiertelnych"

                       Vergilius

 

 

Publius Vergiliusz Maro (70pne. - 19pne.), autor Eneidy. W średniowieczu uznawano, że Wergiliusz  w Bukolikach przepowiedział nadejście Jezusa.

.......................................................................................................................................................




Dusza człowiecza nie wróci, ni da się pochwycić nikomu,
Ni zatrzymać, gdy raz za zagrodę zębów się wymknie.

   Homer ( VIIIw. p.n.e.) Iliada
......................................................................................................................................................................

Tobie - Umarły, te poświęcam pieśni,

Bo c i e ń, gdy schyla się nad pergaminem,

To prawdę czyta, o podstępach nie śni...

Tobie poświęcam, Włodziu!...słowem, czynem,

Modlitwą... bliskim znajdziesz mnie i wiernym

- na szlaku białych słońc - na tym niezmiernym,

Co się kaskadą stworzenia wytacza

Z ogromnych Boga piersi...Co się rozdziera

W strumienie... potem w krzyż się jasny zbiera,

I wraca - i już nigdy nie r o z p a c z a!...

 

Tam czekaj ...drogi mój!...każdy umiera...

                   C.K. Norwid

.................................................................................................................................................................................... 

20 lutego 1657 roku zmarł wielce zasłużony dla Rzeczpospolitej, założyciel miasta Wejherowa Jakub Wejher (1609 - 1657).

W kościele klasztornym w kaplicy św. Józefa można oglądać jego epitafium, które jest przykładem epitafium  z XVII wieku.


Kimkolwiek jesteś, zatrzymaj się.

Wspomnij czytając, podziwiaj z żalem JAKUBA WEJHERA, hrabiego Św. Cesarstwa Rzymskiego, wojewodę malborskiego, naczelnego wodza Ziem Pruskich, starostę dzierzgońskiego, człuchowskiego, bytowskiego, ,borzechowskiego, itd.

Jaśnie Wielmożnego urodzeniem, pochodzeniem, życiem, miłością do Ojczyzny, wiernością do Króla, pobożnością wobec Boga.

Tak bardzo gorliwego męża Mars hiszpański wezwał i ukształtował, germański zahartował, doświadczył i wchłonął, moskiewski wydoskonalił i omal nie pozbawił życia, ale polski przysporzył chwały czy też przeciążył. Kiedy na jakiś czas powrócił do domu po trudach wojny szwedzko - polskiej, by z tym większym zapałem podjąć ją na nowo, zgasiła go przedwczesna śmierć. Jakże to bolesne. Ocalony z tylu wojennych przygód, doświadczony w tylu niebezpieczeństwach, stał się łupem jednej choroby. Tak to siła ustępuje słabości.

Żył 48 lat, zmarł 20 lutego 1657 Roku Pańskiego.

Godny był dłuższego życia, gdyby niebo nie było pozazdrościło ziemi, albo gdyby nie pośpieszyło się z nagrodą za tyle zasług dla Boga i Ojczyzny. Idź teraz i pobożnie pomódl się za jego duszę.

 .....................................................................................................................................................................

            Filozofia
Kim jestem
Dokąd zmierzam
Czy mój pojazd
Jest ciągnięty
Czy pchany
Nie wierzę w perpetum mobile.
                                Maciej Tamkun


Gdańskie druki pogrzebowe w XVII wieku

Memento Mori wg. artystów Gdańska w XVII w.           

 



Wyobrażona na rysunku scena przedstawia psychomachię, czyli odwieczne zmaganie się anioła z szatanem o duszę człowieka.

Protestancki Gdański Sąd Ostateczny 1595r.



Ptotestancki Gdański Sąd Ostateczny - 1637r. (poniżej)




Hans Memling - Sąd Ostateczny 1473 (fragment)

....................................................................................................................................................................................



BAZYLIKA MARIACKA W GDAŃSKU
.........................................................................................................................................................................




Chcąc znależć się w Panteonie Swiętych, oraz być wspomnianym w Dzień Zaduszny, należy uprzednio zatańczyć "taniec śmierci".


 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

O czarach i czarownicach

poniedziałek, 12 października 2009 11:48

                              

Pisząc o cudach, cały czas dostrzegałem jakby w sąsiedztwie czary. Te dwa zjawiska wyrosły z jednego pnia społecznego. Towarzyszą człowiekowi od zarania jego dziejów. Obserwujemy je współcześnie, na przekór tym którzy wyrażają się o nich z lekceważeniem czy sarkazmem. No bo jak!, XXI wiek, era kosmiczna, a tutaj takie naukowo nie potwierdzające się zdarzenia w które każe się nam wierzyć. Ci którzy każą, posługują się różnymi środkami perswazji czy nacisku. Jakimi środkami posługiwano się w dość odległej przeszłości np. w XVI i następnych wiekach, dowiemy się za chwilę, poniżej. Dobór współczesnych środków podyktowany jest poziomem oświecenia umysłowego większości populacji ludzkiej. Oczywiście, nie nadąża za pędem cywilizacyjnym, ale to nie jest problem - oświecanych.

Obserwując współczesną batalię - nie tylko w Polsce - o tzw. „wartości chrześcijańskie", przypomnijmy pokrótce jakie podejmowano działania w tej sferze społecznej w dość odległej przeszłości radując się , że jest to odległa przeszłość. Czy słusznie?.

................................................................................................................................................................................................................

                                                                                 Polowanie na czarownice i ich procesy.



Procesy świeckie czarownic w Koronie Polskiej trwały prawie 400 lat. Procesy o czary odbywały się w sądach miejskich i wiejskich. Pierwszy taki proces świecki miejski odbył się w 1501 roku w Gdańsku, natomiast w gdańskim  sądzie kościelnym w 1477 i 1483r. Najwięcej procesów odbywało się w sądach miejskich, które przejęły w XVII wieku jurysdykcję w sprawach o czary, ograniczając wpływy Kościoła w tym zakresie. Nie odbyło się to łatwo, gdyż spór ten pojawił się w XV wieku, a nasilił w XVI. (W 1776 roku wszedł sejmowy zakaz karania śmiercią czarownic. Swój udział mieli w tej decyzji również biskupi). Zjawiskom oskarżeń sprzyjały pewne grupy społeczne, bez udziału których byłyby one niemożliwe.



Pewien podróżnik zachodni odwiedzający Rzeczpospolitą w okresie pierwszego rozbioru Polski zauważył:

Wszystkie miasteczka prawem magdeburskim się rządziły. Sędziowie nie umiejący ani czytać ani pisać, sądzili sprawy czarodziejstwa, brali na tortury oskarżonych i to tak było upowszechnione, że choćby przyznał się do występku i był skazany na śmierć, zawsze wprzódy na tortury był brany dla wydania wspólników; palono czarownice i czarowników, ludzi razem z bydlętami ćwiczono publicznie pod pręgierzem; matki bezżenne, stąd poszło, że wiele dzieci tracono, a wszystko to zarządzał duch fanatyzmu, wpajany przez zakonników i księży. W całej Wielkiej Polsce, Mazurach i Krakowskiem, nie tylko lud płci obojej, kołtunami głowy okryte mieli, i to przypisywali skutkowi czarodziejstw, lubo doktorowie choroby tej dwojakie kładli przyczyny, pierwsze nieochędóstwo (ciemnota), drugie przypisywali wodzie i klimatowi naszego kraju; Jeden z lekarzy doktór Viner, uważał, że wsie złożone z gmin wyznania luterskiego i kalwińskiego, tudzież szlachta nie podlegali chorobie kołtuna. Wyszedł tedy w egzaminowanie, dla czego katolicy tak brzydkiej i nieszczęśliwej ulegają chorobie i doszedł, że z jedzenia oleju lnianego w czasie postów, w którym rodzi się powój mający ziarna inunasienia (Odony i trudny do oddzielenia. To ziarno jest trucizną, zarażającą humory człowieka do tego stopnia, iż nie tylko włosy się wiją, guzy po punkturach formuje, ale nawet przechodzi z pokolenia na pokolenie i staje się chorobą sukcesyonalną).(!)

Opisał Viner tę chorobę i przyczyny z jakiej pochodzi, oddał ją biskupowi księciu Czartoryskiemu, któren przekonany uwagami doktora, udał się do Rzymu i wyrobił bullę papieską, by posty nie na oleju, ale na nabiale obserwowane były, i tę bullę w swej dyecezyi poznańskiej i w Warszawie publikować z ambon rozkazał. Ta bulla nie była przyjęta po większej części przez klasztory i fanatyków, koniecznie utrzymujących, że choroba kołtunów pochodzi z czarów, bo gdyby tych zabrakło, nie byliby potrzebni egzorcyści, zdejmujący kołtuny, ustałyby przyczyny ofiarowania się na miejsca cudowne i czynienie ofiar w różnych wotach. Znałem podkomorzynę poznańską, pozostałą wdowę ostatniego z Czartoryskich, panią bardzo majętną, którą opanowali Jezuici i wszystkie intraty z dóbr jej zabierali. Mimo wielu pochlebstw, które jej czynili, wyperswadowali jej, że chodząc po pokoju, może odbyć pielgrzymkę do grobu Pańskiego do Jerozolimy, z rzetelnym odpustem przeznaczonym dla tych, którzy pieszo tę podróż odbywają i wyrachowali na wiele mil jej dom od Jerozolimy jest odległy, ile ta podróż zabierze czasu aż do godzin wyliczono, a w Rzymie wyrobili dla niej odpusty, jak gdyby istotnie tę podróż odbywała. W Poznaniu ulice całe zamieszkałe były przez dewotki jezuickie, wdowy bogate.

O braku umiejętności czytania w 1727 roku biskup kujawski Krzysztof Szembek tak grzmiał: „Straszna rzecz słyszeć[...] każdego roku białogłowy bez fundamenta o gusła i czary na różnych miejscach obwiniają. Straszniejsza [..], że niedoskonali sędziowie[...] często czytać nieumiejący, te sprawy sądzą.

Biskupem który niezwykle zwalczał procesy o czary- ale w XVIII wieku był Andrzej Stanisław Załuski, biskup płocki. Można jeszcze wspomnieć biskupów: Krzysztofa Szembeka czy Antoniego Dembowskiego. Pamiętajmy jednak, że mamy już XVIII wiek.



Inny obserwator H. Vautrin zauważył: Tępota chłopów jest bez wątpienia skutkiem poddaństwa. Nierzadki jest tu widok ludzi cierpiących na rodzaj zawrotów głowy, które powodują nagły roztrój władz umysłu. Chorzy tracą świadomość, wzrok i słuch. Biegną przed siebie krzycząc i wyjąc przeraźliwie. Bardzo możliwe, że przypisać to należy nadużyciu napojów alkoholowych. Kołtun jest chorobą wszędzie tu spotykaną. Dotknięci są nią jedynie ludzie ubodzy, którzy nie korzystają z pomocy lekarzy. Nękający Polaków szkorbut i przypadłości ich miękkich i tłustych włosów, związane są z nieczystościami i ciepłem wydzielającym się z siana na którym śpią z obnażoną głową. W piechocie polskiej obcina się zawsze kołtun rekrutom, którzy nie zapadają na niego , gdyż muszą myć i czesać włosy. Unika się wszędobylskich wszy, które obsiadły nie tylko Żydów.

W. G. Soldan w 1843r. uznał procesy o czary za dzieło średniowiecznego Kościoła katolickiego. Według niego czarownice nie istniały - oskarżano zaś niewinne kobiety, które torturami zmuszano do zeznań o nieprawdziwych zbrodniach. Czarownice w jego ujęciu to niewinne ofiary władz kościelnych i świeckich. Jules Michelet przedstawia taką kobietę jako mądrą, doświadczoną i niosąca pomoc ludowi. Tak postrzegane  niewątpliwie są te kobiety w dzisiejszych czasach. O potępieniu sprawców niech każdy sam pomyśli.

Mit o czarownicach stworzyli dominikanie, już w 1203r. Św. Dominik po raz pierwszy spotkał się z albigensami (heretykami) z południowej Francji. W XV wieku czarostwo zostało zorganizowane w system przez dominikanów. Gdy nasilanie się magii, astrologii i wróżbiarstwa uznano za zagrożenie herezją, papież Innocenty III (1161 - 1216) uznał za konieczne wzmocnić sądy biskupie, które zajmowały się procesami o czary. Stworzył podstawy prawa procesowego inkwizycji. Szaleństwo czarownic rozpoczęło się pod koniec XIV wieku, ponieważ zainteresowani dominikanie tracili możliwość działania przeciw innym sektom, musieli znaleźć sobie jakiś inny cel . Powstały w tym celu zakon dominikanów jako nowej „milicji chrystusowej"- szturmowych oddziałów Rzymu (cyt. R. Andrews i P. Schellenberger). Inkwizytorzy działający na zasadzie infiltracji,  przedstawiali praktykujących czary i magię jako związanych demonicznym spiskiem przeciw chrześcijańskiemu społeczeństwu i wierze. U schyłku średniowiecza czarownicą była osoba zajmująca się nie tylko czarami, ale rytualnie wespół ze swymi wspólniczkami, oddająca cześć diabłu.

Badania czarostwa w Polsce są mało rozwinięte, gdyż uważano, że badania nad domniemanymi wspólniczkami szatana  mogłyby ukazać Kościół katolicki w niekorzystnym świetle. Obecnie pojawia się lawina śmiałych i naukowych opracowań tej tematyki, tak autorów krajowych jak i zagranicznych, np. obszerna i wyczerpująca praca Małgorzaty Polaszek pod tytułem „ Procesy o czary w Polsce w wiekach XV - XVIII", (stąd ryciny).

Przyjmuje się, że w okresie lat 1450- 1750 Europejczycy  postawili przed sądami 100 000 do 200 000 czarownic, z czego połowa została stracona ( przeważnie spalona). W Polsce, na ziemiach dawnej Rzeczpospolitej,  w latach 1511 - 1775 liczba ta w  niezbyt pewny sposób obliczeń ( brak dokładnych źródeł, ob. B. Baranowski) wynosi ok. 10 000 oskarżonych o czary na mocy prawomocnych wyroków spłonęło ma stosie lub zmarło na torturach. Kościół ze swoim monopolem na naukę wiary, z wewnętrznym zhierarchizowaniem i surowym monoteizmem jako wroga postrzegał każde działanie mające znamiona autonomii.

 W 1497 roku przed sądem biskupim we Włocławku stanął gdański duchowny Mathias Kykyebosch oskarżony o wydanie hostii poszukiwaczom skarbów.

W 1483 r. pozwano przed sąd konsystorski Elisabeth Gronink z Gdańska oskarżając ją o szkodzenie przy pomocy czarów ludziom i bydłu.(K.P. Szkułatowski)

W 1501 roku odbył się pierwszy proces przed sądem miejskim. Oskarżono dwie kobiety o czynienie czarów podczas mszy w kościele przy pomocy, odciętego od ubrania kawałka materiału. Po zastosowaniu tortur obie kobiety przyznały się do zarzucanych im czynów. Następnie wystąpiła 70 letnia przerwa w Gdańsku w procesach. Gdańsk żył innymi wydarzeniami. W czerwcu 1570 roku padło oskarżenie na wdowę po Hanie Schmidt - Luci o uprawianie czarów. Burgrabia królewski wyraził zgodę na zastosowanie tortur i po przeprowadzeniu przesłuchań oskarżona przyznała się do winy. 19 czerwca została skazana na spalenie żywcem. 19 września tegoż roku stracono podobnie Wollbrecht Hartnack. Rok póżniej Anna Brands została skazana na pręgierz i wieczne wygnanie za rzucanie oskarżeń na niewinnych ludzi i uprawiania czarów. Kara była tak łagodna gdyż czary nie były tu głównym zarzutem, lecz pojawiły się przy okazji.

W 1573 roku Anna Masterhauser skazana została za uprawianie czarów na spalenie żywcem i uprzednie czterokrotne szczypanie cęgami w czterech publicznych punktach miasta.

W 1575 roku Hans Schrecken uprawiający magię „wysoką" tzn. przy pomocy lustra magicznego i księgami, został potraktowany łagodniej, gdyż przed spaleniem polecono go ściąć, co było przejawem łaski sądu!

Źródła podają, że w 1571 r. w całym ewangelickim Księstwie Pruskim w aresztach osadzonych za czary były 134 osoby, z czego skazano 60.

W 1586 roku w procesie o zawarcie paktu z diabłem sprowadzenie dzięki jego pomocy nieszczęść na ludzi skazano na spalenie wdowę po P. Zimmermannie i Annę Barckmann.

W1594 roku skazano wielokrotnego przestępcę, nie tylko za czary Jacoba Jordana na ścięcie. Przy okazji opisano fizyczny wygląd diabła. Otóż:

                            Diabeł ma wygląd kozła!
 

Dwie czarownice, Annetha Rautenkranz i Anna Mielcke skazano na spalenie żywcem 2 grudnia 1615 roku za zawarcie paktu z diabłem, oddanie mu ciała i duszy, oraz wyparcie się Boga.

19 grudnia 1639 roku ta sama kara spotkała dwie kolejne kobiety - Barbarę Falschen i Ester Platzken, z tym że tą drugą uprzednio ścięto.

Łańcuch gdańskich procesów czarownic zamknęła w roku 1659 sprawa 88 letniej wdowy Anny Kruger, która początkowo nie chciała się przyznać, ostatecznie wyznała, że diabelskich sztuczek nauczył ją mąż. Swą duszę obiecała duchowi o imieniu Klaus za obietnicę znalezienia jej w piekle ładnego miejsca, gdzie nie byłoby mąk a tylko przyjemności.

W Gdańsku w 1657 roku ukazała się instrukcja Rzymu nakazująca sądom ostrożność w dawaniu wiary oskarżeniom o czary i niestosowanie tortur w tego typu procesach. Do kolejnego wydania tejże publikacji dołączono jeszcze dalej idący okólnik biskupa kujawskiego Kazimierza Czartoryskiego z roku 1669.

Nie położyło to kresu tego rodzaju procesom, ale niewątpliwie zmniejszyło ich częstotliwość. Częstą przyczyną była chęć zemsty na sąsiadach, jak to miało miejsce w 1727 w sadzie skarszewskim pomiędzy rodziną Bystramów Owidzkich i rodziną Kistowskich.

W 1700 roku oskarżyli o czary Annę Zdrojewską trzej jej bracia - Jakub, Stefan Michał. O konszachtach z diabłem miała im powiedzieć matka, która sama obcowała z diabłami.

W każdym procesie czarownic sąd najpierw poddawał kobiety próbie pławienia. Delikwentkę wiązano w kozła, to znaczy związywano lewą rękę z prawą nogą i prawą rękę z lewą nogą, a następnie ostrożnie i powoli opuszczano na wodę. Liczne spódnice, bufiaste części garderoby nie pozwalały na pójście nieszczęśliwej kobiety natychmiast pod wodę, a więc uznawano ją za winną.

 

 Kat i delegaci sądu nie tylko pytali ją o to, czy miała stosunki z diabłem, ale o to , od kogo go dostała i wtedy zmaltretowana kobieta wymieniała inne niewiasty, często zupełnie niewinne.

Ostatni wypadek pławienia rzekomej czarownicy wydarzył się w Chałupach na Półwyspie Helskim jeszcze w 1836 roku.

Opis tortur typu: wyrywanie języka, wbijanie rozpalonego żelaza, łamanie, kołem, rozciąganie ciała, ścinanie głowy, oraz palenie na stosie w obecności dzieci, mężów, rodzin, mieszkańców - niewinnych kobiet - pominę tym razem.

 

Ostatni w Polsce wielki proces czarownic odbył się w 1775 roku we wsi Doruchowie koło Kępna w dawnej ziemi wieluńskiej. Ofiarą padło 14 niewinnych kobiet z oskarżenia trzech dziedziców wsi.

Pogromy protestantów, oraz procesy „blużnieców", „świętokradców", „ kacerzy" i „czarownic" ściśle wiązały się z nietolerancją i obskurantyzmem religijnym doby kontrreformacji( ob. B. Baranowski).

Święte Oficjum łac. Sanctum Officium zostało ostatecznie zlikwidowane dopiero w 1859 roku przez papieża Piusa IX.

 

Palenie na stosie

 

Diabeł prawie...współczesny!

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 Diabeł kłamie również, kiedy mówi prawdę

                      Prof. L. Kołakowski

W aktualnym prawie polskim znajdują się zapisy o karach więzienia np. za grzech przerwania ciąży, naruszenia uczuć religijnych i jeszcze kilka innych.


oceń
0
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

O cudach

wtorek, 06 października 2009 19:57

 

                                      

 Według encyklopedii to" niezwykłe zjawisko widziane przez religię jako wyraz ingerencji sił nadprzyrodzonych; a szczególnie w zjawiskach nie dających się wyjaśnić znanymi prawami przyrody; sprawcami cudów byli najczęściej założyciele religii, prorocy, święci; w teologii chrześcijańskiej - znak Boga , przez który manifestuje on swoją obecność w świecie i zapowiada zbawienie ludzi".

Wyjaśnienie to na wstępie jest konieczne do artykułu, który zrodził się w związku z cudem w Sokółce - o czym szeroko relacjonowały media publiczne. Bądż co bądź żyjemy w XXI wieku i cuda współczesne nie od razu ( jeżeli w ogóle)  są poważnie traktowane. O cudzie słyszymy również z okazji przygotowań do kanonizacji naszego papieża.

Wikipedia wyjaśnia krotko: zjawisko lub zdarzenie , o którym niewystarczająca wiedza o rzeczywistych przyczynach i przebiegu nie pozwala na jego naukowe wytłumaczenie. Wywołane jest nieznanymi prawami lub interwencją bóstwa.

W historii było wiele cudów np. gospodarczych , architektonicznych i innych. Zatrzymam się przy cudzie w chrześcijaństwie, pod nazwą „ Cud Eucharystyczny".

W książce pod  tytułem „ Cuda Eucharystyczne" autorstwa J.C. Cruz znajdujemy:                                                                                    Święty kościół katolicki naucza, że w czasie Mszy Świętej , w momencie Konsekracji, chleb i wino stają się prawdziwie Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa". Zarówno ( czyt. dalej) chleb jak i wino przeistaczają się w Jezusa Chrystusa - Jego Ciało , Krew, Duszę i Boskość tak, że w Komunii Świętej Chrystus przychodzi do nas cały i prawdziwy. Co ważne, nawet najmniejsza cząstka konsekrowanej Hostii oraz najmniejsza kropla konsekrowanego „wina" jest Chrystusem; zawsze całym i niepodzielnym. Obecność Zbawiciela trwa tak długo jak długo utrzymują się postacie chleba i wina. Tak więc Pan nasz obecny jest w osobie przyjmującej Go w Komunii Świętej  przez około 15 minut i osoba ta powinna czcić Boga w sobie przez cały czas Jego sakramentalnej obecności.

Bardzo znane jest opowiadanie o św. Filipie Nereuszu, który zobaczył Kobietę wychodzącą z kościoła zaraz po przyjęciu Komunii Świętej, nie zważając na obecność Chrystusa w swoim sercu. Święty Filip natychmiast posłał za nią dwóch ministrantów ze świecami, by szli obok niej przypominając, że kobieta ta była ciągle jeszcze żywym tabernakulum Wszechmocnego Boga.

Tyle przypomnienia eucharystii chrześcijańskiej, która jest przecież powszechnie znana nam wierzącym.

W 1863 ukazało się dzieło Ernesta Renana pod tytułem „Vie de Jesus - Żywot Jezusa".  Renan uważając chrześcijaństwo ( czytamy we wstępie) za zjawisko najbardziej doniosłe dla kultury, postanowił je zbadać z obowiązującego wówczas historycznego punktu widzenia, dotrzeć do jego źródeł. Renan przedstawił Jesusa jako najdoskonalszego z ludzi, wielkiego idealistę, twórcę „czystej" religii - bez praktyk, świątyń i kapłanów - głoszącej wspólnotę sprawiedliwych wszystkich ras i narodów, opartej na wolności i umiłowaniu Boga. Renan nieustannie podkreśla doniosłą rolę nauki Jezusa dla całej europejskiej kultury. Renan odniósł się również do cudów mówiąc: „ opowiadania te objaśniać, lub przedstawiać je jako legendy, to nie jest jeszcze okaleczenie faktów w imię teorii; wychodzi się właśnie z obserwacji samych faktów. Z wszystkich cudów, które nam podaje historia starożytna, ani jeden nie powtórzył się w warunkach naukowych. Postrzeżenie, które ani razu nie zostało zbite, poucza nas, że cuda zdarzają się tylko tam, gdzie się w nie wierzy. Nie zdarzyły się one nigdy wobec ludzi, którzy posiadali kwalifikacje stwierdzenia czegoś podobnego. A kwalifikacji na to nie posiada ani tłum, ani tak zwani „ludzie światowi". Badanie naukowe wymaga wielkiej ostrożności i długich ćwiczeń. Ileż to razy w naszych czasach „ludzie światowi" dali się omamić czczymi i dziecinnymi kuglarstwami! Cudowne zdarzenia, których prawdziwość zaświadczyły całe miasteczka, zostały dzięki ścisłemu śledztwu skierowane do sądów. A jeżeli dziś żaden cud nie ostoi się przed skalpelem krytyki, czyż nie jest prawdopodobne, że to samo stałoby się z cudownymi relacjami gminnymi czasów ubiegłych, gdybyśmy tylko mogli zbadać je dokładnie.                                                                                                                                                                                                            A więc wypędzamy wszelki cud z historii nie w imię tej lub owej nauki, ale w imię odwiecznej prawdy. Nie powiadamy: „Cud jest rzeczą niemożliwą"; mówimy tylko: „ nie było cudu stwierdzonego naukowo". Przypuśćmy, że w czasach teraźniejszych pojawi się jakiś cudotwórca i że będzie nam dana gwarancja, iż rzecz warto zbadać bliżej; przypuśćmy, że ów cudotwórca głośno oświadcza się z gotowością wskrzeszenia umarłego; cóż by tedy uczyniono? Wydelegowano by komisję, złożoną z fizjologów, fizyków, historyków. Komisja ta wybrałaby trupa, stwierdziłaby najpierw, że to istotnie trup; następnie wyznaczyłaby salę, w której miałoby się odbyć doświadczenie; wreszcie nie pominęłaby żadnej ostrożności, aby wszelka wątpliwość została usunięta. Gdyby w takich warunkach wskrzeszenie zostało dokonane, posiadałoby ono cechy prawdopodobieństwa, niemal pewności. Ale ponieważ cechą znamienną doświadczenia jest to, że trzeba je umieć powtórzyć, ponieważ zresztą powtórzyć można, co się już raz zrobiło zwłaszcza, że przecież cud nie może przychodzić z trudnością, przeto zażądano by od cudotwórcy, aby cud swój powtórzył w innych warunkach, w innym miejscu i z innym trupem. Gdyby i tym razem cud się udał, mielibyśmy przed sobą dwie ewentualności: pierwsza, że zdarzają się w świecie rzeczy nadprzyrodzone; druga, że niektóre osoby posiadają władzę czynienia czegoś podobnego. Ale każdy wie, że jeszcze się w takich warunkach cud nie zdarzył; że dotąd każdy cudotwórca sam obierał miejsce, przedmiot doświadczenia, środowisko i publiczność; że owe cuda przeważnie dotwarzał gmin a posteriori , który czuł niepohamowaną żądzę dopatrywania się w wielkich czynach i w wielkich ludziach pierwiastka nadprzyrodzonego.                                                                                                                                       Krytyka historyczna musi tedy tymczasem przyjąć zasadę, że nie można relacji o cudach uznawać za prawdziwą, gdyż polega ona albo na łatwowierności, albo na oszustwie, a rzeczą historyka jest zbadać, co w tej relacji jest prawdą, a co kłamstwem. Tyle Renan.

  Inny pogląd, nieco bardziej na czasie ( i dość powszechny wśród wierzących) zakłada, że ponieważ cuda są" nie do przyjęcia dla wspóczesnego człowieka" wobec tego mówiąc o Jezusie wspomina się je jak najrzadziej lub wogóle przemilcza. Rudolf Bultmann powiada w "Interpretacji nowego testamentu" Paryż 1955, s.142-143, że " nie można posługiwać się elektrycznością i radiem, w przypadku choroby korzystać ze sprzetu medycznego i nowoczesnych szpitali, a jednocześnie wierzyć w duchy i cuda Nowego Testamentu. Wszyscy, którzy we własnym sumieniu usiłują to pogodzić, powinni wiedzieć, że w naszej epoce chrześcijanstwo jest niezrozumiałe". Przemyślenia Bultmanna były w swoim czasie żywo dyskutowane, twierdził, że postęp nauki spowodował zanik "wierzeń w duchy i demony [...]; leczenie chorób jest rzeczą naturalną i nie jest dziełem sił nieczystych lub diablich czarów. Dlatego właśnie cuda opisane w Nowym Testamencie nie są żadnymi cudami".
Nasze pokolenie ma do cudów stosunek dwojaki. Dla jednych są one pożądane; oni lubią wszystko co niezwykłe i tajemnicze, bo to umacnia ich wiarę. Dla innych cuda opisane w Ewangeliach są raczej przeszkodą w wierze niż zachętą. Tacy ludzie nie przeczą istnieniu Jezusa , interesują się czasem nawet entuzjazmują, tym co mówil , postępują w miarę możliwości zgodnie z Jego naukami. Ale cuda?. W końcu nikt wierzący nie wyobraża sobie świata bez Bożej interwencji, obojętne, kiedy, gdzie i w jaki sposob to się działo , czytamy  u J. Dusquesne'a na s. 84- 86

Pozostaje nam „wierzyć lub nie".


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 24 listopada 2014

Licznik odwiedzin:  109 192  

O moim forum

Mam nadzieję, że to forum będzie miejscem gdzie wiele osób mających coś do przekazania, zechcą się podzielić z nami czytelnikami. W szczególności zależy mi na społeczności gminy Przodkowo.

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl